I could be meaner but jesus said no
: wt lip 28, 2026 6:15 pm
Zależało jej na tym, aby ruszyć ze swoją karierą naprzód, a jednak wciąż pozostawały obszary, na które bynajmniej nie miała ochoty wkroczyć. Tym bez wątpienia był teren, który należał do jej byłego męża, choć wcale nie dlatego, że Bronte bała się, iż nie dałaby sobie na nim rady.
Po prostu nie chciała po raz kolejny odbierać czegoś, co należało do niego.
Ich ostatnie spotkanie dało jej także nieco lepszy pogląd na to, jak mogły wyglądać ich zawodowe stosunki, w których ewidentnie brakowało wzajemnego zrozumienia. Spoglądali na siebie przez pryzmat rozstania, wszelkie mocne strony drugiej osoby zasłaniając mankamentami, które wcześniej doprowadziły ich małżeństwo do rozpadu. Nawet Bronte, która przecież nie miała powodu, aby się na niego wściekać, całkowicie się temu poddała.
Co więcej, kompletnie zapomniała o tym, że powinna wstydzić się za to, w jaki sposób go wcześniej załatwiła, teraz samodzielnie szukając takiej amunicji, która mogłaby jeszcze bardziej go zaboleć.
A jednak nawet przez sekundę nie pomyślała, że ktoś mógłby chcieć przyglądać się temu na ekranie.
Nie spodziewała się zatem, że ktokolwiek zaprosi ją do współpracy przy j e g o programie. Zakładała chyba bowiem, że Reece miał w tej kwestii więcej do powiedzenia. Miało wystarczyć jedno jego słowo, aby ona automatycznie została skreślona z listy potencjalnych kandydatek, a jednak to z jakiegoś powodu się nie stało.
Kiedy dziś otrzymała wiadomość o tym, że miała stawić się na wyznaczonym spotkaniu, wcale nie spodziewała się, że znajdzie się tam dlatego, że naprawdę ją c h c i e l i.
A choć widziała, że jemu jest to zupełnie nie po nosie, wystarczyło kilka uszczypliwych komentarzy, aby ona zyskała motywację ku temu, aby nie odmówić. Nie dlatego, że chciała mu dopiec. Raczej przez to, iż chciała udowodnić mu, że ona też nadawała się do czegoś więcej, niż bezustanne zapowiadanie pogody.
Spotkanie z producentami kosztowało ją jednak sporo nerwów, dlatego odetchnęła z ulgą, kiedy dobiegło końca. Nie wnikała to, w jakim kierunku udał się Reece, ponieważ kluczowym stało się dla niej to, aby czym prędzej zniknąć z zasięgu jego wzroku. Uciekła na papierosa, po które nie sięgała zawsze, a jednak nosiła je w torebce, ponieważ w stresowych sytuacjach pomagały jej ukoić nerwy.
Odkąd on wrócił do stacji, pozbyła się już prawie całej paczki.
Wracając do budynku zerknęła na zegarek. Miała jeszcze sporo czasu do kolejnych zdjęć, dlatego pomaszerowała prosto na stołówkę, gdzie zamierzała napić się kawy. Podeszła do lodówki, z której wyciągnęła ostatni pudding czekoladowy. Mniej więcej wtedy usłyszała za sobą jakieś sapnięcie.
Odwróciła się przez ramię, a jej wzrok spoczął na znajomej, wiecznie rozwścieczonej twarzy. — Powinieneś popracować nad mimiką, jeśli nie chcesz odstraszyć nam wszystkich widzów — skomentowała, po czym po prostu wyminęła go, aby dostać się do kasy. Jeśli nie chciała doprowadzić do wybuchu, prawdopodobnie nie powinna też go prowokować, a jednak Reece miał w sobie coś, co sprawiało, że Bronte nie była w stanie przejść obok niego obojętnie.
Reece Murray
Po prostu nie chciała po raz kolejny odbierać czegoś, co należało do niego.
Ich ostatnie spotkanie dało jej także nieco lepszy pogląd na to, jak mogły wyglądać ich zawodowe stosunki, w których ewidentnie brakowało wzajemnego zrozumienia. Spoglądali na siebie przez pryzmat rozstania, wszelkie mocne strony drugiej osoby zasłaniając mankamentami, które wcześniej doprowadziły ich małżeństwo do rozpadu. Nawet Bronte, która przecież nie miała powodu, aby się na niego wściekać, całkowicie się temu poddała.
Co więcej, kompletnie zapomniała o tym, że powinna wstydzić się za to, w jaki sposób go wcześniej załatwiła, teraz samodzielnie szukając takiej amunicji, która mogłaby jeszcze bardziej go zaboleć.
A jednak nawet przez sekundę nie pomyślała, że ktoś mógłby chcieć przyglądać się temu na ekranie.
Nie spodziewała się zatem, że ktokolwiek zaprosi ją do współpracy przy j e g o programie. Zakładała chyba bowiem, że Reece miał w tej kwestii więcej do powiedzenia. Miało wystarczyć jedno jego słowo, aby ona automatycznie została skreślona z listy potencjalnych kandydatek, a jednak to z jakiegoś powodu się nie stało.
Kiedy dziś otrzymała wiadomość o tym, że miała stawić się na wyznaczonym spotkaniu, wcale nie spodziewała się, że znajdzie się tam dlatego, że naprawdę ją c h c i e l i.
A choć widziała, że jemu jest to zupełnie nie po nosie, wystarczyło kilka uszczypliwych komentarzy, aby ona zyskała motywację ku temu, aby nie odmówić. Nie dlatego, że chciała mu dopiec. Raczej przez to, iż chciała udowodnić mu, że ona też nadawała się do czegoś więcej, niż bezustanne zapowiadanie pogody.
Spotkanie z producentami kosztowało ją jednak sporo nerwów, dlatego odetchnęła z ulgą, kiedy dobiegło końca. Nie wnikała to, w jakim kierunku udał się Reece, ponieważ kluczowym stało się dla niej to, aby czym prędzej zniknąć z zasięgu jego wzroku. Uciekła na papierosa, po które nie sięgała zawsze, a jednak nosiła je w torebce, ponieważ w stresowych sytuacjach pomagały jej ukoić nerwy.
Odkąd on wrócił do stacji, pozbyła się już prawie całej paczki.
Wracając do budynku zerknęła na zegarek. Miała jeszcze sporo czasu do kolejnych zdjęć, dlatego pomaszerowała prosto na stołówkę, gdzie zamierzała napić się kawy. Podeszła do lodówki, z której wyciągnęła ostatni pudding czekoladowy. Mniej więcej wtedy usłyszała za sobą jakieś sapnięcie.
Odwróciła się przez ramię, a jej wzrok spoczął na znajomej, wiecznie rozwścieczonej twarzy. — Powinieneś popracować nad mimiką, jeśli nie chcesz odstraszyć nam wszystkich widzów — skomentowała, po czym po prostu wyminęła go, aby dostać się do kasy. Jeśli nie chciała doprowadzić do wybuchu, prawdopodobnie nie powinna też go prowokować, a jednak Reece miał w sobie coś, co sprawiało, że Bronte nie była w stanie przejść obok niego obojętnie.
Reece Murray