WHAT'S GOING ON
: wt lip 28, 2026 2:23 pm
To historia o tym, jak jedna wiadomość i zdjęcie potrafią wywołać burzę, której nikt się nie spodziewał. Wystarczył jeden przypadkowy klik. Coś, czego nie dało się już odzobaczyć. Ta złość popychała do słów, których później się żałowało, ale duma nie pozwalała ich cofnąć.
W pośpiechu spakowała wszystko, czego potrzebowała na kilka dni i zanim któryś z jej braci wrócił, wyszła, pozostawiając za sobą pomieszczenia spowite w mroku. Nie miała ochoty na żadną rozmowę. Na żadne wyjaśnienia, które już dawno powinny paść pomiędzy nimi. Skoro traktowali ją jak dziecko i nie dopuszczali jej do swojego życia, to dokładnie zamierzała się tak zachowywać. Zarzuciła fochem, jak przystało na księżniczkę i uciekła z domu przed rozmową, jak zbuntowana nastolatka, szukając pomocy u Cassie, która była jedyną racjonalną osobą w całym tym towarzystwie.
Nikogo nie interesowała samotna dziewczyna, ciągnąca za sobą różową walizkę na kółkach przez pół miasta. Nikt nie zważał na łzy, które pojawiły się w jej brązowych oczach, gdy telefon wciąż wibrował, informując o kolejnej wiadomości. Zrobiła coś bardzo złego. Wyrzuty sumienia gryzły, gdy uniosła dłoń, pukając do drzwi.
Azyl.
Bezpieczna przystań, do której uciekała za każdym razem, gdy natrętne myśli nie dawały spokoju.
- Przepraszam, że zwalam ci się na głowę. - od razu wtuliła się w ramiona przyjaciółki, licząc, że ta powstrzyma kolejną dramę, przemawiając do rozsądku jej najstarszemu bratu. - Nie wiem, co się z nim ostatnio dzieje. Wszystko się sypie, odkąd ta wywłoka się pojawiła, a Albi ciągle mnie zbywa. Jestem na niego taka zła! Zamiast być teraz razem i wspierać się w kolejną rocznicę śmierci ojca, to on odwala jakiś syf i nic z tego nie rozumiem. - pozwoliła sobie na ten upust negatywnych emocji. Widząc minę rudowłosej, nie potrzebowała żadnych zapewnień - ona również była rozczarowana zachowaniem młodego mężczyzny.
- Ciągle pije i zachowuje się jak skończony dupek. Nawet Dean nic nie wie. Chociaż napisał, że zapewne Albert coś do niej czuje. A jeszcze kilka dni temu on narzekał i mówił, że mam trzymać się z dala od tej dziewczyny. Co on sobie myśli?! Nie kupuję tej całej historii, że to nie on. Patrz! Jeszcze pod kolejnym zdjęciem do niej zagaduje, nazywając się kowbojem! Przecież to chore! - usiadła na kanapie i ukryła twarz w dłoniach, próbując cokolwiek zrozumieć z tego chaosu. I tak jak zawsze była w stanie usprawiedliwić każde gówno, które odwalali jej bracia, tak teraz miała pustkę. Nie chciała tam wracać. Słuchać kolejnych zbyć i tanich wymówek, po których każdy będzie uważał, że dyskusja została zakończona.
Nie tym razem.
Cassandra Wildbird
W pośpiechu spakowała wszystko, czego potrzebowała na kilka dni i zanim któryś z jej braci wrócił, wyszła, pozostawiając za sobą pomieszczenia spowite w mroku. Nie miała ochoty na żadną rozmowę. Na żadne wyjaśnienia, które już dawno powinny paść pomiędzy nimi. Skoro traktowali ją jak dziecko i nie dopuszczali jej do swojego życia, to dokładnie zamierzała się tak zachowywać. Zarzuciła fochem, jak przystało na księżniczkę i uciekła z domu przed rozmową, jak zbuntowana nastolatka, szukając pomocy u Cassie, która była jedyną racjonalną osobą w całym tym towarzystwie.
Nikogo nie interesowała samotna dziewczyna, ciągnąca za sobą różową walizkę na kółkach przez pół miasta. Nikt nie zważał na łzy, które pojawiły się w jej brązowych oczach, gdy telefon wciąż wibrował, informując o kolejnej wiadomości. Zrobiła coś bardzo złego. Wyrzuty sumienia gryzły, gdy uniosła dłoń, pukając do drzwi.
Azyl.
Bezpieczna przystań, do której uciekała za każdym razem, gdy natrętne myśli nie dawały spokoju.
- Przepraszam, że zwalam ci się na głowę. - od razu wtuliła się w ramiona przyjaciółki, licząc, że ta powstrzyma kolejną dramę, przemawiając do rozsądku jej najstarszemu bratu. - Nie wiem, co się z nim ostatnio dzieje. Wszystko się sypie, odkąd ta wywłoka się pojawiła, a Albi ciągle mnie zbywa. Jestem na niego taka zła! Zamiast być teraz razem i wspierać się w kolejną rocznicę śmierci ojca, to on odwala jakiś syf i nic z tego nie rozumiem. - pozwoliła sobie na ten upust negatywnych emocji. Widząc minę rudowłosej, nie potrzebowała żadnych zapewnień - ona również była rozczarowana zachowaniem młodego mężczyzny.
- Ciągle pije i zachowuje się jak skończony dupek. Nawet Dean nic nie wie. Chociaż napisał, że zapewne Albert coś do niej czuje. A jeszcze kilka dni temu on narzekał i mówił, że mam trzymać się z dala od tej dziewczyny. Co on sobie myśli?! Nie kupuję tej całej historii, że to nie on. Patrz! Jeszcze pod kolejnym zdjęciem do niej zagaduje, nazywając się kowbojem! Przecież to chore! - usiadła na kanapie i ukryła twarz w dłoniach, próbując cokolwiek zrozumieć z tego chaosu. I tak jak zawsze była w stanie usprawiedliwić każde gówno, które odwalali jej bracia, tak teraz miała pustkę. Nie chciała tam wracać. Słuchać kolejnych zbyć i tanich wymówek, po których każdy będzie uważał, że dyskusja została zakończona.
Nie tym razem.
Cassandra Wildbird