Strona 1 z 1
For I am death and I can feel
: pn sie 03, 2026 12:33 am
autor: Ruelle I. Prescott
Wciąż nie mogła wyjść z podziwu, że udało im się na poprzednim spotkaniu wytrzymać bez wylądowania razem w łóżku. Były naprawdę grzeczne nie licząc tych kilku zdecydowanie zbyt namiętnych pocałunków oraz momentu, gdy prawie złamały swoje postanowienie w budce fotograficznej. Mimo wszystko poszło im naprawdę nieźle Zaskakująco nawet jak na ich dwójkę. To mogło nawet dobrze wróżyć.
Może i nie czuła się całkowicie swobodnie ze względu na nieoczekiwany reunion rodzinki Crossów w trakcie ich randki. Mimo wszystko nie było tak romantycznie. Była to raczej osobliwa wycieczka po punktach, które składały się w ten czy inny sposób na osobę River.
Tym razem jednak to tanatopraktorka miała gdzieś wyciągnąć dziewczynę i wyjątkowo postanowiła wykorzystać tę okazję, aby zapewnić rysowniczce pewne wrażenia artystyczne. W końcu niedawno przeżywała kryzys twórczy, więc jako muza powinna zadbać o to, aby jej dziewczyna nie przestała rysować oraz zyskała nowe źródła inspiracji. Czyż nie była wyjątkowo szczodrą muzą?
Czekała na nią w Distillery District o wyznaczonej wcześniej porze. Miała na sobie wygodne buty, czarne spodnie cargo, a na ramionach narzucony niewielki plecak, w którym musiała nosić wszystkie swoje rzeczy. Zdecydowała się też na to, aby poza kilkoma wyjątkowo efektownymi łańcuszkami założyć skórzany choker. Być może dlatego, że stęskniła się za swoją obrożą, której dalej nie wzięła z mieszkania River, bo jakoś nie było ku temu okazji.
Uśmiechnęła się, gdy tylko udało jej się dostrzec postać artystki. Niemal od razu podeszła do niej i objęła ramieniem. Jak to w ogóle było możliwe, że zawsze Cross prezentowała się w jej oczach tak świetnie?
- Hej - zamruczała, niemal automatycznie przylepiając się na chwilę do jej boku, bo najwyraźniej naprawdę się za nią stęskniła. - Mam nadzieję, że jesteś gotowa na wyjątkowe przeżycia estetyczne dzisiejszego dnia, bo będzie ich całkiem sporo.
Plany bowiem Ruelle miała ambitne. Wszystko przez to, że w mieście pojawiła się nowa wystawa w lokalne galerii, która na pewno spodobałaby się Cross, gdyby tylko zechciała czerpać nieco z surrealistów.
Znajdowały się bowiem tuż przy Art Gallery of Ontario, gdzie już przy wejściu witał je ogromny plakat z pełzającą śmiercią reklamujący prezentację dzieł Zdzisława Beksińskiego.
Niepokojąca postać na czworakach przedzierała się przez wprost postapokaliptyczny krajobraz z płonącym miastem w tle. A może to była jakaś z wizji piekła? Wzrok jednak najbardziej przyciągała głowa, a raczej pozbawiona twarzy powierzchnia, która sprawiała wrażenie jakby była owinięta przesiąkniętym krwią bandażem. Idealnie.
River Cross
For I am death and I can feel
: pn sie 03, 2026 1:27 pm
autor: River Cross
Wciąż nie mogła wyjść z podziwu, że Ruelle po raz kolejny odezwała się do niej pierwsza. Mało tego! Ich rozmowa nie skończyła się jakąś paskudną kłótnią, co było miłą odmianą. Ich wszystkie ostatnie spotkania wiązały się z czymś całkowicie nowym. Po czymś takim zdecydowanie można czuć się przytłoczoną. Ona jednak chciała tylko więcej. Jak najwięcej Ruelle. W jakichś nieprzyzwoitych ilościach minimum.
Była pod wrażeniem, że tym razem to ona ją gdzieś zapraszała i to tak całkowicie bez zmuszania i kombinowania. Naprawdę miała jakiś plan na tę randkę, którego w żaden sposób nie chciała zdradzić swojej artystce, co niego utrudniało przygotowanie się, ale cóż. Musiała zakładać, że przy tej dziewczynie musi być gotowa na wszystko. Oby tylko ten plecak, który oczywiście wzięła, nie oznaczał jakiejś wycieczki krajoznawczej po górach i dolinach, bo może jej być niewygodnie. Strasznie głupio by się spaliła, bo nałożyła na siebie czarny, krótki top z siateczką, który zasłaniał niewiele więcej niż biust, pozostawiając ramiona i brzuch gotowe na przyjęcie słońca. Niżej spod szerokiego pasa luźnych, spranych jeansów wystawały cienkie czarne paski bielizny. Trzeba przyznać, że jak na River, było całkiem grzecznie! I nawet nie miała na sobie zbyt wiele biżuterii, bo czymże było tylko kilka pierścionków i skórzany pasek na jednym z przedramion? Cóż, prawdopodobnie nie chciała po prostu odciągać uwagi od obroży, którą miała na szyi. Wyglądała zadziwiająco podobnie do tej, którą uszyła dla Ruelle. Identycznie wręcz. Tak, to zdecydowanie była ta obroża.
— Masz na myśli samą siebie? — Od razu objęła ją w pasie, gdy tylko dziewczyna się do niej przysunęła. Nachyliła się, by uświetnić przywitanie krótkim pocałunkiem. Ale to było przecież tak niewiele. Nachyliła się jeszcze niżej, zsuwając wargi na jej szyję. Znajomy zapach od razu zamącił jej w głowie. Jej muza nie potrzebowała nawet pięciu minut, by omotać ją wokół palca.
— Zabierasz mnie do muzeum? Czyli znowu mam być w ciągu dnia grzeczna? Chyba zwariowałaś. — Nie odsunęła się ani o milimetr, co średnio łączyło się z kultywowaniem grzeczności. Przygryzła delikatnie skórę na jej szyi i zamruczała z zadowoleniem. W jej ocenie randka już była bardzo udana i mogły przejść do jej finału.
— Chyba bardzo przejęłaś się tą moją blokadą twórczą. To przez to, że nie byłaś tematem mojej sztuki od tygodni? — Naparła na nią ciałem, niespecjalnie przejmując się teraz reklamą wystawy, obok której stały. Ledwo przylgnęła do swojej modelki, a od razu zapragnęła więcej, bliżej i bardziej. Mruczała jej kolejne słowa do ucha i dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo są prawdziwe. Prescott nie dostała od niej żadnego szkicu, o obrazie nawet nie wspominając od czasu ich przypadkowego spotkania, które zakończyło się uszyciem obroży. Plakat na konwencie był przecież projektem komercyjnym, którego jej modelka pewnie nawet by nie zobaczyła, gdyby wtedy nie przyszła na spotkanie.
Ruelle I. Prescott
For I am death and I can feel
: pn sie 03, 2026 3:26 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Sama nie uwierzyłaby w to jak grzeczne ostatnio były. Zero większych kłótni, ręce trzymały z grubsza przy sobie. Jeszcze trochę i chyba je do nieba żywcem wezmą za to jak się zachowywały. Ewentualnie zasłużą na to, aby znaleźć się na liście dobrych dzieci u Mikołaja, a grudzień okaże się miesiącem wybitnych prezentów złożonych pod choinkę. Powinny naprawdę to wszystko przemyśleć.
Nie zastanawiała się nawet szczególnie nad tym, że to ona zaprosiła River na kolejne spotkanie. Z jakiegoś powodu wydawało się to naturalne. Być może dlatego, że po tym jak Cross się dla niej wystarała to też chciała spróbować zrobić dla niej coś miłego... To zdecydowanie do niej nie pasowało, ale chyba ich relacja ostatnimi czasy stała się bardziej przyjacielska jeśli można było ją takim mianem określić. Cóż, nikt nie twierdził, że przyjaciele nie mogą chodzić razem do łóżka.
W sumie było to też dobre, aby pokazać jej, że widzi coś więcej w dziewczynie poza seksem... Chociaż... W zasadzie dlaczego jej na tym zależało? Może po to, aby nie wyjść na taką, której zależy tylko na jednym? Albo udowodnić, że nie jest zimną suką, która ma ją za nic? Sama tego nie rozumiała, ale chyba najprostszym wyjaśnieniem było to, że zwyczajnie od jakiegoś czasu obecność dziewczyny wydawała jej się być całkiem miła i przyjemna. Kolejne przedziwne odkrycie.
Na pewno jednak odkryciem nie było to, że rysowniczka potrafiła wyglądać zjawiskowo. Tak zjawiskowo, że trudno było od niej oderwać spojrzenie, a dodatkowo widok obroży na jej szyi sprawił, że Prescott poczuła znajomy uścisk w podbrzuszu. Zdecydowanie od zbyt długiego czasu nie czuła na sobie zarówno tego akcesorium jak i dotyku swojej rysowniczki.
- Mam się obawiać, że przybijesz mnie tam do ściany jako kolejne dzieło sztuki? - zapytała mrukliwie, odwzajemniając pocałunek, który trwał dla niej zdecydowanie zbyt krótko.
Całe szczęście zaraz poczuła jej wargi na swojej szyi i westchnęła cicho, unosząc dłoń po to, aby zahaczyć palcem wskazującym o kółko obroży i przyciągnąć ją jeszcze bliżej siebie. W tej chwili naprawdę żałowała tego, że wpadła na pomysł jakiegokolwiek spędzania czasu wspólnie w bardziej cywilizowany sposób niż w pościeli Cross.
- Chyba tak. Powinnyśmy to pierdolić i od razu pójść do ciebie - przyznała szczerze, bo chyba to był teraz najlepszy pomysł.
Zwłaszcza, gdy nagle zakręciło jej się w głowie pod wpływem tego ugryzienia na skórze szyi. Musiała aż chwycić się pewniej talii swojej rysowniczki, aby przynajmniej nie stracić równowagi. Niesamowite jak wiele potrafiła z nią wyczyniać za sprawą jedynie odrobiny bliskości.
- A może ciekawi mnie ten komiks i też chciałabym go szybko przeczytać? - odparowała, bo jednak tematyka związana z wycieczką do zaświatów wydawała jej się dosyć interesująca.
Poza tym jednak River miała rację. Od dawna nie otrzymała żadnego szkicu, a artystka milczała na temat tego jak wiele dzieł z jej udziałem stworzyła. Może zatem najlepiej byłoby udać się od razu do jej mieszkania i naprawić ten stan rzeczy? Mogłaby od razu jej zacząć pozować i zobaczyć jak wiele uda im się wycisnąć z tego spotkania.
River Cross
For I am death and I can feel
: pn sie 03, 2026 8:18 pm
autor: River Cross
Na świecie nie brakuje przyjaciół, którzy chodzą ze sobą do łóżka. Zazwyczaj to jednak wygląda tak, że najpierw się kumplują, a potem jakieś pełne namiętności albo romantyzmu wydarzenie popycha ich w swoje ramiona, aż wreszcie kończą z korzyściami, które mogą ubarwić albo zdewastować ich relację. W ich przypadku było na odwrót. Na początku działały sobie na nerwy. Obie miały gorzkie wspomnienia na temat tej drugiej z czasów szkolnych, choć na dość różnych poziomach zgorzkniałości i z różnych przyczyn. Los (albo ich niewydarzone umysły) pchnął je do łóżka i pewnie nawet próbował sugerować, że to już. Krok drugi osiągnięty i nie muszą robić nic więcej. A tu proszę, nagle zaczęły darzyć się prawdziwą sympatią. Czy w takim razie w ich przypadku to przyjaźń – albo nie dajcie bogowie coś więcej – może wszystko zepsuć? Na to wychodzi.
— Mogę przytwierdzić cię do ściany kajdanami. Będziesz jak taka skromniejsza wersja Mariny Abramović, bo tylko ja będę mogła zrobić z tobą absolutnie wszystko — przedstawiła propozycję, uśmiechając się tuż przy jej wargach. Nie było żadnej opcji, by wystawiła ją na środek wystawy do dyspozycji każdego zainteresowanego. Rozniosłaby tę galerię w pył. Ale taki pokaz tylko dla samej siebie? Albo dla wybranej widowni, o której rozmawiały niedawno? To jest do zrobienia.
— Przestań — mruknęła, choć to słowo nawet nie stało obok polecenia. W sumie nie było w nim w ogóle szczerości. Była bardzo zadowolona ze swojego pomysłu wypożyczenia obroży. Chociaż czy właściwie nadal uznawała, że należała do Ruelle? Porzuciła ją w wyjątkowo bezczelny sposób, za co przecież Cross miała do niej żal. Tym razem jednak nie próbowała jej manifestować swojej złości. Chciała po prostu zawrócić jej w głowie. Na moment potrząsnąć sytuacją. Zbić dziewczynę z tropu i utrudnić jej jak najbardziej zachowywanie wstrzemięźliwości. Nie przewidziała wprawdzie, że jedno szarpnięcie wystarczy, by natychmiast naszła ją ochota na zdarcie z niej wszystkich idiotycznych warstw ubrań i zaszycie się w czterech ścianach własnego mieszkania. Może nawet w tej kolejności.
— Połowiczną prawdę nadal uznaję za kłamstwo. Nie okłamuj mnie dzisiaj — poprosiła łagodnie. Można byłoby to nawet uznać za urocze, gdyby zaraz po tym nie przygryzła płatka jej ucha, a dłonie rysowniczki nie wylądowałyby na jej pośladkach. Dobranie się do niej byłoby przecież takie proste. Stęskniła się za jej nagim ciałem, za sprawianiem jej przyjemności... ale tak to one się nigdy nie dogadają. Wydała z siebie pełen niezadowolenia pomruk, zanim się wyprostowała.
— Mogłabym cię zanieść do siebie na rękach i nie wypuszczać z łóżka... — zdanie zdecydowanie brzmiało na nieskończone. Tam powinno być jakieś ale. Na moment zapomniała jednak o dalszym ciągu. Spojrzała jej w oczy i zapomniała właściwie o wszystkim. Potrzebowała jeszcze jednego pocałunku. No może dwóch.
— Ale podobno coś dla nas zaplanowałaś. Nie możemy tego zmarnować — dokończyła wreszcie, znowu się prostując. Tym razem nie przylgnęła do niej dwie sekundy później. Bardzo grzecznie spojrzała ponad jej ramieniem na budynek galerii. Dopiero teraz zwróciła uwagę na reklamę wystawy i uśmiechnęła się pod nosem, absolutnie rozczulona pokręconym gustem tanatopraktorki.
Ruelle I. Prescott
For I am death and I can feel
: pn sie 03, 2026 11:45 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Ich relacja chyba wymykała się wszelkim możliwym normom oraz oczekiwaniom. Na początku wydawała się być ona neutralna, aby w skutek jednego licealnego incydentu przejść w dosyć sporą niechęć czy też nawet pogardę. Od jakiegoś czasu jednak ich relacja ulegała powolnej i zaskakującej transformacji w coś dużo bardziej cieplejszego i przyjemnego dla nich obu. Fizyczność przekształcała się w jakąś sympatię, która coraz bardziej odbiegała od zwyczajnej obsesji, która wydawała się je pochłaniać z każdym kolejnym spotkaniem.
- Już dobrze wiem, że chciałabyś mnie pieprzyć na oczach innych, aby ci zazdrościli - odpowiedziała butnie, bo przecież rozmawiały o tym całkiem niedawno. - No i żeby zobaczyli twoje cudowne dzieło. Istne opus magnum.
Potrafiła to sobie wyobrazić. Czuła dreszcze przebiegające po kręgosłupie, gdy tylko o tym myślała, bo było coś zdecydowanie podniecającego oraz ekscytującego w wizji oddawania się nieskończonej przyjemności na oczach zazdrosnej widowni. To byłby na pewno jeszcze jeden rodzaj upokorzenia, którego mogłaby zaznać, a River już mogła się przekonać o tym jak bardzo działały na nią podobne rzeczy.
- Ja mam przestać? - niemal prychnęła rozbawiona, bo to przecież nie ona rozpoczęła o wszystko.
Cross mogła w ogóle nie ubierać tej obroży. Mogła nie całować jej w ten sposób i nie przenosić swoich ust na jej szyję, która była dosyć wrażliwym rejonem. Sama prosiła się o to wszystko, a teraz śmiała mruczeć jej coś na temat tego, że ma przestać? Przecież tak się zwyczajnie nie godziło. Naprawdę powinny dla siebie znaleźć teraz jakieś ustronne miejsce, aby spuścić z siebie całe to napięcie, które potrafiło się pojawić w przeciągu marnych paru sekund.
- Wiesz, że schlebiasz mi każdą pracą... - odpowiedziała, zagryzając dolną wargę, aby nie wydać z siebie kolejnego niekontrolowanego dźwięku, gdy tylko po raz kolejny River wbiła się zębami we wrażliwą tkankę jej ciała.
Na pewno chętnie zobaczyłaby siebie raz jeszcze w twórczości Cross, ale chyba całość była o wiele bardziej skomplikowana. Może swoje dołożyła tutaj także ta krótka rozmowa z matką Cross, która truła jej o dotrzymywaniu terminów. Może naprawdę chciała pomóc jej w tym, aby ruszyła z pracą po tym jak przez długi czas poświęcała głównie jej miejsce w swoich szkicownikach. Ewentualnie nie bardzo wiedziała, gdzie mogłaby ją zabrać, a blokada twórcza brzmiała jak dobry pretekst do tego, aby zabrać ją w podobne miejsce.
Trudno było się dziwić temu, że była wyjątkowo niezadowolona, gdy tylko River się od niej odsunęła, zabierając dłonie z jej pośladków. Za bardzo zdążyła się stęsknić za jej dotykiem i ciałem. Nie ulegało wątpliwości, że zdecydowanie zbyt długo nie miały okazji do tego, aby wspólnie zakopać się w łóżku należącym do rysowniczki.
- Zaplanowałam... Ale plany mogą ulegać zmianie - mruknęła jeszcze, walcząc ze sobą, aby nie zniwelować rosnącej miedzy nimi odległości.
Naprawdę żałowała teraz tego pomysłu. Nagle nie wydawał jej się w ogóle ciekawy. Może naprawdę lepiej byłoby, gdyby po prostu wpadła do jej mieszkania i pozwoliła ze sobą zrobić wszystko na co tylko rysowniczka miała ochotę. To na pewno byłoby prostsze, a tak? Faktycznie wyciągała ją do jakiejś nudnej galerii, zasłaniając się szukaniem inspiracji.
- Także wiesz... Jak nie masz ochoty... - mruknęła jeszcze, bo w sumie nie przekroczyły jeszcze progu.
Zawsze mogły zawrócić i zdecydować się na zupełnie inną formę spędzania wspólnie czasu. Nie miała bowiem pojęcia czy uśmiech, który lekko wygiął usta River miał w sobie coś bardziej z politowania czy może zadowolenia.
River Cross