this night ain't for the faint of heart
: sob lip 25, 2026 12:16 pm
To była jedna z tych nocy, które można było określić mianem niezapomnianych... O ile rzecz jasna komuś nie urwie się film w sposób, który gwarantował amnezję. Całe szczęście, że Evina Swanson nie należała do takich osób. Nawet jeśli zdarzało jej się zaliczyć zgon w czasie imprezy to zawsze i tak pamiętała wszystko, co się na niej działo. Było to zarówno przekleństwo jak i błogosławieństwo, bo o pewnych rzeczach wolałaby zapomnieć. Zwłaszcza jeśli dotyczyły one raczej wstydliwych kwestii.
Aktualnie jednak się tym wcale nie przejmowała. Zamiast tego poświęcała się niemal w całości domówce, którą organizował Joel, znajomy ze studiów, który postanowił innym studentom zorganizować weekend w szalony sposób. Z pewnością ktoś taki jak Joel Whitman posiadał możliwości do wyprawiania hucznych imprez. Jego rodzice, którzy aktualnie znajdowali się poza miastem, posiadali ogromny dom na obrzeżach i chyba nawet nie zdawali sobie sprawy jaką Mekką dla imprezowiczów się stał. Rezydencja była przestronna, na przepastnym podwórzu znajdował się basen, do którego ludzie wskakiwali w ubraniach, a najnowszy system stereo sprawiał, że cały teren pulsował od dudniącej muzyki płynącej z głośników.
Aktualnie wszyscy podskakiwali w rytm L'amour Toujours Gigiego d'Agostino, wykrzykując jakieś dziwne hasła. Tak też wyglądała praktycznie każda impreza u Joela. Evina nie była zaskoczona żadną z tych rzeczy. Podobnie zresztą musiał się czuć jej chłopak, który nie pierwszy raz towarzyszył jej w trakcie podobnych wypadów.
- Chodź, Percy. Musimy znaleźć piwo. Pić mi się chce - poskarżyła się, ciągnąc młodego Gardnera za ręką do znajdującej się przy podwórzu kuchni, gdzie znajdowały się wszelkie zapasy alkoholu.
Musieli przecisnąć się przez tłum innych imprezowiczów. Część z nich obściskiwała się i całowała gdzieś przy ścianie, a inni z kolei tańczyli do imprezowych przebojów i skupiali się na dobrej zabawie. Swanson była już dosyć wstawiona. Nie można było powiedzieć, żeby szła prosto, ale na pewno się nie zataczała. Mogła zatem wlać w siebie jeszcze nieco alkoholu i wziąć udział w jednej z licznych zabaw, które odbywały się na terenie rezydencji Whitmanów. Zwłaszcza, że wszyscy imprezowicze zdawali się jeszcze bardziej rozkręcać z każdą minutą, którą spędzali pośród wyraźnie nakręconych rówieśników, którym chcieli zaimponować w jakiś sposób.
Percival Gardner
Aktualnie jednak się tym wcale nie przejmowała. Zamiast tego poświęcała się niemal w całości domówce, którą organizował Joel, znajomy ze studiów, który postanowił innym studentom zorganizować weekend w szalony sposób. Z pewnością ktoś taki jak Joel Whitman posiadał możliwości do wyprawiania hucznych imprez. Jego rodzice, którzy aktualnie znajdowali się poza miastem, posiadali ogromny dom na obrzeżach i chyba nawet nie zdawali sobie sprawy jaką Mekką dla imprezowiczów się stał. Rezydencja była przestronna, na przepastnym podwórzu znajdował się basen, do którego ludzie wskakiwali w ubraniach, a najnowszy system stereo sprawiał, że cały teren pulsował od dudniącej muzyki płynącej z głośników.
Aktualnie wszyscy podskakiwali w rytm L'amour Toujours Gigiego d'Agostino, wykrzykując jakieś dziwne hasła. Tak też wyglądała praktycznie każda impreza u Joela. Evina nie była zaskoczona żadną z tych rzeczy. Podobnie zresztą musiał się czuć jej chłopak, który nie pierwszy raz towarzyszył jej w trakcie podobnych wypadów.
- Chodź, Percy. Musimy znaleźć piwo. Pić mi się chce - poskarżyła się, ciągnąc młodego Gardnera za ręką do znajdującej się przy podwórzu kuchni, gdzie znajdowały się wszelkie zapasy alkoholu.
Musieli przecisnąć się przez tłum innych imprezowiczów. Część z nich obściskiwała się i całowała gdzieś przy ścianie, a inni z kolei tańczyli do imprezowych przebojów i skupiali się na dobrej zabawie. Swanson była już dosyć wstawiona. Nie można było powiedzieć, żeby szła prosto, ale na pewno się nie zataczała. Mogła zatem wlać w siebie jeszcze nieco alkoholu i wziąć udział w jednej z licznych zabaw, które odbywały się na terenie rezydencji Whitmanów. Zwłaszcza, że wszyscy imprezowicze zdawali się jeszcze bardziej rozkręcać z każdą minutą, którą spędzali pośród wyraźnie nakręconych rówieśników, którym chcieli zaimponować w jakiś sposób.
Percival Gardner