wild human nature
: ndz sie 02, 2026 12:47 pm
Ostatni tydzień minął mu w chuj wolno. Ciągle myślał o tym, w jaki sposób mógłby skontaktować się z Jiji, spotkać się z nią i powiedzieć jej, że tak właściwie nigdy nie przestał jej kochać. Z drugiej strony sam miał przecież niedługo się żenić i musiał upewnić się, że jego ojciec nie będzie uważał go za jebany rodzinny failure. Presja za presją ciągnęła się za nim, a on po prostu chciał wyczilować. Cyrus był MIA, nie miał nawet jak się z nim skontaktować. Ostatnim razem, kiedy rozmawiali, przyjaciel był w Hamilton, Sramilton czy jak tam nazywało się to miejsce. Reid nie był już pewien, ale i tak widywali się coraz rzadziej. Brakowało mu tego blond idioty, do czego by się w życiu nie przyznał.
Teraz siedział przy barze w klubie nocnym, zamawiając drugą szklankę whisky. Gdy po chwili dostał swój napój, upił łyk i poczuł w ustach coś twardego. Pomyślał, że może to lód, więc delikatnie to nagryzł, ale coś ostro wbiło mu się w dziąsło. Wypluł zawartość z ust na otwartą dłoń i zobaczył zakrwawiony kawałek szkła.
Kurwa mać.
No chyba barmanka sobie z niego żartowała. - Oi, ty! - wskazał na kobietę palcem. - Zaserwowałaś mi drinka ze szkłem. Chcesz mnie, kurwa, zabić albo kogoś innego? - Burknął to ostro wkurwiony, a przerażona barmanka od razu podeszła bliżej. - Proszę mi to dać, wyrzucę. Przepraszam, to było niechcący - powiedziała, próbując wyjąć szkło z jego dłoni. Ale nie z nim takie numery. Gdyby chciał, mógłby ich za to, kurwa, pozwać. - Żadne przepraszam. Proszę zawołać swojego menadżera. Już ja sobie z nim pogadam. - Chwycił serwetkę i splunął na nią, patrząc na krew, która natychmiast pojawiła się na białym materiale. Po jakichś kilku minutach podeszła do niego blondynka. - Jeżeli jesteś tutaj menadżerką, to polecałbym poprawnie przeszkolić personel, bo przed chwilą doszło do jakiegoś kurewsko nieśmiesznego zamachu na moje życie - rzucił niepocieszony. Przyszedł tutaj wyczilować, a nie zostać wyniesionym na noszach.
managerka
Teraz siedział przy barze w klubie nocnym, zamawiając drugą szklankę whisky. Gdy po chwili dostał swój napój, upił łyk i poczuł w ustach coś twardego. Pomyślał, że może to lód, więc delikatnie to nagryzł, ale coś ostro wbiło mu się w dziąsło. Wypluł zawartość z ust na otwartą dłoń i zobaczył zakrwawiony kawałek szkła.
Kurwa mać.
No chyba barmanka sobie z niego żartowała. - Oi, ty! - wskazał na kobietę palcem. - Zaserwowałaś mi drinka ze szkłem. Chcesz mnie, kurwa, zabić albo kogoś innego? - Burknął to ostro wkurwiony, a przerażona barmanka od razu podeszła bliżej. - Proszę mi to dać, wyrzucę. Przepraszam, to było niechcący - powiedziała, próbując wyjąć szkło z jego dłoni. Ale nie z nim takie numery. Gdyby chciał, mógłby ich za to, kurwa, pozwać. - Żadne przepraszam. Proszę zawołać swojego menadżera. Już ja sobie z nim pogadam. - Chwycił serwetkę i splunął na nią, patrząc na krew, która natychmiast pojawiła się na białym materiale. Po jakichś kilku minutach podeszła do niego blondynka. - Jeżeli jesteś tutaj menadżerką, to polecałbym poprawnie przeszkolić personel, bo przed chwilą doszło do jakiegoś kurewsko nieśmiesznego zamachu na moje życie - rzucił niepocieszony. Przyszedł tutaj wyczilować, a nie zostać wyniesionym na noszach.
managerka
