flames getting higher and you just watch it burn
: pn lip 27, 2026 12:47 pm
i killed a part of me to get out of this hell
but the pain is something that i know so well
Powietrze wydawało się rzadkie, duszne, jakby brakowało w nim tlenu, którego potrzebował by myśleć t r z e ź w o. Jego dłoń odruchowo sięgnęła do kieszeni spodni, wydobywając z nich zmiętą paczkę papierosów przechowywaną w tych barbarzyńskich warunkach. Wyjął ze środka jednego i wetknął sobie do ust nim jeszcze skierowali się do środka.
Mimmo's przechodziło pewną metamorfozę. Po poprzednim nalocie zmienił się właściciel, pozorując przywrócenie baru do bardziej legalnego rodzaju operacji, ale pod fałszywym obrazem zmian chowało się to samo, zgniłe wnętrze. Wnętrze, w którym ostatnimi czasy Moretti wykroił dla siebie własną lożę - lożę, w której przesiadywał ze s w o j ą świtą, nie będąc już częścią świty kogoś innego.
W jego dłoniach tkwiła zwykła, policyjna teczka, którą to miejsce z pewnością widziało wiele razy wcześniej. Zwykle przynosił je gdy Carbone potrzebował od niego informacji, bądź załatwienia sprawy po cichu. Właśnie to robił przez ostatnie dwa lata - przesuwał dowody, usuwał informacje z akt i dodawał własne. Tworzył dla Ventresci inną wersję rzeczywistości, taką, która umożliwiała im sprawne operowanie w świetle prawa.
Poniekąd, to samo zrobił dziś.
Sprawa Morettiego ciągnęła się miesiącami gdy mężczyzna wylądował pierwszy raz w areszcie i usiłował odzyskać swoją wolność. Zamieszane w nią było tak wiele osób, że przeinaczenie niektórych faktów nie było trudne, było wręcz dziecinnie proste dla kogoś, kto robił to nieustannie. Na komisariacie było wielu przeciwników, zażarcie walczących o to, by herszt Carbone'a został w więzieniu, do którego trafił słusznie.
Dopisanie jako jednego z nich Collinsa było prawdopodobnie pierwszym pożytecznym kłamstwem, którego dokonał w ciągu ostatnich miesięcy.
- Uważaj na siebie - westchnął do stojącej obok Mercer, której - najchętniej - nie widziałby tu wcale, najchętniej sam wkroczyłby do gniazda węży z pewnością tego, że była bezpieczna. Wiedział jednak, że nigdy by się na to nie zgodziła i miała ku temu powody.
To była w tej chwili tak samo jej wojna, jak i jego.
- Carbone'a nie ma na miejscu, ale Moretti nie będzie sam. W Ventresce ma już swoich ludzi, którzy odpowiadają wyłącznie przed nim, pomijając Sergio. Na pewno tam będą - dodał, odpalając papierosa, wiedząc, że gdy przekroczą próg tego baru, stracą możliwość swobodnej rozmowy. Ulica była całkowicie cicha - był środek tygodnia, a jednak nie mógł się pozbyć wrażenia, że nawet miasto wiedziało, by trzymać się od tego miejsca z dala tej nocy. - Niech dowie się, że to Collins utrudniał jego wypuszczenie na zewnątrz.
Upieką wtedy dwie pieczenie na jednym ogniu - Collins otrzyma dokładnie to, na co zasługiwał, oni zaś zaprezentują się jako potencjalni sojusznicy, chętni do opowiedzenia się po stronie Morettiego, nie Carbone'a, w tej chorej, wewnętrznej walce o wpływy.
margo mercer