Strona 1 z 2

015. family stuff

: ndz sie 02, 2026 4:00 pm
autor: Ricardo Martinez
Czy nie mogło być po prostu normalnie?
Ale co znaczy n o r m a l n i e? Szczególnie w odniesieniu do tej trójki.
Gabriela w ciąży nieplanowanej. Pokłócona z ojcem dziecka, w romansie z przyjacielem kuzynów, mieszkając kątem u jednego. Riczi na skraju rozwodu, w nowym domu na który go nie stać, z kobietą, która planuje go zamordować. Madox jedną nogą w Kolumbii, drugą w Toronto. Bóg jeden wie jak on godzi to wszystko, albo diler Madoxa wie może lepiej nawet.
Codzienność wytrącona z równowagi do tego stopnia, że raczej nie jest możliwe, by jeszcze kiedyś było normalnie.
A jednak jest taki jeden dzień w tygodniu, kiedy uparcie siadają do jednego stołu. Obiad u Martineza to tradycja, która narodziła się zaraz po przeprowadzce Ricza na ziemie kanadyjską. Na początku miał to być obiad u Madoxa (bo był w domu Madoxa), ale kiedy Ricz dostał parówkę nieobraną z plastikowego opakowania na talerzu, to czym prędzej to wyrzucił do kosza i zaczał sam przyrządzać obiad. Od tamtego czasu zawsze jedli obiady czwartkowe razem, z jednym wyjątkiem - jak Ricza przetrzymywali w Portorico, jak pojechał po pieseczki. Ale za to wtedy zrobili dwie edycje obiadu we wtorek i środę. Zwykle na te obiady zaproszeni byli równeż ich bliscy, ale akurat dziś nie było ani Rosy, ani Piar, ani nawet ojca dziecka Gabi.
Był za to Ricz, Madox i Gabriella. To znaczy nie było Madoxa, bo albo się szykował, albo coś, w każdym razie Ricz kręci w garze i patrzy nerwowo na telefon na którym wyświetlają się powiadomienia wiadomości od Rosi.
- Mogłabyś tu mi pomóc? - poprosił Gabriele, a sam dopadł do telefonu i po szybkim przeczytaniu smsków, zorientował sie, że Rosi wcale nie rodzi, ale może troche tylko panikuje. Odetchnął i spojrzał na zegarek nad drzwiami. - Dobra, gdzie jest Madox, bo ja serio za dwadzieścia minut muszę iść - no tak, bo przecież Rosa jak tylko sie spozni 3 minuty, to zacznie jego stuff wywalać przez okno.
Nic Riczi nie wiedział, że jeszcze dużo dłużej tu posiedzi, bo Madox przyjdzie z bardzo złymi wieściami.
Póki go jednak nie ma to Ricz tak zerka na Gabi i korzystając z tego, że są tu sami to ją podpytuje:
- Słuchaj Gabi, a gadałaś ostatnio z Erza?? - a jak ona pewnie była zdziwiona, to tak się podrapał po szyji. Niestety Riczi był wyposzczony przez Rose i ostatnio zaczał myśleć, czy nie powinien jednak wrócic do swojej rudej kochanki. - Mówiła ci coś o mnie?

Gabriela R. Blais Madox A. Noriega

015. family stuff

: ndz sie 02, 2026 4:38 pm
autor: Madox A. Noriega
060.
Family reunions were never boring.
Mostly because they were a public safety concern.
trigger warning
przekleństwa
Jakby jeszcze to naprawdę było tak, że Madox był jedną nogą w Kolumbii, a drugą w Toronto, to spoko...
A on ostatnio to jedną nogą zataczał się nad grobem, jakby był napierdolony w trzy dupy i tylko jakiś szczęśliwy podmuch wiatru spychał go znad tej przepaści. Do tego stopnia, że ostatnio gdyby nie poświęcił się za niego jego pies, to teraz zamiast siedzieć u niego w mieszkaniu, to musieli by mu te tancerki załatwiać na stypę. A najpierw zamontować tam podest i rurę, bo to miały być przecież jakieś tancerki erotyczne.
Oczywiście Madox to pierwszy do tych czwartkowych, wtorkowych, środowych i innych obiadów był, bo oni na co dzień z Pilar to jak gdzieś nie wyszli na miasto, to jedli ryż z sosem ze słoika, albo jajko sadzone... z ryżem. Pilar była ogólnie mistrzynią ryżu, ale tylko tego.
Więc kiedy Ricz zapraszał na jakieś domowe danie, to Madox zawsze już przed czasem siedział na krześle i czekał z widelcem i łyżką w dłoni.
A dzisiaj nie...
Dzisiaj w mieszkaniu cisza, bo Pilar była w pracy, a do tego nie przyszedł ich przywitać Sombra.
Noriega wiedział, że to będzie w chuj ciężkie, żeby im powiedzieć co się stało, ale musiał, bo Gaba już mu ze dwadzieścia wiadomości napisała gdzie pies.
Madox jeszcze sam sobie nie umiał z tym tak poradzić, wciąż się obarczał, że to jego wina, że jakby nie wziął Sombry ze sobą do lasu, to on by żył... Tylko wtedy nie żyłby Madox.
Jeszcze na klatce schodowej wypalił blanta, tak na rozluźnienie, no i żeby się nie rozkleić, jak Gaba się rozpłacze. Albo Ricz. Pewnie prędzej Ricz.
W końcu wszedł do mieszkania i pierdolnął drzwiami, tak, że prawie wypadły z zawiasów.
- A sorry! Kurwa, przeciąg... - zaczął od progu i już gdzieś tam buty rozrzucił po korytarzu, a potem zagląda do nich do kuchni, najpierw na Ricardo, który coś pichci, i bardzo dobrze, bo kiszki to mu grały marsza, a potem na Gabę. Ale na Gabi to nie mógł patrzeć, nie dlatego, że coś było z nią nie tak, tylko on wiedział po prostu jak ona przeżyje tego psa. Bo dla niej to też był członek rodziny.
- Co tam? - zagadał jakby nigdy nic. A zaraz sobie przysunął do kuchennej wyspy wysoki stołek i na nim usiadł.
Madox to oczywiście w tej swojej nowej fryzurce warkoczykowej... a po mordzie to widać od razu, że był zjarany, a jak jeszcze usiadł w kurtce i wsadził ręce do kieszeni, to wiadomo. I tak siedzi i czeka co mu kuzyni powiedzą, bo może coś, zanim on na nich zrzuci tą bombę o śmierci ich przyjaciela.

Ricardo Martinez Gabriela R. Blais

015. family stuff

: ndz sie 02, 2026 6:23 pm
autor: Gabriela R. Blais
Każda zajebista telenowela miała kilka swoich wątków, które składały się na produkcję zapadającą w naszych serduszkach niczym Natalia Oreiro. I choć romansów oraz przeszkód na drodze tej jakże cudownej miłości im nie brakowało, czego ona i Riczi byli idealnym przykładem - swoją drogą Madox wypisał się z tego poletka, biorąc ślub, ale nadrabiał jako ich mafijny brat. Tak więc pozostało im jeszcze zmierzyć się z kilkoma przeszkodami, intrygami oraz sekretami przeszłości. Czasu było mało, więc główni bohaterowie musieli działać pod presją. A lista prezentowała się następująco:

- Ukryte pochodzenie/podmienione dzieci
- Czarny charakter bez skrupułów
- Amnezja
- Ciężka, tajemnicza choroba
- Zmartwychwstanie

Ciężka próba, ale wierzymy w nasze prawie latino trio i co wyniknie z tego rodzinnego spotkania.
A o tym dowiemy się już w następnym odcinku.

Obrazek


Mało kto był w stanie ogarnąć ten syf, który wokół nich piętrzył się z zadziwiającą prędkością. Nikt nie wiedział, co się odpierdalało, ale grunt, że bujało. W całym tym zamieszaniu jednak byli w stanie wygospodarować te kilka minut dla siebie. A raczej nawet musieli, bo trzeba było nie dość że porządnie pożegnać ich kochanego Ricza, który brutalnie porzucał ich na rzecz nowej rodziny, to jeszcze ustalić jakikolwiek plan działania, opychając się na szybko makaronem i kotletami.
- Pomóc? - zapytała z pełnymi ustami sera, który dzielnie podkradała Martinezowi i spojrzała niepewnie w stronę garnka. Instrukcje były niejasne, chwyciła za przyrząd, którym kuzyn mieszał w garnku, i zrobiła to samo. Nie była może i amebą w kuchni, co nieco potrafiła, ale umówmy się w wykonaniu Ricza, to była inna szkoła jazdy. Więc sobie tak stoi i robi mieszu, mieszu, kiedy ten jest przyklejony do telefonu. - Zluzuj poślady, jak coś jej powiesz, że miałam kryzys. Płakałam ci w ramię i byłeś na skraju wyniesienia mnie od Madoxa, żeby być na czas. - przekręciła oczami, bo dla niej czas, to było pojęcie względne. Ile razy to już się spóźniła na ich obiadek, aż Riczi zaczął jej podawać inne godziny, żeby się wyrobiła. A bronią na ciężarną była druga ciężarna, więc w razie czego brała to na klatę.
- Erza? A po chuj... - prawie ten ser wypadł jej z buzi, gdy on zapytał o rudowłosą. Mało problemów miał? - Ta... Zastanawiałyśmy się, jak mniej dać za remont budynku pod nasz biznes. I uznała, że jedyna okazja, żebyś mógł tam być, to jakbyś robił za naszego niewolnika. Wtedy jeszcze szukałeś pracy. Jakby... Starałam się, ok?
Mieszadło aż wypadło jej z dłoni i zaginęło w czeluści sosu, gdy Madox wparował do mieszkania. Pozostawiła uratowanie ich potrawy Riczowi, a sama nachyliła się nad blatem, żeby podzielić się z Sombrą serkiem. To było jej małe dzieciątko. Nigdy nie sądziła, że po stracie Simby - swojego ukochanego pieska, którego adoptowała i z którego śmiercią nie potrafiła się pogodzić przez lata, będzie w stanie znów pokochać jakieś zwierzę.
- Śmierdzi od ciebie. Otwórz okno, bo się zrzygam. - skoro już wszyscy wiedzieli o jej stanie, to zamierzała to wykorzystywać. - Gdzie Sombra? - zadała już chyba po raz tysięczny to pytanie.
Ricardo Martinez
Madox A. Noriega

015. family stuff

: ndz sie 02, 2026 6:56 pm
autor: Ricardo Martinez
-Nie wiem czy to zadziała, już z trzy razy wykorzystywałem ten argument Gabi - wywrócił też oczami, bo przecież o nie pierwszy raz, kiedy musiał się bronić przed atakiem Rosi - Jak coś to dwa dni temu miałaś też kryzys. Bo mnie baba w urzędzie imigracyjnym przetrzymała - wzdycha sobie ciężko, bo niestety Rosa trzymała go krótko. Zresztą, tak z nadzieją sobie pomyslał o swoim rudzielcu, ale kiedy Gabi zaczeła o niej opowiadać, to zrozumiał że nawet jakby się z nią spotkał, to Rosi by wiedziała, bo teraz już wypytuje go o wszystko i ciągle pilnuje, żeby nic nie odjebał co jej się mogłoby nie sposobać.
- No ale nic nie mówiłaś o tym, a dalej potrzebujecie pomocy? - spojrzał na jej brzuch, ale jeszcze po Gabbi nie było widać, że jest preggo - W sumie mogłabyś wszystkich swoich kandydatów na tatuśków zatrudnić do tego joba, nie? - zaśmiał się i słyszy że drzwi już jebnęły, czyli pan domu się pojawił.
- No kurwa wreszcie, książe przyjechał! - wydziera się i jak tylko okiem rzucił na Madoxa, to już wiedział, że ten jakiś wykręcony jest. Oczy ma czerwone i Ricz zwąchał też, że jarał coś, więc no dodał dwa do dwóch. Uśmiecha się pod nosem, bo może Madox by mu ogarnął jakieś zielsko w sumie?? Musi go poprsić później.
- Ay, caramba! - mówi pod nosem Riczi, wsadziwszy łapę w sos, który redukował z sukcesem aż do momentu, kiedy przekazał go Gabrielli, no i ta postawiła utopić w nim łyżkę drewnianą. Ricz teraz się oparzył, ale za drugim razem wyciągnął łyżkę, ale niestety zabrudził podłogę. Obejrzał się za ścierą, chociaż już jest przyzwyczajony do tego,że jak coś mu spadnie to pieski przybiegają, żeby to wciągnąć. Jego pieski pilnowały właśnie Rosy, ale jeszcze cała nadzieja w Sombrze. Mimo wszystko złapał ścierkę i kucnął, żeby wytrzeć podłogę. Podniósł się po chwili i wzrusza ramionami na Gabę, pokazując Madoxowi, że może otworzyć to okno, nie ma co się z ciężarówkami kłócić.
- A dobrze, sos dochodzi, makaron już czeka, więc możemy siadać - przerzucił ścierkę z jednej do drugiej ręki i jeszcze wyjął sobie piwko z lodówki. W dwadzieścia minut wypije. - Mówiłem już Gabi, dziś jestem w mega niedoczasie, sprawdziliśmy z Rosą i wychodzi na to, że jej baby shower trzeba zrobić w ten weekend, bo od przyszłego w każdym momencie będzie mogła urodzić. Poza tym, są jakieś tam itemy, które potrzebuje kupić przed narodzinami.. - urwał w połowie zdania, bo patrzy na Madoxa no i nie poznaje go, widać że mu ramiona opadły, że te skute oczy ma takie smutne, że jest jakiś cały taki... no po prostu jak nie on. - Co jest Madox?


Madox A. Noriega Gabriela R. Blais

015. family stuff

: pn sie 03, 2026 8:06 am
autor: Madox A. Noriega
No tak, zaraz za Madoxem do mieszkania powinien wkroczyć dumny doberman, jego Cień, ale dzisiaj go nie było...
Dzisiaj w ogóle panowała tu jakaś taka grobowa cisza i atmosfera, a przynajmniej według Madoxa.
A kiedy Gaba kazała mu otworzyć okno, to zaraz zbierał się z siedzenia.
- To sobie otwórz... co ja jestem - marudził po nosem, ale oczywiście podszedł do kuchennego okna i rozwalił je na oścież, wyjrzał przez nie na ulice, a potem nawet ściągnął z siebie kurtkę i walnął ją na kanapę. To ona waliła ziołem, bo miał tam jeszcze trochę tematu, owiniętego w jakiś foliowy woreczek.
Na pytanie Gabi o Sombrę nabrał w płuca więcej powietrza. No jak on ma jej to powiedzieć?
Spojrzał najpierw na Ricza, który łowił łyżkę, jakby liczył na to, że może kuzyn mu jakoś pomoże. Mógł to z nim najpierw obgadać. Ale on ostatnio naprawdę nie miał na nic czasu.
Mieli z Pilar ledwie dwa tygodnie, żeby rozpracować to wszystko z Luną. Od powrotu z Rio mało co spali, bo zarywali nocki przy korkowej tablicy śledczej, którą rozstawili w salonie. Na dzisiaj Madox przeniósł ją do ich sypialni. Posłanie Sombry też tam leżało, zwinięte w kłębek.
- Dobra, to wyjmę talerze - niemożliwe, bo on to chyba nawet nie wiedział gdzie te talerze są, jak oni wiecznie jedli z Pilar na tych, które znaleźli w zmywarce, zlewie, albo na suszarce. Słuchał Richa, a przy okazji to otwierał kolejne szafki w poszukiwaniu talerzy, no i niby coś tam znalazł położył je Ricardo na blacie, jeszcze nawet się zapytał kuzyna - no to co wam kupić na to baby shower? - no bo wiadomo, że założył, że ich na pewno zaproszą. Chociaż oni z Pilar, to mają tyle wspólnego z dziećmi co nic, ale prezent pewnie kupią fajny, tylko mu musiał Ricardo powiedzieć co.
Ale w pewnym momencie Madox się potknął o pustą miskę Sombry, i teraz to już kaplica, nawet joint nie pomógł. Stanął biedny w tej kuchni i rzeczywiście cała energia z niego odpłynęła, ręce mu opadły, a ciemne oczy wodzą po twarzach jego kuzynów. Już nie miał wyjścia, musiał im powiedzieć. Oparł się o szafkę, że może trochę mu łatwiej będzie, a zresztą czuł, że jak zaraz zrzuci na nich tą wiadomość, to może być różnie, więc Gabę jeszcze też posadził na wysokim stołku.
- Dobra... Słuchajcie, mam chujową wiadomość - zaczął tak dramatycznie, a potem spojrzenie mu uciekło do Richa, bo na Gabę znowu nie umiał spojrzeć - Sombra... - Madox to jest niby dobry aktor, po tej swojej kolumbijskiej szkole aktorskiej, ale po oczach to zaraz widać wszystkie emocje. I teraz te oczy to miał takie smutne, że serce się krajało - nie żyje - dokończył w końcu, a jak to powiedział, to już nie stał przy szafce, tylko... wyrwał się do Gaby, żeby ją przytulić - poświęcił się... żeby uratować mi życie - to już dodał wtulając się w Gabi, i patrząc na Richa, któremu makaron pacnął na podłogę wielkimi oczami - facet do mnie strzelił, i jakby nie on to, teraz Rich by kręcił dewolaje na moją stypę - może to było trochę pocieszające? A może nie wcale...
Niby Madox nie płakał, bo on przecież dawno temu, jeszcze w Medellin, w różanej willi, obiecał sobie, że nigdy już nie będzie, bo tam jako dziecko wylał bardzo dużo łez, kiedy ojciec znęcał się nad nim i jego matką, ale... widać było jak bardzo go to dotknęła. A Gabriela to nawet mogła poczuć, po tym jak się do niej przytulał. Ten Madox, co niby zawsze grał zimnego jak lód.

Gabriela R. Blais Ricardo Martinez

015. family stuff

: pn sie 03, 2026 8:55 pm
autor: Gabriela R. Blais
WHAT?!
Że kurwa co proszę?
- Weź, przez ciebie wyjdę na jakąś drama queen. Popracujcie nad komunikacją w tym związku.- powiedziała, jakby co najmniej była specjalistką w tej dziedzinie i nie szykowała się do samotnego macierzyństwa. Sytuacja Ricza była jednak kolejnym konkretnym argumentem na to, żeby nigdy nie ładować się w związki na wyłączność. Same problemy z tym były. Zero frajdy, a potem człowiek ledwo pół godziny dostaje na spotkanie z rodziną.
- I co jeszcze? Mam trafić za kratki za morderstwo? Już prawie zabiłam ojca dziecka. Sama sobie kurwa poradzę. - będzie swoją alfą, omegą, betą i co tam kurwa po drodze jeszcze będzie potrzebne. - Kogo ja oszukuję? Ja sobie nie poradzę... - pociągnęła nosem i ze łzami w oczach spojrzała na biednego Ricza, który chyba miał teraz flashback jak z Wietnamu - zostawił na chwilę swoją ciężarną żonę, żeby słuchać innej. No, losu na loterii nie wygrał.
Po płaczliwym kryzysie jednak nie było śladu, gdy Madox rzucił w jej stronę głupim tekstem. Spojrzała na niego z tym swoim wkurzonym wyrazem twarzy i odetchnęła kilka razy świeżym kandyjskim powietrzem. Gdzieś obok sąsiad ewidentnie palił trawkę. I może nawet rzuciłaby jakimś tekstem o tym, jak buzują jej hormony, ale Ricz już zaczął coś pierdolić o baby shower, a Madox...
Noriega wyciągnął talerze?
Świat się kończy.
- Co ty brałeś, człowieku? - pojebało go. Zdecydowanie było z nim coś nie tak, skoro szukał talerzy po wszystkich szafkach. Potem się zatoczył i znieruchomiał, jakby ktoś właśnie wgrywał mu oprogramowanie od nowa. Jeszcze w większym szoku była, gdy posadził ją na krześle, a ona nawet złapała go za policzki, robiąc mu chomiczka, żeby skupił ten mętny wzrok na niej.
Sombra…
Jej kochane futrzaste dzieciątko. Nie. Nie mogła znowu stracić... To była nie prawda. Bardzo kiepski kurwa żart.
- Nie. Miałeś haluny? To... Nie... - jej brązowe oczęta, jak u łani, zaszkliły się od łez. Kolejne krople wyznaczały ścieżkę po jej policzku, kiedy drobną piąstką uderzyła w tors Madoxa. Jej ciałem wstrząsnął szloch, gdy bezwładnie opadła w ramiona kuzyna niczym mała dziewczynka, która nie mogła się pogodzić ze stratą.
Już nigdy nie usłyszy pazurków Sombry na panelach.
Już nigdy nie da mu jego ulubionych smaczków i nie stoczy małej wojny z nim u weterynarza.
Nie wtuli się w jego futerko, gdy będzie miała gorszy dzień.
Straciła go.

Madox A. Noriega
Ricardo Martinez

015. family stuff

: pn sie 03, 2026 9:33 pm
autor: Ricardo Martinez
- Przecież ty jesteś drama queen- Ricz wzruszył ramionami, nic nie chce słuchać od niej rad małżeńskich, bo to ona nie miała nigdy chłopaka, a on ma już żonę dekadę a do tego jeszcze jego żona jest psychiatrą od takich spraw, więc lepiej się zna na pewno. Ricz też uważał, że Rozi czasami jest psychiczna też, ale to już dla siebie zachowywał, bo wiedział, że niektórych rzeczy nie można mówić. Nie powinno się też mówić, że się ją zdradzało, jak jest w ciąży i to zagrożonej, ale miał zaćmienie mózgu jak jej się z tego zwierzał.
No ale właśnie zapomniał, że z Gabriellą w ciąży to jest jak z jajkiem, bo zaraz się rozpłakała i Ricz ją po ramieniu głaszcze pocieszająco.
- Oczywiście że sobie poradzisz Gabi, przecież jesteś twarda babka. A poza tym masz mnie, masz Rosę, Madoxa nawet. On tak gada że nie lubi dzieci, ale zobaczysz, że twoje będzie uczyć jeździć na rowerku jak swoje - pociesza ją dalej, ale wie, że z ciężarówkami to nie ma tak łatwo, więc cierpliwie czeka, aż się Gabi uspokoi i dopiero wtedy wrócił do mieszania sosu.
Ricz nic nie skumał, że coś jest nie tak, jak Madox chciał naszykować stół, ale pod nosem się uśmiechnął, że orety w końcu Madox sam pomieszkał miesiąc i już się zmienił i już wie gdzie są jego miski. Ulżyło mu, bo jak się wyprowadzali z Rozi, to miał obawę, że pozostawia kuzynostwo na pewną śmierć głodową/z brudu.
- No pewnie wózek byśmy chcieli, Rozi ma jakiś wybrany taki mercedes, że jak jedziesz to tą wanną nie buja na wybojach. Zajebisty, ale wiesz, taki troche drogi, szukałem innego - spróbował sosu no i wtedy właśnie Madox w koncu pokazał że coś jest nie tak i Ricz odsuwa łyżkę od ust i tak czujnie na niego patrzy, jak on Gabę sadza na stołku. Kurwa, to chyba będzie poważne. Aż mu serce zabiło, bo pomyślał teraz o czymś okropnym, na przykład że Madox widział jak Rosa się obściskuje na ulicy z Jake Gyllenhaal. Ścisnął drewienko łyżki, ale to co powiedział im Madox przeszło jego najśmielsze wyobrażenia. Jego oczy powiększają się trzykrotnie, a później dolna warga zaczyna się trząść i aż zasłonił usta, ale oczy już całe ma w łzach.
Bo Ricz jest prawdziwym latino guy, który nie wstydzi się łez. Płakał jak Puerto Rico nie zakfwalifikowało się do Mundialu, płakał jak Hiszpania wygrała (ze szczęścia), płakał na swoim ślubie, kiedy stał na ołtarzu i patrzył na piękną Rosi (i wiedział, że ją zdradził) i jak się rozstał z Rozi pięć lat temu na tydzień i jak później wróciła do niego. A teraz płakał bo stracił Sombra!
Makaron pacnął na ziemię, Ricz powoli kręci głową w niedowierzaniu. O chuj, ale się porobiło. Sombra nie żył, Madox ledwo uszedł z życiem...
- Broo.. - objął Gabi i Madoxa i tak w trójkę sobie pochlipali nad Sombrą. Madox podobno nie płakał, ale Ricz to nie wie, bo on sie zanosił płaczem, a Gabi mu wtórowała.
W końcu Ricz otarł łzy.
- Gdzie on jest? Trzeba mu zrobić pogrzeb? Gdzie go zakopałeś - pyta ale zaraz złapał jakąś szmatę i zaczyna wycierać ten makaron, co mu spadł na ziemię. - Kurwa Madox, jak to on cie uratował, dlaczego musiał Cię ratować? Kto cie chciał załatwić? I dlaczego..? - patrzy na niego taki z ziemi trochę wkurwiony teraz, bo dotarło do niego, jak niebezpieczne życie jego kuzyn prowadzi.
Przecież jego pieski nie były narażone na taki los, chociaż znając te pierdziochy to by w kostki pogryzły napastnika a ten je jednym machnięciem łapy o ściane zabił.

Gabriela R. Blais
Madox A. Noriega

015. family stuff

: czw sie 13, 2026 7:58 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox już sobie obiecał, że dla swojego chrześniaka, to kupi ten wózkowy mercedes, ale on nie wiedział jeszcze, który będzie jego chrześniakiem, no i zawsze to drugie mogłoby być na przykład Pilar, więc może powinni kupić dwa takie wózki?
Może by się nad tym jeszcze zastanowił, ale już naszykował talerze i teraz zamierzał przejść do meritum.
Musiał im to powiedzieć, chociaż wiedział, że jego kuzyni to przeżyją podobnie jak on, bo przecież też kochali tego psa. Całe mieszkanie przyzwyczaiło się do dobermana, który wyglądał groźnie jak jego pan, ale najbardziej lubił drapanie za uchem.
Posadził Gabę i jeszcze jej się szarpnął, kiedy ścisnęła jego poliki, jak zawsze, kiedy jakaś ciotka mu tak robiła.
Ale to by było na tyle z butnego Madoxa, bo zaraz stanął przed nimi ten załamany. A później wyznał im prawdę.
- Gaba… przykro mi - te słowa ułożył na czubku jej głowy, kiedy wtulał policzek w rude kosmyki, kiedy głaskał ją po plecach. Bo przecież wiedział, zdawał sobie kurwa sprawę z tego ile ten pies dla niej znaczył. Chociaż była z nim najkrócej, ale to ona uczyła go porządku, strofowała go i wyprowadzała na spacery. Ostatnio poświęcała mu chyba najwięcej czasu z całej ich piątki.
Jak Rich tak ich przytula jak matka swoje purchlaki, bo z tą łyżką drewnianą w ręku i fartuszkiem, a potem z Gabą zanieśli się płaczem, to Madoxa aż ścisnęło w dołku. Jakaś łza samotna zbłąkała mu się na policzku, może to nawet była Ricardo, ale ogólnie ciężko było. Najgorzej było jak on to przeżywał z Pilar, ale z kuzynami też. A pomyśleć, że jeszcze jakiś czas temu z takimi rzeczami był kompletnie sam. Bez rodziny, a teraz nie dość, że miał żonę, to jeszcze dwójkę kuzynów, których przecież szczerze uwielbiał.
Dopiero jak Rich się odsunął to Madox spojrzał na niego z dołu, z tego krzesła, na którym sobie klapnął koło Gaby.
- Jeszcze nigdzie... Na razie mają go skremować w klinice, a potem... - nabrał ciężko powietrze w płuca - chcemy go kiedyś zakopać z Pilar w ogrodzie, w naszym domu, jak go kupimy - a Madox się do tego coraz bardziej szykował. Niby mieszkanie było dla nich dobre, ale oni jednak lepiej by się czuli w domu z ogrodem, tak mu się wydawało, po tym jak bywali ostatnio u Almy, i w ogrodzie grali w piłkę z jej synem i... Sombrą. Znowu spuścił głowę opierając łokcie na kolanach, chowając twarz w rękach, kiedy Rich zbierał makaron z ziemi. No chyba musiał im też pewne sprawy wyjaśnić, a mianowicie te, które dotyczyły tego, kto chciał go załatwić.
- Kurwa... Powiem wam, bo to jest kiepska sytuacja, dobrze nawet, że się wynieśliście Rich - pierwszy raz mu to przyznał - ty też powinnaś na siebie uważać Gaba, bo mieliśmy tu kamery - spojrzał na kuzynkę i jeszcze poklepał ją po plecach pokrzepiająco, przysunął się do niej ze stołkiem tak blisko, że siedzieli ramię w ramię - ten facet, co podpalił klub, to on... Chce go przejąć, a ja mu się stawiałem i on groził Pilar, więc pojechałem się z nim spotkać do lasu, z Sombrą - aż się musiał podeprzeć o szafkę ręką, bo jak o tym myślał to mu było słabo, jaki on był kurwa głupi. Ale gdyby nie ten pies, to on by oberwał kulkę, już by nie żył - i jak mu powiedziałem, że on nie wejdzie do klubu, to facet chciał mnie spalić żywcem w moim samochodzie, ale Sombra mnie obudził, a potem... On strzelił i pies mnie zasłonił - znowu spuścił głowę, bo on się wciąż o to obwiniał, wciąż miał w głowie to.
Co ty zrobiłeś Madox? - które powiedziała mu Pilar.
Kurwa. Wziął swojego przyjaciela na śmierć i gdyby wiedział, to na pewno by tego nie zrobił. To już sam by wolał...
- Pilar mnie znalazła i pojechaliśmy do kliniki, ale było już za późno, serce już mu nie biło... - a przecież niósł go przez ten jebany las na rękach, walczył o niego do ostatniej chwili, jak tylko mógł. Ale i tak niewystarczająco - zabiłem go - wyrzucił to z siebie w końcu i znowu się zwinął na tym krześle w kłębek. Źle mu z tym było, chujowo, że jego przyjaciel się za niego poświęcił.

Gabriela R. Blais Ricardo Martinez

015. family stuff

: ndz sie 16, 2026 3:47 pm
autor: Gabriela R. Blais
Sombra… Madox mógł równie dobrze wymierzyć jej cios w splot słoneczny. Łzy swobodnie płynęły po jej policzkach, rozmazując cały starannie nałożony makijaż. Opierała swoją głowę o ramię kuzyna, próbując pozbierać myśli. Już nigdy doberman nie oprze swojego pyszczka o jej kolana, gdy będzie oglądać telenowelę na kanapie. Już prawie opanowali przynoszenie puszek z dolnej półki lodówki na komendę. Te nocne spacery po osiedlu, gdy nie mogła spać. Sombra był jej wiernym kompanem, gdy nieraz wracała nad ranem z klubu. Dbał o jej bezpieczeństwo. Dbał również o bezpieczeństwo Madoxa i umarł za swojego właściciela.
Coś po raz kolejny pękło w jej serduszku. Każde słowo wrzynało się w umysł przeobrażając to poczucie straty i smutek w chęć zemsty. Nie wstydziła się swojej rozpaczy. Tej drobnej chwili słabości, bo każda emocja była częścią tego, kim była. Tylko nieliczni mieli odwagę mówić i czuć, to co chcieli. Ona nie zamierzała rezygnować z tego przywileju...Utrata najbliższych uderzała w najczulsze struny jej osobowości. Sombra, ich przyjaciel, zasługiwał na opłakanie i doprowadzenie tej sprawy do końca.
Zadrżała i uniosła głowę do góry, spoglądając na Madoxa.
- W waszym domu? Wyprowadzacie się? - zostawiacie mnie?
Obserwowała przez chwilę, jak Riczi walczył z makaronem na podłodze, a ją coraz mocniej przytłaczała nowa rzeczywistość. Najpierw wyprowadzka Ricardo i Rosi. Utrata Sombry, a teraz... Każdy szedł do przodu, a ona... Zaraz, zostanie sama z dzieckiem na rękach. Nie była w dupie. Ona już taplała się w gównie, a czas się kończył.
- Czemu nam to mówisz dopiero teraz? Jeśli istniało ryzyko... Miałeś problemy, to czemu dopiero teraz? - nawet nie kryła tego żalu w swoim głosie. Gdyby każdy wiedział, jak wyglądała sytuacja, to może mogliby zmienić wspólnymi siłami bieg tej historii. - Czemu mnie nie zabrałeś? Mogłam osłaniać ci tyły! Nie ufasz nam, że działasz na własny rachunek? - a to bolało najbardziej. Ten brak zaufania i sekrety, które nie jedną rodzinę doprowadziły do ruiny. Bezsilność była najgorszym gównem, a nie znając ryzyka... Madox narażał i ich.
- Słuchaj. - złapała za koszulkę kuzyna i potrząsnęła nim, wpatrując się w ich mafiozo od siedmiu boleści, wkurwiona. - Chcę tego sukinsyna dostać w swoje ręce. Zadać mu ból, a w jego skórę oprawić tarczę do darta. W dupie to mam czy się zgadzasz czy nie. Już nas w to wpakowałeś. Gdzie były te kamery? Jaki jest plan? Nie możemy pozwolić, żeby jakiś frajer groził Rosce, albo dzieciakom. Chciał ciebie skrzywdzić. Prawie nam cię odebrał! - to miał być miły obiad w rodzinnym gronie. Makaron wsuwany, aż uszy by im się trzęsły, ale wyszło jak zawsze. Chujnia z patatajnią.
- Ogarniemy to. Pomścimy Sombrę. - powiedziała już łagodniej i uścisnęła ramię RIcza, który zapewne teraz obawiał się o bezpieczeństwo swojej rodziny.

Ricardo Martinez
Madox A. Noriega

015. family stuff

: pn sie 17, 2026 5:48 pm
autor: Ricardo Martinez
Ricz tylko skinął głową na wieść o tym, że to kwestia kupienia ogrodu. Nie wie o jaki ogród Madoxowi do końca chodzi, ale może ten chciałby iść w rolnictwo i na przykład chce zostać farmerem kanadyjskim. W sumie dobry pomysł, tu ziemia jest żyzna więc coś tam na pewno wyrośnie. Co prawda w Portorico lepsza była ziemia, a Kolumbii to najlepsza, ale co tam mu oceniać, nie interesował się rolnictwem. Przyjął jednak ten plan tak jak wszystkie informacje, które dostaje od swojej rodziny: z ostrożnym dystansem. Kiedy już sprzątnął te rozjebane pomidory i makaron i stanął znów obok Madoxa i Gabi, to położył rękę na barku Madoxa i zagląda mu w tej jego crazy eyes.
- Jakie kamery? I co się nagrało? - bo nic się nie dowiedział, ale już się domyśla, że ktoś tu łaził po tej chacie. Ricz słucha dalej, to co mówił Madox to się w łepetynie nie mieściło. Co takiego sprawia, że chłop chłopa chce spalić w lesie i jeszcze ma przy sobie spluwę. Ricardo niby nie żył w jakimś kokonie bawełnianym, i coś tam o życiu na ulicy wiedział, ale każdego dnia dziekował Matce Boskiej, swojej matce oraz swoim ojcom gejom, że wsadzili go do pracy w kuchni, bo gdyby nie poszedł do roboty, to miałby pewnie życie takie jak kuzyn Madox, albo kuzynka Gabi.
Gabi zresztą już mówi, że ona by poszła osłaniać tyły i Ricz to aż się za serce złapał, jak sobie wyobraził jak ta mała płomiennowłosa kuzynka wskakuje na akcje, tylko po to, żeby ją obrali za cel i rozpierdolili na samym środku. Oglądał filmy kryminalne, więc wiedział jak jest.
Wie jaki jest Madox, więc siedzi cicho, ale chciał go spytać czy kurwa było warto się stawiać, żeby psa stracić. Czym jest jakiś jebany klub w obliczu tego, że stracił swojego jedynego przyjaciela, który był z nim przez ostatnie late? To mogło się przecież zupełnie inaczej skończyć, a ten klub - czy Madox faktycznie tak potrzebuje klubu, skoro i tak większość roku jest poza Kanadą? Czy to było tego warte? Niby nie można było tego przewidzieć, ale może jednak można było? Jak się obraca w podejrzanym środowisku i gada z przestępcami całe życie, to chyba oczywiste że w końcu szczęście musi się wyczerpać, a ktoś musi zapłacić. I teraz zapłacił akurat Madox, właściwie to jego piesek, ale co jakby ktoś postanowił faktycznie zabić mu żonę, albo na przykład porwać Rosę albo jego dzieciaki?
I Ricz wiedział, że Madox ma podobne wyrzuty sumienia, bo przecież widzi, jak ten obarcza się winą za śmierć psa. Chciał nawet go pocieszyć i powiedzieć, że to nie on go zabił, ale Gabriela była dużo bardziej zaangażowana ewidentnie też miała coś z tej gorącej krwi latynosów, ale tej zatrutej klątwą, bo oboje z Madoxem nie myśleli trzeźwo, tylko chcieli się odrazu pchać w bitkę.
- Żadne pomścimy Gabriela - zdenerwował się w końcu i jebnął szmatą o blat, bo już słuchać tego nie mógł.
- To była tylko kwestia czasu, żeby stało się coś tak strasznego. Sombra już nie żyje, a ty się kolejna chcesz władować do urny? Dziecko masz w drodze, nie wygłupiaj się, bo mnie do końća pokurwi. A ty.. - pokazał paluchem na Madoxa i spieła mu się twarz, bo oczywiście jak do Gabi wiedział, że może tak mówić, bo jest słaba, jest samotną matką, jest zagubiona w życiu i potrzebuje feather figure, tak do Madoxa... Do niego się nie dało dotrzeć, bo on jest zaprogramowany na zasadę oko za oko. - Jak wciągniesz w to moją rodzinę, to sam Cię osobiście wypatroszę jak jebanego tuńczyka, rozumiesz - zszedł bardzo szybko z tego ostrego tonu i poszedł zagrzać wodę na herbatę, i jeszcze tak zerka bokiem na Madoxa, bo coś mu się tu nie klei, oj nie. Madox coś musiał przemilczeć- Madox, co ty mu zrobiłeś, że ten chłop tak bardzo chce cie skrzywdzić? Nie podpala się czyjegoś klubu, nie grozi się jego żonie i nie strzela się do kogoś tylko dlatego, że chce się mieć jakiś barak w mieście na wyłączność

kuzyn Madox
kuzynka Gabriela