Strona 1 z 1
Two halves of a whole idiot
: pn lip 27, 2026 8:15 pm
autor: Finley Rosewood
Miłość jest moim priorytetem.
Myślał o tym równie często jak o błyszczącej wiśni między wargami Stanleya Dawsona. Myślał też o pieprzonym, odpiętym guziku i materiale czerwonej koszuli, opinającym się na twardych mięśniach gdy ten raczył się przeciągnąć – p r z e c i ą g n ą ć, jakby nie zdawał sobie sprawy z tego jak seksownie wtedy wyglądał, jednocześnie sprawiając, że Finley przyglądał mu się trochę za długo i zbyt uważnie, dotykając wargami nausznika swoich okularów.
Wcale nie jak ktoś, kto mentalnie już rozpinał drogi, skórzany pasek jego spodni.
Nie, nie. Przecież musiał wyglądać jak K T O Ś, kto właśnie rozmyślał o tym, kogo wpakować mu do łóżka.
Spotkanie z Dawsonem pozostawiło go w zdumieniu jeszcze dziesięć minut: zorientował się, że dopiero po wyjściu mężczyzny jego ciało całkowicie się rozluźniło, a on odetchnął, jakby przez całe spotkanie połowicznie wstrzymywał powietrze.
A potem potarł twarz dłonią i stłumił solidną kurwę, która cisnęła mu się na usta, bo na dłoni nadal czuł ciepło, a myśli wypełniły się wszelakimi możliwymi sposobami na związanie komuś oczu bez użycia krawata. I z użyciem.
Nie pamiętał już kiedy ostatnio ktoś zrobił na nim takie wrażenie. Może nigdy? Może w tłumie ludzi beznadziejnie mdłych i szarych, nikt do tej pory nie sprawił, że tysiące motyli trzepotało w jego trzewiach, powodując coś w rodzaju mdłości, ale nie tych negatywnych jak po kacu, raczej tych miłych jak po zjedzeniu całego litra lodów czekoladowych z polewą karmelową i cukrową posypką. I bezowymi ciasteczkami.
Ale przecież
Nie f l i r t o w a ł z klientami.
Jeszcze tego samego dnia (dokładnie o 21:45) wysłał mu obszernego maila, czytając go wcześniej dwa razy. Zawahał się, gdy odruchowo podpisał się jako "Fin
", ostatecznie zmieniając wszystko na z poważaniem, Finley Rosewood. Podpis pełen kompetencji, dystansu, klasy. Grzecznie.
Grzecznie było w porządku.
Sam cennik zawierał obszerną listę korzyści: oprócz oczywistego, czyli znalezienie partnera lub partnerki, Stanley mógł być pewien, że Finley będzie pod telefonem przez całą dobę, pomoże mu w doborze stroju, znajdzie stolik w najdroższej restauracji, zapewni dostawę kwiatów oraz zapewni mentalne wsparcie przed oraz po randkach. Zwrot pieniędzy w przypadku niepowodzenia. I minus dwadzieścia procent na pakiet spa w pięciogwiazdkowym hotelu. Gdzieś między punktem o odpowiedniej weryfikacji kandydatek, a zapewnieniem o pełnej poufności, pomyślał o ciemnych włosach, ciekaw tego jak wyglądały mokre lub zmierzwione.
Pewnie kurewsko dobrze.
P.S. Pomniejszyłem kwotę o kawę oraz ciasto.
Pozdrawiam.
Arkusze informacyjne otrzymał następnego dnia, sprawdzając je skrupulatnie, marszcząc nos i agresywnie popijając czerwone wino za każdym razem, kiedy cechy wyglądu rozmijały się z tym co Finley widywał codziennie w lustrze. Kilka razy musiał zmrużyć oczy i obrócić kartkę, prawie pewien, że bazgroły nie miały nic wspólnego z współczesnym językiem. Zobaczył nawet jedno, malutkie serduszko przy zdaniu "nie lubię NADMUCHANYCH ust", na co Rosewood parsknął głośnym śmiechem – tak jak przy rubryczce z charakterem i bardzo fantazyjnym: normalna, niegłupia, chętna.
A potem zadzwonił.
Poprawiając luźno związane włosy, docisnął telefon do ucha i rozsiadł się wygodnie w fotelu, upewniając się, że jest przed 22, dbając o dobry sen swojego bogatego i czarująco irytującego klienta. W ciągu dwóch sygnałów, wygładził satynowe spodnie od piżamy: jedyną część garderoby, którą przyzwoicie na siebie nałożył, nie chcąc rozmawiać przez telefon nago. Słysząc mrukliwe powitanie, uśmiechnął się, spoglądając na plik wydrukowanych kartek.
— Dobry wieczór, Panie Dawson. Mam nadzieje, że nie przerwałem Panu wieczornej pielęgnacji — zaczął z pomrukiem. Nawet przez telefon łatwo było dosłyszeć w jego głosie drobne rozbawienie — chciałem tylko poinformować, że właśnie w tym momencie wysyłam jedną kandydatkę i jednego kandydata na pierwszą randkę — palce Finleya wystukały adres, wysyłając wiadomość. Blask ekranu odbił się od jego twarzy i dwóch płatkach nawilżających pod oczami — Christine pracuje w biurze podróży. Uwielbia – tak – podróże, zwierzęta oraz szuka zabawnego, otwartego mężczyzny, który rozpieści ją zarówno w życiu jak i łóżku. Drugim kandydatem jest Tom. Trzy lata młodszy, tancerz, wpływowi rodzice. Zna kilka języków, szuka uczciwego partnera, przy którym będzie czuł się bezpiecznie — dodał. I kolejne kliknięcie, gdy dosłał mu dwie fotografie.
— Dziękuję również za wypełnienie arkuszy — urwał, wysuwając jedną z kartek leżących na samym dole stosiku — szczególnie za narysowanie kreskowych ludzików w celu zobrazowania mi pozycji seksualnych, zamiast opisania preferencji łóżkowych. Bardzo kreatywnie — roześmiał się, z politowaniem jeszcze raz przyglądając się małym postaciom w różnych konfiguracjach.
— Proszę dać mi znać, jeśli podejmie Pan decyzję. Wtedy chętnie pomogę w wybraniu miejsca spotkania — upił łyk wina i oblizał wargi,. Rozmowa telefoniczna była łatwiejsza; przystojna twarz nie dekoncentrowała Finley'a, a zapach perfum nie łaskotał nosa.
Szkoda.
stanley dawson
Two halves of a whole idiot
: wt lip 28, 2026 11:04 am
autor: stanley dawson
Spotkanie z Finleyem odcisnęło na prezesie mniejsze piętno, niż mogło mu się z początku wydawać. Jasne, w dalszym ciągu intensywnie myślał o koszuli w czerwone serduszka, zabójczym uśmiechu, d m u c h a n i u i ruchliwości, niemniej opuszczając kawiarnię nie odczuł wrażenia, jakby zmienił właśnie swoje życie. Podjęcie decyzji o wynajęciu kogoś do umawiania mu randek najprawdopodobniej jeszcze do niego nie dotarło, w związku z czym Stanley Dawson z większym wyczekiwaniem sprawdzał maila w sprawie samego kontaktu z Rosewoodem, aniżeli swoich r a n d e k.
Pan swatka wpadł mu w oko. Ze swoim uśmiechem, bystrymi odpowiedziami, błyszczącymi oczami i umiejętnością odbicia piłeczki. Może nie wyglądał jak rasowy twink, ale wyglądał tak, aby przykuwać uwagę.
I Stanley Dawson W C A L E nie znalazł go na mediach społecznościowych, aby przejrzeć zdjęcia z plaży, siłowni i z ręki, dopóki z zamysłu nie wyrwał go dźwięk maila o godzinie 21:45.
Dobry chłopiec.
Nie napisał tego, acz zaśmiał się pod nosem — takie określenia podobały mu się znacznie bardziej, niż nazywanie go r y b k ą, niemniej to też miało swój urok. Treść maila przeczytał dwukrotnie, a w odpowiedzi na niego specjalnie zaznaczył pogrubioną czcionką zdania Finleya, które mu się najbardziej podobały: dostępność telefoniczna dwadzieścia cztery godziny na dobę, mentalne wsparcie przed i po randkach, pomoc w doborze stroju. Finley mógł to interpretować dowolnie, szczególnie, gdy Stanley zawarł we własnej odpowiedzi poniższe słowa.
Akceptuję, przesłałem połowę przelewem natychmiastowym.
P.S. Dodałem kwotę za kawę i ciasto.
Pozdrawiam,
Stanley Dawson.
Przy wypełnianiu formularzy miał za to dużo większy ubaw. Większość rubryczek była na tyle idiotyczna, że aż niezwykle zabawna — wymarzony w y g l ą d partnera (Stanley wpisał „tylko jedno oko” i następnie wykreślił), preferowana długość członka w przypadku partnera płci męskiej (dwadzieścia pięć we wzwodzie z dopiskiem „musi być mniejszy od mojego”, także skreślone), plany na przyszłość (przeżyć, w przypadku nowotworu, alzheimera, choroby mięśni etc., umrzeć) i wiele innych, podobnie, jak patyczaki w pozycjach n i e g o d n y c h dla zobrazowania preferencji seksualnych.
Uważał, że był niezwykle zabawny i wówczas Finley będzie miał niezwykły ubaw w próbie nie tylko rozszyfrowania, ale przede wszystkim zrozumienia go i dopasowania do innych ludzi. Może jednak było to w pewien sposób ekscytujące. Czas oczekiwania już z pewnością, bo choć Stan skupiał się na pracy — standardowo — tak prywatny adres mailowy sprawdzał znacznie częściej. I spodziewał się najpierw wiadomości tam, zamiast wieczornego telefonu od Finleya, który to odebrał, leżąc na łóżku i zatrzymując lecący film dokumentalny w telewizorze. Z automatu sięgnął po szklaneczkę niedopitej whisky.
— Dobry wieczór, Finley. Wyrobisz się w czterdzieści minut? — wymruczał na przywitanie z urokliwym rozbawieniem, gdy przelotnie zerknął na zegarek. — mam na twarzy kolagenową maseczkę na całą noc, idealne wyczucie czasu — kłamstwo. Nie miał na twarzy żadnej maseczki, za to usilnie próbował utrzymać poważny ton głosu. Ponownie mruknął ze zrozumieniem na wzmiankę o przesłaniu mu kandydatów i od razu otworzył na telefonie maila, jednocześnie przełączając Finleya na tryb głośnomówiący. Przesunął palcem po dwóch fotografiach Christine, a następnie Toma, marszcząc nos. — Jeśli Tom zamierza przyjść na tę randkę w tych samych, obcisłych spodniach na rower, to ja nie chcę. To musi boleć. Przecież wszystko się wtedy gniecie — Rosewood nie widział Stanleya, ale mógł się d o my ś l i ć, że mężczyzna aktualnie jawnie się krzywił w kpinie. — a Christine nie pasują te ciężkie obcasy do lekkiej sukienki. Zdecydowanie nie. Chcę iść na obydwie randki — sprzecznie do swoich k o m e n t a r z y, oznajmił Finleyowi konieczność zorganizowania dwóch spotkań.
Bo jak inaczej miał kogoś poznać?
— Bardzo proszę. Cieszę się, że doceniłeś, bo spędziłem nad tym sporo czasu — pół dnia w pracy, kiedy powinien był robić ważne rzeczy, klikając w komputer. — Christine zabrałbym na turniej konny, zorganizujesz bilety, prawda? A Toma na hokeja. Udostępniłem ci mój kalendarz. To muszą być też takie dni, żebyś mi pomógł ze strojem — Dawson nie potrzebował d u ż o, aby zacząć wydawać polecenia.
— Jak zareagowali na moje zdjęcia?
To ja, narcyz się nazywam.
Finley Rosewood
Two halves of a whole idiot
: wt lip 28, 2026 7:27 pm
autor: Finley Rosewood
Stanley miał wiele szczęścia: profile społecznościowe Finleya pełne były urodziwych zdjęć, często półnagich, lśniących i kuszących, bo Rosewood nigdy nie czuł czegoś takiego jak zażenowanie czy chociażby przyzwoitość, gdy chodziło o chwalenie się nienaganną sylwetką. Lubił też dzielić się każdą pyszną kawą, ulubionymi koncertami i słodkimi pieskami, które zawsze go rozczulały, gdzieniegdzie przeplatając odnośnik do profilu firmowego, gdzie prezentował się znacznie pokorniej, chociaż nadal obłędnie dobrze.
Fuknął pod nosem, czytając krótką informację o dodaniu dwudziestu dolarów do rachunku, które on umyślnie pomniejszył, próbując za wszelką cenę zaznaczyć granicę klient-usługodawca. Nie, żeby gest nie był miły, ale Finowi wystarczyła krótka rozmowa w kawiarni by zrozumieć, że Stanley znowu z nim pogrywał. I chociaż bawiło go to niemiłosiernie, bo poziom poczucia humoru Rosewood miał na poziomie krawężnika, nie zamierzał przegrać tej potyczki – odsyłając przelewem zwrotnym dwadzieścia dolarów w tytule wpisując: Nie, dziękuję.
Nie zliczyłby ile razy przewrócił oczami i sapnął, wertując arkusze wysłane przez Dawsona. Udało mu się wyiskać szczątkowe informacje spomiędzy całej reszty wiedzy bezużytecznej, choć niewątpliwie komicznej (od razu dopisał do listy pozytywnych cech mężczyzny "cholernie zabawny), nie pamiętając już kiedy obowiązki sprawiły mu tak wiele przyjemności. Nie to, żeby nie lubił swojej pracy, ale klienci najczęściej byli sztywni i poważni jak typowi biurokraci, pisząc dokładnie to samo.
Najbardziej rozbawiła go informacja o ogromnym penisie. A potem wcale nie rozbawiła tylko sprawiła, że kolejne piętnaście minut wściekał się na samego siebie, doliczając do własnych preferencji "mężczyzna z penisem wielkości penisa Dawsona. Albo większym".
Jakby w ten dziecinny sposób chciał zrobić mu na złość.
Tak jakby Stanleya "pieprzonego komika" Dawsona interesowało to jakie fiuty lubi.
Obiecał sobie, że w ten czy inny sposób zdobędzie resztę potrzebnych – i szczerych – informacji, choćby miał rozłożyć go na czynniki pierwsze i być tym upierdliwym facetem z biura matrymonialnego.
Byłoby o wiele prościej, gdyby głos Dawsona był mniej atrakcyjny przez telefon. O zgrozo, brzmiał jak brudna fantazja, a każde rozbawione zadrganie tonu tylko podirytowało Rosewooda.
— Czterdzieści minut to dokładnie tyle czasu ile potrzebuję — odpowiedział słodko, uśmiechając się pod nosem — nauczyłem się dopasowywać do klientów. Jeśli TYLKO czterdzieści minut Panu wystarczy, jestem w stanie to uszanować — dodał wymownie — musimy normalizować krótkie czasy i dojrzałe aktywności. Et cetera, et cetera — westchnął teatralnie, zakładając nogę na nogę. Na wspomnienie maseczki sam uniósł dłoń by poprawić swoje płatki; jako miłośnik pielęgnacji wszelakiej, nie mógł powstrzymać krótkiego, zachwyconego "Ach!", którego potem pożałował.
To niemożliwe, żeby połączyły ich maseczki i kremy pod oczy.
Wiercąc się na krześle, przytrzymywał ramieniem telefon, słuchając komentarzy Dawsona. W międzyczasie ciszę wypełniało stukanie w klawiaturę: kolejny mail zawierał listę najlepszych maseczek oczyszczających i nawilżających, olejki do pielęgnacji brody i jego ulubione przez kobiety perfumy.
— Przekażę Tomowi uwagę odnośnie spodni. Lubi długie przejażdżki i być może wszystko co może go uwierać, więc będzie Pan pasował idealnie — wypalił, ale najwyraźniej tym razem nie odczuwał jakiejkolwiek skruchy.
Uwierał jak drzazga z palcu.
Przyznał mu rację: Tom był urodziwy, smukły, ale na wszystkich zdjęciach wyglądał tak, jakby narzucił na siebie randomowe rzeczy z szafy. A gdyby tego było mało, ktoś powiedział: Jest okej, Tom, dasz radę!Nie rozumiał za to złośliwości w kierunku butów Christine, ale zanotował (klik, klik, klik), by na spotkanie ubrała coś bardziej delikatnego niż sandały na platformie.
Po reakcji Dawsona, Finley był pewien, że nic z tego nie będzie. Oczami wyobraźni widział jak się krzywi i kręci nosem. Więc gdy w potoku słów nagle wyraził chęć odbycia OBU randek, Rosewood zamarł, mrugając.
— Naprawdę? — spytał, niechcący pozwalając by w głos wdarło się niedowierzanie. Zawód? Nie. Raczej MIŁE niedowierzanie — To cudownie.
Okropnie.
Gust Dawsona w kwestii mężczyzn był bardzo nieprzychylny dla samego Finleya. Tom był...Śliczny. Drobny. Uroczy. Nie miał zarostu (chociaż zarost Fina był zawsze miękki i przyjemny w dotyku). Był blondynem. Przemiłym, a Finley bardzo go lubił, ale był tak inny niż on, że wbrew rozsądkowi i zdrowemu podejściu poczuł nieprzyjemny ścisk w żołądku.
No trudno.
— Turniej konny i hokej — powtórzył z niskim zamyślonym pomrukiem. Przeczuwał katastrofę; może nie w przypadku Christine, ale Toma, który nie wyglądał na kogoś kto świetnie bawiłby się na meczu hokeja. Brew Rosewooda uniosła się tylko w niemym politowaniu.
Stłumił cichy śmiech i obrócił się na fotelu, zakładając nogę na nogę. Ktoś tu był rządny komplementów i atencji.
Nacisnął enter; ekran komputera wypełniło zdjęcie Stanley'a. Półnagie, atrakcyjne zdjęcie z którego uśmiechał się czarująco. Dokładnie tyle wystarczyłoby, żeby Fin zrobił się twardy. Każdy zrobiłby się twardy. Spojrzenie Rosewooda przesunęło się po zarysie opalonych mięśni, a jeden z płatków spadł smętnie na podłogę, wyrywając Finleya z tej miłej kontemplacji.
Odchrząknął, przełączając telefon na głośnik i pochylając się by wyrzucić płatek do kosza.
— Reakcje były pozytywne. Przypuszczam, że przyczyniła się do tego ilość roznegliżowanych zdjęć — zauważył — Tom napisał, że jest pod wrażeniem. Christine napisała, że jej się podoba. wW arkuszu napisała, że lubi silne mięśnie, duże barki i szerokie plecy, więc to zrozumiałe. Szczególnie spodobało jej się jedno zdjęcie, to w niebieskich szortach.
Jemu też się podobało. Zwłaszcza spore wybrzuszenie przy udzie, odznaczające się na materiale.
— Zdjęcia zrekompensowały brak trzeciego sutka. Uważam...— urwał, poprawiając się szybko — uważają je za bardzo atrakcyjne. Potrafi się Pan uśmiechać, Panie Dawson. I to w sposób od którego miękną kolana — pochwalił, upijając łyk wina. Wyłączył zdjęcie Dawsona, zastępując je zapisanym od góry do dołu kalendarzem. Stan był zapracowanym człowiekiem, a znalezienie jakiegoś wolnego terminu graniczyło z cudem. Jednak gdy Dawson odświeżył kalendarz, mógł dostrzec jedna datę – dokładnie pojutrze – zaznaczoną na różowo i zapisaną jako "Fin".
— Lubi Pan zakupy? — spytał swobodnie, lawirując pomiędzy różnymi zakładkami — zaczniemy od nich, a jutro zrobię co w mojej mocy by zdobyć bilety. Ale chętnie zobaczę jaki ma Pan gust na żywo. Mam nadzieję, że na nim również się nie zawiodę. Tak jak na Pana poczuciu humoru.
stanley dawson
Two halves of a whole idiot
: wt lip 28, 2026 9:23 pm
autor: stanley dawson
To, co błyskawicznie przykuło uwagę niezwykle wścibskiego, ciekawskiego zainteresowanego Stanleya, to brak zdjęć… kogokolwiek, kto wyglądałby na drugą połówkę Finleya, wśród tych wszystkich zdjęć. Może nie przyglądał się każdemu dokładnie, niemniej był na tyle spostrzegawczy, że byłby w stanie dostrzec powtarzającą się sylwetkę; takiej jednak nie było. Mógłby pomyśleć, że Rosewood chronił swoje życie prywatne, ale z u p e ł n i e tego nie robił. Po przejrzeniu jego Instagrama, Dawson doskonale wiedział, z jakiej kawiarni uwielbia kawę, jakie kwiaty są jego ulubionymi (lilie), gdzie chodzi do butiku i jakiego fryzjera. Chryste! Mógłby go stalkować i miałby potwornie łatwe zadanie.
Ale nie miał na to czasu.
I być może jeszcze kilka innych rzeczy go powstrzymywało.
Szczerze żałował, że Finley nie zadzwonił na kamerce, choć nie potrafił wymyślić żadnego powodu, dla którego ten rodzaj rozmowy byłby lepszy. Bo miał taki kaprys? Dzisiaj wyjątkowo nie planował być aż takim dupkiem. Następnym razem jednak musiał odebrać na FaceTime i udać, że omsknął mu się palec.
— Czterdzieści minut na omówienie wielu tematów, Panie Rosewood. Domyślam się, że nie dzwonisz do mnie z pierdołami. Lubię optymalizować czas, wykorzystując go do maksimum — odpowiedział spokojnie, oczami wyobraźni próbując dojść do tego, w jakiej pozycji mógł być teraz Finley. Czy siedział? Stał? Chodził w kółko? Z pewnością siedział, skoro wysyłał mu maile. Co miał na sobie? Był wieczór, więc prawdopodobnie piżamę. Może szlafrok. Może tylko bieliznę. Kąciki ust Dawsona drgnęły do góry.
Ile razy potrafił dojść w ciągu c z t e r d z i e s t u m i n u t?
Stukanie w tle póki co ignorował. Zamierzał to robić na tyle długo, dopóki nie poczuje, jakby Finley był zainteresowany czymś innym, niż on.
— Potrafię mocno złapać, to fakt — niepodrobiona umiejętność słyszenia tego, co chciał słyszeć. W końcu dokładnie to Rosewood musiał mieć na myśli, wspominając o u w i e r a n i u. Twink przedstawiony na zdjęciach zdecydowanie wyglądał, jakby lubił mocniejszy chwyt i zdecydowanych mężczyzn. Był śliczny i słodki, a przy okazji posturą wpasowywał się w gusta prezesa. Zarazem miał doskonałą świadomość, że tancerz nie będzie się dobrze bawił na meczu hokeja i zrobił to absolutnie specjalnie. Wychodził bowiem z założenia, że ludzi najlepiej można było poznać, stawiając ich w nietypowych dla siebie sytuacjach; Dawson zamierzał więc zmuszać swoje randki do wychodzenia ze strefy komfortu, bo miał taki kaprys i czerpał z tego zabawę.
A poza tym zarówno Christine, jak i Tom, mieli zgrabne tyłki.
Czy dobór butów do sukienki rzeczywiście mu przeszkadzał? No, trochę. Miał niezdrową obsesję na punkcie ładnych sukienek i bardzo nie lubił, gdy obuwie do nich było źle dobrane. Może jednak był to powód do przekreślenia ewentualnego związku. Cóż.
— To próżne — stwierdził nagle, a w jego głosie jawne było r o z b a w i e n i e. Stanley był łasy na komplement i uwielbiał słuchać pochwał samego siebie, a jednak umieszczając w przedstawieniu samego siebie zdjęć głównie roznegliżowanych, doskonale wiedział, co robi. I osiągnął zamierzony sukces. — Widzisz, Fin? Christine lubi silne mięśnie, więc zdjęcia jej się podobały. Tom lubi facetów, którzy się nim zaopiekują, więc był pod wrażeniem ramion. I tylko ty zwracasz uwagę na mój uśmiech, co za świat — wymruczał, zupełnie tak, jakby był chwilowo zawiedziony. Dawson był na tyle poważny, że nawet Rosewood mógł uwierzyć w te słowa, dopóki nie usłyszał po drugiej stronie słuchawki ochrypłego śmiechu. Stanley odsunął telefon od ucha, przez co dźwięk stał się nieco przerwany, ale skorzystał z momentu, aby ułożyć dłoń na swojej piersi i zaraz popić tę całą śmieszność whisky.
— Doskonałe, co? Ja też jestem próżny. Dogadam się z nimi — podsumował z rozbawieniem, zwilżając usta. Finley mógł usłyszeć drobne szmery, gdy Stan wstawał z łóżka, kierując się na balkon. Chłodny wiatr przyjemnie rozpieścił jego nagą klatkę piersiową, a tuż po cichym odgłosie zapalniczki, dym papierosowy musnął jego płuca.
— Nienawidzę — oznajmił, wpatrując się leniwie w krajobraz przed sobą, gdy telefon dalej miał w dłoni, trzymając go przy uchu. — Jestem wybredny i nie chce mi się nic przymierzać, ale gust mam dobry. Prędzej znajdę coś dla ciebie, niż dla siebie — rzucił nisko, co wcale nie było kłamstwem, bo Dawson miał niezwykle d o b r y i drogi gust, ale zarazem pewną blokadę w wybieraniu ubrań dla siebie. Finleya za to widział w wielu strojach.
I bez nich też.
Głównie w koronkach.
— Zawieść się możesz na paskudnych kolekcjach, które są teraz wypuszczone. Nawet odzież nocna już nie podkręca atmosfery, tylko ją mrozi. Co masz na sobie? — b ł y s k o t l i w e, niezwykle płynne przejście, niemal niezauważalne, bo przecież taki był, cholera, sprytny.
A jednak w jego głosie słyszalny był uśmiech.
Finley Rosewood
Two halves of a whole idiot
: wt lip 28, 2026 10:42 pm
autor: Finley Rosewood
Finley nie wstawiał zdjęć swoich partnerów z jednego, całkiem prostego powodu: po prostu go nie posiadał. Chodził na randki (te raczej mniej udane, po których czuł utracony czas i całkowicie niepotrzebnie straconą energię na uśmiech), nie narzekał na powodzenie (w końcu był naprawdę dobrą i atrakcyjną partią), ale ostatecznie przystojne twarze i ładne ciało nigdy nie było tym, co zatrzymałoby go na dłużej. Zdjęcia za to przedstawiały podróże, grupy znajomych i każdy możliwy atut Finleya, najczęściej ten skryty pod markowymi i modnymi ubraniami. Lajki i pozytywne komentarze lubił tak samo jak komplementy wprost, toteż niestety musiał przyznać, że niewiele różnił się od swojego specyficznego klienta.
Rosewood szukał czegoś w i ę c e j. Dobry seks mógł mieć stosunkowo często, ale czy równie często spędzałby z kimś poranek, pijąc leniwie herbatę z ośmiu odmian ziół, rozprawiając o nowych sąsiadach? Albo czy często zdarzyłby się ktoś, kto impulsywnie zgodziłby się wraz z nim zapisać na lekcję szydełkowania tylko po to, by uznać to za długi pomysł i dopiero wtedy nadrobić to dobrym seksem w przypadkowym miejscu? Jak wielu ludzi porwałoby go wieczorem na plaże, żeby kochać się przy blasku gwiazd, a potem kąpałoby się z nim nago? Finley chciał dokładnie tego. I może kwiatów co dwa dni, drobnych upominków, romantycznych kolacji i mówienia mu, że jest w s z y s t k i m.
To chyba nie za wiele, prawda?
Ostatecznie jednak to on był tym, który pisał szczęśliwe scenariusze. I może tak miało być: dbał o to by miłość innych kwitła, kiedy jego własna wyglądała jak długo niepodlewany kaktus.
— Doskonale — rzucił krótko i wyraźnie kąśliwie, trochę zazdroszcząc przeklętemu Tomowi, który może po udanym meczu hokeja pozwoli złapać się tak mocno jak to możliwe a potem będzie prosił o więcej, chcąc usłyszeć, że jest dobrym chłopcem.
Westchnął, uśmiechając się ponownie.
— Próżne? Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który nie ocenił człowieka po wyglądzie — zauważył, wzruszając delikatnie ramionami — oczywiście, w n ę t r z e jest równie istotne, ale im większe wizualne dopasowanie, tym większa szansa na udany związek. I seks. Każdy lubi seks z ładnymi ludźmi — zachichotał, mówiąc jednak szczerą prawdę w odróżnieniu od wszystkich tych, którzy uparcie powtarzali, że to charakter zadecydował o ich bliskości.
Finley był pewien, że to jednak nie charakter doprowadził ich do orgazmu.
— Myhym — zamruczał w słuchawkę; trochę dlatego, że przeglądał jeszcze raz zdjęcia Christine, szukając innych niedopasowanych butów, a trochę dlatego, że znowu pomyślał o rozbrajającym uśmiechu Dawsona. O dołeczku w policzku. I tym jak jego oczy błyszczały, kiedy się śmiał — lubię ładne uśmiechy, to pewnie dlatego. Poza tym, czysto statystycznie, co drugi arkusz informacyjny zawiera informację o pożądaniu ładnego uśmiechu. Niech się Pan nie martwi. Tylko na jednym zdjęciu Christine ma brzydkie buty — zakończył zupełnie tak, jakby częściowo nie przyznał się do własnych słabości w kwestii męskiej aparycji.
Ładny uśmiech. Umięśnione plecy. Dłonie. Ciemne włosy. Duży...
Samochód. Rosewood lubił być wygodnie wożonym pasażerem.
I śmiech. Przeklęty, nieco zachrypnięty śmiech, który usłyszał w słuchawce, a który rezonował teraz w całym jego ciele.
Czy Christine go rozbawi? Może jednak wybrał kobietę za mało rozrywkową?
Przesunął językiem po wargach i odchylił się w fotelu, wbijając w niego jeszcze bardziej. Śmiech zamienił się w ciche szmery, więc z łatwością domyślił się, że Dawson zmienił swoją pozycję.
— Obawiam się, że będziemy musieli to zmienić — przemknął spojrzeniem po ekranie, ale z mniejszym zapałem niż chwilę temu — jeśli chce się Pan dobrze prezentować, obskoczymy każdą możliwą przymierzalnię, żeby znaleźć odpowiedni strój — zagroził. Albo obiecał. Trudno było to jednocześnie stwierdzić. Zaśmiał się; Stanley jeszcze nie wiedział, że zakupy z Finleyem były całkiem rozkosznym koszmarem, głównie polegającym na wybrzydzaniu, cmokaniu z dezaprobatą i horrendalnie drogim gustem. Myśl o tym, że Dawson szukałby mu ubrań była w jakiś sposób pociągająca – znaczyłoby to nie mniej i nie więcej jak to, że myślał by o jego ciele w fikuśnych strojach, a to nadawało scenie pewnej pikanterii — może kiedyś pozwolę Panu mnie ubrać. Na ten moment moim zadaniem jest ubranie Pana — dodał miękko.
Dla kogoś innego. Cóż za ironia.
Był odrobinę zmęczony i być może właśnie dlatego odrobine opuścił gardę, śmiejąc się ze wzmianki o mało pociągających bieliznach i kiepskich kolekcjach. Przyznał mu rację, a potem parsknął jeszcze głośniejszym śmiechem, słysząc tandetne, wesołe pytanie, jak nic nie znaczący przerywnik. Stanley był trudnym klientem, ponieważ nawet przez sekundę nie zachowywał się jak k l i e n t. Jego swoboda i błyskotliwość były tak naturalne, że Finley tracił tą delikatną, profesjonalną sztywność, musząc się później srogo upominać.
— Spodnie od piżamy. Satynowe. Bardzo ładne. Dior — odpowiedział równie płynnie, muskając palcami gładki materiał w szarawy wzór — seksowną bieliznę zostawiam na osobiste spotkania, a nie rozmowy z klientami. Czarna albo czerwona. Droga. Łatwa do ściągnięcia. Albo rozerwania. Niech Pan sobie to zanotuje, uznajmy to za darmową lekcję na przyszłość — zupełnie jakby na jego koncie nie pojawiła się tego dnia spora część sumy za pakiet ultra premium plus.
Pochylił się, wyłączając monitor i potarł lekko twarz dłonią. Dotarł do niego niewielki szczegół: cichutkie pstryknięcie zapalniczki i dźwięk głęboko wdychanego dymu.
— Palisz? — spytał, zapominając o dotychczasowej formie grzecznościowej. Mógłby przysiąc, że w jego notesie widniała informacja o braku uzależnień. Ten niewiele zmieniający element ani trochę nie zniechęcił Finleya (znaczy...Napewno nie był wielką przeszkodą w oczach pozostałych jego klientów); sam lubił czasami zapalić, ale wybierał tylko te najsłodsze i najbardziej kwiatowe odmiany tytoniu.
— Często? — dopytał, jakby pragnął odkryć jakąś nieznaną mu dotąd fantazję. Na przykład o tym jak smakowałyby jego usta gdyby...— Powinienem dopisać to do kwestionariusza? Czy jest jeszcze coś o czym powinienem wiedzieć? — mruknął oskarżycielsko, wstając wreszcie ze swojego fotela, ale tylko po to by paść na łóżko obok. Sapnął przy tym subtelnie.
— I dlaczego wyścigi konne? To jakieś...Czy ja wiem, top trzy najgorszych miejsc na randkę, tuż obok wyjścia do muzeum na wystawę dotyczącą drugiej wojny światowej – totalny vibe killer – lub centrum handlowe w sobotę popołudniu. Wiem, bo kiedyś poszedłem na taką, a koleś zaprowadził mnie na kawę do McDonalds. Chociaż w sumie kawa nie była najgorsza, ale facet przez godzinę opowiadał mi o swoim zamiłowaniu do wędkarstwa. A na koniec kazał mi zapłacić — burknął, przewracając oczami. Wykonał bliżej nieokreślony ruch – łokieć nacisnął na leżący obok pilot, a głośny dźwięk telewizora zastąpił ciszę. Co gorsza – bardzo głośna relacja oglądanego przez Finley'a reality show.
— Spałeś z moja własną siostrą!
— Myślałem, że to TY!
— ONA NAWET NIE JEST DO MNIE PODOBNA. JEST ADOPTOWANA.
— Cholera — Finley zerwał się i panicznie odszukał pieprzony pilot, szybko wyłączając telewizor.
stanley dawson
Two halves of a whole idiot
: śr lip 29, 2026 11:38 am
autor: stanley dawson
Stanley nie kłamał, kiedy jeszcze w kawiarni opowiadał Finleyowi o tym, czego oczekiwał od związku. Przede wszystkim chciał, aby jego druga połówka była inna od niego, ale zarazem bardzo podobna; chciał kogoś, kto mógł zrozumieć jego żarty i wtórować im, a także kogoś, kto potrafił nadrobić jego temperament. I tylko czasami kogoś, kto będzie potrafił go zastopować, kiedy przesadzał, bo miał do tego tendencję, ale nie zamierzał mówić o tym zbyt głośno. To musiał więc być k t o ś, kto potrafił to z niego rozczytać. Ktoś, kto akceptował prezenty, sprośne żarty i dotyk w miejscach publicznych, drogie wakacje i rasowego psa. Ktoś, kto śmiał się głośno i dużo jadł. I ktoś, kto będzie się z nim ścigał podczas biegania po plaży.
Nie uważał, jakby miał zbyt wielkie wymagania. Nieszczególnie liczył na to, że Rosewood znajdzie chociaż w połowie odpowiednią dla niego osobę, która mu to wszystko zapewni, ale miło było łudzić się w ten sposób.
Musiał także jego zapytać, czy żyje w szczęśliwym związku i jeśli nie, to dlaczego. Chociaż, z drugiej strony… czy gdyby tak było, nie chwaliłby się tym również na swoich mediach społecznościowych? To mógłby być całkiem niezły PR.
A więc Finley musiał być samotny i Dawson szczerze wątpił, ze z wyboru. Był zdecydowanie zbyt d o b r ą partią. Przystojny, umięśniony, zabawny i o ładnym uśmiechu. Może był słaby w łóżku, albo wyznawał poligamię? Stan był coraz bardziej ciekawy.
— Wnętrze jest bardzo istotne — Stan zaśmiał się krótko, gryząc się mocno w język, aby nie dodać, że powinno być przede wszystkim ciasne. Westchnął, mimowolnie kiwając głową ze zgodą na wypowiedź Finleya nawet, jeśli miał świadomość, iż pan swatka tego nie widzi. — Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale masz rację, wiele par dobiera się też pod względem wizualnym. Wszystko gra, dopóki nie wyglądają jak rodzeństwo i nie żyją w Alabamie — prychnął krótko, zwilżając usta. Wtedy robiły się schody, a Dawson chwilę później zanucił jeszcze pod nosem sweet home Alabama. Oni z Rosewoodem wizualnie całkiem do siebie pasowali. Obydwoje byli przystojni i mieli ogromną, seksowną, różnicę wzrostu.
Pomruk, który usłyszał w słuchawce, przeszedł przez całe jego ciało. Stanley zwilżył usta i przycisnął do ucha urządzenie, jakby liczył na to, że ponownie usłyszy ten przyjemny dźwięk. Zdecydowanie Fin mógłby mu tak mruczeć c z ę ś c i e j, najlepiej w różnych sytuacjach, gdy Stan byłby między jego udami—
— Co jeszcze przewija się najczęściej? Brak nałogów, dzieci i nienawiść do hazardu? — wychrypiał, kompletnie ignorując wzmiankę o butach Christine. Poświęcał swój czas aktualnie Finleyowi, zupełnie nie skupiając się na tym, za co mu płacił. Gdyby o tym pomyśleć, było to podwójnie żenujące, że po wysłaniu ogromnego przelewu, rozmawiał z nim wieczorem jak z dobrym kumplem.
Zauważał jednak, że zaczynał lubić Rosewooda. Mógłby spokojnie zabrać go na kolację w dobrej restauracji, wino i spacer brzegiem rzeki. Może później przelecieć na tyłach swojego samochodu, a następnym razem przewieźć motorem po mieście. Zdecydowanie powinien pójść z kimś do łóżka, aby jak najszybciej wybić sobie takie myśli z głowy.
— I za to ci płacę? Za d r ę c z e n i e mnie? Co za ukryta usługa BDSM? — westchnął do telefonu, udając przejęcie, choć w zasadzie był całkiem c i e k a w y jak wyglądają zakupy z Rosewoodem i w co będzie chciał go wcisnąć. W końcu, po przeglądaniu jego instagrama jasno wychodziło na to, że właściciel biura matrymonialnego potrafił się ubrać. — Zapamiętam to — i będę wypominał już zawsze. Na odgłos śmiechu Finleya, sam się uśmiechnął. Grymas pochodził gdzieś z głębi serca, gdy myślał o tym, że potrafił a ż t a k rozbawić faceta po drugiej stronie słuchawki. Chodziło mu właśnie o to, a nie o coś stricte seksualnego. Finley doskonale wiedział, co odpowiedzieć.
I podkręcić nieznacznie atmosferę, kiedy tak łagodnie przeszedł z chichotu do pobudzenia wyobraźni Stanleya.
— Lekcję na przyszłość? W takim razie kiedy masz czas na osobiste spotkanie? — mruknął, wypuszczając zaraz dym nikotynowy przez nos. Nie byłby w końcu sobą, gdyby s p e c j a l n i e nie zahaczył o ten jeden temat; oczami wyobraźni widział czerwoną, delikatną koronkę, która opinała smukłe biodra i jędrne pośladki Finleya. Zacisnął usta, przypominając sobie to jedno zdjęcie nad basenem. Opalonej, karmelowej skóry, zgiętej nogi i umięśnionego ciała, które mimo swojej siły, potrafiło prezentować się delikatnie.
To powinno być nielegalne. Podobnie, jak ciche sapnięcie przy zmianie pozycji.
— Jednego, rytualnego papierosa wieczorem. Więcej przy piciu alkoholu. Czasem w stresie. Półnałogowo — odpowiedział, dopalając aktualną fajkę, którą zgasił w popielniczce i oparł się o barierki. — Możesz dopisać. To czas na traumy z dzieciństwa, czy jeszcze nie? Im mniej się wie, tym lepiej się śpi, Fin — rzucił z rozbawieniem, opuszkami palców przesuwając po chłodnej balustradzie. Nie potrafił skończyć z nim rozmawiać. Odnosił wrażenie, jakby tematów tylko p r z y b y w a ł o, a on bawił się coraz lepiej.
Mimo późnej pory.
— Nie lubisz łowienia ryb? Przecież to takie ekscytujące. Nigdy nie wiadomo, czy ryba złapie. I ile jest rodzajów robaków! Ładnie byś wyglądał w gustownym kapeluszu rybackim i kaloszach, na niewygodnym krześle, nad śmierdzącym jeziorem i… — doskonale się bawił, brnąc dalej w tą niezwykłą fantazję. Ledwo powstrzymywał śmiech, wyobrażając sobie Fina w wersji rybaka, a kiedy usłyszał jeszcze głośny jazgot telewizora i ten k o n k r e t n y dialog, nie wytrzymał. Parsknął głębokim śmiechem, wywodzącym się prosto z głębi piersi i ruchem dłoni otarł niewidzialną łzę. — Co to za produkcja? Jestem ciekawy, jak wyglądają te siostry — wymruczał ze śmiechem, zerkając na gwieździste niebo. — Wyślij mi ten fragment — nakazał, odbijając się od barierki i skierował się do sypialni, aby samemu tym razem opaść na łóżko z zadowolonym pomrukiem. Westchnął, zamykając oczy.
— Wystawa o drugiej wojnie światowej może być ciekawa. Nigdy nie wiesz, czy nie natrafisz na fana takich tematów, a wtedy jest to łatwy sposób na wykreślenie kandydata — wrócił swobodnie do tematu, przekręcając się na łożku i lada moment sięgnął do lampki nocnej, aby ją zgłosić. W sypialni zapanował przyjemny mrok, a Stan cicho ziewnął, przytulając policzek do pachnącej poduszki. — To ile takich nieudanych randek i historii o adoptowanej siostrze za tobą?
Mógłby zasnąć, słuchając jego opowieści.
Finley Rosewood
Two halves of a whole idiot
: czw lip 30, 2026 9:03 am
autor: Finley Rosewood
Chyba nie potrafiłby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego właściwie był sam, skoro przecież – niemal codziennie – tak wytrwale szukał. Może problem rzeczywiście leżał w nim – w tej ekspresyjnej i trochę za bardzo naturze, albo zbyt krzykliwych ubraniach, które zakładał. Może powinien częściej milczeć i być potulny, ale Finley nie był urodzony do tego by dawać się tłamsić i zdecydowanie nie zamierzał być kimś innym niż w rzeczywistości.
Może – ale tylko m o ż e – powodem było to, że szukał zbyt mocno, w dodatku czegoś co rzadko zdarzało się w naturze. Chciał miłości absolutnej, oddania, tego spojrzenia, które widziało tylko jego i nigdy nie obejrzałoby się za innym ładnym tyłkiem. Chciał tych banalnych romansów, żenujących komplementów i trzymania się za rękę.
Chciał książkowego ideału, Adonisa, który padnie mu do stóp i seksu tak dobrego, że następnego dnia nie będzie miał siły wyjść z łóżka.
Lubił powtarzać, że to nie ten czas, a miłość po prostu go znajdzie, ale najwyraźniej zgubiła drogę, kompas i mapę, albo stwierdziła, że ma go w swoim miłosnym poważaniu.
To mógłby być taki Stanley – przystojny żartowniś, który aktualnie sprawiał, że policzki bolały go od uśmiechu, a serce trochę bardziej biło, kiedy spijał każde słowo zasłyszane przez telefon. Błyskotliwy, trochę dziwny, seksowny.
— Wiesz, że miałem kiedyś sytuacje, że wybór mojej klientki okazał się jej kuzynem? — rzucił, łapiąc gwałtownie powietrze, bo jeszcze sama wzmianka o korelacji rodzinnych w Alabamie nie bawiła go tak jak zanucona ścieżka dźwiękowa. Wydał z siebie coś w rodzaju głośnego wypuszczenia powietrza — byłbym w tym niezły. W odnajdowaniu zaginionych krewnych. Niestety nie mają kontaktu – jest im okropnie wstyd — przeczesał palcami włosy.
Gusta ludzi różniły się w zależności od...Chyba wszystkiego. Rosewood nie widział tu jakiegoś konkretnego schematu. Były natomiast rzeczy, które faktycznie pojawiały się często, jak skopiowane z facebookowej grupy dla singli i singielek. Bez finezji i oryginalności. Fin przewracał oczami za każdym razem, gdy wykreślał swoje malutkie bingo pod tytułem nudne wymagania.
— Mniej więcej — zgodził się, popijając wino i niechętnie dostrzegając już dno swojego kieliszka — Własny samochód, własne mieszkanie, brak zwierząt i stała praca — wymienił — z dziwnych rzeczy trafiła się huśtawka w ogrodzie, bycie jedynakiem i znajomość języków Khoisan. Żeby Ci to zobrazować, brzmi to mniej więcej tak — zaklikał dziwnie językiem i zamlaskał, może nieświadomie wyzywając Dawsona od Palantów. W którymś z języków Khoisan. Wszystko zakończył przyjemnym dla ucha chichotem. Dawson byłby pod wrażeniem tego, co kręciło ludzi.
Nie dał się zrazić tym dziecinnym grymaszeniem. Zakupy ze Stanleyembyły ważnym punktem ich umowy. Poza tym nikt nigdy nie zginął od zakupu nowej koszuli, ładnego krawata czy dopasowanej bielizny, na którą zamierzał się uprzeć, ot, dla pewności, że wszystko pójdzie dobrze, gdyby sprawy z Tomem lub Christine nabrały tempa.
— W moich umowach nie ma kruczków — prychnął — ale zaznaczę, że BDSM nie należy do Twoich ulubionych rzeczy. Trochę s z k o d a...Mężczyźni w skórze wyglądają bardzo apetycznie — on również westchnął teatralnie, ale w odróżnieniu od Stanley'a, westchnienie Finleya imitowało to rozmarzone.
Finley amator BDSM. Tego jeszcze nie grali.
A może...?
— Oh, zaraz sprawdzę. Tak, tak jak myślałem, najszybszy wolny termin na spotkanie osobiste mam 35 sierpnia, roku Nigdy. Zapiszę nazwisko w kolejkę i ktoś się z Panem skontaktuje — kolejny szelest poinformował o zmianie pozycji rozciągniętego na łóżku Rosewooda. Leżąc na brzuchu, wsparł policzek na przedramieniu i przymknął powieki, chcąc wyobrazić sobie mężczyznę po drugiej stronie. Palącego, rozluźnionego, krótko przed snem.
— Rytualny papieros brzmi jak coś co należy celebrować — uśmiechnął się pod nosem — mówiłem już. Chcę wiedzieć wszystko. Ale temat rodzinnych traum i straty ukochanych zwierząt możemy zostawić na inny dzień. Przygotuję wtedy więcej wina — przesunął kciukiem po miękkich wargach.
Najgorsze było to, że naprawdę chciał wiedzieć. Był ciekaw drobnych i wielkich rzeczy, które składały się na Dawsona. Może wreszcie znalazłby coś co skutecznie by go do niego zniechęciło.
Aktualnie jednak Stanley'a o wiele bardziej interesował rybacki styl i buty kończące się przy pachach, niż podzielenie się z nim czymkolwiek co wykorzystałby podczas poławiania mu idealnej partnerki. Albo partnera. Chryste, kogokolwiek, żeby ten człowiek był zadowolony.
To dość przykre, bo przecież nie znajdzie partii równie idealnej jak Finley.
— Jest wiele rodzajów rybaków, Dawson — rzucił, mieląc jego nazwisko na końcu języka ze zbyt dużą przyjemnością ewidentnie źle rozumiejąc jedno ze słów, ale czy r o b a k tak bardzo różnił się od mężczyzny preferującego nabijanie tych biednych istot na haczyk? — grubi, chudzi, z brodami, w markowych kaloszach albo tych z Walmartu. Weseli, smutni...— wymieniał i dopiero po chwili, słysząc kolejny, niekontrolowany śmiech, jego mózg zaskoczył odpowiednio, łapiąc się na popełnionym błędzie. Zawtórował mu więc w tej wieczornej wesołości, komentując tylko drobnym fuj na wzmiankę o robakach. I stołkach. I glonach — Odszczekasz swoje słowa, kiedy zobaczysz mnie w tym outficie. Nikt nie prezentuje się tak fantastycznie w gumiakach. NIKT — aż poderwał się zbulwersowany, sprowokowany tym rozbawionym tonem, a przecież jego randka-niewypał była katastrofą i Finley uważał, że nie było z czego się nabijać.
Naturalnie, że powodów do nabijania Stanley miał całkiem sporo: Rosewood mógłby otrzymać order dla najbardziej żenującej osoby na świecie w momentach, kiedy zależało mu na wywołaniu dobrego wrażenia. Często popełniał gafy, czasami się potykał, wylewał kawy albo włączał na cały regulator reality show, do którego oglądania nigdy by się nie przyznał w żadnym kwestionariuszu.
Oglądało się takie rzeczy w maseczkach, z lodami i po ciężkim dniu w pracy.
Ale był trochę fanem, niezaprzeczalnie.
— To Mormońskie żony — powiedział, spoglądając na telewizor, a potem podejrzliwie na telefon, chcąc wybadać, czy Stanley ponownie z niego szydzi, czy może jest CIEKAWY — nie jestem pewien jak Dave mógł się pomylić, bo jedna jest czarnoskóra, ale uznajmy, że wierzymy. Musiałbyś obejrzeć czwarty odcinek, kiedy okazuje się, że Natasha jest w ciąży z przyjacielem swojego męża — tak. W jednej sekundzie Finley stał się rozemocjonowany, entuzjastycznie wzdychając, a nawet gestykulując z przejęciem — a poza tym oni jeżdżą dorożkami, więc wyobraź sobie jak komicznie wygląda ucieczka od swojego kochanka.
Masterpiece telewizyjnych produkcji. Zdecydowanie musi mu podesłać link.
Docisnął wierzch dłoni do rozgrzanego policzka, spoglądając na zegarek. Było już dawno po dwudziestej drugiej, ale Finley wcale nie chciał kończyć tej dziwnej i trochę chaotycznej wymiany zdań. Słuchał więc kolejnych szelestów i pomruków, domyślając się, że rytualny papieros właśnie dobiegł końca. Fin był uważnym słuchaczem: zarejestrował ledwo dosłyszalne ziewnięcie i cichutkie klikniecie nocnej lampki.
— Sporo — ściszył głos i chociaż Stan nie mógł tego zobaczyć, wzruszył nieznacznie ramionami. Dużo randek, dużo samotnego oglądania programów. Dużo bardziej lub mniej specyficznych klientów, kilka ślubów, z dwadzieścia naprawdę marnych prób flirtu i przymusowy celibat łóżkowy. Dużo by opowiadać. Stanley być może nie był tym nawet zainteresowany, ale Rosewood po prostu zaczął mówić, wybierając historie raczej nieszczególnie angażujące. Jak o tym, że kiedyś jeden amant przyniósł mu kwiaty, ale musiały być dla jego partnerki, bo na karteczce widniało imię Samantha. Albo o tym jednym razie, kiedy zrobił z siebie kompletnego debila, proponując bezpośrednio s e k s, nie wiedząc, że mężczyzna, którego próbował poderwać właśnie miał przystępować do święceń kapłańskich. Czy przeszkadzał mu brak odzewu z drugiej strony słuchawki? Absolutnie nie: Finley potrafił mówić naprawdę wiele (mogę polecić Ci jeszcze kilka programów. Widziałeś Love Island?), opisując wszystko bardzo obrazowo.
Opisując wszystko głosem, który równie dobrze mógłby opisywać najrozkoszniejsze fantazje seksualne.
Dopiero ciche chrapnięcie sprawiło, że zamilkł, a potem roześmiał się bezgłośnie z drobnym rozczuleniem.
— Dobranoc, Panie Dawson — mruknął, przypominając sobie o oficjalnym tonie, tak, jakby miało to jeszcze jakikolwiek sens.
stanley dawson
– KONIEC
–