004. so much panic, very little disco
: wt lip 28, 2026 12:21 pm
Włączając telefon po ostatnim locie zdecydowanie nie spodziewała się zastać tam wiadomości, którą wcześniej otrzymała od Zoyi. Znajdowała się co prawda w tym miejscu swojego życia, w którym wszyscy dookoła zdawali się brać śluby i decydować na dzieci, a jednak co do Weasley nigdy nie miała takiej obawy.
Była bowiem zdania, że jakoś szczególnie się od siebie nie różniły.
Zdjęcie testu z dwiema kreskami zaskoczyło ją zatem, ale jednocześnie sprawiło, że Debbie w okamgnieniu uświadomiła sobie, że właśnie teraz powinna być obok. Nie mogła zrobić tego natychmiast, bo dostanie się z lotniska do mieszkania miało zająć jej trochę czasu, ale jednocześnie też dało jej możliwość wstąpienia do jakiegoś sklepu, aby przy okazji kupić coś, czego Zoya mogła potrzebować.
Zorganizowała więc całą torbę przekąsek, owoców i na wszelki wypadek także butelkę bezalkoholowego wina, choć ona sama nie pogardziłaby takim, które rzeczywiście procenty zawierało. Uważała jednak, że w obecnej sytuacji kluczowa mogła okazać się s o l i d a r n o ś ć, przez co i ona zamierzała odstawić przy przyjaciółce alkohol.
Miała zamiar pojawić się u niej w ramach mentalnego pocieszenia.
Po przeszło godzinie dotarła pod blok, tylko na krótką chwilę wpadając do mieszkania Raynotta. Odstawiła na bok walizkę i wyciągnęła z szafy przypadkowe ciuchy, aby pozbyć się stroju, w którym pracowała. Jeśli na resztę nocy miały zagnieździć się pod kocem i po prostu rozmawiać, potrzebowała czegoś wygodniejszego.
Uwinęła się szybko i chwyciła torbę, z którą już chwilę później pukała do sąsiednich drzwi. I nie, nie czekała na zaproszenie. Nie sądziła, aby dziś było to konieczne.
— Zoya? — odezwała się, uchylając drzwi mieszkania. — Cześć, już jestem — dodała po chwili, w końcu też udając się w kierunku znajomej kuchni. Rzuciła jednak tylko torbę na blat, a później udała się na dalsze poszukiwania. Kiedy w końcu natknęła się na brunetkę, szybko tylko omiotła ją spojrzeniem, a później po prostu ją uściskała. Jeśli Weasley tego potrzebowała, pozwoliła, aby potrwało to nieco dłużej.
— Jak się czujesz? Umówiłaś się już do jakiegoś lekarza? — dopytała, odsuwając się wyłącznie na odległość własnych ramion, aby raz jeszcze omieść koleżankę badawczym spojrzeniem.
Skłamałaby mówiąc, że w ogóle się nie martwiła, a przecież teraz naprawdę nie wiedziała, czego powinna się spodziewać.
Zoya Weasley
Była bowiem zdania, że jakoś szczególnie się od siebie nie różniły.
Zdjęcie testu z dwiema kreskami zaskoczyło ją zatem, ale jednocześnie sprawiło, że Debbie w okamgnieniu uświadomiła sobie, że właśnie teraz powinna być obok. Nie mogła zrobić tego natychmiast, bo dostanie się z lotniska do mieszkania miało zająć jej trochę czasu, ale jednocześnie też dało jej możliwość wstąpienia do jakiegoś sklepu, aby przy okazji kupić coś, czego Zoya mogła potrzebować.
Zorganizowała więc całą torbę przekąsek, owoców i na wszelki wypadek także butelkę bezalkoholowego wina, choć ona sama nie pogardziłaby takim, które rzeczywiście procenty zawierało. Uważała jednak, że w obecnej sytuacji kluczowa mogła okazać się s o l i d a r n o ś ć, przez co i ona zamierzała odstawić przy przyjaciółce alkohol.
Miała zamiar pojawić się u niej w ramach mentalnego pocieszenia.
Po przeszło godzinie dotarła pod blok, tylko na krótką chwilę wpadając do mieszkania Raynotta. Odstawiła na bok walizkę i wyciągnęła z szafy przypadkowe ciuchy, aby pozbyć się stroju, w którym pracowała. Jeśli na resztę nocy miały zagnieździć się pod kocem i po prostu rozmawiać, potrzebowała czegoś wygodniejszego.
Uwinęła się szybko i chwyciła torbę, z którą już chwilę później pukała do sąsiednich drzwi. I nie, nie czekała na zaproszenie. Nie sądziła, aby dziś było to konieczne.
— Zoya? — odezwała się, uchylając drzwi mieszkania. — Cześć, już jestem — dodała po chwili, w końcu też udając się w kierunku znajomej kuchni. Rzuciła jednak tylko torbę na blat, a później udała się na dalsze poszukiwania. Kiedy w końcu natknęła się na brunetkę, szybko tylko omiotła ją spojrzeniem, a później po prostu ją uściskała. Jeśli Weasley tego potrzebowała, pozwoliła, aby potrwało to nieco dłużej.
— Jak się czujesz? Umówiłaś się już do jakiegoś lekarza? — dopytała, odsuwając się wyłącznie na odległość własnych ramion, aby raz jeszcze omieść koleżankę badawczym spojrzeniem.
Skłamałaby mówiąc, że w ogóle się nie martwiła, a przecież teraz naprawdę nie wiedziała, czego powinna się spodziewać.
Zoya Weasley