Strona 1 z 1

i fucked up real bad this time

: ndz lip 26, 2026 12:45 pm
autor: hayden tanner
01
trigger warning
narkotyki, wypadek samochodowy
Ostatnie, co pamiętał, to intensywna przeplatanka iskrzących, kanadyjskich neonów. Pędząca, podstrzarzała fura, za której to kierownicą siedział, znikała w nocnej atmosferze miasta. Nikt na niego nie zwracał uwagi. On na nikogo nie zwracał uwagi. A może wręcz przeciwnie? Może wskaźnik prędkości, połączony z zaćmieniem mózgowym sprawiał, że widzieli go w s z y s c y, ale on nadal był zbyt... zbyt. zawsze był zbyt . nigdy nie był o d p o w i e d n i. nigdy w sam raz. przecież o tym wiedział. winny bycia SOBĄ. popełniony grzech— Pamiętał też swój histeryczny śmiech, gdy zjeżdżał z głównej trasy. Choć muzyka, która leciała z jego playlisty była już w maksymalnej głośności, tak niemal jej nie słyszał przez warkot silnika. Na tapicerce były jeszcze ślady wciągniętego wcześniej proszku, a pod językiem rozpuszczały się resztki ekstazy. Żyła w zgięciu łokcia cholernie bolała od wciskania strzykawki. Ale Hayden był wolny. Pierwszy raz (mówił tak zawsze) mógł zrobić to, co c h c i a ł. Był już sam. Po nakryciu swojego faceta — kolejny raz — z innym, młodszym, Tanner nie zamierzał dalej w to brnąć. Nie miał na to siły. Zamysłem była więc zaledwie przejażdżka na ukojenie nerwów, a wymknęło się to spod kontroli gdzieś w trakcie wciągania drugiej kreski i popijania ją wódką.
Nie utracił panowania nad samochodem. Gnająca strzała niemal idealnie rozbiła się na gigantycznym drzewie tuż po tym, jak Hayden gwałtownie przechylił kierownicę, uderzając w nią głową.
Siła upadku była niestety za mała, aby pozbawić go życia.
Mgła. Jakieś pytania. Ktoś bliski? Numer telefonu? Nazwisko? Jak pan się nazywa? Co się stało? Czy to było zamierzone? Gdzie pan mieszka?
Hayden zaledwie coś mamrotał. Naszprycowany kroplówkami powoli trzeźwiał, niemniej obrażenia zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne, nadal ograniczały jego świadomość. Kojarzył, że lekarz coś wspominał o wstrząśnieniu mózgu, potłuczonych żebrach i szczęściu głupiego, bo nie doszło ani do złamania, ani do krwotoku. W zasadzie... szkoda. Mówili — jeszcze — coś o tym, że niebawem ktoś przyjedzie. Od razu odebrała telefon. Odebrała? Do kogo, u licha, Hayden podał numer telefonu? Pamiętał... dwa. Jednego z całą pewnością nie chciał dawać. Nie chciał go widzieć. Nie chciał go znać.
Ally? — wychrypiał, mrugając kilkakrotnie, gdy drzwi od sali szpitalnej się otworzyły, a on spróbował się podnieść na łóżku. Błyskawicznie tego pożałował, gdy całe ciało przypomniało o sobie boleśnie, a Hayden zaledwie jęknął marudnie i ponownie opadł na poduszki. Miał ograniczony zakres ruchów i świadomości, ale z pewnością nie spodziewał się tutaj obecności starej przyjaciółki. Jedynej przyjaciółki.
Czy mógł ją nadal tak nazywać?
Inaczej by nie przyjechała.
Zmusił się do drobnego grymasu, który miał przypominać uśmiech; przepraszający i pełen skruchy.
Chyba podałem twój numer telefonu — zauważył błyskotliwie, nie mając pojęcia, co powinien powiedzieć i czy cokolwiek było odpowiednie.

Ally Aldridge

i fucked up real bad this time

: ndz lip 26, 2026 7:40 pm
autor: Ally Aldridge
Wstyd.
Jaki, kurwa, wstyd.
Dała się zrobić jak idiotka. Jak dzieciak.
Nie pierwszy raz.
Nie ostatni.
Powietrze dusiło gęstym, papierosowym dymem; zadarte w nerwowym dłubaniu skórki krwawiły; wyświetlacz telefonu raz po raz rozświetlał niczym seria piorunów w burzy. Próbowały trafić Ally - tym razem skutecznie, ale pieprzona kretynka odwlekała ten moment.
Nie chciała przeprosin. Nie chciała wyników badań. Nie chciała żadnej z wiadomości, które mogłyby przyjść na jej numer.
Dlatego, gdy sprzęt nie ustępował tortur i wibrował wciąż w akcie najczystszej agresji wobec właścicielki, wreszcie uniosła go i wrzasnęła:
NIE MA TAKIEGO NUMERU! — odrzuciła smartfon na kanapę za swoimi plecami, nie mogąc wykrzesać z siebie nic więcej. Nie miała już ani siły, ani nadziei, ani ochoty na rozmowę z kimkolwiek, o czymkolwiek.
To sobą w tej sytuacji gardziła najbardziej.
To ona powinna być mądrzejsza.
Erm… Proszę pani? — cyfrowy głos nie był Reidem, nie był jej chirurgiem, ani matką, przed którą chciała ukryć swój obecny stan. Obróciła głowę. — Dzwonimy w sprawie pana… I d i o t k a. Zrobiła to znowu.
Znowu pchała się tam, gdzie ewidentnie jej nie chciano.
Gdzie nigdy nie była pierwszym wyborem, najwyżej opcją zapasową, gdy te lepsze zawiodły.
Nie potrafiła inaczej.
Nie potrafiła dawać m n i e j, mimo gorzkiego smaku przegranej wypalającego jej gardło od środka. Mimo tego, że nikt nigdy nie dawał jej tyle samo.
Dźwięk jej imienia w j e g o ustach przeszył Aldridge dreszczem. Spiął całe ciało. Mdłości.
Czy dlatego, że Hayden wyglądał jak zwłoki?
Czy dlatego, że oboje wyglądali?
Chyba sobie, kurwa, żartujesz — burknęła pod nosem. Z całą mocą wyrzutu i pretensji, które w tej sytuacji jedynie rosły.
Czyli jednak znał jej dane kontaktowe. I potrafił z nich nawet skorzystać! Wtedy, kiedy czegoś od niej chciał.
Jak każdy.
Kurwa, jak nisko musiała upaść?
Brzydziła się samą sobą.
Powinieneś podać Johnny’ego — dodała. Chłodno, sucho - bez wściekłości, która towarzyszyła jej jeszcze dwa lata temu. Teraz został tylko zawód. Bezkresny, nieznośny zawód wszystkim i wszystkimi. — Albo kogokolwiek innego — wzruszyła ramionami, wbrew własnym słowom siadając jednak na niewygodnym, plastikowym krzesełku.
W c a l e nie dlatego, że jej zależało. Akurat miała ochotę popatrzeć na wysoką sztukę w postaci chujowego obrazka na ścianie.
Wisiał krzywo, przedstawiał gówno i inspirował autoagresję.
Poezja.

Nie wiem dlaczego przyszłam.
Przynajmniej w tym potrafiła być uczciwa.

hayden tanner

i fucked up real bad this time

: pn lip 27, 2026 9:08 pm
autor: hayden tanner
W skali c h u j o w i z n y, wskaźnik już dawno spakował manatki i postanowił wyjechać na wakacje, bo nawet on nie chciał męczyć się z tym, co działo się w życiu Haydena i jak bardzo sam do tego doprowadzał. Nie było żadnym kłamstwem, ani tym bardziej nowym spostrzeżeniem, że gdyby nie pchał się w gówno, to może już dawno by ułożył sobie źycie. Pech jednak chciał, że — jakby to powiedział terapeuta, do którego Tanner nigdy nie zamierzał iść, nawet za hajs Cesare — pochodził ze smutnej rodziny, gdzie była ogromna beczka traum, nałogów i rzygowin, i przez całe życie matka go w niej kąpała, więc nasiąkł już jak indyk w marynacie na Święto Dziękczynienia.
Podsumowując; było po prostu ZA PÓŹNO.
Widząc więc w szpitalnych drzwiach Aaliyah, doszedł do wniosku, że los albo z n o w u dawał mu kolejną nieproszoną szansę, albo stara przyjaciółka przyszła go dobić i może to lepiej. Hayden był ofiarą, oczywiście, że tak; w jego głowie był najbardziej poszkodowany ze wszystkich, ale to nie zmieniało faktu, że wiedział, iż potraktował kobietę jak palant.
Którym był.
Ale nie był gotów najpewniej na przeprosiny.
I nie miał też pewności, czy kroplówki w pełni wypłukały z jego organizmu prochy i alkohol.
Nie, mam tak rozjebane żebra, że nie mogę się śmiać. A chciałbym — wykrzywił wargi w grymasie, który teoretycznie miał przypominać uśmiech, a praktycznie był jakimś chuj-wie-czym, bo nie dość, że bolało go w s z y s t k o, to jeszcze czuł się niekomfortowo. Skrucha była widoczna w oczach, gdy przyjął na klatę wzmiankę o wojskowym, a potem obserwował, jak Aldridge siada na krześle.
Poprawił nerwowo dłonią wenflon, wokół którego skóra była nieprzyjemnie posiniaczona — był słaby jak wydmuszka, bo od ćpania ledwo co z niego zostawało — i zmarszczył nos.
Nie przyjechałby — dlatego, że Hayden dalej wisiał mu hajs, a poza tym pewnie musiał się zajmować dzieckiem. Tyle jeszcze pamiętał. — Nie mam nikogo oprócz ciebie. Ten palant mnie znowu zdradził. W ogóle to nie chciałem — urwał, unosząc rękę, aby gestykulować na siebie i salę szpitalną. — no wiesz — ż y ć, bo tak swobodnie się czuł przy kimś, komu złamał po przyjacielsku serce i zapominał, że nie był pępkiem świata.
Zadarł głowę, jakby ten ruch miał skłonić Ally do spojrzenia na niego, a nie na ten durny obraz na ścianie, namalowany pewnie przez jakieś smutne dziecko.
Teoretycznie z tego wyjdę, ale sugerują detoks. Nic mi nie jest — wzruszył ramionami, bo to było oczywiste, że nie miał ż a d n e g o problemu. — ale chyba będę potrzebował pomocy.
Bo Hayden tylko potrafił c h c i e ć i w y m a g a ć.

Ally Aldridge

i fucked up real bad this time

: ndz sie 02, 2026 2:33 pm
autor: Ally Aldridge
Wyglądał żałośnie.
Jak ktoś, kogo życie przeżuło, połknęło i wyrzygało - jak kot kłaczka, ze słabym jęknięciem. A Ally, mimo noszonego w plecach noża wbitego z zaskoczenia dwa lata temu, nie była bez serca.
Współczuła. Starała się zaciskać powieki mocniej, by odegnać łzy które zaczynały gromadzić w kącikach oczu. Nie chciała widzieć go w takim stanie; nie chciała, żeby b y ł w takim stanie. Zasługiwał na moralnego kaca, pielgrzymkę na klęczkach do odległego miejsca kultu i parę kurew rzuconych przez Aldridge, ale nie na gwóźdź trumny. Nie w tym wieku.
I nie z tak debilnego powodu.
Wiedziała o uzależnieniu. Nie wszystko - nie o tym, że Johnny finansował jego postęp przez te wszystkie lata, ani szczegółów o wszystkich tych podłych rzeczach które Hayden był w stanie zrobić dla działki, gdy potrzeba dawała o sobie znać. Wiedziała wystarczająco, by rozumieć dlaczego leżał w szpitalnym łóżku i jak niewiele sama mogła z tym zrobić.
Bezsilność była najgorszym z ciężarów. Świadomość, że jedyną osobą, która mogła wygrzebać Tannera z tego gówna jest on sam - ten sam człowiek, który doprowadził do tej sytuacji pierwszy raz, drugi, siódmy i… Nie ostatni.
Może nigdy ostatni.
Przełknęła głośno ślinę.
Nie ruszaj tego — syknęła. — Zepsujesz — oderwała wzrok od pożalsięborze obrazka, by czujnym wzrokiem skontrolować wenflon. Zerwany kontakt nie zabił w niej tego pierwiastka odpowiedzialności za chłopca, którym kiedyś opiekowała się jak nią samą starszy brat. Przez myśl przeszło jej nawet, by poprawić draniowi poduszkę gdy tak stękał w niewygodnej pozycji - pozostała jednak na swoim plastikowym krzesełku, powstrzymując z całej siły.
Nie przed gestem człowieczeństwa - miała ich w sobie dużo. Nawet Reid ją wyczuł; wystarczyło kilka rozmów, które dalekie były od poważnych, by wypunktował ją za ratowanie wszystkich i wszystkiego.
Ale Hayden nie uratował jej. Przed złamanym sercem, przed upokorzeniem, przed zmarnowaniem l a t życia.
Nie zamierzała więc być idiotką po raz drugi i dawać, dawać, dawać, bez jakichkolwiek dowodów odwzajemnienia.
Chyba zapomnieli zrobić ci płukanie żołądka — albo żył? Nie była pewna, jak uprzytamnia się pacjenta który rekreacyjnie zażywa takie ilości takiej mieszanki jak Tanner, ale bredził jakby wciąż znajdował pod wpływem. — Chcę, żebyśmy dobrze się rozumieli. Nie masz mnie. Miałeś. Wybrałeś stronę, obiektywnie kurwa złą stronę, i nigdy za to nawet nie przeprosiłeś — to, że jego twarz wykrzywiał ból a na metalowym stojaku wisiały woreczki z najróżniejszymi płynami nie powstrzymywało Ally przed stanowczym zweryfikowaniem faktów.
M i a ł b y przyjaciółkę nadal, gdyby był wobec niej lojalny. Reid nadal miałby dziewczynę. Tymczasem… Okazywało się, że w świecie Aldridge próżno było szukać kogoś, kto mówił prawdę i dbał o nią tak, jak ona o niego.
To się musiało zmienić.
W takim razie zapisz się na detoks — wzruszyła ramionami. Odetchnęła, gdy potwierdził prognozę swojego zdrowienia - ale walczyła sama ze sobą, by nie wziąć na siebie odpowiedzialności naprawiania kogoś, kto 1) sam nie chciał nic zmieniać i 2) nie dawał jej proporcjonalnej życzliwości. — W tym potrzebujesz pomocy? Mogę ci poszukać jakichś numerów, ale dzwonił będziesz sam.
Jak odpowiedzialny dorosły.

hayden tanner