Strona 1 z 1

entregar dinero sucio

: pn lip 27, 2026 7:43 pm
autor: Pilar Noriega
041.
money can't buy you happiness
but they can buy you freedom
No kurwa, powiem ci, że czas na tą akcję wybraliśmy sobie idealny — rzuciła zza drzwi łazienki, kiedy kończyła przebierać się w ciuchy Almy, a pod spodem miała schowany gumowy, trochę jak poduszka brzuszek ciążowy, który odznaczał się na materiale kwiecistej sukienki. Złapała głębszy oddech, poprawiła pas pod plecami i wyszła do salonu, gdzie Noriega już ładował pieniądze do czarnej torby. — Popatrz tylko — wyrzuciła ręce w powietrze, a następnie spojrzała na niego wymownie. Dzień. Dzień kurwa po tym, jak przeszli istne piekło z testami ciążowymi i potencjalnym zagrożeniem w postaci dziecka, która przez moment myśleli, że rozwija się w brzuchu Pilar, a teraz… serio miała na sobie brzuch ciążowy. I to nie byle jaki, bo przecież Alma była już w zaawansowanej ciąży. Termin miała za jakieś niecałe dwa miesiące, dlatego jeśli chcieli, żeby wszystko było idelnie, musieli dopasować wielkość do tego faktycznego.
Ile spakowałeś? — spytała, podchodząc do niego bliżej. — Mam przeliczyć? — spytała i chciała sobie przy nim przykucnąć, ale wtedy uderzyła kolanami o ten wielki brzuchol, odbiła się od niego jak piłeczka kauczukowała, a potem już poleciała prosto na tyłek tuż obok swojego męża. — Ja pierdole — bo inaczej nie dało się tego skomentować. Jak kobiety w ciąży w ogóle funkcjonowały? Z jednej strony okej, miały dziewięć miesięcy na to, żeby przyzwyczaić się do nowego komfortu ruchu, a ona jakieś trzy minuty, ale z drugiej przecież w tym nie dało się nawet poruszać, schylić się. Wyciągnęła rękę do Noriegi, żeby jej pomógł, a on oczywiście szarpnął ją o wiele za mocno, przez co wpadła na niego z tym wielkim brzuchem, a poduszka zaskrzypiała.
No i kurwa po dziecku — mruknęła z udawanym oburzeniem. — Delikatny musisz być — skarciła go i nawet się po tym brzuszku pogłaskała. Cała ta szopka mała jakoś rozładować sytuację i w to, w co właśnie się ładowali.
Szantażysta Almy od czasu listu z datą i godizną przekazania skontaktował się z nią tylko raz. Dodał, że jeśli ktokolwiek dowie się o tej wymianie, Luciano nie przeżyje nocy. Pilar wciąż wątpiła w to, że ta osoba naprawdę go miała, ale przecież musieli to sprawdzić.
Pojedziemy na dwa samochody — rzuciła, pakując do torebki nie tylko telefon ale też broń. Normalnie wolała nosić ją w spodniach, ale przy ciuchach, które wybrała dla niej Alma, nie było gdzie schować gnata. — Nie możemy ryzykować, że ktokolwiek nas razem zobaczy — a to zaś oznaczało, że na dole na parkingu ich drogi najprawdopodobniej się rozejdą. Przekazanie miało dobyć się w opuszczonym magazynie. — Z planów budynku, które udało mi się wygrzebać w systemie z tyłu jest jedno dodatkowe wejście. Nie ma gwarancji, że będzie otwarte. Jak nie to zostaje ci wdrapanie się do okna. Jakieś pytania? Chcesz też broń?

Tienes que ser delicado

entregar dinero sucio

: pn lip 27, 2026 8:53 pm
autor: Madox A. Noriega
058.
The envelope was full of cash.
The air was full of questions.

trigger warning
przekleństwa
Pochylał się nad dziurą w podłodze, z której wyciągał pieniądze, a że miał same studolarówki, nieoznakowane, stare serie, tak jak go uczyli, to to dziesięć tysięcy w czarnej torbie, którą przygotował wyglądałoby dziwnie. Marnie jakoś. Przechylił na bok głowę licząc gotówkę. No dobra, tak naprawdę nic nie liczył, bo na oko określił, że ma już dziesięć patyków, a miał do tego oko. Chyba potrzebowali na to koperty.
- Co? - podniósł głowę zerkając na Pilar, kiedy wyszła z łazienki, a gdy zaprezentowała mu się z brzuchem, to aż usiadł na tyłku na podłodze. Przechylił na bok głowę przyglądając się swojej żonie, nawet dobrze wyglądała, jak zawsze zresztą - wciąż mi się podobasz - zaczął - ale umawialiśmy się, że to nie będzie się działo tak szybko, a tu patrz niepokalane poczęcie w naszym kiblu - pokazał jej czubek języka. A kiedy do niego podeszła to machnął jej przed nosem plikiem gotówki - tu jest dziesięć patyków, ale zobacz... - znowu je przymierzył do torby, w której one by po prostu zginęły - masz jakąś nie wiem... Małą torebusię? - zawiesił ciemne spojrzenie na jej twarzy. Ale coś mu się nie wydawało, że Pilar zaraz mu powie, że ma małą torebusie, w ogóle nie wyobrażał sobie w jej ustach tego słowa. Tej torebusi, więc zaraz ściągnął do siebie brwi - albo kopertę? - zapytał, ale wtedy Pilar zrobiła... Nie wiedział za bardzo co, ale śmiesznie to wyglądało z boku, kiedy tak spróbowała przykucnąć, odbiła się na tym brzuchu jak na jakiejś piłce i wylądowała na podłodze na tyłku. Madox parsknął śmiechem - to chyba będzie piłka lekarska, a może... olimpijczyk, taki skoczny - znowu zażartował, a zaraz wyprostował się i wyciągnął do niej rękę. Oczywiście, że nie wymierzył i szarpnął ją do siebie za mocno, tak mocno, że sztuczny brzuszek zaskrzypiał, a Madox uniósł jedną brew. Objął swoją żonę ramieniem.
- A ty nie lubisz delikatnie, i co teraz? - połasił się do niej, a zaraz znowu się krzywił - jak na dwa? Nie... - nie pasowało mu to, bo przecież mieli to zrobić razem, a teraz na dwa samochody? Chociaż wiedział, że Pilar miała rację, nie mogli jechać jednym, w ogóle nie powinni się pokazywać razem, co zaraz podkreśliła - i myślisz, że cię puszczę samą, z tym brzuchem? - znowu ją zaczepiał, ale nie miał innego wyjścia. Westchnął ciężko na jej kolejne słowa, a zaraz skinął głową - nie martw się, wejdę tam - rzucił, ale on się przejmował. Nie tym, jak dostanie się do budynku, raczej tym, że Pilar będzie tam z szantażystą sama, będzie mu dawać forsę. A na dobrą sprawę nie wiadomo kto to był. Madox miał jakieś złe przeczucia, bo co jeśli ktoś od Luny?
Ale przecież się z nim skontaktował, umówił na spotkanie... Chyba by mu teraz czegoś takiego nie odwalił.
- Co? - jej pytanie o broń wyrwało go z zamyślenia - mam - sięgnął do kieszeni i pokazał jej kastet, ale prawda jest taka, że pistolet też miał ze sobą, w schowku w aucie. Zabrał go dzisiaj z klubu, tak na wszelki wypadek. Chociaż miał nadzieję, że nie będzie go potrzebował.
Ruszyli do drzwi, ale przed nimi, Noriega jeszcze zatrzymał swoją żonę, przyciągając ją do siebie, tak, że walnęła go tym sztucznym brzuchem w ten jego, aż się skrzywił.
- Pilar tylko pamiętaj co mi obiecałaś. Uważasz na siebie i się nie wychylasz - przypomniał jej patrząc w jej piękne, duże oczy. Bo przecież mogła już zapomnieć.
Wyszli już z mieszkania, a Pilar zamknęła drzwi na klucz, ruszyli schodami na dół - a Gaba odstawiła już Jaguara? - właściwie... czy Pani Noriega wiedziała co się stało? Nie był tego pewny, ani tego czy auto rzeczywiście jest na parkingu. Jego BMW stało przed kamienicą, przy krawężniku, sam je tam postawił, kiedy wrócił z klubu. Bo przecież musiał ocenić szkody. Nie było najgorzej, ale dobrze też nie, dwie loże do całkowitego remontu, bar i część parkietu... Madox wiedział, że będzie musiał włożyć w to kupę kasy, ale skoro jednak nie uciekali do Kolumbii, to musiał to zrobić. Miał oszczędności i pieniądze to w zasadzie był najmniejszy problem. Ale i tak już od rana narzekał Pati ile to będzie kosztować.

Me gustas incluso con barriga ⋆.ೃ࿔🌸*:・

entregar dinero sucio

: pn lip 27, 2026 10:31 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Poczęcie w kiblu faktycznie byłoby martwiące, gdyby brzuch, który miała właśnie na skórze faktycznie należał do niej. Już wczoraj wspólnie ustalili, że może kiedyś przyjdzie etap, w którym zdecydują się na dzieciaka, jednak zdecydowanie nie było to teraz. Po pierwsze żadne z nich nie czuło się gotowe — serca mieli zbyt dzikie, a tyłki niespokojne i podejmowali zbyt spontaniczne decyzje bez pokrycia — a po drugie mieli na głowie zdecydowanie za dużo kłopotów, żeby dokładać do tego kolejny. I właśnie jeden z nich wymagał ciążowego brzuszka.
Brzuszka, który był tak niepraktyczny, że pierwsze ją wywalił na tyłek, kiedy chciała się schylić, a zaraz potem skrzypiał dziwnie pod naporem ciała Noriegi, kiedy przyciągał ją do siebie mocno. Pilar miała tylko nadzieje, że nie będzie musiała w tym spierdalać ani nikogo gonić dalej niż na sto metrów, bo mogło być ciężko. Ciężko też zaraz okazało się umieszczenie gotówki w torbie. Spuściła spojrzenie we wskazanym kierunku.
Nie no, kurwa, przecież to wygląda okropnie — skwitowała, przewracając oczami. — Kto żąda dziesięć patyków za człowieka? — podniosła spojrzenie na Noriegę. Wciąż nie mogła w to uwierzyć, że szantażysta krzyknął sobie tak marną sumę. Nie żeby liczyła tutaj na większą gotówkę, po prostu każdy szanujący się mafiozo czy złodziej raczej narażając się na więzienie celował w o wiele bardziej atrakcyjne kwoty niż jakieś dziesięć tysięcy. Ta sprawa śmierdziała. I to kurewsko.
Ta torba się kompletnie nie nadaje — zgodziła się z nim, kiwając głową, a potem jednym ruchem wysypała jej zawartość na podłogę. Cisnęła materiałem gdzieś w eter, drapiąc się po głowie. Spojrzała na niego dopiero, gdy wspomniał o… — Małą torebusię? — proszę bardzo, powiedziała to. Powtórzyła zaraz po nim, a te słowa w jej ustach brzmiały… dziwnie. W ogóle zdrobnienia w ustach Pilar brzmiały źle. Nie była słodka. Nie pasowało to do niej, a teraz z nazwiskiem Noriega tym bardziej. — Nie mam. Ale mam taką płócienną od Almy. Powiedziała, że chodzi z tym codziennie na zakupy, wiec jeśli ten ktoś ją obserwował, to może nawet dobrze będzie to w dać kasę — zawsze to jakieś dodatkowe zabezpieczenie w kwestii wiarygodności, plus… no dziesięć koła to jednak kompletnie nie nadawało się do niczego większego. Wstała i przeszła do stołu, na którym miała dwie reklamówki rzeczy od Almy. Wygrzebała w niej torbę, a już po chwili kucała przy Madoxie. A raczej spróbowała kucnąć, bo w połowie znowu odbiła się od brzucha. Tym razem jednak była przygotowana i w ostatniej chwili wstała na równe nogi. Przepakowali co trzeba, a potem stali już przy drzwiach wyjściowych. Szarpnęła za klamkę, ale nim wyszła, Madox szarpnął ją do siebie. Od razu zawiesiła na nim wielkie, ciemne spojrzenie.
Będę uważać — skinęła głową, zaciskając palce na jego koszulce. — Zawsze uważam — puściła do niego oczko. No kurwa musiała to powiedzieć, chociaż prawda była taka, że wcale. Szczególnie kiedy chodziło o niego. Robiła wszystko tylko nie uważała, byleby zapewnić mu bezpieczeństwo. Ktoś kiedyś powiedział, że ich związek był toksyczny. Był. Bo kto normalny miałby takiego pierdolca na swoim punkcie jak oni?
A teraz chodź. Vamos! — szarpnęła za jego koszulę i wyciągnęła do na klatkę. Zamknęła drzwi, a potem razem ruszyli po schodach. Ciężko schodziło się po stopniach z tym brzuchem. Musiała iść bardziej na wyczucie, bo nie widziała własnych stóp. Raz nawet się potknęła, ale Noriega ją złapał w porę. — A co z Jaguarem? — spytała, kompletnie zbita z tropu, kiedy tylko o tym wspomniał. Coś pamietała, że kuzynka Noriegi wspominała o samochodzie Pilar, kiedy jeszcze byli w Rio, ale po powrocie tyle się działo, że nawet się nad tym nie zastanawiała. — Nie ważne, zaraz mi powiesz. Musisz mnie podwieźć pod stacje. Alma zostawiła mi tam samochód — oznajmiła, wychodząc na parking i kierując się do ciemnej bmki swojego męża. Nie było opcji, żeby pojechała krwiście czerwonym Jaguarem do opustoszałego magazynu przy porcie i udawała biedną kobietę, która szuka męża. To byłoby zbyt oczywiste. Trzeba to było odpowiednio rozegrać, z głową. W końcu nie mieli pojęcia z kim mieli do czynienia.
Załadowała się do środka, zapinając pas, chociaż to również nie należało do najłatwiejszych, biorąc pod uwagę wielki, wystający kawałek arbuza ze swojego brzucha.
Trzeba będzie pierwsze sprawdzić, czy ten ktoś faktycznie przyjdzie sam… — zaczęła po chwili, kiedy tylko samochód Noriegi wyjechał na oświetlony ulice Toronto. To do niego należało to zadanie. Nie uważała, że musiała mu o tym mówić, ale zawsze dobrze było przegadać plan chociaż raz, skoro nigdy wcześniej tego nie zrobili. — Jak tak, to szybka piłka — gorzej jeśli nie. Wtedy mogli mieć niemały problem, a dokładniej ona. Z drugiej strony może nie było sensu stresować się na zapas. Ktoś chciał dziesięć koła. W najgorszym wypadku po prostu mu je dadzą. Takie pieniądze to nie były pieniądze w perspektywie życia i wyjścia z tego cało.

Siempre considero °❀.ೃ࿔*