015. family stuff
: ndz sie 02, 2026 4:00 pm
Czy nie mogło być po prostu normalnie?
Ale co znaczy n o r m a l n i e? Szczególnie w odniesieniu do tej trójki.
Gabriela w ciąży nieplanowanej. Pokłócona z ojcem dziecka, w romansie z przyjacielem kuzynów, mieszkając kątem u jednego. Riczi na skraju rozwodu, w nowym domu na który go nie stać, z kobietą, która planuje go zamordować. Madox jedną nogą w Kolumbii, drugą w Toronto. Bóg jeden wie jak on godzi to wszystko, albo diler Madoxa wie może lepiej nawet.
Codzienność wytrącona z równowagi do tego stopnia, że raczej nie jest możliwe, by jeszcze kiedyś było normalnie.
A jednak jest taki jeden dzień w tygodniu, kiedy uparcie siadają do jednego stołu. Obiad u Martineza to tradycja, która narodziła się zaraz po przeprowadzce Ricza na ziemie kanadyjską. Na początku miał to być obiad u Madoxa (bo był w domu Madoxa), ale kiedy Ricz dostał parówkę nieobraną z plastikowego opakowania na talerzu, to czym prędzej to wyrzucił do kosza i zaczał sam przyrządzać obiad. Od tamtego czasu zawsze jedli obiady czwartkowe razem, z jednym wyjątkiem - jak Ricza przetrzymywali w Portorico, jak pojechał po pieseczki. Ale za to wtedy zrobili dwie edycje obiadu we wtorek i środę. Zwykle na te obiady zaproszeni byli równeż ich bliscy, ale akurat dziś nie było ani Rosy, ani Piar, ani nawet ojca dziecka Gabi.
Był za to Ricz, Madox i Gabriella. To znaczy nie było Madoxa, bo albo się szykował, albo coś, w każdym razie Ricz kręci w garze i patrzy nerwowo na telefon na którym wyświetlają się powiadomienia wiadomości od Rosi.
- Mogłabyś tu mi pomóc? - poprosił Gabriele, a sam dopadł do telefonu i po szybkim przeczytaniu smsków, zorientował sie, że Rosi wcale nie rodzi, ale może troche tylko panikuje. Odetchnął i spojrzał na zegarek nad drzwiami. - Dobra, gdzie jest Madox, bo ja serio za dwadzieścia minut muszę iść - no tak, bo przecież Rosa jak tylko sie spozni 3 minuty, to zacznie jego stuff wywalać przez okno.
Nic Riczi nie wiedział, że jeszcze dużo dłużej tu posiedzi, bo Madox przyjdzie z bardzo złymi wieściami.
Póki go jednak nie ma to Ricz tak zerka na Gabi i korzystając z tego, że są tu sami to ją podpytuje:
- Słuchaj Gabi, a gadałaś ostatnio z Erza?? - a jak ona pewnie była zdziwiona, to tak się podrapał po szyji. Niestety Riczi był wyposzczony przez Rose i ostatnio zaczał myśleć, czy nie powinien jednak wrócic do swojej rudej kochanki. - Mówiła ci coś o mnie?
Gabriela R. Blais Madox A. Noriega
Ale co znaczy n o r m a l n i e? Szczególnie w odniesieniu do tej trójki.
Gabriela w ciąży nieplanowanej. Pokłócona z ojcem dziecka, w romansie z przyjacielem kuzynów, mieszkając kątem u jednego. Riczi na skraju rozwodu, w nowym domu na który go nie stać, z kobietą, która planuje go zamordować. Madox jedną nogą w Kolumbii, drugą w Toronto. Bóg jeden wie jak on godzi to wszystko, albo diler Madoxa wie może lepiej nawet.
Codzienność wytrącona z równowagi do tego stopnia, że raczej nie jest możliwe, by jeszcze kiedyś było normalnie.
A jednak jest taki jeden dzień w tygodniu, kiedy uparcie siadają do jednego stołu. Obiad u Martineza to tradycja, która narodziła się zaraz po przeprowadzce Ricza na ziemie kanadyjską. Na początku miał to być obiad u Madoxa (bo był w domu Madoxa), ale kiedy Ricz dostał parówkę nieobraną z plastikowego opakowania na talerzu, to czym prędzej to wyrzucił do kosza i zaczał sam przyrządzać obiad. Od tamtego czasu zawsze jedli obiady czwartkowe razem, z jednym wyjątkiem - jak Ricza przetrzymywali w Portorico, jak pojechał po pieseczki. Ale za to wtedy zrobili dwie edycje obiadu we wtorek i środę. Zwykle na te obiady zaproszeni byli równeż ich bliscy, ale akurat dziś nie było ani Rosy, ani Piar, ani nawet ojca dziecka Gabi.
Był za to Ricz, Madox i Gabriella. To znaczy nie było Madoxa, bo albo się szykował, albo coś, w każdym razie Ricz kręci w garze i patrzy nerwowo na telefon na którym wyświetlają się powiadomienia wiadomości od Rosi.
- Mogłabyś tu mi pomóc? - poprosił Gabriele, a sam dopadł do telefonu i po szybkim przeczytaniu smsków, zorientował sie, że Rosi wcale nie rodzi, ale może troche tylko panikuje. Odetchnął i spojrzał na zegarek nad drzwiami. - Dobra, gdzie jest Madox, bo ja serio za dwadzieścia minut muszę iść - no tak, bo przecież Rosa jak tylko sie spozni 3 minuty, to zacznie jego stuff wywalać przez okno.
Nic Riczi nie wiedział, że jeszcze dużo dłużej tu posiedzi, bo Madox przyjdzie z bardzo złymi wieściami.
Póki go jednak nie ma to Ricz tak zerka na Gabi i korzystając z tego, że są tu sami to ją podpytuje:
- Słuchaj Gabi, a gadałaś ostatnio z Erza?? - a jak ona pewnie była zdziwiona, to tak się podrapał po szyji. Niestety Riczi był wyposzczony przez Rose i ostatnio zaczał myśleć, czy nie powinien jednak wrócic do swojej rudej kochanki. - Mówiła ci coś o mnie?
Gabriela R. Blais Madox A. Noriega
