Strona 1 z 1

oh dear god, there is a body in the hole

: sob lip 25, 2026 2:13 pm
autor: Harry Dillion
   Życie potrafiło zaskakiwać na wiele niespodziewanych sposobów. Akurat był sam na plebanii, co w sumie zdarzało się wyjątkowo rzadko. Nie czuł się najlepiej, nie tylko psychicznie, co było u niego w ostatnich dniach wyjątkowo częste. Czuł się również źle fizycznie i najzwyczajniej w świecie nie miał ochoty ruszać się z pokoju. Wiedział jednak, że musiał coś zrobi. I jeszcze zanim gosposia i pastor wyruszyli na zakupy, to Harry wziął się za sprzątanie. Pierwsze co zrobił, to ogarnął pokój, który zajmował. Powoli przyzwyczajał się do tego otoczenia, jednak gdzieś głęboko w jego głowie siedziała myśl, że prędzej czy później będzie musiał się wyprowadzić i znaleźć coś swojego. Nie wiedział jednak, jak mogłoby to być możliwe, biorąc pod uwagę jego obecną sytuację.
   Póki co nie musiał się jednak tym przejmować. Miał zamiar po prostu żyć chwilą i jak na razie w przyszłość wybiegał zaledwie kilka godzin w przyszłość. Wydawało mu się, że tak właśnie będzie dla niego najlepiej. Posprzątał więc w pokoju, co nie było zajęciem trudnym do wykonania, bo był osobą, która wolała utrzymywać porządek codziennie, niż bawić się z górą rzeczy do zrobienia raz w tygodniu. Poza tym lubił sprzątać i sprzątanie było właśnie jednym z jego codziennych obowiązków.
   Zanim poszedł zamiatać kościelne marmury, postanowił zjeść szybkie śniadanie i wypić kawę. Rzadko jadał śniadania wcześnie. Zazwyczaj jego śniadania odbywały się podczas lunchu, bo, jak zwykł mawiać – jego żołądek był rozruszany na tyle, by zacząć normalnie trawić. Nie wiedział, czy była to wina tego, że jego ciało nie było już dziecinne, więc metabolizm zwalniał, czy może wynikało to z faktu, że przez wiele lat nauczył organizm do tego, że nie jadał śniadań kosztem dłuższego snu. Teraz najzwyczajniej w świecie musiał trochę się rozruszać, by móc coś zjeść i nie czuć się po tym ciężko. Przygotował sobie wszystko, co chciał i usiadł na werandzie, żeby nacieszyć się pogodą.
   Zdążył zjeść połowę swojej jajecznicy, gdy usłyszał telefon. Ze względu na to, że nikogo innego nie było na plebani, to podniósł słuchawkę. Głos z drugiej strony oznajmił go, że niezwłocznie ktoś z plebani musiał pojawić się na miejscowym cmentarzu, gdyż pojawił się problem, którego nie sposób było wyjaśnić przez telefon. Początkowo chciał powiedzieć, że zgłosi sprawę duchownemu, gdy ten wróci na plebanię, jednak w odpowiedzi usłyszał, że sprawa nie może czekać i musi zostać ogarnięta jak najszybciej. Ubrał się więc, zapakował resztę jajecznicy do bułki, żeby móc ją zjeść po drodze, a kawę przelał do termosu, gdyż lubił pić ciepłą. I wyszedł.
   Na cmentarz na szczęście nie miał daleko, wystarczyło mu przejść zaledwie kilkanaście metrów, by znaleźć się na miejscu. Od razu zauważył, że problem może być większy niż się spodziewał, gdyż po cmentarzu kręciło się więcej ludzi niż zazwyczaj i większość z nich zgromadzona była wokół jednego miejsca, podczas gdy inni, po prostu wpatrywali się w zgromadzenie. W oddali, na drugim końcu cmentarza zobaczył kilka samochodów i radiowozów, co niemal natychmiast sprawiło, że zechciał wrócić na plebanię. Ostatnie czego potrzebował, to rozdrapywanie ran, które dopiero zaczęły się goić. Nie chciał mieć żadnych kontaktów z policją. Niestety był jedyną osobą, która mogła się tu w tej chwili pojawić, bo chociaż poinformował proboszcza o sytuacji, to mężczyzna nie był w stanie dotrzeć na cmentarz szybciej niż za kilkadziesiąt minut.
   Podszedł do zgromadzenia, uśmiechając się lekko, starając się przybrać dobrą minę, a przynajmniej taką, która pasowałaby do sytuacji. Zrozumiał szybko, że uśmiechanie się nie było wskazane, gdyż wszyscy zgromadzeni byli dość bladzi. Przedstawił się szybko i gdy tylko spojrzał w dół, zrozumiał, że sytuacja była o wiele poważniejsza, niż mu się wydawało…
   – A co to kurwa ma być? – zapytał, wpatrując się na zwłoki, które leżały na wieku przegnitej już trumny.

Ruelle I. Prescott

oh dear god, there is a body in the hole

: czw lip 30, 2026 9:27 am
autor: Ruelle I. Prescott
To był aż do bólu zwyczajny dzień, a przynajmniej taki miał być.
Prescott miała już za sobą niezwykle intensywny okres egzaminacyjny na studiach, przez który przebrnęła pomyślnie i mogła zostać przyjęta na ostatni rok medycyny. Czekały ją jednak jeszcze intensywniejsze praktyki w lokalnym szpitalu, które z pewnością będą też wpływały na czas jej pracy w zakładzie pogrzebowym.
Nie mogła narzekać z pewnością na brak zajęć nawet jeśli w teorii powinna mieć wakacje między jednym a drugim rokiem akademickim. Nie spodziewała się jednak tego, że tego ranka zostanie zbudzona telefonem od swojego przełożonego.
Sezon urlopowy. To było najlepsze wyjaśnienie dla faktu, że wysyłano ją właśnie z zadaniem, które wykraczało poza jej zakres obowiązków oraz zapewne również też kompetencje.
Sprawa jednak była niecierpiąca zwłoki... Czy też sprawa dotyczyła zwłok, które ktoś postanowił ekshumować bez odpowiednich uprawnień. O ile tak można było nazwać prawdopodobną działalność hien cmentarnych.
Nie miała czasu, ani sił na to, aby przygotować sobie coś do jedzenia także odpuściła całkowicie posiłek. Nie pierwszy raz zresztą, więc jakoś sobie z tym wszystkim poradzi. Wciągnęła na siebie pierwsze lepsze rzeczy z szafy: jakieś szerokie jeansy i t-shirt z okładką albumu Fallen zespołu Evanescence po czym ruszyła w drogę.
Na miejscu na pewno prezentowała sobą obraz pełnego profesjonalizmu. Młoda dziewczyna z podkrążonymi oczami, które upodabniały ją do pandy i niedbale upiętymi włosami, które miały zamaskować fakt, że nie miała wystarczająco czasu na to, aby się właściwie uczesać. Dodatkowo popijała pomarańczową Fantę, którą kupiła w pobliskim sklepie spożywczym niedaleko cmentarza. Nic dziwnego, że funkcjonariusze policji nie traktowali jej w tym momencie poważnie.
Na razie nie działo się nic specjalnego. Raporty, rozmowy na temat tego incydentu, którego w zasadzie nikt na dobrą sprawę nie widział, ale potępiał z całego serca. Nic specjalnego. Przynajmniej dopóki nie rozległ się nowy głos kogoś, kto właśnie stanął nad rozkopanym grobem.
- Nie co tylko kto - poprawiła młodego mężczyznę, stając obok niego i spoglądając na zwłoki, które podobnie jak trumna były już w stanie zaawansowanego rozkładu, który pożarł większość tkanek znajdujących się na kościach. - Pan Carlson Myers. Ktoś chciał go wyciągnąć na świeże powietrze.
Żarty chyba się jej trzymały, ale taka już była. Potrafiła swobodnie żartować ze śmierci i zmarłych, którymi była otoczona przez tak sporą ilość czasu. Człowiek po prostu w pewnym momencie zaczyna się znieczulać. Niektórzy też twierdzili, że czarny humor pomagał człowiekowi i sprawiał, że mu nie odbijało. Któraś z wersji na pewno była poprawna jeśli chodziło o Prescott.

Harry Dillion

oh dear god, there is a body in the hole

: pt lip 31, 2026 12:39 am
autor: Harry Dillion
   Widok rozkładających się zwłok nie było czymś, co chciał zobaczyć. W sumie to nie tak, że nie widział zwłok. W końcu był lekarzem, nie dość że uczył się na zwłokach anatomii, to jeszcze nie raz musiał stwierdzać czyjś zgon. Bo lekarze nie byli cudotwórcami, czasem nie udawało im się uratować człowieka. Były to najgorsze momenty w życiu każdego lekarza. W końcu byli tu, by pomagać, a nie szkodzić. Starał się ciągle trzymać tej zasady, nawet jeśli tamto życie przestało dla niego już istnieć.
   No ale spoglądanie na rozkładające się zwłoki było czymś zupełnie innym. Był to zupełnie inny poziom, którego nie chciał osiągać. Zwłoki należały do mężczyzny. Tyle zdołał określić po… cóż, ubraniu. Nie chciał przyglądać mu się dłużej. Stracił też całkowicie apetyt i trzymana w jego dłoni kanapka przestała mu wyglądać na apetyczną. Fuj.
   Rozejrzał się po zebranych. Znał stąd może dwie osoby, którym kiwnął głową. Ewidentnie nie pasował do tego towarzystwa i był nieodpowiednią osobą do tego, cokolwiek oczekiwano, że zrobi. Wiedział, że ludzie myśleli, że był wikarym, bo tak został przedstawiony parafianom, gdy się tutaj pojawił. Niektórzy uważali więc, że ma władzę sprawczą podobną do tej proboszcza. I pewnie normalnie tak powinno być, ale w tym wypadku gówno mógł. Zawinął kanapkę w papier i włożył sobie do kieszeni. Dopiero wtedy usłyszał kobiecy głos.
   – Acha – powiedział tylko, słuchając co do niego mówiła. Jeśli żartowała, to tego żartu oczywiście nie wyłapał, bo ciągle był w szoku po tym, co zobaczył. Był przekonany, że nie uda mu się wymazać z pamięci tego widoku. Co się oszukiwał… miał pamięć fotograficzną, więc wiedział doskonale, że nie zapomni żadnego detalu z całego tego wydarzenia. Każda wystająca kość, każdy odsłonięty fragment suchego ciała i zmierzwiona pozostałość fryzury… wszystko to powracać będzie w jego koszmarach. – A po co? – zapytał, chociaż mógł się domyślać. No ale nie chciał się domyślać. Ciało, które leżało w dole było zbyt stare, żeby wyciągnąć z niego jakieś organy. Wiedział, że czasami coś takiego miało miejsce, bo ludzie bywali dziwni i mieli dziwne hobby. Oczywiście ciało można było wykopać dla szkieletu. Kiedyś czytał, że taniej było zdobyć prawdziwy, ludzki szkielet niż taki plastikowy. Oczywiście można było go wykopać dla kosztowności, z którymi go pochowano. Przetarł swoje skronie.
   – Nieważne… to co robimy? Trzeba go chyba zakopać? – zapytał najpierw kobietę, która pomimo tego, że wydawała się niepozorna, to jednocześnie sprawiała wrażenie najbardziej ogarniętej. On z pewnością nie wiedział, co zrobić, no ale skoro wiedzieli, kim zmarły był i że powinien być zakopany, to pewnie najlepiej będzie go po prostu zakopać.
   – Na cmentarzu są kamery, można je przejrzeć, jeśli chcecie zobaczyć, kto się tu kręcił – powiedział, kierując swoje słowa do policjantów.

Ruelle I. Prescott

oh dear god, there is a body in the hole

: pn sie 03, 2026 1:01 am
autor: Ruelle I. Prescott
Zwłoki w różnym stadium rozkładu były już czymś do czego zdążyła w jakiś sposób przywyknąć. Widywała i takie w zakładzie, ale te znajdujące się w najcięższym stanie nie trafiały na jej stół, bo nic nie dawało się już z nimi zrobić. Czasem jednak balsamiści byli zaganiani do pracy, a ona sama musiała się pochylić nad takim czy innym delikwentem. Jeśli jednak uda jej się zrealizować marzenia o patologii to będzie trafiała częściej na petentów znajdującym się w stanie... różnym.
Ten mężczyzna, którego mieli przed sobą spędził w ziemi dobrych parę lat. Zresztą właśnie tego można było się dowiedzieć nagrobka, który znajdował się przy wykopanej na cmentarzu dziurze. Policyjni technicy wykonywali jej fotografie pod każdym możliwym kątem. Starano się również skontaktować z rodziną zmarłego, aby spróbować dowiedzieć się czy przypadkiem nie doszło do kradzieży, którą można byłoby dorzucić do zarzutów o bezczeszczenie zwłok.
Podobnie jak nowo przybyły, Ruelle raczej nie bardzo pasowała do tego miejsca. Przynajmniej wizualnie, bo wydawała się być mimo wszystko kimś, kto wyjątkowo dobrze czuł się w takich warunkach. Czego chyba nie mogła powiedzieć o młodym mężczyźnie znajdującym się obok niej.
- Chcą sprawdzać księgę parafialną, aby się upewnić czy nie było zaplanowanej likwidacji grobu, która z jakiegoś powodu nie doszła do skutki - dodała jeszcze, bo policja zdawała się badać naprawdę wszystkie możliwe ślady.
Grób był stary, Myers nikomu nie wadził, ale może znalazł się ktoś inny chętny na jego kwaterę i gotowy dać kapłanowi do łapy co łaska, które jednak wydawało się posiadać pewien cennik.
- Zakopać trzeba będzie na pewno, ale policja musi na to dać zielone światło. Na razie nie chcą, aby ktokolwiek ruszał ciało oraz miejsce zbrodni - odpowiedziała, bo to wydawało się być całkiem sensowne.
Ponowny pochówek pana Myersa musiał zatem jeszcze nieco poczekać. Przynajmniej dopóki któryś z funkcjonariuszy nie stwierdzi, że śmiało mogą ponownie zakopać ciało, bo nie mają już czego w zasadzie adać.
- Ano pewnie można. O ile działają - przytaknęła, nie bardzo wierząc samej w moc monitoringu.
Znajdowali się na cmentarzu, który miał swoje lata. Sam sprzęt pewnie też liczył sobie całe wieki i nie byłoby dla niej niczym zaskakującym, gdyby miał problemy z funkcjonowaniem lub ujął wszystko w tak niskiej jakości, że równie dobrze sprawcę można było nagrać ziemniakiem, bo za nic nie zostanie zidentyfikowany. Nie ma to jak pozytywne myślenie, prawda?

Harry Dillion

oh dear god, there is a body in the hole

: pn sie 03, 2026 7:42 pm
autor: Harry Dillion
   Nie miał pojęcia, co się tu działo i jak miałyby wyglądać kolejne kroki, które trzeba było podjąć. Nikt go na coś takiego nie przygotował. Ogólnie nikt nie mówił mu, że miał ogarniać sprawy cmentarza i uczestniczyć w czymś, co wyglądało jak scena z nieudanych ekshumacji. Na sam widok robiło mu się niedobrze, chociaż zwłoki na szczęście nie wyglądały tak źle, jak mogły. Ulżyło mu na wieść o tym, że miał o to przed sobą kogoś, kto ogarniał i na kogo mógł zrzucić obowiązki dopóki nie pojawi się proboszcz.
   Zupełnie jak Piłat, umywał ręce.
   Spojrzał na kobietę, uśmiechając się do niej lekko. W końcu była ona jego wybawczynią i nie miał absolutnie żadnych oporów przed tym, żeby mówiła mu, co mają robić, o ile spowoduje to, że będą mogli stąd iść i znaleźć się gdzieś indziej.
   – Nie przypominam sobie, żeby proboszcz cokolwiek wspominał – powiedział. Owszem, miał świetną pamięć, jednak najlepiej działała ona wtedy gdy coś widział, lub gdy mógł to przeczytać. Wtedy zapamiętywał wszystko bez problemu i nie mógł zapomnieć tego przez długie miesiące. Z dźwiękami było zupełnie inaczej. Próbował jednak przywołać w pamięci sytuację podczas której między nim, a proboszczem, mogła wywiązać się rozmowa na temat likwidacji grobów. Wątpił jednak, by mężczyzna chciał mu o czymś takim mówić, bo jakby nie było Harry tylko udawała wikarego i nie dotyczyły go sprawy organizacyjne w kościele o ile nie wiązały się z organami albo zamiataniem podłóg.
   – Oczywiście jednak pokarzę te księgi, jak tylko wróci proboszcz… wiedzą panowie, sprawy kościelne pozostawiam jedynie Bogu i proboszczowi – wyjaśnił, wskazując palcem w górę, gdy mówił o Stworzycielu. Wydało mu się wtedy, że brzmiał jak prawdziwy ksiądz. – No i jestem tu dopiero od miesiąca, więc nie chcę, żeby proboszcz suszył mi głowę. No chyba że mają panowie nakaz? – zapytał, ale wątpił, że mają, bo domyślił się szybko, że sprawa była świeższa… niż leżące zwłoki, więc pewnie nie było czasu na przygotowanie się. Prawda była też taka, że nie miał zamiaru pokazywać ksiąg parafialnych z dwóch powodów, pierwszym było to, że były to sprawy prywatne parafian a on nie był księdzem, a jedynie udawał, a po drugie… nie wiedział nawet czego miałby w tej księdze szukać. Proboszcz jedynie pokazał mu, gdzie się one znajdowały, a nie co w nich było. Nikt bowiem nie przewidywał, że Harry będzie musiał z nich skorzystać.
   – Świetnie… mogę zamknąć cmentarz dla parafian i możemy również sprawdzić monitoring – powiedział, chcąc jednak w jakimś stopniu okazać się pomocnym i pokazać, że nie miał w zamiarach utrudniać pracy policji i ludzi, którzy są odpowiedzialni za naprawę tego wszystkiego. Kiwnął głową w kierunku kobiety. – W składziku mamy plastikową płachtę, myślę, że nie zaszkodzi zakryć… zmarłego dla jego i naszego dobra – powiedział, łapiąc się na tym, że o mało nie nazwał go pacjentem. Przykrycie go płachtą wydawało mu się jednak dobrym pomysłem, by nie narażać ciała na działanie słońca i innych warunków. Nie mówiąc już o tym, że nawet jeśli był niewierzący, to jako lekarza uczono go, by ciała traktować z należytym szacunkiem. – Zechciałaby mi pani pomóc? Ktoś musi mi otworzyć bramę, bo płacha nie jest zbyt poręczna – poprosił, kierując wzrok na kobietę.

Ruelle I. Prescott

oh dear god, there is a body in the hole

: śr sie 05, 2026 12:14 am
autor: Ruelle I. Prescott
Sytuacja była naprawdę nietypowa. Ruelle również nigdy w życiu nie spotkało nic podobnego, ale zdołała się zorientować w sytuacji oraz w tym jak prezentowały się zasady postępowania w takich przypadkach, więc miała mniej więcej mgliste pojęcie na temat tego jak powinna się zachować. Zresztą... Była po prostu przedstawicielką lokalnego zakładu pogrzebowego. Jeśli tylko zaszłaby taka potrzeba to mogłaby się skontaktować z kimś, kto lepiej się orientował, aby zasięgnąć rady. Na razie jednak jakoś sobie radziła.
Nie miała się za żaden autorytet i na pewno nie znajdowała się tutaj po to, aby kogokolwiek wyciągać z opresji. W zasadzie mało kto mógłby ją widzieć w takiej roli, ale przecież mężczyzna obok nie miał pojęcia, że nie może mu służyć za jakiś wyjątkowy drogowskaz.
- No to ktoś go zwyczajnie wykopał. Pewnie dla łupów. Chociaż dziwne, że nie wzięli raczej na cel świeższego grobu, a się męczyli z płytą - oceniła, przyglądając się wyjątkowo nieświeżemu umarlakowi, który znajdował się na przegniłej trumnie. - Raczej o zabezpieczenia poza powstaniu armii nieumarłych też nie chodziło.
Tutaj znowu: raczej by celowano w świeższe groby, aby dokonać pochówku wampirycznego. Najlepszym strzałem było to, że chodziło o kradzież rzeczy z grobu. Chyba, że ktoś chciał zrobić potajemne testy genetyczne, a nie posiadał DNA nieboszczyka. Życie pisało zwyczajnie naprawdę przedziwne scenariusze.
- A kiedy wróci proboszcz? - zapytał jeden z funkcjonariuszy, któremu raczej nie spodobała się taka odpowiedź.
Ruelle mogła się domyślić dlaczego. Każdy z nich chciał się zająć tym wszystkim w miarę sprawnie i zapomnieć o sprawie. W końcu nikomu nic się nie stało, ale raporty musiały być odpowiednio spisany, aby nikomu potem się nie dostało po łbie. Domyślała się, że coś takiego mogło być naprawdę upierdliwe.
- Czy przypadkiem księgi cmentarne nie są osobne od parafialnych? Nie ma jakiegoś spisu kwater oraz poleceń likwidacji nieopłaconych grobów? - dopytała, bo na dobrą sprawę nie orientowała się aż tak bardzo w tej kwestii.
Zapewne w zakładzie był ktoś, kto mógłby w tej sytuacji okazać się nieco bardziej kompetentny, ale pech chciał, że to akurat ona została oddelegowana, bo nie miała aktualnie innych zajęć. Nie ma to jak być studentką, którą można było wykorzystywać do wszystkiego. Jeśli jednak jej się poszczęści to pewnie za jakiś rok będzie już śmigała na rezydencji z patologii.
- Monitoring na ten moment chyba brzmi najsolidniej - przystała i spojrzała jeszcze krytycznie na kręcącego się w pobliżu nie-proboszcza.
Nie miała pewności skąd właściwie się urwał, ale widać po nim było, że średnio się do tego wszystkiego nadaje. Być może jednak przemawiały przez niego nerwy związane z sytuacją, która miała miejsce w godzinach porannych.
- Mieliśmy go nie tykać - przypomniała, bo policyjni technicy wciąż kręcili się w pobliżu grobu. - Lepiej będzie od razu sprawdzić ten monitoring.
Raz jeszcze spojrzała na policjantów, którzy zostali oddelegowani do tej sprawy i zwróciła się do jednego z nich.
- Chcemy sprawdzić nagrania z kamer. Któryś z panów pójdzie z nami? - zapytała, czekając na to, aż dostaną zielone światło.
Pewnie nie chciano, aby się gdzieś szlajali bez nadzoru, ale dla Prescott nie miało to wcale takiego wielkiego znaczenia. Równie dobrze mogli naprawdę mieć przypisaną jakąś nianię, która upewni się czy przypadkiem nie chcieli narozrabiać.

Harry Dillion

oh dear god, there is a body in the hole

: śr sie 05, 2026 3:27 pm
autor: Harry Dillion
   Sytuacja ta była jak wyrwana z jakiegoś dziwnego filmu. Nie wiedział tylko, czy był to kryminał, czy może już jakiś horror, chociaż oczywiście nie wierzył w takie rzeczy. W swoim życiu spędził wiele długich i samotnych godzin w kostnicy i prosektorium, gdzie uczył się anatomii. Pamiętał momenty, które spędzał pochylony nad rozciętą skórą, śledząc to, jak rozchodziły się naczynia krwionośne i jak były przyczepione mięśnie. Oczywiście wszystkiego tego mógł się nauczyć z atlasów, nie byłoby to dla niego dużym utrudnieniem, bo nauka z atlasów szła mu szybko, dzięki jego pamięci. W ćwiczeniach w prosektorium i wykonywanie sekcji nie miało na celu przyzwyczajenia wzroku i innych zmysłów do widoku ciała, ale również do uzmysłowienia, że ciała różniły się od siebie nie tylko rozmiarem, ale i ułożeniem. Żadne z ciał, które widział, nie było wierną kalką tego, co pokazywały atlasy i w sumie łatwo było się pomylić i coś przeoczyć. Długo więc wpatrywał się w zwłoki, więc zdążył się do nich przyzwyczaić. I nie było sytuacji, żeby leżący przed nim zmarły nagle wstał i zaczął chodzić albo wydawać z siebie jakieś dźwięki.
   Oczywiście słyszał historie, wypadki i przypadki, które chociaż w efekcie nie yły groźne, to mroziły krew w żyłach. Niemniej jednak zawsze, w takich sytuacjach, miało się do czynienia z osobą, którą uznało się za zmarłą, ale faktycznie nią nie była.
   Na cmentarzy, zwłoki, które teraz były przed nim odkryte, nie były w stanie, który znał i do którego był przyzwyczajony. Nie był patologiem ani koronerem, którzy pewnie lepiej by się odnaleźli w tej sytuacji. Nie został również uprzedzony przed tym, co tutaj zastanie. Przez telefon bowiem usłyszał, że na cmentarzu doszło do wydarzenia, które wymaga szybkiej interwencji. Z jakiegoś powodu pomyślał o aktach wandalizmu. W Toronto byli bowiem tak dużo ludzi, że nie miał wątpliwości, że komuś mogło przyjść do głowy rozwalenie kilku nagrobków.
   – Proboszcz został już powiadomiony i obiecał pojawić się tutaj jak najszybciej, jest jednak na zakupach z panią Millis – powiedział. I wiedział, że robienie zakupów niknie w zestawieniu z czymś takim, jednak cóż on miał zrobić? Nie dałby rady zmusić proboszcza do rzucenia zakupów i gospodyni i przyjechania tutaj. Wiedział jednak, że zarówno kobieta, jak i duchowny dołożą wszelkich starań, by wrócić jak najszybciej. Jego odpowiedź nie spodobała się jednak policjantom, u których wyczuł poruszenie i usłyszał pomruki niezadowolenia. No ale cóż… jak im to przeszkadzało, to mogli zdecydować się na inną pracę. Zresztą zarówno on, jak i kobieta, która była w ich towarzystwie, też pewnie woleliby mieć to wszystko za sobą.
   – Z pewnością tak właśnie jest… jestem tu wikarym od trzech tygodni, więc jeszcze nie orientuję się w tych wszystkich sprawach… w seminarium nas tego nie uczą – wzruszył ramionami. No cóż, nikt nie uczył tego, jak zarządza się kościołem i nikt nie powiedział tego również jemu, bo nikomu nie przyszło do głowy, że mógłby być o to odpowiedzialny. Miał bowiem tylko grać na organach i zamiatać podłogi. Nic więcej. No i miało być spokojnie i przyjemnie.
   – Monitoring z chęcią udostępnię, niedawno był u nas serwis, więc wszystko powinno sprawnie działać… a przynajmniej tak dobrze, jak pozwala na to ta technologia – odpowiedział. Nie wiedział, jak dobry był to sprzęt, ale cmentarz nie był bankiem ani muzeum czy sklepem jubilerskim. Nie było tu czego kraść, bo niewielu było chętnych na kopanie, co mogło wydawać się sprzeczne biorąc pod uwagę obecne okoliczności, więc monitoring był nastawiony jedynie na wyłapywanie wandali i młodzieży, która chciała być odważna i pić alkohol w nawiedzonym miejscu.
   – Zapraszam za mną – powiedział i zaczął powoli zmierzać w stronę kościoła i plebanii. Miał nadzieję, że proboszcz szybko wróci i odciąży go od obowiązku zajmowania się tą sprawą. Odwrócił się w stronę kobiety. – A kim pani jest tak w ogóle? – zapytał, przyglądając się jej.

Ruelle I. Prescott