we're going to be fine, right?
: sob sie 01, 2026 4:15 pm
Dobra. Można byłoby powiedzieć, że był to dzień jak co dzień, ale nie był. Sierpień zapukał do drzwi Thallmana, a on, o dziwo, był cholernie zmotywowany. Jak nigdy. Między innymi dlatego, że poprzedniej nocy udało mu się namówić jakiegoś typka z Reddita, żeby odsprzedał mu za pięćdziesiąt dolców zajebisty vintage zegarek. Nie należał do osób, które jakoś szczególnie lubiły nosić zegarki, ale ten prezentował się naprawdę nieźle. A że uwielbiał ubierać się raczej w stylu odległym od typowego Gen Z i ciągnęło go do ciuchów inspirowanych starszymi epokami, wydawał się wręcz idealnym dodatkiem do looku na następny koncert w Mod Club. Tym bardziej że za miesiąc po raz pierwszy mieli ze swoim zespołem headlinować wydarzenie, a nie jedynie występować jako support. Stresował się, no bo przecież z każdym dniem tracił słuch, ale jednocześnie był na tyle zmotywowany i dobrej myśli, że wierzył, iż do tego czasu nadal będzie w stanie wszystko usłyszeć.
Wstał więc z łóżka uchachany, wpatrując się w ekran telefonu, kiedy nagle przypomniało mu się, że tak właściwie wcale nie ufał ludziom. Ludzie byli żmijami i zawsze próbowali wyruchać cię na kasę, taka była kolej rzeczy. A kto nadawałby się lepiej do pomocy przy zakupie tego pięknego reliktu niż jego dobry kumpel Val? Swoją drogą, ich znajomość miała całkiem zabawny początek. Początkowo Benek traktował Valentina bardziej jak mentora. Kiedyś supportowali jego zespół, Reliq, a później jakoś tak wyszło, że zgadali się na backstage’u. Siedzieli w jednym z pomieszczeń, chillowali po koncercie i z czasem coś, co z początku przypominało relację opartą na mentorshipie, przerodziło się w przyjaźń, którą Thallman naprawdę sobie cenił. Poza tym Val był od niego starszy, więc Benjamin wiedział, że zawsze mógł liczyć z jego strony przynajmniej na jakąś złotą radę. To, czy później decydował się jej posłuchać, było już zupełnie inną kwestią. No nic. Chwycił telefon i wysłał mu głosówkę...
W kieszeń spodni wsunął jeszcze małpkę, na wypadek gdyby chcieli sobie później łyknąć albo zapalić fajeczkę, zanim wyruszą na misję spotkania z tajemniczym kolesiem z reddita. Miał tylko nadzieję, że typ nie okaże się jakąś szują próbującą wcisnąć mu tandetę zamówioną z temu. Na szczęście mógł zachować względny spokój, bo Vega miał smykałkę do antyków i wszelkich starych przedmiotów. Benjamin siedział na ławce, wsuwając papierosa za ucho, kiedy dostrzegł zbliżającego się przyjaciela. - Val! Jak dobrze, że jesteś - rzucił z szerokim uśmiechem. Podszedł do niego i klepnął go po ramieniu, zamykając go na chwilę w typowo kumpelskim uścisku. - Podobno ten koleś chce się spotkać u siebie w domu. Myślisz, że nie planuje nas zabić? - W końcu to właśnie z Toronto pochodził niejaki Luka Magnotta, sławny z tego okropnego morderstwa, którego dopuścił się w Montrealu. No nie wiem. Benjamin nie ufał ludziom, ale to chyba już wspominaliśmy?
Val
Wstał więc z łóżka uchachany, wpatrując się w ekran telefonu, kiedy nagle przypomniało mu się, że tak właściwie wcale nie ufał ludziom. Ludzie byli żmijami i zawsze próbowali wyruchać cię na kasę, taka była kolej rzeczy. A kto nadawałby się lepiej do pomocy przy zakupie tego pięknego reliktu niż jego dobry kumpel Val? Swoją drogą, ich znajomość miała całkiem zabawny początek. Początkowo Benek traktował Valentina bardziej jak mentora. Kiedyś supportowali jego zespół, Reliq, a później jakoś tak wyszło, że zgadali się na backstage’u. Siedzieli w jednym z pomieszczeń, chillowali po koncercie i z czasem coś, co z początku przypominało relację opartą na mentorshipie, przerodziło się w przyjaźń, którą Thallman naprawdę sobie cenił. Poza tym Val był od niego starszy, więc Benjamin wiedział, że zawsze mógł liczyć z jego strony przynajmniej na jakąś złotą radę. To, czy później decydował się jej posłuchać, było już zupełnie inną kwestią. No nic. Chwycił telefon i wysłał mu głosówkę...

benji
▶︎•|၊|။||||။၊|။|||။|||။ 0:27
Val, słuchaj, mam sprawę. Potrzebuje twojej pomocy, chce kupić taki zajebisty vintage zegarek, ale nie wiem czy koleś mi jakiegoś szajsu nie sprzeda, więc, jeżeli masz jakieś plany, no to już ich nie masz. Widzimy się w Kew Gardens za czterdzieści minut, nie spóźnij się bo to sprawa życia i śmierci. Chyba chcesz, żeby twój przyjaciel zajebiście na scenie wyglądał, hm? Tak myślałem. See ya!
Val, słuchaj, mam sprawę. Potrzebuje twojej pomocy, chce kupić taki zajebisty vintage zegarek, ale nie wiem czy koleś mi jakiegoś szajsu nie sprzeda, więc, jeżeli masz jakieś plany, no to już ich nie masz. Widzimy się w Kew Gardens za czterdzieści minut, nie spóźnij się bo to sprawa życia i śmierci. Chyba chcesz, żeby twój przyjaciel zajebiście na scenie wyglądał, hm? Tak myślałem. See ya!
Wiadomość...
Val