girls stick together
: wt lip 28, 2026 9:37 pm
Hazel nie była stałą bywalczynią w klubach czy barach. I to nie tak, że nie miała z kim wychodzić, po prostu stroniła od tego, bo wszystkie wyjścia kojarzyły jej się z problemami. Już nie pamiętała, kiedy ostatnio wyszła wieczorem na miasto i coś by się nie odwaliło — czy to głupie zaczepki od obcych facetów, złamana kostka jednej z jej koleżanek czy zgubiony telefon, którego trzeba było szukać po całym miejscu, finalnie wykłócając się z barmanami, że znało się właścicielkę. Czasami zastanawiała się, czy nie była zbytnio stara, a potem myślała, że cholera… miała ledwo dwadzieścia siedem lat i nie przeżyła jeszcze swojej młodości! Nie miała szalonych imprez w nastoletnim wieku, tylko te, na które udało się jej wyrwać z przyjaciółką, jednak obydwie miały popapranych i świętych rodziców, a później gdy na nowo wylądowała w domu dziecka… nie chciała robić problemów swoim nowym opiekunom, nie chciała po raz kolejny poczuć się odrzucona, tylko dlatego, że nie sprostała cudzym oczekiwaniom. Studia były momentem, w którym nadrabiała stracony czas, a teraz nie doceniała tego, że przecież nie była jeszcze taka stara i mogła korzystać z nocnego życia, póki życie jej na to pozwalało.
I mogło być dobrze. Już wieczór dobiegał końca, stała przed klubem, zamawiając sobie transport do domu, aż usłyszała od boku wymianę zdań dwóch dziewczyn. Jedna zaczęła się od początku mocno awanturować, a druga nie pozostawała jej dłużną, choć i tak wydawała się być bardziej opanowana. Nie wiedziała, o co tam poszło, ale poczuła przypływ damskiej komitywy, mimo że obydwie były dziewczynami… to jednak z góry stanęła po stronie tej bardziej rzeczowej. Podeszła, marszcząc brwi. Wszystkie we trójkę zdawały się być po alkoholu, z tego nie mogło wyniknąć nic dobrego… — Ale po co to jatka przed klubem? Nudzi wam się? — zapytała, zaplatając ręce na piersi i najpierw stając tak, jakby była pomiędzy nimi, ale nadal obok. — No i co, o co chodzi? No już, macie bezstronnego sędziego — dodała, wystawiając rękę między dziewczynami, aby czasami nie zaczęły się szarpać, póki nie wyda osądu.
paryżanka
I mogło być dobrze. Już wieczór dobiegał końca, stała przed klubem, zamawiając sobie transport do domu, aż usłyszała od boku wymianę zdań dwóch dziewczyn. Jedna zaczęła się od początku mocno awanturować, a druga nie pozostawała jej dłużną, choć i tak wydawała się być bardziej opanowana. Nie wiedziała, o co tam poszło, ale poczuła przypływ damskiej komitywy, mimo że obydwie były dziewczynami… to jednak z góry stanęła po stronie tej bardziej rzeczowej. Podeszła, marszcząc brwi. Wszystkie we trójkę zdawały się być po alkoholu, z tego nie mogło wyniknąć nic dobrego… — Ale po co to jatka przed klubem? Nudzi wam się? — zapytała, zaplatając ręce na piersi i najpierw stając tak, jakby była pomiędzy nimi, ale nadal obok. — No i co, o co chodzi? No już, macie bezstronnego sędziego — dodała, wystawiając rękę między dziewczynami, aby czasami nie zaczęły się szarpać, póki nie wyda osądu.
paryżanka