Strona 1 z 1

burning hour

: wt lip 28, 2026 9:59 pm
autor: Jude Iverson
10.


Zmęczenie rozproszyło się chciwie po jego ciele jak duże skupisko larw - dotarło wszędzie - nawet do zakamarków tych które skrzętnie ukrywał, tych, o których miał w zwyczaju powtarzać że absolutnie choćby w najmniejszym stopniu nie istnieją. Zmęczenie było jednak zbyt silne, rozpulchniając podłoże jego mięśni i klejąc się giętkim bluszczem do fundamentów jego kręgosłupa. Przez chwilę miał wrażenie że znowu się tam znajduje, przy stole operacyjnym tak jakby zabieg wcale się nie skończył bo trwał rzeczywiście długo, Whipple pochłaniał wszystko co powierzchowne i może też samą duszę, zmuszając operatorów do stania przez kilka godzin najpierw przy resekcji, a później przy wytwarzaniu nowego zespolenia. W głowie wciąż mu szumiały słowa profesora, któremu asystował, a który przez pewien okres pozwolił mu przejąć stery przechodząc w cień, obserwując - pomyśl o tym, Iverson. Ja widzę, że się nadajesz. Czas dłużył się jakby tylko chichotał, huśtając się bezustannie na placu zabaw wskazówek, nadal słyszał miarowe dźwięki aparatury i piszczenie narzędzi razem z zapachem tkanek, nadal dostrzegał dziurę pola operacyjnego w którego otwartej torbie błyszczały śliskie narządy, wrażliwe i odsłonięte. Rozważał przede wszystkim to, co usłyszał tuż po samym zabiegu - profesor proponował mu żeby zaczął poszerzać swoje kompetencje specjalizując się, tak jak on, w zakresie chirurgii wątroby, trzustki i dróg żółciowych. Nie wiedział, pomimo tego, jaką dać mu odpowiedź, nie wiedział, bo już sama chirurgia była dla niego maską, a przechodzenie w kierunku bardziej elitarnym mogło stać się pułapką bez żadnej poświaty wyjścia. Bał się, że gdyby tylko zdjął maskę, nie znalazłby pod nią nic, bał się, że tak naprawdę nie istniał, jakkolwiek to było już w samym prostym założeniu nierozsądne. Bał się. Niepokój momentalnie szamotał się w jego gardle, podnosząc się opuchlizną. Co robić? Co powinien, do cholery, uczynić ze swoim życiem?
Zmrużył przez chwilę oczy. Dyżurka, którą zajmował, była zupełnie pusta. Ułożył się na kanapie - skóra, orzeźwiona, nosiła jeszcze wspomnienia chłodnej fali prysznicu wziętego po operacji. Na sali, po tych kilku godzinach, zrobiło się silnie duszno, pot ściekał po ciele słoną i nieprzyjemną rosą. Westchnął. Nie miał w tej chwili żadnych obowiązków. Wszystko musieli umyć i przygotować na ich następny zabieg. Leżał na plecach, zajmując całkiem siedzenie z czystej, naturalnej potrzeby swojego wzrostu i bawił się telefonem. Wyglądał tak jak znużony i rozpieszczony kocur któremu do pełni szczęścia brakowało jedynie wygrzewania się na słońcu. Osadził łydki na oparciu - wiedział, że zaczął wracać do przyjemnego stanu. Do stanu, w którym nie czuł emocji, do stanu wyprutego ze zmartwień. Do stanu, w którym chciał się znajdować, podobnego do bezpiecznej oraz stałej dla niego mantry odurzenia.
Drgnął, gdy usłyszał dźwięk klamki. Drzwi uchyliły się, a on w tym czasie - choć bez zbędnego pośpiechu - wycofał się, siadając wreszcie jak człowiek, robiąc miejsce dla innych potencjalnych osób, które miały dołączyć do chwilowego odpoczynku. Wpatrzony w przestrzeń przed siebie znów przypominał czujne, skupione na celu zwierzę, z obwolutą jasnych kontrastujących się tęczówek, ostrych jak wyciągnięty nóż.
- Co jest? Znów jakaś politrauma? - zwrócił się do przybysza. Doktor Howard, jak miał w zwyczaju mówić ze względu na górujące nad nim doświadczenie i niewystarczającą ilość interakcji aby przełamać etykietę, nie był dobrym zwiastunem w dyżurce bloku operacyjnego. Obecność chirurga urazowego mogła oznaczać często katastrofę i kilka godzin zabiegów w zespołach o różnej specjalności. Sam kiedyś mu asystował, gdy biegał po różnych stażach, jeszcze zanim zdał egzamin i stał się w pewnym znaczeniu niezależny.
- Czy może przeszkodziłem panu w chwili samotności? - nie mógł sobie odpuścić tej cienkiej warstwy przytyku, dlatego, że bez względu na pierwsze skojarzenia przyczyna mogła być prosta - czasami szło się wyłącznie porozmawiać z osobą która akurat przebywała na bloku, czasami chciało się odpocząć bo było to jedno z miejsc gdzie nie wchodzili zazwyczaj ludzie z administracji, bo było tu znacznie ciszej, spokojniej niż na oddziale ratunkowym. Pytanie, które mu zadał, zawisło teraz w powietrzu - jak prowokacja, która tylko czekała, by podejść w jej stronę bliżej, by drasnąć ją - by ją dotknąć.

Miles Howard