oh dear god, there is a body in the hole
: sob lip 25, 2026 2:13 pm
Życie potrafiło zaskakiwać na wiele niespodziewanych sposobów. Akurat był sam na plebanii, co w sumie zdarzało się wyjątkowo rzadko. Nie czuł się najlepiej, nie tylko psychicznie, co było u niego w ostatnich dniach wyjątkowo częste. Czuł się również źle fizycznie i najzwyczajniej w świecie nie miał ochoty ruszać się z pokoju. Wiedział jednak, że musiał coś zrobi. I jeszcze zanim gosposia i pastor wyruszyli na zakupy, to Harry wziął się za sprzątanie. Pierwsze co zrobił, to ogarnął pokój, który zajmował. Powoli przyzwyczajał się do tego otoczenia, jednak gdzieś głęboko w jego głowie siedziała myśl, że prędzej czy później będzie musiał się wyprowadzić i znaleźć coś swojego. Nie wiedział jednak, jak mogłoby to być możliwe, biorąc pod uwagę jego obecną sytuację.
Póki co nie musiał się jednak tym przejmować. Miał zamiar po prostu żyć chwilą i jak na razie w przyszłość wybiegał zaledwie kilka godzin w przyszłość. Wydawało mu się, że tak właśnie będzie dla niego najlepiej. Posprzątał więc w pokoju, co nie było zajęciem trudnym do wykonania, bo był osobą, która wolała utrzymywać porządek codziennie, niż bawić się z górą rzeczy do zrobienia raz w tygodniu. Poza tym lubił sprzątać i sprzątanie było właśnie jednym z jego codziennych obowiązków.
Zanim poszedł zamiatać kościelne marmury, postanowił zjeść szybkie śniadanie i wypić kawę. Rzadko jadał śniadania wcześnie. Zazwyczaj jego śniadania odbywały się podczas lunchu, bo, jak zwykł mawiać – jego żołądek był rozruszany na tyle, by zacząć normalnie trawić. Nie wiedział, czy była to wina tego, że jego ciało nie było już dziecinne, więc metabolizm zwalniał, czy może wynikało to z faktu, że przez wiele lat nauczył organizm do tego, że nie jadał śniadań kosztem dłuższego snu. Teraz najzwyczajniej w świecie musiał trochę się rozruszać, by móc coś zjeść i nie czuć się po tym ciężko. Przygotował sobie wszystko, co chciał i usiadł na werandzie, żeby nacieszyć się pogodą.
Zdążył zjeść połowę swojej jajecznicy, gdy usłyszał telefon. Ze względu na to, że nikogo innego nie było na plebani, to podniósł słuchawkę. Głos z drugiej strony oznajmił go, że niezwłocznie ktoś z plebani musiał pojawić się na miejscowym cmentarzu, gdyż pojawił się problem, którego nie sposób było wyjaśnić przez telefon. Początkowo chciał powiedzieć, że zgłosi sprawę duchownemu, gdy ten wróci na plebanię, jednak w odpowiedzi usłyszał, że sprawa nie może czekać i musi zostać ogarnięta jak najszybciej. Ubrał się więc, zapakował resztę jajecznicy do bułki, żeby móc ją zjeść po drodze, a kawę przelał do termosu, gdyż lubił pić ciepłą. I wyszedł.
Na cmentarz na szczęście nie miał daleko, wystarczyło mu przejść zaledwie kilkanaście metrów, by znaleźć się na miejscu. Od razu zauważył, że problem może być większy niż się spodziewał, gdyż po cmentarzu kręciło się więcej ludzi niż zazwyczaj i większość z nich zgromadzona była wokół jednego miejsca, podczas gdy inni, po prostu wpatrywali się w zgromadzenie. W oddali, na drugim końcu cmentarza zobaczył kilka samochodów i radiowozów, co niemal natychmiast sprawiło, że zechciał wrócić na plebanię. Ostatnie czego potrzebował, to rozdrapywanie ran, które dopiero zaczęły się goić. Nie chciał mieć żadnych kontaktów z policją. Niestety był jedyną osobą, która mogła się tu w tej chwili pojawić, bo chociaż poinformował proboszcza o sytuacji, to mężczyzna nie był w stanie dotrzeć na cmentarz szybciej niż za kilkadziesiąt minut.
Podszedł do zgromadzenia, uśmiechając się lekko, starając się przybrać dobrą minę, a przynajmniej taką, która pasowałaby do sytuacji. Zrozumiał szybko, że uśmiechanie się nie było wskazane, gdyż wszyscy zgromadzeni byli dość bladzi. Przedstawił się szybko i gdy tylko spojrzał w dół, zrozumiał, że sytuacja była o wiele poważniejsza, niż mu się wydawało…
– A co to kurwa ma być? – zapytał, wpatrując się na zwłoki, które leżały na wieku przegnitej już trumny.
Ruelle I. Prescott
Póki co nie musiał się jednak tym przejmować. Miał zamiar po prostu żyć chwilą i jak na razie w przyszłość wybiegał zaledwie kilka godzin w przyszłość. Wydawało mu się, że tak właśnie będzie dla niego najlepiej. Posprzątał więc w pokoju, co nie było zajęciem trudnym do wykonania, bo był osobą, która wolała utrzymywać porządek codziennie, niż bawić się z górą rzeczy do zrobienia raz w tygodniu. Poza tym lubił sprzątać i sprzątanie było właśnie jednym z jego codziennych obowiązków.
Zanim poszedł zamiatać kościelne marmury, postanowił zjeść szybkie śniadanie i wypić kawę. Rzadko jadał śniadania wcześnie. Zazwyczaj jego śniadania odbywały się podczas lunchu, bo, jak zwykł mawiać – jego żołądek był rozruszany na tyle, by zacząć normalnie trawić. Nie wiedział, czy była to wina tego, że jego ciało nie było już dziecinne, więc metabolizm zwalniał, czy może wynikało to z faktu, że przez wiele lat nauczył organizm do tego, że nie jadał śniadań kosztem dłuższego snu. Teraz najzwyczajniej w świecie musiał trochę się rozruszać, by móc coś zjeść i nie czuć się po tym ciężko. Przygotował sobie wszystko, co chciał i usiadł na werandzie, żeby nacieszyć się pogodą.
Zdążył zjeść połowę swojej jajecznicy, gdy usłyszał telefon. Ze względu na to, że nikogo innego nie było na plebani, to podniósł słuchawkę. Głos z drugiej strony oznajmił go, że niezwłocznie ktoś z plebani musiał pojawić się na miejscowym cmentarzu, gdyż pojawił się problem, którego nie sposób było wyjaśnić przez telefon. Początkowo chciał powiedzieć, że zgłosi sprawę duchownemu, gdy ten wróci na plebanię, jednak w odpowiedzi usłyszał, że sprawa nie może czekać i musi zostać ogarnięta jak najszybciej. Ubrał się więc, zapakował resztę jajecznicy do bułki, żeby móc ją zjeść po drodze, a kawę przelał do termosu, gdyż lubił pić ciepłą. I wyszedł.
Na cmentarz na szczęście nie miał daleko, wystarczyło mu przejść zaledwie kilkanaście metrów, by znaleźć się na miejscu. Od razu zauważył, że problem może być większy niż się spodziewał, gdyż po cmentarzu kręciło się więcej ludzi niż zazwyczaj i większość z nich zgromadzona była wokół jednego miejsca, podczas gdy inni, po prostu wpatrywali się w zgromadzenie. W oddali, na drugim końcu cmentarza zobaczył kilka samochodów i radiowozów, co niemal natychmiast sprawiło, że zechciał wrócić na plebanię. Ostatnie czego potrzebował, to rozdrapywanie ran, które dopiero zaczęły się goić. Nie chciał mieć żadnych kontaktów z policją. Niestety był jedyną osobą, która mogła się tu w tej chwili pojawić, bo chociaż poinformował proboszcza o sytuacji, to mężczyzna nie był w stanie dotrzeć na cmentarz szybciej niż za kilkadziesiąt minut.
Podszedł do zgromadzenia, uśmiechając się lekko, starając się przybrać dobrą minę, a przynajmniej taką, która pasowałaby do sytuacji. Zrozumiał szybko, że uśmiechanie się nie było wskazane, gdyż wszyscy zgromadzeni byli dość bladzi. Przedstawił się szybko i gdy tylko spojrzał w dół, zrozumiał, że sytuacja była o wiele poważniejsza, niż mu się wydawało…
– A co to kurwa ma być? – zapytał, wpatrując się na zwłoki, które leżały na wieku przegnitej już trumny.
Ruelle I. Prescott