Strona 1 z 1

If I'm so special, why am I secret?

: pt lip 31, 2026 1:14 pm
autor: Quentin Emerson
Dopiero Valentine uświadomił mu, jak rzadko wspólnie gdzieś wychodzili. To wszczynane przez Vegę dyskusje sprawiły, że zaczął odczuwać brak, z którego do tej pory nie zdawał sobie sprawy, tak głęboko zepchnął go na dno serca. Za to świetnie potrafił przewidzieć konsekwencje, gdyby zanadto zaczęli folgować swoim pragnieniom.
Może jednak byłoby warto?
Odczuwał przemożną chęć oparcia dłoni na biodrze Theo, który w eleganckim stroju wyglądał wyjątkowo dobrze i pokazania wszystkim, że przyszli razem, ale nie mógł tego zrobić w galerii pełnej znajomych. Musiał zadowolić się przypadkowym muśnięciem wierzchu jego dłoni, kiedy tłum gości zmusił ich do zbliżenia się do siebie.
Quentin miał wszelkie predyspozycje, by zostać lwem salonowym i jednocześnie szczerą niechęć do tego typu imprez. Nie mógł jednak odmówić dziekanowi, skoro podczas wernisażu miały zostać zaprezentowane prace jego sporo młodszej żony. Powitał starszą panią profesor w czerwonej sukni oszczędnym skinieniem głowy, a następnie ułożył dłoń między łopatkami Theo i łagodnym gestem poprowadził go w odległy kąt galerii, gdzie mogli na moment odetchnąć od przesyconego zapachem wieczorowych perfum powietrza.
Stanęli przed obrazem, który z daleka przypominał rozgwieżdżone niebo z wyraźnym konturem przedramienia i dłoni, ale z bliska okazywał się przedstawiać topografię miasta, którego ulicę przypominały drobną sieć żyłek, a jasne punkty konstelacje złożone z pieprzyków.
Palce wskazywały poza ramę obrazu.
Quentin przechylił lekko głowę i skrzywił się, ponieważ całość wydała mu się banalna i odrobinę pretensjonalna, ale nie było w tym nic dziwnego, skoro artystka skończyła niedawno dwadzieścia lat, a cała ta wystawa nie sprawiała wrażenia szczególnie zasłużonej.
Co sądzisz? — zagadnął swojego partnera, licząc na jakąś krytycznie-zabawną uwagę, która osłodzi ten wieczór. Theodore w zakresie sztuki odebrał dużo lepszą edukację, razem z Valentinem byli zdecydowanie bardziej wrażliwi na jej piękno. Quentin lubił więc czasem spojrzeć na świat ich oczami, zamiast ciągle go chłodno analizować. — Dla mnie to przedstawienie siebie jako miasta to nic innego, jak klasyczny przejaw ego w epoce antropocentu. Ta chaotyczna sieć ulic to próba nadania sensu temu, co niekontrolowane, czyli właśnie ciału, a palec skierowany poza ramy to banalne przerzucenie odpowiedzialności. Zaleciłbym jej mniej instagrama i pinteresta — zakończył krótką diagnozę z wymownym uśmiechem, bo oczywiście nie robił jej na poważnie, a jedynie próbował rozbawić towarzyszącego mu mężczyznę.
Spojrzał na niego z ukosa, kiedy rozmowę przerwała im kobita około trzydziestki ubrana w obcisną, absyntową suknię wieczorową.
— Quentin, w końcu kogoś ze sobą przyprowadziłeś — oznajmiła z szerokim uśmiechem na pełnych ustach.
Amanda — zwrócił się do naczelnej, wydziałowej plotkary z wymuszoną uprzejmością. — To mój przyjaciel. Theo — przedstawił towarzysza, któremu Amanda podsunęła dłoń o długich, zadbanych paznokciach.
— Przyjaciela? — powtórzyła ze znaczącym uśmieszkiem, wbijając bystre spojrzenie w Theo, jakby to jego opinia i reakcja interesowały ją najbardziej.
Quentin zachował poważny i uprzejmy wyraz twarzy, który idealnie korespondował z klasycznym, czarnym smokingiem i muszką, którą przed wyjściem Theo ciasno zawiązał mu pod szyją.

Theodore Tellier