Strona 1 z 1

we don't talk anymore

: pt lip 31, 2026 6:22 pm
autor: Jesse Henderson
Ciche dni w małżeństwie Sage oraz Jess’a były wręcz na porządku dziennym. Henderson po kilku wspólnych miesiącu od powrotu z misji zdążył już przyzwyczaić się do życia z żoną niczym współlokatorzy. Ich głównym wspólnym tematem był syn – na jego temat prowadzili co najwyżej bardziej zawzięte dyskusje. Poza tym, chyba obydwoje nie czuli potrzeby rozmowy, a ta by się naprawdę przydała. Jak Jesse mógł jedno o tym myśleć, skoro głowę zajmował mu ktoś inny? Wiedział, że nie świadczyło to o nim dobrze. Nie dość, że godziło to w jego oficerski honor, to jeszcze zwyczajnie po ludzku czuł się z tym źle, gdy uświadamiał sobie, że nie przesypia nocy z uwagi na kobietę, którą nie była ta, leżąca obok niego w łóżku. Ale nie potrafił nic z tym zrobić, jakoś temu zaradzić. Więc tak też funkcjonowali.

Przed rodziną starali się udawać, że wszystko jest w porządku, że prawdziwie cieszą się sobą po powrocie Hendersona, bo przecież powinni. Taka rozłąka powinna ich szczere uczucia wzmocnić i je uwypuklić, lecz w ich przypadku było kompletnie inaczej. Piękny pokaz tego był w trakcie przyjęcia zaręczynowego bratowej Jesse’a, które ten przesiedział w towarzystwie, którym nie powinien. O dziwo, nie dostał za to żadnej reprymendy od małżonki. Nie, żeby jakiejś oczekiwał, jednak miał wrażenie, że panowała między nimi niepisana umowa: w domu mogą być jak nieznajomi, jednak w towarzystwie pozory powinni sprawiać.

Na tym przyjęciu Jesse ich nie sprawiał. Próbował, ale z marnym skutkiem. Domyślał się, że za to ukarała go ciszą w drodze powrotnej i następnego poranka. Czy bardzo źle zabrzmi stwierdzenie, że niespecjalnie mu to przeszkadzało? Problem pojawił się jednak w momencie, w którym na pytania odnośnie dziecka przestała mu odpowiadać w sposób jasny i klarowny. Ona w ogóle przestała cokolwiek mówić, co przy wspólnym wychowywaniu dziecka nie było raczej wskazane – Jesse pretendentem do ojca roku nie był, jednak takie podstawy wiedział.

Nie wiedział jak do końca poruszyć ten temat. Zbierał się do tego przynajmniej dwa dni. W końcu, gdy w czwartek Sage wieczorem położyła syna spać, uznał, że czas już na rozmowę.

Siedział na skraju łóżka, gdy Sage weszła do ich sypialni. Przeszła obok niego, jakby go tam wcale nie było i stanęła przed szafą w garderobie. — O co ci znowu chodzi? — zapytał. Mógł użyć nieco łagodniejszego i przede wszystkim milszego tonu, jednak ten przyszedł mu tak naturalnie. — Ignorujesz mnie od kilku dni kompletnie — zauważył, wyglądając za nią. — Chyba za starzy już jesteśmy na takie dziecinne zachowanie.

Sage Jeong-Henderson

we don't talk anymore

: sob sie 01, 2026 9:42 am
autor: Sage Jeong-Henderson
Mijali się.
Nie powinno się to wydarzyć a jednak po jego powrocie wszystko było nie tak jak być powinno. jasne cieszyła się. Nadal gdzieś tam go darzyła uczuciem. jakby nie było z jakiegoś powodu przecież byli ze sobą prawda?
Próbowała. Od samego początku jego wyjazdów dzielnie znosiła rozłąką i funkcjonowała w swoim małym świecie, ale tak naprawdę jak długo można tak żyć? Jemu nie śpieszyło się mocno z powrotem nawet kiedy na świecie pojawił się mały smyk, który teraz był jedną wielką upierdliwą kulką energii.
Myślała, że jak wróci na stale to wszystko się zmieni. A jednak prawda okazała się nie taka cukierkowa jak jej się wydawało. Niepoprawna dusza romantyczki snuła piękne historie a życie wszystko szybko zweryfikowało i sprowadziło ją brutalnie na ziemię. Mieszkali ze sobą, opiekowali się wspólnie synem i to byłoby na tyle. Próbowała to zmienić, ale chęci muszą być z obu stron bo w innym wypadku to wszystko to jedynie głupia walka z wiatrakami. Ostatecznie rozmawiali kiedy chodziło o młodego i to tyle. Nie mieli wspólnych tematów poza tym, który dotyczył bąka. Każde robiło to co chciało, a Sage coraz częściej wychodziła wieczorami by nie siedzieć w domu i nie gapić się głupio w telewizor gdzie leciały Psi patrol.
Sage miała to do siebie, że nie chciała pokazać matce, że jej małżeństwo się sypnęło tak jak związek matki z ojcem. Chciała pokazać, że jej się udało i to właśnie dlatego przed rodziną nadal udawali, że wszystko jest okej i są szczęśliwi, a to co działo się naprawdę to tylko oni wiedzieli.
Z początku nie miała ochoty iść na to przyjęcie i gdyby nie fakt, że dotyczyło to jej młodszej siostry to pewnie nie poszłaby. Czasami udawanie wszystkiego męczyło ją nieziemsko, ale cieszyła się, że siostra znalazła sobie kogoś z kim chciała spędzić resztę życia. Ona też tak swego czasu myślała, a jednak Jesse zdecydowanie bardziej wolał wojsko od niej. Brutalna rzeczywistość. Mieli jak zwykle spędzić ten czas wspólnie. We dwójkę. Udając szczęśliwe małżeństwo, a jednak większość imprezy Sao przesiedziała w towarzystwie własnej matki czy rodziny niż z własnym mężem. Co już pod koniec zaczynało ją mocno irytować i nie była w najlepszym humorze. Normalnie pewnie by jej to nie przeszkadzało, ale znajomi siostry i rodzina zaczęli zadawać niewygodne pytanie na które Sage nie miała ochoty odpowiadać. Drażniło ją to wszystko do tego stopnia, że w drodze powrotnej i następnego dnia nawet słowem się do niego nie odezwała. Zaczęła go skutecznie ignorować. Nie było to trudne. Przez lata małżeństwa i tak go w domu nie było, więc przyzwyczaiła się do samotności i pustego domu.
Wiedziała, że powinni porozmawiać, ale nie miała na to chęci. Skupiła się na pracy, zajęciach dodatkowych z uczniami, synu i wychodzeniu wieczorami. Dzisiejszego wieczoru jednak nie miała chęci na wyjście. Chciała ogarnąć w domu i po prostu poczytać na kanapie. Jednak jej małżonek miał widocznie inne plany.
Przewróciła teatralnie oczami na jego 'o co ci znowu chodzi?' ale zignorowała go szukając ulubionych dresów. -Oh przepraszam, że moje zachowanie jest dziecinne - wyszła z garderoby trzymając znalezione dresy. -Plus łatwo Cię ignorować i zapominać, że jesteś jak Cię nie było tyle lat - wzruszyła ramionami. Może i to był cios poniżej pasa, ale była zła. Była zła od kilku dni i chyba właśnie to był ten moment gdy Jesse otworzył puszkę Pandory -Poza tym co Ci to przeszkadza? Na przyjęciu to ty skutecznie mnie ignorowałeś i to na tyle, że zaczęła się lawina pytań w moim kierunku - już pomijała pretensje ciotek, które bolały za każdym razem jak je słyszała i które podkopywały jej samoocenę i to cholernie mocno co chyba było najgorsze z tego wszystkiego.

Jesse Henderson

we don't talk anymore

: pn sie 24, 2026 9:36 pm
autor: Jesse Henderson
Gdyby Jesse chciał tę sprawę wyjaśnić na spokojnie, to pewnie powinien był użyć zdecydowanie łagodniejszego i mniej pretensjonalnego tonu. Nie pomyślał o tym jednak zawczasu, chociaż wydawać by się mogło, że wystarczająco dużo czasu poświęcił na zebranie się do tej rozmowy. Jak zwykle jednak, nie skupiał się na tym, co najważniejsze, a jedynie na tym, co chciałby przekazać. Henderson teoretycznie chciał się dowiedzieć, o co chodziło małżonce, jednak w rzeczywistości po prostu chciał załagodzić sytuację, aby nie musieć znosić tej niezręcznej ciszy, która powoli zaczynała go drażnić.

On zaczął dośc agresywnie, więc i ona nie gryzła się w język z odpowiedzią. Sage używała jednak tonu, który był gorszy od jakiegokolwiek krzyku. Jej głos był chłodny i obojętny - nie taki, jakiego powinno używać się w kochającym się małżeństwie. Wiedział, bo sam często taki stosował. Niekoniecznie mimowolnie.

Nawet nie zaczynaj tego tematu — rzucił krótko. Nie chciał po raz kolejny musieć jej przypominać, że doskonale wiedziała na co się pisze, gdy składali sobie przysięgę przed ślubnym kobiercem. Zarzekała się, że nie jest to dla niej problemem, że rozumie jego powołanie i chęć rozwoju, a teraz przy każdej możliwej okazji lubiła wspominać, na ile to lat zostawił ją samą. Faktem było to, że wylatywał często. Możliwe nawet, że częściej niż sam się tego spodziewał, gdy wstępował do armii. Niemniej jednak, zazwyczaj to z nią konsultował, a przynajmniej do czasu, kiedy jeszcze czuł, że to małżeństwo nie było jedynie na papierze. Znaczy, jeżeli konsultację można było nazywać stawianiem przed faktem dokonanym. Jesse jedynie dopytywał, w jakim okresie chciałaby, żeby zjeżdżał na święta czy inne przerwy, których wymagały od niego ustawy i inne rozporządzenia.

A więc o to chodziło. Mógł się domyślić, że to na imprezie coś w niej pękło, chociaż w jej trakcie nawet o tym nie pomyślał. Nie wyglądała na niezadowoloną z faktu, że nie spędza tego z czasu z nim. Powiedziałby nawet, że wręcz z ucieszeniem lawirowała między gośćmi, nie musząc ciągnąć za sobą marudnego małżonka. — Już nie wymyślaj, że cię ignorowałem — burknął. Może i specjalnie przedłużał rozmowę z Iris, może i nie śpieszyło mu się z przyniesieniem jej drinka, może i umykał z sali, gdy tylko nadarzała się okazja – nie powiedziałby jednak, że ją ignorował. — Moje towarzystwo i tak ci tam było zbędne — dodał, podnosząc się z łóżka. Nie ruszył się jednak nawet o krok. — Latałaś między tymi swoimi ciotkami i innymi, a na mnie patrzyłaś z taką złośliwością przy każdej mojej próbie odezwania się — powiedział zgodnie z własnym odczuciem. Miał wrażenie, że w jej rodzinie było niewiele osób, które szczerze za nim przepadały - w szczególności pośród starszyzny, która od początku odradzała dziewczynie związek z żołnierzem, a przede wszystkim starszym, który - jak to wtedy mówili - powinien już życie mieć poukładane, a nie za młode dziewczęta się brać. Jesse zastanawiał się czasami, jak często Sage do ich słów wracała i zwyczajnie żałowała, że wtedy ich nie posłuchała. — Jakich znowu pytań? — Tematem do rozmów i plotek byli dość często. Najpierw na ich burzliwy i szybki romans, który doprowadził ich do ślubu, później ich małżeństwo na odległość, dziecko znienacka, rozwód unoszący się w powietrzu, a na końcu wypadek, przez który ostatecznie chyba jedynie z żalu go nie zostawiła. Zdecydowanie byli ulubionym tematem największych rodzinnych plotkar. — Zresztą, od kiedy ty się tym przejmujesz? Wcześniej jakoś ich zdanie cię nie interesowało zbytnio — zarzucił, wzruszając ramionami.

Sage Jeong-Henderson