Strona 1 z 1

so much panic, very little disco

: wt lip 28, 2026 12:21 pm
autor: Debbie McDowell
Włączając telefon po ostatnim locie zdecydowanie nie spodziewała się zastać tam wiadomości, którą wcześniej otrzymała od Zoyi. Znajdowała się co prawda w tym miejscu swojego życia, w którym wszyscy dookoła zdawali się brać śluby i decydować na dzieci, a jednak co do Weasley nigdy nie miała takiej obawy.
Była bowiem zdania, że jakoś szczególnie się od siebie nie różniły.
Zdjęcie testu z dwiema kreskami zaskoczyło ją zatem, ale jednocześnie sprawiło, że Debbie w okamgnieniu uświadomiła sobie, że właśnie teraz powinna być obok. Nie mogła zrobić tego natychmiast, bo dostanie się z lotniska do mieszkania miało zająć jej trochę czasu, ale jednocześnie też dało jej możliwość wstąpienia do jakiegoś sklepu, aby przy okazji kupić coś, czego Zoya mogła potrzebować.
Zorganizowała więc całą torbę przekąsek, owoców i na wszelki wypadek także butelkę bezalkoholowego wina, choć ona sama nie pogardziłaby takim, które rzeczywiście procenty zawierało. Uważała jednak, że w obecnej sytuacji kluczowa mogła okazać się s o l i d a r n o ś ć, przez co i ona zamierzała odstawić przy przyjaciółce alkohol.
Miała zamiar pojawić się u niej w ramach mentalnego pocieszenia.
Po przeszło godzinie dotarła pod blok, tylko na krótką chwilę wpadając do mieszkania Raynotta. Odstawiła na bok walizkę i wyciągnęła z szafy przypadkowe ciuchy, aby pozbyć się stroju, w którym pracowała. Jeśli na resztę nocy miały zagnieździć się pod kocem i po prostu rozmawiać, potrzebowała czegoś wygodniejszego.
Uwinęła się szybko i chwyciła torbę, z którą już chwilę później pukała do sąsiednich drzwi. I nie, nie czekała na zaproszenie. Nie sądziła, aby dziś było to konieczne.
Zoya? — odezwała się, uchylając drzwi mieszkania. — Cześć, już jestem — dodała po chwili, w końcu też udając się w kierunku znajomej kuchni. Rzuciła jednak tylko torbę na blat, a później udała się na dalsze poszukiwania. Kiedy w końcu natknęła się na brunetkę, szybko tylko omiotła ją spojrzeniem, a później po prostu ją uściskała. Jeśli Weasley tego potrzebowała, pozwoliła, aby potrwało to nieco dłużej.
Jak się czujesz? Umówiłaś się już do jakiegoś lekarza? — dopytała, odsuwając się wyłącznie na odległość własnych ramion, aby raz jeszcze omieść koleżankę badawczym spojrzeniem.
Skłamałaby mówiąc, że w ogóle się nie martwiła, a przecież teraz naprawdę nie wiedziała, czego powinna się spodziewać.

Zoya Weasley

004. so much panic, very little disco

: czw lip 30, 2026 12:20 am
autor: Zoya Weasley
Zoya nie czuła się gotowa na bycie matką, a już zwłaszcza s a m o t n ą m a t k ą. Nie znała mężczyzny, z którym zdecydowała się uprawiać seks w tej ciemnej oraz ponurej uliczce. Nie wiedziała o nim właściwie nic, poza tym, że wydawał się interesujący i bardzo przystojny.
To jednak tylko mocniej utwierdzało ją w przekonaniu, jak potworny błąd popełniła, nie orientując się w pore, że kochali się bez zabezpieczenia. O zgrozo, gdyby tylko mogła cofnąć czas i zrobić wszystko jak należy, nie musiałaby teraz tkwić po uszy w tym szambie!
Zoya nie wiedziała, kogo powinna powiadomić, do kogo napisać ani komu się wyżalić. Rodzina odpadala na starcie. Odkąd poznała swoich biologicznych rodziców, zdążyła zauważyć, że byli wobec niej nadopiekuńczy. Z kolei bracia z Huntsville poruszyliby niebo i ziemię, aby odnaleźć anonimowego dawcę, lecz Zoya nie była pewna, czy jakkolwiek skończyłoby się to dla niego dobrze.
Debbie wydawała się najlepszą osobą, dlatego przez większą część wieczoru niecierpliwie wyczekiwała jej powrotu z lotniska. Podświadomie liczyła na to, że brunetka uraczy ją jakąś dobrą radą.
Zoya była w takim szoku i tak zdruzgotana, że wszystkie myśli splątały się w jeden niekończący się kłębek, więc kiedy więc drzwi zaskrzypiały, a w progu pojawiła się drobna postać kobiety, natychmiast zerwała się z kanapy. Otulający ją koc mimowolnie zsunął się na podłogę.
Debbie! — krzyknęła rozpaczliwie, chcąc dać znać, że była w pobliżu. Zaraz zrobiła kilka nerwowych kroków w głąb mieszkania, a kiedy przyjaciółka dopadła jej ramion w kuchennej części, Zoya miała wrażenie, że lada moment się rozklei. Uderzył w nią znajomy zapach perfum i szamponu Debbie, przez co natychmiast poczuła się odrobinę bezpieczniej. Może nie na tyle, aby zapomnieć o swoim głupim postępowaniu, ale sama obecność brunetki rzeczywiście dodała jej otuchy.
Najbliższą wizytę mam dopiero za dwa i pół tygodnia — powiedziała załamana, gdy odsunęły się od siebie. — Podobno wszystkie kliniki są obłożone i nic wcześniejszego nie udało mi się znaleźć. — Wzruszyła bezradnie ramionami, niezadowolona z tak odległego terminu. — Zrobiłam dwa testy. To na pewno to.
Zoya przesunęła wzrom z twarzy Debbie na kuchenny blat. Nagle dostrzegła stojące na blacie trunki i mimowolnie uniosła brwi.
Czy to alkohol? — zapytała, po czym nerwowo podeszła do butelki. Widoczny grymas przemknął przez jej twarz i prędko się pogłębił, gdy zauważyła napis „0,0%”. Nie żeby chciała upić się w ciąży. Ale też nie mogła udawać, że nie marzyła o lampce wina, która pozwoliłaby jej się z n i e c z u l i ć. — Deeeeebbieee! — jęknęła ze słyszalną pretensją.

Debbie McDowell

004. so much panic, very little disco

: sob sie 01, 2026 5:42 pm
autor: Debbie McDowell
Debbie nie oceniała.
Głównie dlatego, że sama niejednokrotnie popełniała błędy. Wiedziała, jak to jest, kiedy człowiek podda się chwili, kończąc noc, albo kilkanaście kolejnych minut w ramionach zupełnie obcej osoby. Takie rzeczy się zdarzały, a ona wcale nie uważała, że było to coś złego.
Nieco gorszy mógł okazać się brak zabezpieczenia, jednak i o tym nie zawsze była okazja myśleć. To jeszcze nie musiało okazać się końcem świata, choć kiedy doprowadzało do nieplanowanej ciąży, sytuacja nieco się komplikowała.
A już z całą pewnością wtedy, kiedy nie znało się tożsamości osoby, która była w s p ó ł w i n n a.
Otrzymując wiadomość od Zoyi, Debbie była skupiona już wyłącznie na tym, aby czym prędzej dostać się do przyjaciółki i ją pocieszyć. Nie była w stanie zrobić nic więcej - nie mogła cofnąć czasu, nie mogła znaleźć magicznego rozwiązania, które sprawiłoby, że problem sam by się rozwiązał, ale mogła po prostu być obok i zapewnić ją, że to nie musiało być nic złego. W końcu nawet jeżeli Zoya miała zostać matką, wcale nie musiała być s a m o t n a. McDowell zamierzała zadbać o to, by miała niezbędne wsparcie.
Dziś natomiast chciała skupić się na jej samopoczuciu, a może także pomyśleć nad tym, w jaki sposób mogłyby zlokalizować mężczyznę, który odpowiadał za tę sytuację. Było to rozwiązanie, które mogło okazać się pomocne, jeśli Zoya zdecydowałaby się zatrzymać dziecko. Może akurat ojciec także chciałby być w jego życiu obecny?
Nie wypuściła jej z ramion dopóki sama nie poczuła, że Zoya mogła być na to gotowa. — Jesteś pewna? Mogę zadzwonić do swojej lekarki i zapytać, czy nie znalazłaby przypadkiem miejsca — choć to mogło zdać się na nic, ponieważ Debbie nie posiadała żadnych układów, które magicznie rozwiązałyby problem. Jedyne, na co mogła liczyć, to uprzejmość starszej kobiety, z której usług sama korzystała.
Zaraz jednak nabrała tego dziwnego wrażenia, że potwierdzenie nie było konieczne, jeśli Zoya miała za sobą nie jeden, ale aż d w a pozytywne testy. — Och, no przecież nie możesz pić teraz prawdziwego! — jęknęła w odpowiedzi, po czym zabrała jej butelkę z rąk i zaczęła przeszukiwać szafki w poszukiwaniu szkła. — Zresztą, wiesz jak działa placebo? Napijemy się takiego i będziemy udawać, że to prawdziwe. Na pewno poczujesz się lepiej — a ona naprawdę chciała w to wierzyć, dlatego nie zważając na ewentualne protesty, czym prędzej napełniła szkło bezalkoholowym winem.
Więc… Chcesz porozmawiać czy wolisz po prostu włączyć Zakochanego Kundla i udawać, że dorosłe życie nie istnieje? — zapytała, unosząc ku górze jedną brew. Jeśli takiej terapii teraz potrzebowała, Debbie z łatwością mogła się w to zaangażować. — Kupiłam też słodkości — dodała po chwili, opróżniając do końca torby. Przez chwilę myślała też o zakupie słodkiego, różowego smoczka, ale nie chciała jej przypadkiem niepotrzebnie rozdrażnić.

Zoya Weasley

004. so much panic, very little disco

: pt sie 07, 2026 9:06 am
autor: Zoya Weasley
Była wdzięczna Debbie, że jej nie oceniała. I właściwie też za to, że były do siebie podobne; że popełniały te durne, ludzkie błędy i próbowały po prostu jakoś przetrwać.
Mimo tego Zoya czuła, że była po uszy utaplana w szambie i obecnośc przyjaciółki, jedynie minimalnie koiła jej zdenerwowanie. Musiała w końcu oznajmić tę wesołą wiadomość również rodzinie. Rodzinie w której się wychowała i tej, która okazała się być jej biologiczną. Spodziewała się u jednych i u drugich szeroko pojętego zawodu, zapewne krytyki, a dopiero potem okazania wsparcia.
Na pewno nikt z nich nie zamierzał klepać jej po plecach.
Więc przynajmniej miała Debbie, która wykazywała się zupełnie innym, zdaniem Zoi bardziej zdrowym podejściem do całej tej patowej sytuacji.
Nie, nie. — Machnęła nerwowo ręką. — Nie dzwoń. Boję się tej wizyty, więc przynajmniej mam czas się nastawić i nad wsystkim pomyśleć — wyjaśniła zgodnie z tym, co czuła.
Czekały ją zmiany, więc potwierdzenie ciąży przez lekarza zapewne sprawi, że znowu zetnie ją z nóg.
Dlaaaczego nie? — zapytała głupio i żałośnie, po czym po prostu cmoknęła z dezaprobatą dla wlasnego zachowania. No, nie mogła pić, przecież doskonale o tym wiedziała i nie powinna zgrywać w a r i a t k i. Dziecko, które rzekomo w niej rosło, nie było niczemu winne.
Drgnęła i na krótko się oburzyła, kiedy Debbie zabrała jej butelkę, ale w końcu i na to machnęła ręką. Potem przyglądała się, jak przyjaciółka grzebała w jej szafkach, aby ostatecznie napełnić dla nich dwie lampki. Mimo że w zawartości trunku nie było alkoholu, to wyglądał i pachniał zachęcająco.
Może lepiej, abym nawet nie udawała pijanej? — zażartowała, przypomniawszy sobie o tym, że p i j a n a o n a sprawiała najwięcej kłopotów. — Nie wiem czy chcę rozmawiać, Debbie. Nie wiem nawet o czym, bo czuje się po prostu fatalnie. Byłam w klubie, licząc, że znajde tego faceta, ale nigdzie go nie było. Barmani też go kojarzą, ale zresztą, jak mają go kojarzyć skoro po piętnastu minutach znajomości sama niewiele mogę o nim powiedzieć. — Wzruszyła ramionami.
Zoya nie była pewna, ile rozmawiała z tym mężczyzną, ile go całowała, a ile... spędzała upojne chwile w alejce. Zaokrągliła to wszystko do absurdalnego kwadransu; do czasu, który poświęcało się na spalenie papierosa i krótkie wywietrzenie głowy na zewnątrz przed klubem.
Podaj mi szybko te czekoladki! — rzuciła znienacka, po czym nerwowo dygnęła ręką. — Wiesz co, mam nadzieję, że to będzie chłopiec. Jak już się puści, to przynajmniej będzie mniej problemów — pokusiła się o brzydki żart, najwyraźniej już mniej rozdrażniona, niż wcześniej, a następnie wepchnęła sobie całego słodycza do busi, którego zaraz zapiła bezalkoholowym winem. Po chwili włączyła telewizor i na karcie youtuba wybrała jakiś letni, acz spokojniejszy utwór.
Co u ciebie, Debbie? Trochę się nie widziałyśmy — zauważyła. Może i mogły mieszkać obok siebie, ale w ostatnim czasie chyba obie były zapracowane.
Był czas urlopowy, więc Zoya brała większośc całodziennych zmian w przychodni weterynaryjnej.

Debbie McDowell

so much panic, very little disco

: wt sie 11, 2026 8:17 pm
autor: Debbie McDowell
Debbie wychowywała się pod kloszem. Jej rodzice starali się z wszelkich sił o to, aby uchronić ją przed błędami, którymi, ich zdaniem, mogłaby spieprzyć sobie życie. Nie winiła ich o to, bo przecież widziała, jak mocno odbiło się na nich zaginięcie jej brata.
Jako mała dziewczynka nie dostrzegała tego, ale kiedy po latach spoglądała na twarz swojej matki, widziała, jak bardzo się postarzała.
Mając to na uwadze prawdopodobnie nie powinna dokładać im zmartwień, a jednak nie potrafiła inaczej. Nie umiała udawać, że potrafiła być grzeczna i poukładana, ponieważ niesamowicie się wtedy dusiła. Najlepiej czuła się, gdy mogła pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa, nierzadko przy tym nie zważając na konsekwencje. To może nie było zdrowe, a jednak w jej przypadku sprawdzało się najlepiej.
Pokiwała głową ze zrozumieniem, bynajmniej nie zamierzając wybiegać przed szereg. Jeśli Zoya potrzebowała czasu, aby oswoić się ze swoją sytuacją, Debbie zamierzała to uszanować. Sama mogłaby chcieć czym prędzej rozwiać własne wątpliwości, ale to, co było dobre dla niej, nie musiało sprawdzać się u innych.
Naprawdę mam ci tłumaczyć, że dzieci później rodzą się z trzema nogami, albo innymi mankamentami? — zapytała, spoglądając na nią przy tym wymownie. Wyolbrzymiała przy tym o d r o b i n ę, ale wszystko to dlatego, że nie znała dokładnego działania alkoholu na rozwijający się organizm. Wiedziała tylko, że powoduje szkody, ale nie interesowała się szczegółami.
Nigdy nie miała bowiem takiej potrzeby.
Barmani to pewnie w większości faceci. Przecież wiesz, że oni się kompletnie nie znają na takich rzeczach — pokręciła głową, dochodząc do wniosku, że Zoya zabrała się za te poszukiwania źle. Zanim jednak podzieliła się z nią resztą swoich przypuszczeń, czym prędzej pognała po czekoladki, aby móc podać je koleżance. — Na ogórka też masz ochotę? — spytała, kierując się stereotypami, bo jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, był to zaledwie pierwszy raz, kiedy miała do czynienia z kobietą w c i ą ż y.
Wypuściła głośniej powietrze, analizując nieco własną sytuację. Nim cokolwiek powiedziała, pociągnęła ze szklanki wino, głęboko żałując przy tym, że było ono bezalkoholowe. — Sama nie wiem, Zoya. Chyba trochę wpadłam, ale nie jestem pewna jak to wygląda z drugiej strony — stwierdziła, ściągając usta z dziubek. Po raz pierwszy realnie się nad tym z a s t a n a w i a ł a. Jej relacja z Tracym różniła się bowiem od wszystkich innych, a Debbie naprawdę nie chciała jej spieprzyć.
Teraz jednak usadowiła się wygodnie na kanapie, a później sięgnęła po swój telefon. — Co tak właściwie o nim wiesz? — zapytała, stukając paznokciami w ekran. — O tym facecie? Czasami wystarczy imię, jakaś cecha charakterystyczna, miejsce pracy… Wiesz, że bardzo dobrze idzie mi szpiegowanie. Jestem pewna, że jak się postaramy, w końcu uda się go znaleźć — wycelowała w nią palcem na krótko przed tym, jak sama sięgnęła po czekoladkę, którą już moment później wetknęła sobie do ust.
Była skłonna nie spać całą noc, jeśli w ten sposób miała jej pomóc go odnaleźć.

Zoya Weasley

so much panic, very little disco

: czw sie 13, 2026 11:51 pm
autor: Zoya Weasley
Zoya natomiast nie wychowała się pod kloszem. Nikt na nią nie chuchał ani nie dmuchał. W dodatku po śmierci mamy jeszcze bardziej pozostawiano ją samą sobie albo pod opieką pięciu starszych braci, którzy wcale nie byli bardziej odpowiedzialni niż pyskata dwunastolatka. Tak sobie żyła w Huntsville, jak każde dziecko obarczona szkołą i obowiązkami związanymi z prowadzeniem gospodarstwa.
Mało kto przejmował się wtedy rozmowami o dorosłym życiu. Ojciec, na którego głowę spadła cała opieka nad końmi, nie zauważał, że jego córka robiła się coraz starsza, a w domu coraz bardziej brakowało substytutu matki. Pogrążony w żałobie po stracie ukochanej żony, skupił się tylko na pracy. A bracia? Byli mężczyznami, którzy od czasu do czasu przestrzegali ją przed facetami, co z kolei Zoi wydawało się nieco... durne.
I może właśnie brak męskiego wzorca tak mocno ukształtował jej zachowanie wobec mężczyzn. A może po prostu, tak jak Debbie, potrzebowała odrobiny szaleństwa.
Spojrzała na przyjaciółkę, kiedy ta posłała jej bardzo wymowne spojrzenie, jednocześnie wyolbrzymiając kwestię rodzenia dzieci z trzema nogami. Zoya aż prychnęła rozbawiona, po czym machnęła dłonią, jakby odganiała natrętną muchę. W rzeczywistości doskonale wiedziała, o co chodziło Debbie. Pod żadnym pozorem nie powinna pić w ciąży i chcąc nie chcąc postanowiła się do tego dostosować.
Powinna przecież. Dla dobra dziecka.
Masz rację, ale miałam niewielkie pole manewru — wyjaśniła. — I nie. Dziś będę objadać się tylko słodyczami — dodała.
Tak naprawdę sama również nigdy nie miała styczności z kobietą w ciąży. Co najwyżej zdarzało jej się czasem przepuścić taką w kolejce przy kasie.
Może też chciałabyś mi się wygadać, hmm? — zapytała ostrożnie, patrząc na nią łagodnie. — Moje uszy i ramiona są dla ciebie otwarte, jeżeli tylko potrzebujesz — dodała pokrzepiająco. Zoya naprawdę była gotowa odsunąć na bok wszystkie własne troski, byle tylko wesprzeć Debbie. Tym bardziej że sama teraz przyszła do niej, kiedy bardzo potrzebowała przyjaciółki.
Kanapa w wynajętym mieszkaniu nie była tak wygodna jak meble w jej rodzinnym domu. Być może winne było zmęczenie po pracy, ale przez moment nie potrafiła znaleźć sobie odpowiedniej pozycji, a jednocześnie wciąż trzymała w dłoni pilota.
Nic nie wiem, Debbie — odpowiedziała zgodnie z prawdą. — Powiedział, że zabierze mnie do nieba — rzuciła żartobliwie, co najwyraźniej wskazywało na to, że powoli wracał jej humor.
Niestety niewiele mogła powiedzieć o nieznajomym. Widzieli się raptem piętnaście, może dwadzieścia minut, a Zoya nigdy nie planowała ponownie go spotkać..
Westchnęła żałośnie. Wtem, po zakończeniu utworu ,,Espresso” Sabriny Carpenter, zamiast kolejnego teledysku na ekranie wyświetliła się reklama. Niespodziewanie pilot wypadł z dłoni Zoi, a ona wielce olśniona, poderwała się na nogi i oskarżycielsko wycelowała paluchem w stronę telewizora.
Toć to ten dupek! — wrzasnęła niespodziewanie. — Wydrapię mu oczy! — dodała w szale, podchodząc jeszcze bliżej ekranu, na którym j a k i ś mężczyzna reklamował zegarki.

Debbie

so much panic, very little disco

: czw sie 20, 2026 2:49 pm
autor: Debbie McDowell
Nie wiedziała wiele o rodzicielstwie, ani o kwestiach z ciążą związanych, ponieważ sama nigdy nie była tym szczególnie zainteresowana. Rozważała co prawda to, aby w przyszłości założyć rodzinę, ale żeby do tego doszło, najpierw musiałaby znaleźć kogoś, z kim rzeczywiście chciałaby to zrobić. A choć niejeden raz była już zakochana, do tej pory wcale nie zapragnęła, aby w którejkolwiek z jej relacji obecny był ktoś jeszcze.
Całe szczęście, że potrafiła się zabezpieczać, ponieważ przy jej trybie randkowania, wpadka mogłaby okazać się nieunikniona.
Ale chociaż jej samej się u p i e k ł o, nie znaczy to wcale, że zamierzała zostawić przyjaciółkę na lodzie, kiedy ta ewidentnie jej potrzebowała. Była skłonna służyć pomocą i tą odrobiną rozsądku, którą sama posiadała. Wiedziała bowiem, że od alkoholu Zoya powinna trzymać się z daleka, zatem pomimo tego, iż szczerze pragnęła poprawić jej humor, zamierzała zrobić to raczej na inne sposoby.
Jak widać, nie zamierzała przy tym odmawiać jej jedzenia.
Rozłożyła więc na stoliku wszystko, co było im potrzebne, a później usadowiła się wygodnie na kanapie, aby potem móc skupić się na ewentualnych poszukiwaniach. Bo owszem - zakładała, że do nich w końcu przystąpią, jednak nie tylko dlatego, że sama była ciekawa, kto odpowiadał za stan przyjaciółki. Chodziło jej głównie o to, że naprawdę nie powinna zostać z tym sama, a jeśli nawet facet miał okazać się materiałem jedynie na jednonocną przygodę, powinien choć w minimalnym stopniu poczuć się do odpowiedzialności.
I to właśnie na tym zamierzała się dziś skupić, więc kiedy Weasley zasugerowała, że mogłaby jej wysłuchać, Debbie teraz tylko pokręciła głową. — Nie, na to jeszcze przyjdzie pora. Na razie sama muszę to wszystko przetrawić — stwierdziła, dość lekko wzruszając przy tym ramionami. McDowell miała to do siebie, iż wieloma rzeczami, które ktoś inny mógłby uznać za p o w a ż n e, ona jakoś szczególnie się nie przejmowała. Szła przez życie z lekkością, choć to nie zawsze było dobrym rozwiązaniem.
Teraz jednak nie widziała powodów, dla których miałaby nadmiernie się zadręczać.
To może pracuje ze mną? — zasugerowała luźno, bo jeśli ten facet miał cokolwiek wspólnego z n i e b e m, myśl o tym, że był pilotem, nasuwała się samoistnie. Debbie jednak nie zdołała jej rozwinąć, bo już moment później pilot wylądował na podłodze, a ona całkowicie zgłupiała. Mało tego, sama również poderwała się na nogi, rozkładając przed siebie ramiona, jakby chciała uchronić Zoyę przed upadkiem.
Dopiero po chwili zorientowała się, że brunetka wcale nie potrzebowała pomocy.
Zmarszczyła nos i rozchyliła usta, niewiele rozumiejąc. Potrzebowała chwili, aby trybiki w jej głowie wskoczyły na właściwe miejsca. — Czekaj, czekaj… To o n? — zapytała z niedowierzaniem. Wtedy też ponownie opadła na kanapę, a później sięgnęła po swój telefon. — Co to była za marka? — zastanowiła się na głos, czekając na podpowiedź z jej strony.
W końcu to jednak znalazła, a kiedy przyjrzała się wynikom wyszukiwania, ściągnęła ku sobie brwi. — To chyba jakiś kierowca — stwierdziła, wyciągając telefon w stronę Zoyi. — Jesteś pewna, że to on? Może było wtedy ciemno? — dopytała, ponieważ facet wyskakujący z reklamy wydawał się wyjątkowo niewiarygodny. Jeśli jednak rzeczywiście był tym, na którego Weasley polowała, zbieg okoliczności mógł oszczędzić im czasu, który same zmarnowałyby na poszukiwania.

Zoya Weasley

so much panic, very little disco

: ndz sie 23, 2026 6:22 pm
autor: Zoya Weasley
Jak chcesz, ale jak mam być szczera, to chętnie posłuchałabym jakie inni mają problemy, aby nie przejmować się aż tak mocno swoimi/. — Wzruszyła ramionami, po czym włożyła sobie do ust czekoladkę.
Zoya miała nic przeciwko temu, aby Debbie jej się zwierzyła. W końcu nie mogła ciągle zadręczać się myślami o ciąży, dziecku, świadomości, że nie znała ojca oraz zbliżających się badaniach. Czekał ją ciężki czas. Była tego aż nazbyt świadoma, ale odkąd przyjaciółka przekroczyła próg mieszkania, zrobiło się jakoś raźniej i po raz pierwszy od paru godzin zechciała porozmawiać o czymś innym.
A l b o o k i m ś i n n y m.
Pomimo tego temat wciąż oscylował wokół bałaganu Zoi, dlatego gdy usłyszała wzmiankę o pracy pana X z Debbie, automatycznie parsknęła śmiechem.
To by bardzo ułatwiło mi poszukiwania, wiesz? — odparła zaczepnie i po raz kolejny wsunęła słodycz pomiędzy usta.
Praca McDowell była intrygująca i Zoya miała momenty, że szczerze jej zazdrościła. Tak naprawdę nie miała jeszcze okazji wyściubić nosa poza Kanadę, bo jej najdalsze podróże odbywały się kawałek na północ w strony dziadków. Odnosiła wrażenie, że w dzieciństwie rodzina zbyt wiele pracy wkładała w utrzymanie ranczo, aby myśleć o większych wakacjach. Obecnie Zoya była dorosła, jednak dopiero co ukończyła studia i pracowała w klinice weterynaryjnej, więc nadal brakowało jej czasu na urlopowanie.
Debbie mogła chociaż odrobinę pozwiedzać jako stewardessa, a jeżeli nie, to przynajmniej miała możliwość pochwalić się, że była tu i ówdzie.
Zanim się zorientowała, w całym tym szale stała już na kanapie, podczas gdy jej przyjaciółka zapobiegawczo znalazła się niżej, najwyraźniej nie pojmując, co się działo. Przebiegła wzrokiem po jej twarzy i zauważyła jak zmarszczyła nos i otworzyła usta, ale pomimo tego w pierwszej chwili, sama doświadczając niewyobrażalnego oświecenia, nie była w stanie wydusić z siebie niczego sensownego.
Nie wiem, nie znam się na zegarkach — odparła w końcu. Debbie opada na kanapę, jakby po pierwszym szoku powrócił jej rezon. Ten udzielił się także Zoi, która zeszła z mebla i mocno oburzona złapała kapcia, którym następnie cisnęła w telewizor. — Co za kutafon — dodała mało inteligentnie, po czym zaraz ściągnęła drugiego laczka i również cisnęła nim w urządzenie.
Tak naprawdę Zoya nie znała celebrytów. Nie kojarzyła większości person, więc zdumienie po raz kolejny rozkwitło na jej twarzy, kiedy Debbie stwierdziła, że X był kierowcą. Wówczas zerknęła na ekran telefonu kobiety i przesunęła po nim palcem, aby następnie przeczytać: Lucien Spencer.
No... było ciemno — potaknęła. — Ale jestem pewna, patrzył na mnie identycznie jak na ten zegarek — dodała głupio i oburzona wskazała dłonią na telewizor, chociaż reklama już dawno dobiegła końca, a na ekranie pojawił się jakiś letni teledysk.
Nie mogła w to uwierzyć i nawet nie dziwiła się Debbie, że sama jej niedowierzała. Całe to wydarzenie wyglądało jak wyrwane z jakiegoś mało zabawnego kontekstu, w którym skończyła z dwoma kreskami na teście ciążowym, a domniemanym ojcem okazywał się jakiś celebryta. Zoya mimowolnie pomyślała, że skontaktowanie się z nim będzie ciężkie, zważywszy na to, że nawet mając jego dane, istniała mała szansa, że jej odpisze.
W dodatku, jeżeli się puszczał, to pewnie podobnych wiadomości miał w skrzynce social mediów na pęczki.
Co ja mam właściwie teraz zrobić? — zapytała żałośnie, po czym bezradnie opadła na kanapę.

Debbie McDowell

so much panic, very little disco

: sob wrz 05, 2026 9:39 am
autor: Debbie McDowell
W tym momencie Debbie n a p r a w d ę nie myślała o sobie. W zapomnienie odszedł nawet Tracy, choć w ciągu minionych dni miała wrażenie, że praktycznie nie opuszczał jej umysłu. Nie był to jednak odpowiedni czas o tym, aby rozprawiać o własnych sercowych rozterkach, skoro jej przyjaciółka znajdowała się w znacznie trudniejszej sytuacji.
W dodatku nie miały pojęcia, jak miałyby znaleźć dla niej rozwiązanie.
To jednak niespodziewanie przyszło samo, a cała sytuacja wydawała się na tyle irracjonalna, iż nawet Debbie ciężko było w nią uwierzyć. W końcu jak to możliwe, że ten sam facet, który p r z y p a d k o w o zapłodnił Zoyę, a później zapadł się pod ziemię, nagle objawił się na ekranie telewizora?
Wszystko to brzmiało jak wyciągnięte z komedii romantycznej, co miało swój urok, który Debbie najpewniej w końcu doceni, aczkolwiek teraz nie myślała o tej znajomości w kategoriach wielkiej miłości. Nie sądziła bowiem, że Zoya mogłaby stracić dla tego chłopaka głowę po jednej nocy, a skoro w grę wchodziło nieplanowane dziecko, to właśnie na nim należało się skupić.
Ten jeden raz wypadałoby podejść do sprawy z r o z s ą d k i e m.
Wypuściła głośniej powietrze, bez słowa przyglądając się temu, jak przyjaciółka rzucała kapciami w telewizor. Przez jej umysł przemknęła myśl o tym, że Weasley zaraz zdemoluje mieszkanie, ale na szczęście cel Zoyi okazał się równie skuteczny, co jej zabezpieczenia.
Cholera, strasznie to dziwne — stwierdziła w końcu, a w innych okolicznościach może nawet uznałaby to za zabawne. Z tyłu głowy miała jednak wciąż myśl o tym, że w to wszystko zamieszana była jeszcze ciąża.
Ściągnęła usta w dzióbek, zastanawiając się nad pytaniem brunetki. Było na tyle proste, a jednocześnie na tyle skomplikowane, iż Debbie nie była przekonana, czy mogłaby znać na nie odpowiedź. — No teoretycznie mogłabyś do niego napisać, skoro mamy jego instagrama — stwierdziła, marszcząc nieznacznie nos. — Nie wiem, czy to coś da, patrząc na to ilu ma obserwujących, ale może pozna twoje zdjęcie? — zastanowiła się na głos. Istniało jednak prawdopodobieństwo, że okaże się zwykłym d u p k i e m, który celowo ją zignoruje.
Jeśli to nie zadziała to zawsze możemy wybrać się na jakiś wyścig. Albo, nie wiem, poszukać jakiejś jego siedziby? Skoro jest znany, ludzie w internecie muszą wiedzieć coś na ten temat — przedstawiła kolejną opcję, starając się wymyślić ich jak najwięcej, żeby któraś z nich rzeczywiście mogła okazać się skuteczna.
Co do jednego była pewna - Zoya nie powinna zostać z tym sama, a więc czym prędzej powinna z tym facetem porozmawiać, dopiero później podejmując ewentualną decyzję co do tego, czy chciała to dziecko zatrzymać.

Zoya Weasley

so much panic, very little disco

: wt wrz 08, 2026 9:41 pm
autor: Zoya Weasley
Wydawało się, że w końcu ta kapryśna opatrzność na coś się zdała, bo na ekranie telewizora wyraźnie dostrzegła mężczyznę, który ją z a p ł o d n i ł. Jakkolwiek fatalnie to brzmiało, przynajmniej mogła mieć poczucie, że go znalazła. Albo że to on sam się odnalazł, pojawiając się w reklamie jakichś tam t a n d e t n y c h zegarków.
Spojrzała na Debbie kątem oka, wciąż stojąc przez chwilę na kanapie, kiedy przyjaciółka uznała całą sytuację za wyjątkowo dziwną. Nie tylko dla niej, bo Zoyę ogarnęło podobne poczucie. To oraz poczucie wrzącej w żyłach n i e s p r a w i e d l i w o ś c i. Nie rozumiała, dlaczego akurat ona musiała zostać uwikłana w ciążę, skoro na świecie, ba, w samym Toronto, było mnóstwo par, które naprawdę starały się o dziecko.
Ona nie była na to gotowa i jak śmiała podejrzewać, facet z reklamy również nie.
Na zdjęciu z instagrama mam kucyka pony — stwierdziła ponuro, po czym zeskoczyła z mebla. — Wątpię, aby mnie poznał nawet jak zmienię profilówkę. Skoro uprawiał ze mną seks w alejce, to najpewniej przez ten czas robił to również z innymi. Pewnie to jakiś puszczalski, fakt, popularny typek — oceniła z przekąsem, po raz kolejny przypominając sobie to, co wydarzyło się za budynkiem klubu. Na samo wspomnienie jej policzki aż poczerwieniały.
W tym momencie obarczyła mężczyznę całą winą. Intuicyjnie odsunęła na bok tę część odpowiedzialności, która przypadła jej samej. Teoretycznie było 50/50%
Skupiła uwagę na Debbie, po czym, podobnie jak ona wcześniej, ułożyła usta w dzióbek. Zaraz cmoknęła i energicznie pokiwała głową, bo to co mówiła przyjaciółka, miało naprawdę wiele sensu. W ten sposób Zoya będzie przynajmniej wiedziała, że na pewno dowiedział się o tym, że zostanie ojcem.
Ojcem jej dziecka; dodała, ale tylko w głowie.
Pewnie ma jakąś rzeszę psychofanek — rzuciła.
Sięgnęła po telefon i w jednym z portali społecznościowych wpisała frazę Lucien Spencer. Wyskoczyło kilka wyników, ale postanowiła poszukać grupki najbardziej zdesperowanych i zafiksowanych kobiet. Ta pojawiła się dopiero dziesięć pozycji niżej. Wyglądała całkiem-całkiem wiarygodnie ze zdjęciem Luciena na profilowym, otoczonym masą serduszek. Zamieszczane posty zakrawały jednak o idiotyzm. Były tam jego zdjęcia wykonane z ukrycia oraz całkowicie przerobione fotografie, na których trzymał za rękę tę czy tamtą dziewczynę.
Poszczególne obrazki pokazywała Debbie, jednocześnie niezmiennie scrollując dalej i dalej, aż w końcu natrafiła na coś, co mogło okazać się przydatne.
Raz w tygodniu odwiedza tor wyścigowy w Toronto i rzekomo tam trenuje. — Zastanowiła się przez chwilę. — Powinnam iść? Tak po prostu włamać mu się do szatni i rzucić w niego testem ciążowym? — zapytała całkiem poważnie.

Debbie McDowell