Strona 1 z 1

what the fuck, over

: wt lip 28, 2026 12:23 pm
autor: Debbie McDowell
Choć bycie dobrą dziewczyną nie wychodziło jej praktycznie w ogóle, zawsze starała się być przynajmniej świetną p r z y j a c i ó ł k ą. Starała się postępować w ten sposób nie tylko w stosunku do Tracy’ego, ale także do innych osób, które były obecne w jej życiu.
To jednak nie zawsze jej się opłacało.
W stosunku do Zoyi nigdy jednak nie miała takich wątpliwości. Wiedziała, że cokolwiek by się nie działo, mogła na nią liczyć, dlatego sama chciała odpłacić jej się tym samym. Co z tego, że najwyraźniej trochę ją przy tym ponosiło?
Nie do końca przemyślała bowiem to, że wieczorne przeglądanie internetu może skończyć się ź l e. Nie potrafiła też wyjaśnić, w którym dokładnie momencie dobrnęła do strony sklepu sprzedającego dziecięce ubrania. W tamtym momencie przepadła jednak, ponieważ każde kolejne śpioszki wydawały jej się jeszcze bardziej urocze od poprzednich, a to zaowocowało tym, że w koszyku skończyło wiele rzeczy.
Zbyt wiele.
Wierzyła jednak, że w ten sposób miała wesprzeć przyjaciółkę, przez co absolutnie nie przeszkadzało jej to, że miała wydać na to całą wypłatę. Nie przemyślała również tego, w jaki sposób kurier dostarczy zamówione rzeczy, przez co kiedy wróciła dziś do domu, drzwi wejściowe były dosłownie z a s t a w i o n e kartonami. Debbie przecisnęła się wąską szparą i dostała się do środka, wciągając tam też tylko jeden z kartonów. Całą resztą miała zająć się, kiedy już upora się z pierwszym.
Problem jednak w tym, że przepadła. Rozkopała jego zawartość w sypialni, przeglądając każdy kolejny ciuch z osobna. Najwyraźniej straciła przy tym też poczucie czasu, bo kiedy do domu wrócił Tracy, ona wciąż nie wtaszczyła do środka tego, co tarasowało wejście. Dopiero wtedy zdała sobie też sprawę z tego, jak irracjonalnie mogło wyglądać to, co działo się teraz w sypialni.
Ocknęła się jednak dopiero, kiedy z salonu usłyszała swoje imię. Zaklęła pod nosem i zerwała się z podłogi, zbierając wszystko to, co porozkładane było na łóżku i na podłodze. — Nie, nie, nie wchodź! — krzyknęła, kiedy usłyszała, że blondyn najwyraźniej zbliżał się do pokoju. Co prawda uważała, że miała naprawdę dobry powód, aby poczynić tak duże zakupy, a jednak obawiała się też chyba tego, jak odbierze to Tracy. Niezbyt miała ochotę teraz się przed nim tłumaczyć. — Nie jestem ubrana — rzuciła, wciskając do kartonu kolejne rzeczy, przy czym narobiła sporo hałasu.
A gdyby tego było mało, uderzyła małym palcem od stopy w róg łóżka, przez co jeszcze przeklęła z bólu i zaprzestała dalszego pakowania. Nic nie szło dziś po jej myśli.

Tracy Raynott

what the fuck, over

: wt lip 28, 2026 2:43 pm
autor: Tracy Raynott
W głowie Tracy’ego ostatnio zapanował ogromny mętlik i sam był sobie za to winny, ponieważ pozwolił, żeby jego myśli uciekły w kierunku, do którego nie powinny się zbliżać.
Do niedawna wszystko było proste – on wiódł swoje życie samotnika i nikt mu w tym nie mieszał, ponieważ trzymał odpowiedni dystans. To jednak zmieniło się, kiedy na jego drodze stanęła Debbie, choć na początku wszystko wyglądało tak, jak zawsze. Z biegiem czasu jednak zaczął otwierać się na nią coraz bardziej i nie zauważył momentu, w którym zrobił to aż za bardzo przez co zaczęły pojawiać się uczucia.
Te ostatnio stawały się dla niego coraz jaśniejsze, ale przez to też wywoływały u niego coraz większy niepokój, ponieważ były niepożądane. Nie chciał przecież komplikować swojej relacji w Debbie i mieszać w niej. Chciał, żeby wszystko było takie, jak wcześniej.
Przy czym zaczął zauważać, że ostatnio, kiedy wspominała o swoich randkach czy podbojach, odzywała się w nim maleńka zazdrość, której ignorowanie stawało się coraz trudniejsze. Starał się jednak nie dać jej wybrzmieć.
A tym, co ostatnio mogło namieszać mu w głowie najbardziej, mogła być tamta noc, podczas której pozwolił sobie na chwilę zapomnienia i odsłonił się przed McDowell bardziej niż kiedykolwiek. Tamtego dnia chciał zostać przez nią dostrzeżony i to chyba się udało. A nawet więcej, ponieważ dostrzegł też uczucia Debbie, które w tamtym momencie były źródłem jego zadowolenia, ale dziś? Obawiał się, że robił jej krzywdę, ale… Czy umiałby puścić ją teraz wolno?
Sam nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć, dlatego dziś wyskoczył z kolegą, żeby odświeżyć umysł, a przy okazji pomóc mu z jedną sprawą. Nie było go więc dość długo, a kiedy wrócił, zastał zablokowane wejście do swojego mieszkania, co go zaskoczyło. W pierwszym odruchu pomyślał, że albo ktoś wystawił tu swoje śmieci, albo kurier pomylił adresy, bo nie przypominał sobie, żeby zamawiał tyle rzeczy. Ale jeden rzut okiem na etykiety na kartonach wystarczył, żeby dotarło do niego, że to nie była żadna pomyłka, a przesyłki należały do jego współlokatorki. Jeszcze raz przyglądając się tej stercie, nie mógł nadziwić się poziomowi jej zakupowego szaleństwa.
Z trudem wcisnął się za górę kartonów, żeby otworzyć drzwi mieszkania, do którego wpakował całą tę stertę. Nie będzie przecież zostawiał tego na zewnątrz, żeby ktoś w końcu rozkradł jej ciuszki, smarowidła czy inne babskie rzeczy, które zapewne zostawiła. I chociaż nie spodziewał się zastać jej w mieszkaniu, skoro jej paczki były na zewnątrz, to i tak ją zawołał.
Był zaskoczony, kiedy usłyszał jej głos dobiegający z sypialni, w kierunku której teraz się udał. A jeszcze bardziej był zaskoczony zakazem wchodzenia, który w połączeniu z nieodebranymi za drzwiami paczkami nie spodobał mu się. W głowie Tracy’ego od razu pojawiła się wizja, która podsyciła jego zazdrość. – To coś nowego? – zapytał, sięgając do klamki drzwi. Od razu wywęszył tanią wymówkę, którą nie miała zniechęcić go do wejścia.
Po wejściu do pokoju zastał nie to, czego się spodziewał. Debbie wykrzywiona z bólu, karton i dziecięce ciuszki, na widok których od razu się zmieszał. Przez chwilę przyglądał się temu wszystkiemu w milczeniu, starając się wyciągnąć cokolwiek sensownego z tego, co tu zastał. – Przymierzałaś to? – zapytał, palcem wskazując na dziecięce ubranka. Nawiązał do tego, że jeszcze przed chwilą twierdziła, iż była naga. A tym pytaniem chciał jej zasugerować, że potrzebował jakichś s e n s o w n y c h wyjaśnień.

Debbie McDowell

what the fuck, over

: wt lip 28, 2026 8:02 pm
autor: Debbie McDowell
Debbie, jak to Debbie, starała się niczego nadmiernie nie analizować. Tamtej nocy rzeczywiście poczuła, że w ich bliskości zaszła pewna zmiana, ale jednocześnie później nie wydarzyło się nic, przez co w jej umyśle zapaliłaby się czerwona lampka sugerująca, że Tracy jednak czegoś od niej c h c i a ł.
Wrócili jednak na właściwe tory i znów zasypiali w swoich ramionach, a żadne z nich nie wymykało się nigdzie, aby zaspokoić swoje potrzeby. Debbie zrezygnowała z zaglądania na tindera, jednocześnie obiecując sobie, że wróci do niego dopiero, kiedy od Raynotta zyska jasny sygnał, że nic z tego nie będzie.
A tego na chwilę obecną nie zaobserwowała.
Odkąd zresztą wiedziała, z jakim problemem zmaga się jej koleżanka, nie miała chyba dostatecznie dużo czasu, aby się na tym skupić. Zepchnęła własne rozterki na dalszy plan, aby być obok osoby, która tego od niej potrzebowała. Przy tym rzeczywiście t r o c h ę ją poniosło, co zrozumiała dopiero, kiedy w domu usłyszała Tracy’ego. Odrobinę chyba przestraszyła się, że dostrzeże w tym jej szaleństwo.
A choć przed tym ewidentnie chciała się uchronić, stało się to niewykonalne, kiedy uderzyła się w ten cholerny kant łóżka. Wtedy też przysiadła na podłodze, opierając się o jego brzeg i dłońmi rozmasowując stopę, która w tym starciu ucierpiała.
To właśnie w momencie, w którym była żywym obrazem nędzy i rozpaczy przyłapał ją Raynott, któremu z bólu nie odpowiedziała nawet na tamto pytanie.
Widząc go, wydęła usta w pełnym niezadowolenia grymasie, który wynikał nie tyle z jego widoku, co raczej z faktu, że wciąż była nieco obolała. — Tak, Tracy, czasami lubię się wcisnąć w coś tak małego — odparła z przekąsem, posyłając mu jedno z tych spojrzeń, które sugerowały, że zadał w tym momencie wyjątkowo głupie pytanie. Zaraz jednak pokręciła głową, dając mu w ten sposób do zrozumienia, że nie powinien przywiązywać zbyt dużej uwagi do jej słów.
Wypuściła głośniej powietrze, w końcu też siadając nieco inaczej. — Moja koleżanka jest w ciąży i nie wie nic o ojcu, więc uznałam, że przyda jej się trochę pomocy — wyjaśniła pokrótce, bo choć ufała mu w kwestii tego, że mogła powiedzieć mu o wszystkim, tak jednocześnie nie czuła się upoważniona do tego, aby na prawo i lewo zdradzać tajemnice Zoyi.
Zaraz jednak zerknęła kątem oka w stronę śpiochów, które leżały jeszcze na łóżku. — Jeśli cię to kręci, jedne mogę ci zostawić — dodała, teraz już zerkając na blondyna z rozbawieniem. Może jednak nie powinna się śmiać, skoro z ich dwójki to ona była tą, która ściągnęła do mieszkania połowę asortymentu dziecięcego sklepu.

Tracy Raynott

what the fuck, over

: wt lip 28, 2026 9:16 pm
autor: Tracy Raynott
A Tracy nie potrafił zasygnalizować jej ani jednego, ani drugiego.
Nie potrafił wyłamać się ze swoich postanowień, ale jednocześnie nie chciał jej stracić, przez co utknęli w tym dziwnym zawieszeniu, które akurat Raynottowi nie przeszkadzało, ponieważ McDowell była obok, a przecież właśnie tego chciał. Dlatego nawet nie mobilizował się, żeby zrobić cokolwiek, tylko cieszył się tym, że znów mógł liczyć na jej obecność, która stała się dla niego tak ważna.
Dziś jednak sam nie wiedział, co ma myśleć o jej obecności w domu, bo jej zachowanie wydało mu się dziwne, gdy najpierw najwyraźniej nie zdołała podejść do drzwi i odebrać przesyłek, a potem ukryła się przed nim w sypialni i nie pozwalała mu tam wejść. To było podejrzane, prawda? Tracy starał się jednak za daleko nie wybiegać z wnioskami, dlatego zdecydował się po prostu sprawdzić, o co chodzi.
I widok, który zastał w sypialni, rzeczywiście żywym obrazem nędzy i rozpaczy. Ale blondyn tylko przez chwilę przyglądał się siedzącej na podłodze Debbie, bo jego uwagę prędko przykuły dziecięce ciuszki, które zaraz go zaniepokoiły. Obawiał się tego, co mogły oznaczać…
I jej odpowiedź wcale go nie uspokoiła. W innych okolicznościach pewnie by go rozbawiła, może nawet skłoniła do odpowiedzi, ale tym razem potrzebował prawdziwych wyjaśnień i właśnie na nie teraz czekał. Na szczęście, kiedy McDowell odezwała się ponownie, żadne z jego obaw się nie potwierdziły, dzięki czemu blondyn w końcu odetchnął z ulgą. – Pewnie masz rację – odpowiedział na razie krótko, ponieważ jeszcze uspokajał się po tym, jak przed chwilą w duchu panikował, że dziecięce ciuszki kupiła z myślą o sobie, a nie o kimś innym. I wcale nie do samodzielnych przymiarek.
Kiedy nawiązała do jego wcześniejszego pytania, Tracy podszedł do łóżka i podniósł z niego śpiochy, o których mówiła, po czym popatrzył na nie krytycznie. – Raczej podziękuję. Lubię, jak masz na sobie niewiele, ale preferuję koronkę – stwierdził, kucając obok niej. I gdy znalazł się bliżej podłogi, poruszył głową w górę i popatrzył na Debbie z troską, jakby pytał ją o to, co sobie zrobiła, ponieważ słyszał wcześniej jej krzyk i zauważył, że chyba zwijała się z bólu na podłodze.
– W ogóle widziałaś tę stertę, którą kurier zastawił nam drzwi? – to była jeszcze jedna niewyjaśniona kwestia, o którą Raynott musiał zapytać, bo nie pomyślał, że McDowell mogła tak po prostu porzucić tam swoje zamówienia. I nie, dalej nie wpadł na to, że to były kolejne rzeczy dla dziecka, bo nie wpadł na to, że wpadła w aż taki szał zakupowy, dotyczący jednej sprawy.
Co ciekawe, Tracy’emu już naturalnie przychodziło mówienie takich rzeczy, jak n a m zastawił, n a s z e g o domu, itp. Przyzwyczaił się już do tego, że mieszkali tu razem.

Debbie McDowell

what the fuck, over

: śr lip 29, 2026 5:34 pm
autor: Debbie McDowell
Nie naciskała na niego. Nie wiedziała nawet, czy powinna, ponieważ była wyjątkowo niepewna tego, co się między nimi działo.
Tak, ta sama Debbie, która zwykle nie miała problemu z tym, aby rzucić się na głęboką wodę, teraz zwyczajnie próbowała być o s t r o ż n a.
Wynikało to jednak z faktu, że Tracy nie był dla niej jakimś przypadkowym facetem. Stał się natomiast kimś, do kogo już pewien czas temu się przywiązała. Polubiła go aż za bardzo, przy okazji zapominając chyba o tym, że obecny w ich relacji seks miał być dla nich wyłącznie zabawą. A choć coś ewidentnie przy nim c z u ł a, nie mówiła o tym głośno, ponieważ bała się go stracić.
Bała się, że w ten sposób sprowokuje do odejścia pierwszą osobę, na której naprawdę jej zależało.
Nie wykonała też żadnego kroku, aby przypadkiem się nie rozczarować. W końcu nawet jeżeli wydawało jej się, że blondyn również polubił ją trochę bardziej, nie miała w tej kwestii stuprocentowej pewności. On wciąż mógł uświadomić ją w tym, w jak wielkim była błędzie, a to również nie skończyłoby się dobrze dla ich relacji.
To nie byłoby odrzucenie, które łatwo byłoby jej zaakceptować.
Pozwoliła więc, żeby tkwili w tym dziwnym miejscu, które jednocześnie nie wydawało się takie straszne, skoro znów mogła mieć go przy sobie na n o r m a l n y c h zasadach. Korzystała z jego bliskości, a jednocześnie czuła się swobodnie, ponieważ obok nie kręcił się nikt, kto mógłby wpędzić ją w kompleksy. I obudzić jej zazdrość, do której przecież też w ogóle się nie przyznawała.
Nie zauważyła w nim żadnej paniki, dlatego nie przywiązała uwagi do jego słów. W odpowiedzi wyłącznie wzruszyła lekko ramionami. — Myślałam, że najbardziej lubisz mnie w swoich bokserkach — skomentowała, kiedy obok niej przykucnął. Debbie już od pewnego czasu czuła się swobodnie nie tylko w jego mieszkaniu, ale też i w zawartości jego szafy, z której czasami pożyczała koszulki, a czasami też i bieliznę. Gdy krzątała się po domu, w ten sposób było jej po prostu wygodniej.
Zaraz jednak rozproszyła się, ewidentnie przyłapana na gorącym uczynku. — Nie — pokręciła głową na boki. — A zastawił? — dopytała, nieznacznie marszcząc przy tym brwi. Znał ją już jednak na tyle dobrze, iż w okamgnieniu powinien połapać się w tym, że zwyczajnie u d a w a ł a. Chyba nie chciała przyznać, że za sprawą ciąży Zoyi mogła wpaść w drobny zakupoholizm.

Tracy Raynott

what the fuck, over

: czw lip 30, 2026 3:55 pm
autor: Tracy Raynott
Może dobrze robiła, nie naciskając na niego. Wtedy Tracy mógłby wycofać się, ponieważ to byłoby dla niego zbyt wiele. Jego własne wątpliwości to jedno, ale gdyby miał jeszcze zmierzyć się z jej oczekiwaniami zanim cokolwiek poukładał sobie w głowie, to mogłoby zwyczajnie go przerosnąć i nawet jeśli by tego nie chciał, mógłby uciec.
Z drugiej strony, teraz czuł się na tyle komfortowo w obecnej sytuacji, że mógł nie poczynić dużych postępów w sprawie tego, co działo się w jego głowie, ponieważ miał to, na czym zależało mu najbardziej – Debbie znów była obok i poświęcała mu swoją uwagę. Jedynym mankamentem było to, że wcale nie byli na wyłączność, więc mogła znów zostawić go dla innych, a przekonał się już o tym, że potrafił być o nich zazdrosny. Wcześniej ten problem nie występował, ale najwyraźniej z biegiem czasu, gdy zaczęły pojawiać się uczucia albo większe przywiązanie, Raynott przestał być tak tolerancyjny.
A powodem, czemu teraz nie zobaczyła u niego paniki, było to, że całkiem szybko przedstawiła mu sensowny powód przeglądania dziecięcych ubranek. Co nie znaczy, że lęk w ogóle go nie ogarnął, bo w pierwszej chwili, kiedy je tu zobaczył, przestraszył się. Dlatego od razu poprosił ją o wyjaśnienia, mając nadzieję, że wcale nie chodzi o to, co przyszło mu do głowy. To w ogóle nie mogło wchodzić w grę. I nie chodziło tu o nią, a o niego – Tracy nie chciał mieć dzieci.
– Ok, do tego widoku też mam słabość – zgodził się z nią, uśmiechając się przy tym łobuzersko. Raynott rzeczywiście lubił oglądać ją w swoich ubraniach, dlatego nie miał nic przeciwko temu, że się do nich dobierała i je pożyczała. Właściwie to pozwolił jej na bardzo dużą swobodę w swoim mieszkaniu i wśród swoich rzeczy, ponieważ nie czuł się z tym niekomfortowo. McDowell w mieszkaniu w ogóle mu nie przeszkadzała.
Ale odkąd zamieszkali razem, nauczył się czytać z niej niemal jak z otwartej księgi, przynajmniej, gdy próbowała wcisnąć mu tak oczywisty kit. Postanowił jednak pociągnąć jej grę, skoro postanowiła go oszukiwać. – Mhm, cała góra paczek. Ale to musiała być pomyłka. Ja nic nie zamawiałem, a ty chyba tu masz swoją paczkę… Także pozbyłem się tamtych, bo nie dało się wejść do domu – wzruszył ramionami, jakby to było nic takiego po czym przysiadł się do niej na podłodze.

Debbie McDowell

what the fuck, over

: pt lip 31, 2026 10:48 am
autor: Debbie McDowell
Aby czegokolwiek od niego oczekiwać, Debbie w pierwszej kolejności musiałaby ocenić, czego ona sama tak właściwie chciała. To z kolei nie było wcale takie proste, kiedy w jej umyśle kotłowało się tak wiele wątpliwości związanych z tym, jakie podejście do związków miał sam Raynott.
Od samego początku jasne było przecież, że oczekiwali od życia czegoś innego, zatem jak mogłaby teraz chcieć, żeby to właśnie on zmienił dla niej zdanie?
Nie chciała jednak znów dotrzeć do tego punktu, w którym znajdowali się jeszcze pewien czas temu. Nie chciała znów go od siebie odsuwać i prawie z nim nie rozmawiać, bo przecież przekonała się już o tym, jak bardzo wtedy za nim tęskniła. To jednak pociągało za sobą również pewne ryzyko, bo przecież w takim układzie znów z łatwością mogła się rozczarować. Zupełnie nie panowała przecież nad tym, że najwyraźniej zaczęła podchodzić do niego i innych kobiet z pewną zazdrością. Choć może jednak chodziło tylko o Ellen?
Uśmiechnęła się ewidentnie zadowolona, kiedy z jego ust padło stwierdzenie, które uznać można było za komplement. Nie potrafiła logicznie tego wyjaśnić, a jednak z jakiegoś powodu uwielbiała podkradać rzeczy z jego szafy. Czuła się w nich nad wyraz dobrze, ale to przecież nie tak, że sama nie posiadała nic wygodnego. Cała magia polegała więc chyba na tym, że one należały do n i e g o.
Kiedy usłyszała o pozbywaniu się paczek, ewidentnie pobladła. — Co? — zapytała w pierwszym odruchu, już wtedy podnosząc się z podłogi dość gwałtownie, co poskutkowało tym, że mały palec, w który jeszcze niedawno się uderzyła, ponownie ją zabolał. Za sprawą tego z jej ust wyrwało się krótkie syknięcie, ale nie zgubiła głównego wątku. — Jak to się pozbyłeś? Tak nie można — oznajmiła, już będąc w drodze do salonu, aby tam sprawdzić, czy przypadkiem nie stroił sobie z niej głupich żartów.
I dokładnie tak, jak przypuszczała - robił to. Widząc jednak, że z paczkami wszystko było w porządku, odetchnęła z ulgą. — To było wredne! — krzyknęła w stronę sypialni, kiedy złapała za pierwszy karton. Chyba w końcu dotarło do niej, że teraz już powinna to przejrzeć i posortować, a znaczną część swoich zakupów po prostu z w r ó c i ć.

Tracy Raynott