everybody loves the things you do
: śr lip 29, 2026 7:25 pm
Głośna, dudniąca muzyka wcale nie umilała spędzania czasu przy piwie. Wręcz drażniła Louisa, który pomimo starań, nie był w stanie zrozumieć, co mówił do niego siedzący naprzeciwko kolega. Rosier zmarszczył brwi, próbując połączyć sensownie „ganek” oraz „kierunkowskaz”, które – jak się domyślał – padły ust drugiego mężczyzny. Pokręcił głową, poniekąd poddając się i po prostu poprosił, aby powtórzył.
To Louis wyszedł z propozycją, aby tu się spotkać. Słyszał same dobre opinie o tym miejscu. Znajomi zachwalali obsługę, różnorodność alkoholową i przede wszystkim muzykę na żywo, która do tej pory chyba najbardziej blondyna do tego miejsca zniechęcała. Rosier nie miał wygórowanych oczekiwań, co do dźwięków w tle przy popijaniu piwa i obgadywaniu aktualnej sytuacji w szpitalu, ale nie miałby za złe, gdyby ta muzyka po prostu w tym nie przeszkadzała.
Może za bardzo dramatyzował; może po prostu nie trafiał do niego przekaz stojący za melodią i tekstem; może jednak miał jakieś oczekiwania, o których sam nie wiedział – można byłoby to wszystko podejrzewać, gdyby nie fakt, że jego towarzysz miał podobne odczucia, a po twarzach innych klientów dało się wywnioskować, że również mieli obiekcje do trwającego właśnie występu. Wszyscy po prostu czekali końca, a gdy gitarzysta zagrał ostatni akord widać było ulgę. Otrzymali brawa, jednak Louis nie wiedział czy za swojewidać było ulgę. Otrzymali brawa, jednak Louis powątpiewał, że było to za wykonanie kultowego utworu filmowego z lat osiemdziesiątych (a raczej jego zmasakrowanie). Prędzej uciecha z końca.
— Jeszcze chwila i proponowałbym wyjście — zarzucił Rosier, podnosząc swój kufel. Znajomy mu zawtórował.
— Żeby jeszcze chociaż było na co popatrzeć — powiedział mężczyzna naprzeciwko, odprowadzając wzrokiem ze sceny zespół. Prędko jednak skupił się na czymś innym – Louis dostrzegł zainteresowanie w jego oczach. — Nie to co teraz — dodał. Na ten komentarz Rosier prychnął pod nosem, kręcąc głową. Ten dopiero był psem na baby.
Następna ekipa rozpoczęła swoje dostrajanie, a mężczyźni wrócili do wcześniejszych dyskusji i piwa, które w kuflu Louisa chyba się nie kończyło. Dopił jednak ostatniego łyka, słuchając o tym, co zrobiła najnowsza praktykantka na oddziale. — Nas by za to wylali na zbity pysk — skwitował odważnie jej zachowanie, chociaż nie była to zupełna prawda. Louisa nikt by raczej nie wyrzucił – ze swoim nazwiskiem musiałby się o to porządnie postarać.
I już miał mówić coś jeszcze, ale usłyszał melodyjny, damski głos. Zwrócił się w jego kierunku i zauważył, że należy on do wokalistki, która chwilę wcześniej weszła na scenę.
— Nie dość, że jest na co popatrzeć, to jeszcze posłuchać — rzucił znajomy. Miał rację. Głos miała niepowtarzalny, urodę zresztą też, ale nie ona w zwróciła uwagę blondyna, który z uwagą wysłuchał całego występu. Chyba o niej mówili ludzie, twierdząc, że warto w to miejsce przyjść dla muzyki.
Grała dłuższą chwilę i tym razem faktycznie przyjemniej spędzało się czas, który tym razem został przerwany przez telefon. Wyświetlacz pokazał twarz znajomej mu dziewczyny, przez co przeprosił kolegę i wyszedł na zewnątrz, aby odebrać. Co prawda zrobił to niechętnie, jednak zdecydowanie gorsze okazałoby się dla niego nieodebranie. Musiał zdać relację: co, kto, gdzie i z kim. Standard. Po rozłączeniu się uznał, że wykorzysta ten czas na papierosa – niby rzucał te nałogi, jednak każdy kto kiedykolwiek próbował, wiedział, że było to bardziej niż ciężkie. Zaciągnął się raz i drugi, aż w końcu fajka się skończyła i zmuszony był wyciągnąć kolejną. Ledwo odpalił i schował zapalniczkę do kieszeni, a bocznymi drzwiami wyszła prędko dziewczyna, która chwilę wcześniej śpiewała na scenie. Tuż za nią namalował się zdecydowanie większy mężczyzna. Chwycił ją dość mocno za ramię coś pod nosem bąkając i pociągnął. I Louis zazwyczaj by się tym nie przejął; udał, że nic nie widzi i wrócił na miejsce, ale może to było to piwo, może późna pora, przez co momentalnie uznał, że jednak się wtrąci.
— Hej! — zawołał, chcąc zwrócić jego uwagę na siebie, ale widząc, że to nie działa podszedł bliżej, upuszczając praktycznie całego papierosa na ziemię. — Pani ewidentnie nie jest zainteresowana — dodał i dopiero wówczas puste spojrzenie natrętnego typa przeniosło się na niego. Nie puszczał jednak dziewczyny, więc Rosier również postanowił użyć siły. Chwycił go za rękę i zrzucił ją z brunetki, a żeby tego było mało, odepchnął go. — Chłopie, naprawdę, odejdź — powiedział dość dosadnie. Sądząc po stanie w jakim był mężczyzna, sądził, że tyle będzie z jego rycerskiej akcji, jednak ten znalazł w sobie na tyle siły, aby zamachnąć się i zaciśnięta pięścią uderzyć w twarz Louis’a.
Tego się nie spodziewał. Syknął z bólu i momentalnie przyłożył dłoń do najbardziej bolącej części ciała, czyli nosa. Poczuł również jak lekka stróżka krwi popłynęła z jednej z dziurek nosa. A sprawca postanowił raz jeszcze spróbować swoich sił u wokalistki, jednak tym razem Rosier zareagował agresją i uderzył faceta, który po tym uznał, że chyba nie warto dalej się starać. Albo upojny stan mu na to nie pozwolił. Nieważne, co to takiego było; ważne, że burknął coś niezrozumiałego i wrócił na salę.
— Jasna cholera — mruknął Louis, pociągając bezsensownie nosem. Odwrócił się plecami do wejścia i dostrzegł dziewczynę, dzięki której w takiej sytuacji się znalazł. — Niezłych masz tych fanów — powiedział, kucając i spuszczając głowę w dół. — Masz jakąś chusteczkę? — zapytał. Dostrzegł jednak, że rękawy koszuli były już pobrudzone krwią, a tego chciał unikać. To się już raczej nie spierze.
Rae Westlake
To Louis wyszedł z propozycją, aby tu się spotkać. Słyszał same dobre opinie o tym miejscu. Znajomi zachwalali obsługę, różnorodność alkoholową i przede wszystkim muzykę na żywo, która do tej pory chyba najbardziej blondyna do tego miejsca zniechęcała. Rosier nie miał wygórowanych oczekiwań, co do dźwięków w tle przy popijaniu piwa i obgadywaniu aktualnej sytuacji w szpitalu, ale nie miałby za złe, gdyby ta muzyka po prostu w tym nie przeszkadzała.
Może za bardzo dramatyzował; może po prostu nie trafiał do niego przekaz stojący za melodią i tekstem; może jednak miał jakieś oczekiwania, o których sam nie wiedział – można byłoby to wszystko podejrzewać, gdyby nie fakt, że jego towarzysz miał podobne odczucia, a po twarzach innych klientów dało się wywnioskować, że również mieli obiekcje do trwającego właśnie występu. Wszyscy po prostu czekali końca, a gdy gitarzysta zagrał ostatni akord widać było ulgę. Otrzymali brawa, jednak Louis nie wiedział czy za swojewidać było ulgę. Otrzymali brawa, jednak Louis powątpiewał, że było to za wykonanie kultowego utworu filmowego z lat osiemdziesiątych (a raczej jego zmasakrowanie). Prędzej uciecha z końca.
— Jeszcze chwila i proponowałbym wyjście — zarzucił Rosier, podnosząc swój kufel. Znajomy mu zawtórował.
— Żeby jeszcze chociaż było na co popatrzeć — powiedział mężczyzna naprzeciwko, odprowadzając wzrokiem ze sceny zespół. Prędko jednak skupił się na czymś innym – Louis dostrzegł zainteresowanie w jego oczach. — Nie to co teraz — dodał. Na ten komentarz Rosier prychnął pod nosem, kręcąc głową. Ten dopiero był psem na baby.
Następna ekipa rozpoczęła swoje dostrajanie, a mężczyźni wrócili do wcześniejszych dyskusji i piwa, które w kuflu Louisa chyba się nie kończyło. Dopił jednak ostatniego łyka, słuchając o tym, co zrobiła najnowsza praktykantka na oddziale. — Nas by za to wylali na zbity pysk — skwitował odważnie jej zachowanie, chociaż nie była to zupełna prawda. Louisa nikt by raczej nie wyrzucił – ze swoim nazwiskiem musiałby się o to porządnie postarać.
I już miał mówić coś jeszcze, ale usłyszał melodyjny, damski głos. Zwrócił się w jego kierunku i zauważył, że należy on do wokalistki, która chwilę wcześniej weszła na scenę.
— Nie dość, że jest na co popatrzeć, to jeszcze posłuchać — rzucił znajomy. Miał rację. Głos miała niepowtarzalny, urodę zresztą też, ale nie ona w zwróciła uwagę blondyna, który z uwagą wysłuchał całego występu. Chyba o niej mówili ludzie, twierdząc, że warto w to miejsce przyjść dla muzyki.
Grała dłuższą chwilę i tym razem faktycznie przyjemniej spędzało się czas, który tym razem został przerwany przez telefon. Wyświetlacz pokazał twarz znajomej mu dziewczyny, przez co przeprosił kolegę i wyszedł na zewnątrz, aby odebrać. Co prawda zrobił to niechętnie, jednak zdecydowanie gorsze okazałoby się dla niego nieodebranie. Musiał zdać relację: co, kto, gdzie i z kim. Standard. Po rozłączeniu się uznał, że wykorzysta ten czas na papierosa – niby rzucał te nałogi, jednak każdy kto kiedykolwiek próbował, wiedział, że było to bardziej niż ciężkie. Zaciągnął się raz i drugi, aż w końcu fajka się skończyła i zmuszony był wyciągnąć kolejną. Ledwo odpalił i schował zapalniczkę do kieszeni, a bocznymi drzwiami wyszła prędko dziewczyna, która chwilę wcześniej śpiewała na scenie. Tuż za nią namalował się zdecydowanie większy mężczyzna. Chwycił ją dość mocno za ramię coś pod nosem bąkając i pociągnął. I Louis zazwyczaj by się tym nie przejął; udał, że nic nie widzi i wrócił na miejsce, ale może to było to piwo, może późna pora, przez co momentalnie uznał, że jednak się wtrąci.
— Hej! — zawołał, chcąc zwrócić jego uwagę na siebie, ale widząc, że to nie działa podszedł bliżej, upuszczając praktycznie całego papierosa na ziemię. — Pani ewidentnie nie jest zainteresowana — dodał i dopiero wówczas puste spojrzenie natrętnego typa przeniosło się na niego. Nie puszczał jednak dziewczyny, więc Rosier również postanowił użyć siły. Chwycił go za rękę i zrzucił ją z brunetki, a żeby tego było mało, odepchnął go. — Chłopie, naprawdę, odejdź — powiedział dość dosadnie. Sądząc po stanie w jakim był mężczyzna, sądził, że tyle będzie z jego rycerskiej akcji, jednak ten znalazł w sobie na tyle siły, aby zamachnąć się i zaciśnięta pięścią uderzyć w twarz Louis’a.
Tego się nie spodziewał. Syknął z bólu i momentalnie przyłożył dłoń do najbardziej bolącej części ciała, czyli nosa. Poczuł również jak lekka stróżka krwi popłynęła z jednej z dziurek nosa. A sprawca postanowił raz jeszcze spróbować swoich sił u wokalistki, jednak tym razem Rosier zareagował agresją i uderzył faceta, który po tym uznał, że chyba nie warto dalej się starać. Albo upojny stan mu na to nie pozwolił. Nieważne, co to takiego było; ważne, że burknął coś niezrozumiałego i wrócił na salę.
— Jasna cholera — mruknął Louis, pociągając bezsensownie nosem. Odwrócił się plecami do wejścia i dostrzegł dziewczynę, dzięki której w takiej sytuacji się znalazł. — Niezłych masz tych fanów — powiedział, kucając i spuszczając głowę w dół. — Masz jakąś chusteczkę? — zapytał. Dostrzegł jednak, że rękawy koszuli były już pobrudzone krwią, a tego chciał unikać. To się już raczej nie spierze.
Rae Westlake