Weirdest goddamn birthday ever
: ndz sie 02, 2026 1:47 am
020.
Rozwodził się jutro.
Ta myśl brzęczała mu przy uchu przez cały dzień, od momentu, w którym się obudził.. Chociaż jej różne wersje ciągnęły się za nim, odkąd dostał wiadomość z potwierdzeniem daty i godziny.
Już dawno opłakał swoje nieszczęsne małżeństwo. Dawno zrozumiał, że ten związek był spisany na porażkę od samego początku, a to, jak do siebie wrócili po odwyku, było desperacką próbą złapania czegoś, co przynosiło mu chwilową ulgę. Właściwie to był Vicie winny przeprosiny, ale miał zamiar to zrobić we własnej osobie. Przeprosić za głupie wiadomości, a wcześniej za cały ten cyrk i że nie potrafił rozpoznać, że najzwyczajniej w świecie miała rację. Byli typowym przypadkiem dwójki nieznajomych, którzy dobrze bawili się w łóżku i pomylili to z czymś bardziej wartościowym. Był jej wdzięczny za to, że kazała mu się wynieść ze swojego życia, zamiast próbować załatać w całość coś, co pruło się w marnym, tanim szwie.
Był jej wdzięczny, bo gdyby nie ten rozwód, to nigdy nie zarywałby do Diego. Zauważyłby go, stwierdził w myślach, że facet był hot i wrócił do swojej pracy, trzymając się z daleka, bo był zajęty.. Zamiast tego, w dziwnym, separacyjnym zawieszeniu znów zaczął pić, rzucał w swojego szefa kuchni bardzo jednoznaczne teksty na świński podryw, a potem złapał go na litość; dalej wierzył w ten przebieg wypadków.
Całe długie tygodnie później spędził u Castillo, upewniając się, że zakocha się w nim po uszy i już nie będzie powrotu..
Tak sobie wmawiał.
W rzeczywistości, Diego urzekł go swoją troską, odciągnął od przepaści, przycisnął całym sobą do rzeczywistości i sprawił, że Bennett był w stanie spojrzeć po raz pierwszy dalej, niż czubek własnego nosa. A poza tym, rzeczywiście był hot, a ten Latynoski temperament wpasował się idealnie w rzeczywistą potrzebę Alexisa, by jego partner był w stanie przejąć nad nim absolutną kontrolę i wykopać go z własnej głowy.
Był dla niego idealny.
I gdyby nie jego obecność, Alexis, gdyby jeszcze w ogóle stąpał po tej ziemi, albo załatwiłby to wszystko przez pośrednika, albo był absolutnie napruty przez cały czas do Vegas, w trakcie odprawy i w drodze powrotnej do Kanady. Dalej wierzyłby, że Vita jest dla niego jedyną osobą na świecie i jako jedyna potrafi dać mu wszystko, czego potrzebował. Dalej łudziłby się, że do niego wróci, że będą żyli długo i szczęśliwie, a ten metalowy krążek, którego na palcu nie nosił już od dłuższej chwili, miał jakieś magiczne zdolności sklejania w całość czegoś, co nie miało prawa na przetrwanie.
Nie znosił latać.
W trakcie lotu z Vitą w poprzednim życiu, oglądali całą sagę Twilight w ramach dobrej rozrywki i rozproszenia.. Ale tym razem Lexie postawił na oparcie głowy na ramieniu Castillo, zakoszenie mu słuchawki i udawanie, że ogląda to co on, w rzeczywistości bawiąc się w najlepsze z Duolingo na swoim telefonie. Dzięki niebiosom za dar WIFI w samolotach, co?
Może przez swój nostalgiczny nastrój, ale ten lot nie był wcale najgorszy. Brunet był raczej przygaszony, znacznie bardziej cichy i niecharakterystycznie spokojny od samego rana, co tylko dodało do atmosfery ciszy przed burzą. Nie czuł się smutny. Nie czuł się podekscytowany. Po prostu.. Był. Był sobie, od czasu do czasu patrzył, jak jego przystojny facet ogarnia profesjonalnie wszelkie papierologie, bilety i całą resztę rzeczy, które wymagały skupienia, pozwalając, żeby Bennett po prostu był. Kiedyś temu człowiekowi będzie musiał pokazać w jakiś sposób swoją absolutną wdzięczność, ale jeszcze nie wiedział jak. Pozwalał mu być passanger princess podczas lotu do Vegas, żeby w spokoju mógł zamknąć rozdział na dobre i rozwieść się z ex. Wow. Pewnie gdyby mógł, wiózłby go na tym śmiesznym wózku na bagaże, żeby Lexie nie musiał nawet nogami szurać po podłodze..
Po wejściu do hotelowego pokoju, ciepnął plecakiem (swoim jedynym bagażem) na łóżko, padając na nie z głębokim westchnieniem, patrząc przez moment w sufit. Zauważył nawet małe, żółte lampki i stwierdził, że to pewnie jeden z tych raczej fancy hotelów, w których gdzieś jest panel z milionem małych przycisków do różnych świateł i ustawień, a te konkretne lampki były od ustawienia, które sam by nazwał “sexy time dim light”. Parsknął pod nosem na własną myśl, przymykając oczy.
-Hey, hot stuff? Czy ty wydałeś jakąś idiotyczną ilość pieniędzy na ten nasz pobyt tutaj? Bo to łóżko jest zdecydowanie zbyt wygodne..- gdyby się tak zastanowił, lobby też było bardzo ładne, znaczek nad tym siłownianym miał też ikonkę basenu, a ten restauracyjny, baru.. Odetchnął głęboko po raz kolejny, mając w duchu nadzieję, że jego partner nie przesadził za bardzo, tylko dlatego, że jutro..
Rozwodził się we własne urodziny.
Drogi Boże, jaki żart.
hot stuff