Strona 1 z 1

part of his masculine charm is that he's completely insane

: sob sie 01, 2026 2:08 pm
autor: stanley dawson
Zasypianie w akompaniamencie historii Finleya okazało się zaskakująco przyjemne. Stanley już dawno nie był w wieku, w którym potrzebował bajek na d o b r a n o c, a jednak w każdym człowieku było coś z tego dziecka, które lubiło, gdy go usypiano. Nie chodziło o to, że historie Rosewooda były nudne, albo jego głos nużący — wręcz przeciwnie. Do zasypiającego, zmęczonego Stana dochodziły każde słowa wypowiedziane przez niego, niemniej z w y c z a j n i e było to niezwykle komfortowe. Każda zmiana tonu głosu, każdy cichy śmiech, każde oburzenie. Dawson z zaskoczeniem odkrył, że mógłby zasypiać tak znacznie częściej, nawet, jeśli w zasadzie miał wiele pytań do historii Finleya. Chociażby...
Czemu chodził na randki z samymi b e z n a d z i e j n y m i kolesiami? Zasługiwał na znacznie więcej.
Dlaczego oglądał te popieprzone produkcje telewizyjne bez niego i gdzie Stanley też mógł je obejrzeć?
Jak zareagował mąż Natashy na ciążę z jego najlepszym kumplem?
Jak wiele zaginionych członków rodziny jeszcze ze sobą pogodził w trakcie pracy nad znajdywaniem ludziom drugich połówek?
I wiele innych, związanych z jego pasjami, ulubionymi rzeczami, marzeniami, historiami z dzieciństwa i...
Chyba zaczynał nieco za bardzo interesować się tym f a c e t e m, zamiast faktem, że w nadchodzący weekend piątkowy wieczór spędzał na meczu hokeja, a sobotnie popołudnie na turnieju konnym. Z dwoma różnymi randkami. Którymi powinien być chociaż w małym stopniu zaintrygowany.
Tym zamierzał przejmować się później. Teraz bowiem, gdy był w drodze do wyznaczonego przez Finleya miejsca na zakupy — ogromnego centrum handlowego z niebotyczną ilością sklepów, na myśl o których Dawson dostawał migreny i chciało mu się rzygać z przebodźcowania — całkiem się c i e s z y ł na samą myśl o spotkaniu z panem cherubinkiem. Z pewnością byłoby lepiej, gdyby na przykład nie był spóźniony (spotkanie się przedłużyło, a potem wpieprzył się w korki i zaliczył dramatyczne piętnaście minut, zwieńczone smsem Jestem w drodze, nienawidzę koreańskich przedsiębiorców i kanadyjskich kierowców. Nie dopisuj do kwestionariusza, że jestem rasistą — nie jestem.) i nie było tak piekielnie gorąco, bo mimo klimatyzacji w samochodzie, czuł lepki pot na swoich plecach. Pod lekką, lnianą koszulą na krótki rękaw. Nie lubił lata, pasowało mu tylko wtedy, gdy mógł oglądać ładne ciała nad basenem i jeziorami, ale nie miał na to wystarczająco czasu. Wszystko, generalnie, szło nie tak; uratować go mógł refresher ze Starbucksa i uśmiech Finleya.
Nie jestem gotowy, nie zadawaj tego pytania — rzucił na d z i e ń d o b r y, unosząc leniwie kącik ust do góry na sam widok swojego towarzysza. Westchnął, zsuwając z nosa ciemne okulary i wsunął je do kieszeni swojej koszuli, rzucając okiem na ogromną mapę centrum handlowego, przy której to stał Rosewood. — Od czego zaczynamy? Może od jedzenia? — zaoferował, doskonale wiedząc, że po dobrym posiłku moce do chodzenia po sklepach znikały; był c w a n y, ale podświadomie miał też świadomość, że Fin nie da się na to nabrać. Zamierzał więc propozycję ponowić, jak zaliczą już kilka butików i Dawson znacznie uszczupli swoje cholernie obfite konto bankowe. — Udało ci się kupić bilety na obydwa wydarzenia? — kontynuował, wsuwając jedną z dłoni w kieszeń jasnych spodni. Schował zaledwie kciuka, pozostałe palce swobodnie trzymając wyciągnięte na miękkim materiale. — I jak do tej pory dzień? Jakieś udane feedbacki randkowe, albo inne smutne kuzynostwo? — g a d a ł dużo, tym samym jednak dając mężczyźnie znać, że doskonale pamiętał te ich senne rozmowy monologi przedwczoraj.

Finley Rosewood

part of his masculine charm is that he's completely insane

: sob sie 01, 2026 3:06 pm
autor: Finley Rosewood
Ich wieczorna rozmowa telefoniczna bardzo mu się nie podobała. Była miła, przyjemna, zabawna, a niski, głęboki oddech śpiącego Dawsona i jedno czy dwa chrapnięcia (bardzo seksowne) były absolutnym powodem by się nie podobać. Bo po pierwsze, podobać się nie mogła z racji ich zawodowych relacji, a po drugie, zupełnie nie rozumiał dlaczego zaśnięcie podczas jego entuzjastycznych opowieści uznał za s ł o d k i e, a nie irytujące i obraźliwe.
Rozmyślał o tym, kiedy kupował bilety na mecz hokeja oraz te na wyścigi konne, urokiem osobistym i kilkoma komplementami zdobywając dwa naprawdę rewelacyjne miejsca w pierwszych rzędach. Rozmyślał o tym też wtedy, gdy zakładał spodnie z wysokim stanem, w których jego tyłek wyglądał olśniewająco, a do tego cienką, jasną koszulę, fantazyjnie rozpiętą do połowy klatki piersiowej, odsłaniając tym samym kilka rozsypanych po opalonej skórze pieprzyków i długie, złote łańcuszki, które zapiął na szyi.
Podobanie i nie podobanie analizował, wysyłając kolejnego maila do Dawsona, zatytuowanego: istotne linki, gdzie dodał załączniki do trzech reality show, zapisując swoje komentarze o najlepszych sezonach.
A także wtedy, gdy potwierdzał randki z Christine oraz Tomem, powstrzymując się przed przewróceniem oczami na zapał obojga, jakby nie mogli się doczekać gwiazdkowego prezentu który powinien należeć do niego, w końcu to on był jego jednorazowym kompanem do ceremonialnego papierosa przed snem.
Ostatecznie – stoją w klimatyzowanym wnętrzum zatłoczonego centrum handlowego – uznał, że "to niepodobanie" całkiem mu wychodzi, a nawet mógłby w nie uwierzyć. Przynajmniej do czasu, aż nie otrzymał wiadomości pięć minut po czasie, która zamiast wprawić go w kiepski humor, wywołała na miękkich ustach u ś m i e c h.
Ale na wiadomość odpowiedział bezpieczną okejką, dopisując tylko swoją dokładną lokalizację. Bezpiecznie. Nonszalancko. Jak ktoś, kto od godziny nie czuł pewnego podekscytowania na myśl o wspólnych zakupach i ciemnych, błyszczących oczach.
Spoglądając na zegarek, tupnął kilka razy nogą, układając w głowie genialny plan działania; najpierw hokej, czyli sportowa elegancja, potem wyścigi konne, które wpisywały się w bardzo elegancko i dystyngowanie. Wykreślił z planu wszystkie sieciówki, ale zostawił pole na wspólną kawę. Na wszelki wypadek.
Pierwszą myślą natomiast, kiedy dostrzegł kroczącego w jego kierunku Stanley'a było to, że podczas rozmowy w kawiarni nie zwrócił uwagi na jego wzrost; Finley musiał nieznacznie unieść głowę, by spojrzeć na jego twarz ale też różnica nie była na tyle wielka, by nie mógł go pocałować bez kompromitacji w postaci stawania na pieprzonych stołkach. S T O P. Uśmiechnął się, obrzucając go uważnym spojrzeniem od góry do dołu i cmoknął językiem w formie karcącej dezaprobaty.
Korki nie były wymówką. Ani koreańscy przedsiębiorcy nawet, jeśli brzmiało to jak coś skomplikowanego.
Nie zamierzam — przywitał się — jestem gotowy za nas obu.
Dobrze spałeś?
Głupie pytanie. Nie zamierzał go zadawać.
Czy można było być jeszcze przystojniejszym po zaledwie kilku dniach i rozmowie telefonicznej?
Rosewood podążył za spojrzeniem mężczyzny, przyglądając się jasnej, kolorowej tablicy z większą ilością oznaczeń niż mapa całego Toronto.
Zaczniemy od przygotowania Pana — tak, Finley uznał, że chwila swobody telefonicznej i zatarcia pewnych granic już dawno się skończyła i należało być bardziej profesjonalnym — na randkę z Tomem. Szukamy czegoś sportowego, ale jednocześnie eleganckiego i seksownego. Nic bardzo rzucającego się w oczy, ale krzyczące: jestem świetną partią, kocham hokej, chodź ze mną na kolejną randkę — zatrzepotał uroczo rzęsami — jedzenie zostawimy na później. Wolimy, żeby dopiął się Pan w spodnie, prawda? — machnął dłonią, zachęcając mężczyznę do rozpoczęcia ich wspaniałej przygody. Idąc obok niego, podwinął delikatnie rękawy koszuli i przeczesał dłonią geste włosy. Posłał mu pełne politowania spojrzenie, unosząc z dumą kącik ust. Pytanie go o to czy coś ZAŁATWIŁ było retoryczne, tak?
Oczywiście. Jestem w stanie zorganizować każdą randkę. Bilety na najlepsze miejsca. Potwierdziłem już spotkania z Christine i Tomem. Cytując Toma: "Chętnie pozna zainteresowania Stanley'a" — poinformował — co więcej, z wyścigów konnych odbierze was prywatny kierowca — wyglądało na to, że Finley rzeczywiście był z siebie dumny. Osobiście lubił mężczyzn za kółkiem, ale trochę luksusu zawsze pozytywnie wpływała na dalsze decyzje.
Zaśmiał się. Wspomnienie wczorajszej rozmowy było miłym połechtaniem jego ego, zdecydowanie utrudniając mu d y s t a n s. Nie pomógł też fakt lekkiego zmieszania i tego mrowienia gdzieś w okolicy żołądka: to było miłe. Zwykła, prosta, przyjemna rozmowa i przystojny facet, który pamiętał każdą nieistotną informację, którą raczyły wypowiedzieć jego usta.
Zmatchowało mnie na tinderze z jakimś Włochem, ale niestety nie lubi wędkowania, a ja potrafię powiedzieć tylko pizza i spaghetti — przewrócił teatralnie oczami, zatrzymując się przed jednym z tych sklepów, których szyldy były czyste, minimalistyczne ale bardzo luksusowe — jeśli jednak pyta Pan o pracę, to owszem, Mark i Diana idą na trzecią randkę oraz planują wspólną kolację z ich znajomymi. Żadnych powiązań rodzinnych — zaznaczył, puszczając mu oczko i pewnie wchodząc do sklepu. Nagle złapał Stanleya za przedramię i zatrzymał go, by bacznie mu się przyjrzeć. Westchnął, mruknął, zmarszczył brwi i puścił go jak gdyby nigdy nic, wytyczając ścieżkę między wieszakami.
Zaczniemy od znalezienia polo. Potem spodnie i pasek — pstryknął palcami i zakołysał biodrami, niewątpliwie będąc w swoim żywiole. Raz za razem sięgał po ubrania, tworząc coraz wiekszą kupkę przewieszoną przez własne przedramię.
Czy planujemy rozbieranie czy raczej trzymany się przyzwoitości? — spytał, oglądając się przez ramię na Stanley'a — w związku z Tomem — dopowiedział z czarującym uśmiechem.

stanley dawson

part of his masculine charm is that he's completely insane

: sob sie 01, 2026 8:33 pm
autor: stanley dawson
Łakomy wzrok Stanleya momentalnie zatrzymał sie na rozpiętej do p o ł o w y klatki piersiowej koszuli, przytrzymując ciemne okulary na nosie nieco dłużej, by bezczelnie gapić się na odkryty tors Rosewooda. Karmelowa, opalona skóra na żywo była jeszcze piękniejsza, niż na zdjęciach znad basenu, a złote łańcuszki pasowały idealnie do jej odcienia. Mało tego, zarys mięśni istotnie kusił prezesa, mrugając do niego zalotnie i tylko ktoś, kto nie miał szansy nacieszyć takim widokiem oczu mógłby powiedzieć, że mięśnie nie mogły mrugać.
Mogły; i właśnie to robiły.
Dawson przeklął w głowie — powinien był wybrać inne biuro matrymonialne. Takie, w którym właściciel nie wyglądał jak pieprzony model slash mokry sen, bo wtedy wszystko byłoby łatwiejsze. Mógłby spokojnie skupić się na randkach, które mu proponowano i być może n a w e t potraktować je poważnie. Wiele rzeczy mogłoby pójść znacznie lepiej, a do tej pory jedynie udowadniał, że był bardziej zainteresowany właścicielem fikuśnych koszul o przedziwnych wzorach.
Szlag!
Nie wątpił też w przygotowanie Finleya; w końcu buchała z niego pozytywna energia i nastawienie na zakupy, którego Dawson zrozumieć nie potrafił i także nie zamierzał pozwolić, aby na niego również przeszło. Miał jednak swoje g r a n i c e.
Czegoś sportowego i seksownego… no to już mamy, jestem, a w przypadku ubrań? — uniósł brew do góry, prychając z rozbawieniem. Nie kłamał, w końcu nie można było mu odmówić żadnych z tych dwóch określeń i najgorsze zdawało się być to, że miał tego doskonałą świadomość. — Powinienem to potraktować jako przytyk do swojego brzucha? — spojrzał na Fina podejrzliwie, zarazem doskonale łapiąc moment, kiedy ten posyłal mu pełne politowania spojrzenie. Był przygotowany na odmowę, ale nie zamierzał przestać próbować.
Podobnie, jak nie odstraszył go termin 32 sierpnia roku nigdy.
Nie wątpię. Ale skoro tak, to jest coś, co by zrobiło na tobie wrażenie? — uniósł brew, prawdziwie z a i n t e r e s o w a n y odpowiedzią. Skoro Rosewood swoim urokiem osobistym i kontaktami mógł załatwić wszystko, to zadowolenie go nie mogło należeć do prostych zadań.
Na całe szczęście Stanley lubił wyzwania.
Doskonale. Tom i Christine będą zadowoleni — a z jaką łatwością przychodziło mu kłamanie! — Mhyhm. To może lepiej. Włosi są bardzo nadpobudliwi i podobno są maminsynkami. Spaghetti pewnie też wymawia się z jakimś akcentem, a to wrażliwy naród. Szkoda tracić czas — machnął obojętnie ręką, nie patrząc nawet na Finleya, zupełnie n i e ś w i a d o m y, że właśnie niezwykle się starał, aby odwrócić Fina od pomysłu randki z włoskim nie-wędkarzem. Zagwizdał krótko i cicho na wzmiankę o Marku i Dianie. — Wróżę powodzenie i ołtarz za trzy miesiące — dodał nisko, z rozbawieniem, zaskoczony jednak patrząc na Rosewooda, gdy go zatrzymał i złapał za przedramię.
To samo, które wcale niespecjalnie n a p i ą ł pod uściskiem drugiej dłoni i uniósł brew, obserwując zmieniającą się mimikę twarzy Fina.
Zanim jednak pomyślał o błyskotliwym komentarzu, uraczył go widok kołysania biodrami i cholernie zgrabnego tyłka w tych obłędnych spodniach. Stanley na chwilę zapomniał o zwracaniu uwagi na otoczenie, gdy patrzył się na jędrne pośladki, doskonale podkreślone materiałem. Z ogromną chęcią złapałby za ten tyłek, dał mu klapsa, a może nawet całował i—
Hm? — rzucił, zadzierając głowę, nagle w pełni świadomy, że został przyłapany. Uśmiechnął się tylko u r o c z o, bez krzty skruchy i przejął bez pytania ubrania od Fina, marszcząc nos. — Tak. Ach, z Tomem. Nie — odparł, nie dodając do tego większego komentarza. Rozejrzał się za to po butiku, udając zainteresowanego przez dobre trzydzieści sekund, nim nie wrócił spojrzeniem znowu do Fina. — Muszę to wszystko przymierzać? — skrzywił się, a potem zupełnie niemęsko burknął pod nosem, wlecząc nogami za Finem, który szukał kolejnych elementów garderoby. Dawson bardzo umyślnie trzymał się trochę z tyłu, aby co jakiś czas zerkać na ten cholerny, kuszący tyłek, a przy okazji nie pchać się między wieszaki ze stertą ubrań.
Najgorszy koszmar zaczął się jednak w przymierzalni, gdy Rosewood oczekiwał, że Stan pokaże mu się w k a ż d e j jednej koszulce polo i doskonale pamiętał każdą, którą wybrał.
Problem pojawił się gdzieś przy trzeciej, gdy Stanley zamaszyście odsunął zasłonę i uniósł brew, stając przed cherubinkiem w zdecydowanie zbyt obcisłym polo. Rękawy doskonale wbijały się w jego wielkie bicepsy, podkreślając je, podobnie jak rozbudowane, męskie piersi i nieco węższą talię. Koszulka kończyła się gdzieś na linią spodni, odkrywając kawałek brzucha i tuszu, od jednego z wielu tatuaży.
Mam wrażenie, że jak się napnę, to ten materiał pęknie — wywrócił oczami, patrząc na Fina wzrokiem b ł a g a j ą c y m o litość. — Nie może być tamta zielona?
Och, to był dopiero początek, a on już miał dość.

Finley Rosewood