Strona 1 z 1

all of my secrets releasing is pieces of me alone

: śr lip 29, 2026 9:38 pm
autor: Liyana Sinclair
II połowa kwietnia 2026
Praca w hotelowym barze funkcjonowała według pewnej rutyny.
Weekendy zazwyczaj były intensywne i Lina często miała ręce pełne roboty – wtedy przejawiało się tu najwięcej nowych twarzy, które bardzo często wpadały na chwilę. Na sobotni wieczór ze znajomymi, którzy przyjechali do miasta i zatrzymali się akurat tutaj, na piątkowe piwo po ciężkim tygodniu, kiedy bardzo uginały się pod wpływem nagromadzonych spraw i na ostatniego, często bezalkoholowego drinka, wychylonego chyłkiem tuż przed tym, kiedy trzeba było pożegnać się z weekendem i wkroczyć do swojego stałego schematu.
W poniedziałki pojawiali się panowie i panie w garniturach bądź garsonkach z eleganckimi aktówkami i z laptopami, które rozkładali na stolikach i czasem przewrotnie zamawiali kawę, a Lina udawała, że nie widzi, kiedy po kryjomu dolewają do niej czegoś z piersiówki. Niektórzy byli bardziej uczciwi, prosząc o wino albo drinka, a potem chwytali telefon, załatwiając swoje poważne sprawy, z każdą chwilą nieco zachłanniej sięgając po kieliszek.
Czwartki nazywała w myślach wieczorami kochanków. Pojawiali się – często osobno – zawsze rozglądając się uważnie, pewnie przekonani o swojej dyskrecji. Często wybierali te stoliki pod ścianą, które były najmniej widoczne od wejścia. Siedzieli godzinę lub dwie, a potem wychodzili razem, pewnie do pokoju, który czekał na nich. Kolejnego dnia każde z nich miało wrócić do swoich obowiązków, do swojej rodziny, z którą należało spędzić weekend, ale ten czwartkowy wieczór był ich.
Lina najbardziej lubiła środy. Takie jak tak, kiedy zajętych było tylko kilka stolików, a z głośników płynęła cicho muzyka. Echo prowadzonych rozmów niosło się po barze, a Lina znała większość z gości, bo przychodzili tu regularnie. Większość, no właśnie. Może dlatego mężczyzna siedzący samotnie przy barze na drugim jego końcu zwrócił jej uwagę. Widziała go tutaj pierwszy raz. Przyglądała mu się przez kilka minut kątem oka, w międzyczasie polerując kufle, ale kiedy jego szklanka wciąż pozostawała pusta, a on nawet nie podniósł głowy, zaniechała swojej pracy i nieśpiesznie ruszyła w tamtą stronę, zatrzymując się tuż przed nim.
Szklanki same się nie napełniają, nieważne jak długo człowiek zaklina je wzrokiem – odezwała się poważnie, choć gdyby się wsłuchać, można byłoby wyłapać w jej głosie nutę czegoś głębszego, może nawet... sarkazmu? – Choć byłoby to całkiem fajne, nie powiem. Na pewno oszczędziłoby mi pracy – dodała, tym razem wykrzywiając usta w czymś, co na upartego przypominało uśmiech. Sięgnęła po pustą szklankę? – Jeszcze raz to samo? Czymkolwiek to było...? – Bo musiała go wcześniej obsługiwać Alice, która kilkanaście minut wcześniej skończyła swoją zmianę.

Percival Gardner

all of my secrets releasing is pieces of me alone

: ndz sie 02, 2026 7:33 pm
autor: Percival Gardner
#18
neat or on the rocks?
„Środa, 7 pm, Gladstone House, pokój 212”.
Wysłana wiadomość była prosta. Tak jak proste było to spotkanie – miała dotrzeć do hotelu o godzinie siódmej wieczorem i udać się do pokoju numer 212.
Ona. Nie on. Bo on zameldowany był już od dnia poprzedniego.
Kim była ona? Ledwo pamiętał jej imię. Zapisany w telefonie numer zamierzał usunąć najprawdopodobniej jeszcze tej samej nocy.

Wyznaczył termin, godzinę i miejsce. Typowo. Nie spodziewał się odmowy, a gdyby na taką trafił… zapewne by sprawę olał. Takich jak ona mógł mieć zresztą na pęczki. Wyróżniała się jedynie karmelowym odcieniem skóry.
Kilka wspólnie spędzonych godzin, zero zobowiązań. Nie było początku godnego czwartkowych kochanków. Nie spotkali się w restauracji, nie zjedli kolacji, nie wypili po drinku. Spotkali się na górze. A kiedy ona wyszła, on udał się do baru, zajął miejsce z boku, podwinął rękawy czarnej koszuli i zamówił trunek.
Pozwolił swoim myślom płynąć.
Powstrzymywał je od tak dawna, że nagła konfrontacja z nimi sprawiła, że przeszedł go potężny dreszcz. Skrzywił się nieznacznie, a potem przechylił szklankę, wlewając w siebie jej zawartość.
Odstawił na blat puste szkło.

Myślał o Gigi.
O tym, że ją zawiódł. Że odpuścił. Odszedł.
Nie walczył. A powinien.
Nie myślał o niej wtedy, na górze, gdy miał przed sobą młodą, równie piękną kobietę. A powinien. Tylko teraz.
Wyciągnął telefon z kieszeni spodni i przez chwilę wpatrywał się w niego bez celu, zanim wszedł w kontakty. Miał ogromną ochotę do niej zadzwonić; powiedzieć, że tęskni.
Było na tyle późno, że mogła już spać. A może siedziała do późna, bo też nie potrafiła zasnąć? Albo spędzała ten wieczór… z k i m ś.
Przy ostatniej myśli zalała go fala irytacji. Odłożył komórkę na ladę; przeczesał dłonią włosy.
Znów odpuścił. A nie powinien.

Z zamyślenia wyrwał go dopiero nieznajomy głos.
„Szklanki same się nie napełniają, nieważne jak długo człowiek zaklina je wzrokiem”.
Uśmiechnął się jedynie kącikiem ust.
Ani drgnął, kiedy zabrała pusty tumbler.
Czystą whisky — odparł. — Jakąkolwiek, bo już wiem, że Springbank 18 Year Old nie macie.
Tak jak James Bond nie istniał bez swojego wstrząśniętego, nie mieszanego Vesper Martini, tak Percival Gardner nie istniał bez czystej Springbank 18 YO.
Po krótkiej ciszy uniósł wzrok na barmankę, przyglądając się jej nieco uważniej.
To byłoby zbyt banalne. Tobie odebrałoby pracę, mnie przyjemność z kunsztu podania.
Usta Percy’ego wygięły się w delikatnym grymasie.
Obserwował ją. Dla kogoś takiego jak Gardner liczyła się nawet dokładna ilość nalanego alkoholu. Co do mililitra. Pieprzony perfekcjonista.

Liyana Sinclair

all of my secrets releasing is pieces of me alone

: ndz sie 09, 2026 12:51 am
autor: Liyana Sinclair
Kącik jej ust mimowolnie drgnął, ledwie zauważalnie, a Lina znów na chwilę zatrzymała wzrok na jego twarzy. Brwi uniosły się odrobinę, a jej własna twarz wyrażała teraz coś pomiędzy niedowierzaniem a rozbawieniem. Nieczęsto w końcu trafiali się tutaj goście z tak sprecyzowanym gustem, co do tego, co pijali. Zazwyczaj od samego początku było to cokolwiek.
Springbank – powtórzyła powoli, jednak bez tego charakterystycznego zawahania, które towarzyszyło ludziom, gdy nie mieli pewności, czy dobrze wymawiają jakąś nazwę. Znała ten rodzaj whisky. Miała w swoim życiu epizod, gdy zatrudniła się w miejscu, które predestynowało do miana bardziej luksusowego. Szklanka alkoholu tam była cenniejsza niż prawdopodobnie wszystko, co Lina miała na sobie. – To trochę zbyt duże oczekiwania jak na standardy pospolitego hotelowego baru. – Uśmiech pojawił się ponownie, tym razem wyraźniejszy, bo ciemnowłosa nie dbała już o to, żeby go ukryć. Tutejsi goście rzadko kiedy mieli wygórowane oczekiwania. Jedli lubowali się w piwie, inni w winie; byli też miłośnicy whisky, choć zazwyczaj dla nich etykieta nie miała znaczenia. To miejsce nie udawało czegoś, czy nie było.
A może po prostu nie robiła tego Lina.
Choć to była kwestia sporna.
Powoli odwróciła się w stronę półki, na której prezentowały się butelki, wypełnione różnymi alkoholami. Żadna z nich nie stała nawet koło wspomnianego Springbanka, ale przecież którąś z nich wybrać musiała. W końcu sięgnęła po jedną i z nią w dłoni wróciła do poprzedniej pozycji, w międzyczasie sięgając po czystą szklankę. Nalała whisky, tym razem odrobinę wolniej, jakby jego uwaga o kunszcie podania sprawiła, że nagle zaczęła zwracać większą uwagę na każdy swój ruch. Albo chodziło wyłącznie o to, że była doskonale świadoma tego, że ją obserwował. Sama niekiedy w bardzo podobny sposób sondowała własne otoczenie. Miarka zatrzymała się dokładnie tam, gdzie powinna, zgodnie ze sztuką barmańską. Lina przez sekundę popatrzyła na bursztynowy płyn, jakby oceniała, czy nadaje się do podania, ale musiał zdać test, bo zaraz potem odstawiła butelkę.
Przesunęła szklankę w jego stronę, a kiedy jej palce oderwały się od szkła, ponownie spojrzała na mężczyznę.
A co właściwie oznacza dla pana kunszt podania? – zapytała, zanim ugryzła się w język, opierając dłonie o blat. – Bo przyznam, że jestem trochę ciekawa, gdzie kończy się zwykłe nalanie whisky, a zaczyna cała ta sztuka.

Percival Gardner

all of my secrets releasing is pieces of me alone

: wt sie 18, 2026 9:00 am
autor: Percival Gardner
„To trochę zbyt duże oczekiwania jak na standardy pospolitego hotelowego baru”.
Uśmiechnął się pod nosem. Miała absolutną rację. Wybór hotelu porównałby jednak ze znaczeniem tej jednej nocy: nie był aż tak istotny. A mimo to nie pozwolił sobie wpasować się w jego klimat. Nie musiał nawet zbytnio się starać, żeby zwracać na siebie uwagę. Pośród innych gości wyglądał niczym celebryta – w tej swojej niebotycznie drogiej koszuli i z zegarkiem na nadgarstku, który kosztował prawie tyle, co jego samochód.
Nie pasował tam.
„A co właściwie oznacza dla pana kunszt podania?”.
Przez chwilę przyglądał się bursztynowemu płynowi, jakby faktycznie oceniał każdy jego szczegół. Dopiero po chwili sięgnął po szklankę, ujmując ją w palce.
Przede wszystkim proporcje. — Ale to najwidoczniej już wiedziała. — Temperaturę szkła. Sposób nalewania. To, czy pozwala się whisky oddychać, zanim człowiek w ogóle zdecyduje się jej spróbować.
Uniósł szklankę, ale nie napił się od razu. Zakręcił nią delikatnie, obserwując, jak alkohol osiada na ściankach.
Jest jeszcze kwestia tego, czy osoba po drugiej stronie baru wie, co właściwie podaje.
Kącik jego ust drgnął.
Pani akurat wie. To już coś.
Dopiero wtedy upił niewielki łyk.
Nie był to Springbank; nie próbował udawać, że jest inaczej, ale whisky nie okazała się też tak tragiczna, jak mógłby sugerować ton Percivala.
Odstawił szkło i ponownie spojrzał na dziewczynę.
Cały ten kunszt nie zaczyna się więc w momencie nalania alkoholu. Zaczyna się wcześniej. Od wyboru odpowiedniego szkła, odpowiedniej ilości, odpowiedniej temperatury… — zawiesił głos. — I od świadomości, że klient może zwrócić uwagę na każdy z tych szczegółów.
Przy ostatnim zdaniu jego spojrzenie zatrzymało się na niej odrobinę dłużej.
A ty… — Wykonał subtelny, przepraszający gest głową. — Pani właśnie zaczęła zwracać uwagę.
Nie zabrzmiało to jak zarzut. Raczej jak stwierdzenie faktu, wypowiedziane z ledwie dostrzegalnym rozbawieniem. Typowo dla Gardnera.
Ponownie uniósł tumbler do ust.
To dobrze. Lubię, kiedy ludzie są ciekawi.

Czyżby, Percy?
Liyana Sinclair