Strona 1 z 3

For I am death and I can feel

: pn sie 03, 2026 12:33 am
autor: Ruelle I. Prescott
Wciąż nie mogła wyjść z podziwu, że udało im się na poprzednim spotkaniu wytrzymać bez wylądowania razem w łóżku. Były naprawdę grzeczne nie licząc tych kilku zdecydowanie zbyt namiętnych pocałunków oraz momentu, gdy prawie złamały swoje postanowienie w budce fotograficznej. Mimo wszystko poszło im naprawdę nieźle Zaskakująco nawet jak na ich dwójkę. To mogło nawet dobrze wróżyć.
Może i nie czuła się całkowicie swobodnie ze względu na nieoczekiwany reunion rodzinki Crossów w trakcie ich randki. Mimo wszystko nie było tak romantycznie. Była to raczej osobliwa wycieczka po punktach, które składały się w ten czy inny sposób na osobę River.
Tym razem jednak to tanatopraktorka miała gdzieś wyciągnąć dziewczynę i wyjątkowo postanowiła wykorzystać tę okazję, aby zapewnić rysowniczce pewne wrażenia artystyczne. W końcu niedawno przeżywała kryzys twórczy, więc jako muza powinna zadbać o to, aby jej dziewczyna nie przestała rysować oraz zyskała nowe źródła inspiracji. Czyż nie była wyjątkowo szczodrą muzą?
Czekała na nią w Distillery District o wyznaczonej wcześniej porze. Miała na sobie wygodne buty, czarne spodnie cargo, a na ramionach narzucony niewielki plecak, w którym musiała nosić wszystkie swoje rzeczy. Zdecydowała się też na to, aby poza kilkoma wyjątkowo efektownymi łańcuszkami założyć skórzany choker. Być może dlatego, że stęskniła się za swoją obrożą, której dalej nie wzięła z mieszkania River, bo jakoś nie było ku temu okazji.
Uśmiechnęła się, gdy tylko udało jej się dostrzec postać artystki. Niemal od razu podeszła do niej i objęła ramieniem. Jak to w ogóle było możliwe, że zawsze Cross prezentowała się w jej oczach tak świetnie?
- Hej - zamruczała, niemal automatycznie przylepiając się na chwilę do jej boku, bo najwyraźniej naprawdę się za nią stęskniła. - Mam nadzieję, że jesteś gotowa na wyjątkowe przeżycia estetyczne dzisiejszego dnia, bo będzie ich całkiem sporo.
Plany bowiem Ruelle miała ambitne. Wszystko przez to, że w mieście pojawiła się nowa wystawa w lokalne galerii, która na pewno spodobałaby się Cross, gdyby tylko zechciała czerpać nieco z surrealistów.
Znajdowały się bowiem tuż przy Art Gallery of Ontario, gdzie już przy wejściu witał je ogromny plakat z pełzającą śmiercią reklamujący prezentację dzieł Zdzisława Beksińskiego.
Niepokojąca postać na czworakach przedzierała się przez wprost postapokaliptyczny krajobraz z płonącym miastem w tle. A może to była jakaś z wizji piekła? Wzrok jednak najbardziej przyciągała głowa, a raczej pozbawiona twarzy powierzchnia, która sprawiała wrażenie jakby była owinięta przesiąkniętym krwią bandażem. Idealnie.

River Cross

For I am death and I can feel

: pn sie 03, 2026 1:27 pm
autor: River Cross
Wciąż nie mogła wyjść z podziwu, że Ruelle po raz kolejny odezwała się do niej pierwsza. Mało tego! Ich rozmowa nie skończyła się jakąś paskudną kłótnią, co było miłą odmianą. Ich wszystkie ostatnie spotkania wiązały się z czymś całkowicie nowym. Po czymś takim zdecydowanie można czuć się przytłoczoną. Ona jednak chciała tylko więcej. Jak najwięcej Ruelle. W jakichś nieprzyzwoitych ilościach minimum.
Była pod wrażeniem, że tym razem to ona ją gdzieś zapraszała i to tak całkowicie bez zmuszania i kombinowania. Naprawdę miała jakiś plan na tę randkę, którego w żaden sposób nie chciała zdradzić swojej artystce, co niego utrudniało przygotowanie się, ale cóż. Musiała zakładać, że przy tej dziewczynie musi być gotowa na wszystko. Oby tylko ten plecak, który oczywiście wzięła, nie oznaczał jakiejś wycieczki krajoznawczej po górach i dolinach, bo może jej być niewygodnie. Strasznie głupio by się spaliła, bo nałożyła na siebie czarny, krótki top z siateczką, który zasłaniał niewiele więcej niż biust, pozostawiając ramiona i brzuch gotowe na przyjęcie słońca. Niżej spod szerokiego pasa luźnych, spranych jeansów wystawały cienkie czarne paski bielizny. Trzeba przyznać, że jak na River, było całkiem grzecznie! I nawet nie miała na sobie zbyt wiele biżuterii, bo czymże było tylko kilka pierścionków i skórzany pasek na jednym z przedramion? Cóż, prawdopodobnie nie chciała po prostu odciągać uwagi od obroży, którą miała na szyi. Wyglądała zadziwiająco podobnie do tej, którą uszyła dla Ruelle. Identycznie wręcz. Tak, to zdecydowanie była ta obroża.
— Masz na myśli samą siebie? — Od razu objęła ją w pasie, gdy tylko dziewczyna się do niej przysunęła. Nachyliła się, by uświetnić przywitanie krótkim pocałunkiem. Ale to było przecież tak niewiele. Nachyliła się jeszcze niżej, zsuwając wargi na jej szyję. Znajomy zapach od razu zamącił jej w głowie. Jej muza nie potrzebowała nawet pięciu minut, by omotać ją wokół palca.
— Zabierasz mnie do muzeum? Czyli znowu mam być w ciągu dnia grzeczna? Chyba zwariowałaś. — Nie odsunęła się ani o milimetr, co średnio łączyło się z kultywowaniem grzeczności. Przygryzła delikatnie skórę na jej szyi i zamruczała z zadowoleniem. W jej ocenie randka już była bardzo udana i mogły przejść do jej finału.
— Chyba bardzo przejęłaś się tą moją blokadą twórczą. To przez to, że nie byłaś tematem mojej sztuki od tygodni? — Naparła na nią ciałem, niespecjalnie przejmując się teraz reklamą wystawy, obok której stały. Ledwo przylgnęła do swojej modelki, a od razu zapragnęła więcej, bliżej i bardziej. Mruczała jej kolejne słowa do ucha i dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo są prawdziwe. Prescott nie dostała od niej żadnego szkicu, o obrazie nawet nie wspominając od czasu ich przypadkowego spotkania, które zakończyło się uszyciem obroży. Plakat na konwencie był przecież projektem komercyjnym, którego jej modelka pewnie nawet by nie zobaczyła, gdyby wtedy nie przyszła na spotkanie.

Ruelle I. Prescott

For I am death and I can feel

: pn sie 03, 2026 3:26 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Sama nie uwierzyłaby w to jak grzeczne ostatnio były. Zero większych kłótni, ręce trzymały z grubsza przy sobie. Jeszcze trochę i chyba je do nieba żywcem wezmą za to jak się zachowywały. Ewentualnie zasłużą na to, aby znaleźć się na liście dobrych dzieci u Mikołaja, a grudzień okaże się miesiącem wybitnych prezentów złożonych pod choinkę. Powinny naprawdę to wszystko przemyśleć.
Nie zastanawiała się nawet szczególnie nad tym, że to ona zaprosiła River na kolejne spotkanie. Z jakiegoś powodu wydawało się to naturalne. Być może dlatego, że po tym jak Cross się dla niej wystarała to też chciała spróbować zrobić dla niej coś miłego... To zdecydowanie do niej nie pasowało, ale chyba ich relacja ostatnimi czasy stała się bardziej przyjacielska jeśli można było ją takim mianem określić. Cóż, nikt nie twierdził, że przyjaciele nie mogą chodzić razem do łóżka.
W sumie było to też dobre, aby pokazać jej, że widzi coś więcej w dziewczynie poza seksem... Chociaż... W zasadzie dlaczego jej na tym zależało? Może po to, aby nie wyjść na taką, której zależy tylko na jednym? Albo udowodnić, że nie jest zimną suką, która ma ją za nic? Sama tego nie rozumiała, ale chyba najprostszym wyjaśnieniem było to, że zwyczajnie od jakiegoś czasu obecność dziewczyny wydawała jej się być całkiem miła i przyjemna. Kolejne przedziwne odkrycie.
Na pewno jednak odkryciem nie było to, że rysowniczka potrafiła wyglądać zjawiskowo. Tak zjawiskowo, że trudno było od niej oderwać spojrzenie, a dodatkowo widok obroży na jej szyi sprawił, że Prescott poczuła znajomy uścisk w podbrzuszu. Zdecydowanie od zbyt długiego czasu nie czuła na sobie zarówno tego akcesorium jak i dotyku swojej rysowniczki.
- Mam się obawiać, że przybijesz mnie tam do ściany jako kolejne dzieło sztuki? - zapytała mrukliwie, odwzajemniając pocałunek, który trwał dla niej zdecydowanie zbyt krótko.
Całe szczęście zaraz poczuła jej wargi na swojej szyi i westchnęła cicho, unosząc dłoń po to, aby zahaczyć palcem wskazującym o kółko obroży i przyciągnąć ją jeszcze bliżej siebie. W tej chwili naprawdę żałowała tego, że wpadła na pomysł jakiegokolwiek spędzania czasu wspólnie w bardziej cywilizowany sposób niż w pościeli Cross.
- Chyba tak. Powinnyśmy to pierdolić i od razu pójść do ciebie - przyznała szczerze, bo chyba to był teraz najlepszy pomysł.
Zwłaszcza, gdy nagle zakręciło jej się w głowie pod wpływem tego ugryzienia na skórze szyi. Musiała aż chwycić się pewniej talii swojej rysowniczki, aby przynajmniej nie stracić równowagi. Niesamowite jak wiele potrafiła z nią wyczyniać za sprawą jedynie odrobiny bliskości.
- A może ciekawi mnie ten komiks i też chciałabym go szybko przeczytać? - odparowała, bo jednak tematyka związana z wycieczką do zaświatów wydawała jej się dosyć interesująca.
Poza tym jednak River miała rację. Od dawna nie otrzymała żadnego szkicu, a artystka milczała na temat tego jak wiele dzieł z jej udziałem stworzyła. Może zatem najlepiej byłoby udać się od razu do jej mieszkania i naprawić ten stan rzeczy? Mogłaby od razu jej zacząć pozować i zobaczyć jak wiele uda im się wycisnąć z tego spotkania.

River Cross

For I am death and I can feel

: pn sie 03, 2026 8:18 pm
autor: River Cross
Na świecie nie brakuje przyjaciół, którzy chodzą ze sobą do łóżka. Zazwyczaj to jednak wygląda tak, że najpierw się kumplują, a potem jakieś pełne namiętności albo romantyzmu wydarzenie popycha ich w swoje ramiona, aż wreszcie kończą z korzyściami, które mogą ubarwić albo zdewastować ich relację. W ich przypadku było na odwrót. Na początku działały sobie na nerwy. Obie miały gorzkie wspomnienia na temat tej drugiej z czasów szkolnych, choć na dość różnych poziomach zgorzkniałości i z różnych przyczyn. Los (albo ich niewydarzone umysły) pchnął je do łóżka i pewnie nawet próbował sugerować, że to już. Krok drugi osiągnięty i nie muszą robić nic więcej. A tu proszę, nagle zaczęły darzyć się prawdziwą sympatią. Czy w takim razie w ich przypadku to przyjaźń – albo nie dajcie bogowie coś więcej – może wszystko zepsuć? Na to wychodzi.
— Mogę przytwierdzić cię do ściany kajdanami. Będziesz jak taka skromniejsza wersja Mariny Abramović, bo tylko ja będę mogła zrobić z tobą absolutnie wszystko — przedstawiła propozycję, uśmiechając się tuż przy jej wargach. Nie było żadnej opcji, by wystawiła ją na środek wystawy do dyspozycji każdego zainteresowanego. Rozniosłaby tę galerię w pył. Ale taki pokaz tylko dla samej siebie? Albo dla wybranej widowni, o której rozmawiały niedawno? To jest do zrobienia.
— Przestań — mruknęła, choć to słowo nawet nie stało obok polecenia. W sumie nie było w nim w ogóle szczerości. Była bardzo zadowolona ze swojego pomysłu wypożyczenia obroży. Chociaż czy właściwie nadal uznawała, że należała do Ruelle? Porzuciła ją w wyjątkowo bezczelny sposób, za co przecież Cross miała do niej żal. Tym razem jednak nie próbowała jej manifestować swojej złości. Chciała po prostu zawrócić jej w głowie. Na moment potrząsnąć sytuacją. Zbić dziewczynę z tropu i utrudnić jej jak najbardziej zachowywanie wstrzemięźliwości. Nie przewidziała wprawdzie, że jedno szarpnięcie wystarczy, by natychmiast naszła ją ochota na zdarcie z niej wszystkich idiotycznych warstw ubrań i zaszycie się w czterech ścianach własnego mieszkania. Może nawet w tej kolejności.
— Połowiczną prawdę nadal uznaję za kłamstwo. Nie okłamuj mnie dzisiaj — poprosiła łagodnie. Można byłoby to nawet uznać za urocze, gdyby zaraz po tym nie przygryzła płatka jej ucha, a dłonie rysowniczki nie wylądowałyby na jej pośladkach. Dobranie się do niej byłoby przecież takie proste. Stęskniła się za jej nagim ciałem, za sprawianiem jej przyjemności... ale tak to one się nigdy nie dogadają. Wydała z siebie pełen niezadowolenia pomruk, zanim się wyprostowała.
— Mogłabym cię zanieść do siebie na rękach i nie wypuszczać z łóżka... — zdanie zdecydowanie brzmiało na nieskończone. Tam powinno być jakieś ale. Na moment zapomniała jednak o dalszym ciągu. Spojrzała jej w oczy i zapomniała właściwie o wszystkim. Potrzebowała jeszcze jednego pocałunku. No może dwóch.
— Ale podobno coś dla nas zaplanowałaś. Nie możemy tego zmarnować — dokończyła wreszcie, znowu się prostując. Tym razem nie przylgnęła do niej dwie sekundy później. Bardzo grzecznie spojrzała ponad jej ramieniem na budynek galerii. Dopiero teraz zwróciła uwagę na reklamę wystawy i uśmiechnęła się pod nosem, absolutnie rozczulona pokręconym gustem tanatopraktorki.

Ruelle I. Prescott

For I am death and I can feel

: pn sie 03, 2026 11:45 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Ich relacja chyba wymykała się wszelkim możliwym normom oraz oczekiwaniom. Na początku wydawała się być ona neutralna, aby w skutek jednego licealnego incydentu przejść w dosyć sporą niechęć czy też nawet pogardę. Od jakiegoś czasu jednak ich relacja ulegała powolnej i zaskakującej transformacji w coś dużo bardziej cieplejszego i przyjemnego dla nich obu. Fizyczność przekształcała się w jakąś sympatię, która coraz bardziej odbiegała od zwyczajnej obsesji, która wydawała się je pochłaniać z każdym kolejnym spotkaniem.
- Już dobrze wiem, że chciałabyś mnie pieprzyć na oczach innych, aby ci zazdrościli - odpowiedziała butnie, bo przecież rozmawiały o tym całkiem niedawno. - No i żeby zobaczyli twoje cudowne dzieło. Istne opus magnum.
Potrafiła to sobie wyobrazić. Czuła dreszcze przebiegające po kręgosłupie, gdy tylko o tym myślała, bo było coś zdecydowanie podniecającego oraz ekscytującego w wizji oddawania się nieskończonej przyjemności na oczach zazdrosnej widowni. To byłby na pewno jeszcze jeden rodzaj upokorzenia, którego mogłaby zaznać, a River już mogła się przekonać o tym jak bardzo działały na nią podobne rzeczy.
- Ja mam przestać? - niemal prychnęła rozbawiona, bo to przecież nie ona rozpoczęła o wszystko.
Cross mogła w ogóle nie ubierać tej obroży. Mogła nie całować jej w ten sposób i nie przenosić  swoich ust na jej szyję, która była dosyć wrażliwym rejonem. Sama prosiła się o to wszystko, a teraz śmiała mruczeć jej coś na temat tego, że ma przestać? Przecież tak się zwyczajnie nie godziło. Naprawdę powinny dla siebie znaleźć teraz jakieś ustronne miejsce, aby spuścić z siebie całe to napięcie, które potrafiło się pojawić w przeciągu marnych paru sekund.
- Wiesz, że schlebiasz mi każdą pracą... - odpowiedziała, zagryzając dolną wargę, aby nie wydać z siebie kolejnego niekontrolowanego dźwięku, gdy  tylko po raz kolejny River wbiła się zębami we wrażliwą tkankę jej ciała.
Na pewno chętnie zobaczyłaby siebie raz jeszcze w twórczości Cross, ale chyba całość była o wiele bardziej skomplikowana. Może swoje dołożyła tutaj także ta krótka rozmowa z matką Cross, która truła jej o dotrzymywaniu terminów. Może naprawdę chciała pomóc jej w tym, aby ruszyła z pracą po tym jak przez długi czas poświęcała głównie jej miejsce w swoich szkicownikach. Ewentualnie nie bardzo wiedziała, gdzie mogłaby ją zabrać, a blokada twórcza brzmiała jak dobry pretekst do tego, aby zabrać ją w podobne miejsce.
Trudno było się dziwić temu, że była wyjątkowo niezadowolona, gdy tylko River się od niej odsunęła, zabierając dłonie z jej pośladków. Za bardzo zdążyła się stęsknić za jej dotykiem i ciałem. Nie ulegało wątpliwości, że zdecydowanie zbyt długo nie miały okazji do tego, aby wspólnie zakopać się w łóżku należącym do rysowniczki.
- Zaplanowałam... Ale plany mogą ulegać zmianie - mruknęła jeszcze, walcząc ze sobą, aby nie zniwelować rosnącej miedzy nimi odległości.
Naprawdę żałowała teraz tego pomysłu. Nagle nie wydawał jej się w ogóle ciekawy. Może naprawdę lepiej byłoby, gdyby po prostu wpadła do jej mieszkania i pozwoliła ze sobą zrobić wszystko na co tylko rysowniczka miała ochotę. To na pewno byłoby prostsze, a tak? Faktycznie wyciągała ją do jakiejś nudnej galerii, zasłaniając się szukaniem inspiracji.
- Także wiesz... Jak nie masz ochoty... - mruknęła jeszcze, bo w sumie nie przekroczyły jeszcze progu.
Zawsze mogły zawrócić i zdecydować się na zupełnie inną formę spędzania wspólnie czasu. Nie miała bowiem pojęcia czy uśmiech, który lekko wygiął usta River miał w sobie coś bardziej z politowania czy może zadowolenia.

River Cross

For I am death and I can feel

: wt sie 04, 2026 10:39 am
autor: River Cross
Czy kiedykolwiek przestanie ją zadziwiać, jak dopasowane były do siebie w kwestiach związanych z zaspokajaniem pożądania? Pewnie nie. W ustach jej modelki każdy, nawet najdziwniejszy pomysł brzmiał doskonale. Oby tylko wystarczyło im życia, by do wszystko zrealizować. Albo cierpliwości do siebie nawzajem. Tę drugą traciły w przerażającym tempie, a los zdążył już udowodnić Cross, że młody wiek w żaden sposób nie wiąże się z faktem, że mają jeszcze mnóstwo czasu przed sobą.
Jej władczość kończyła się najwyraźniej, gdy trzeba było zacząć wykonywać polecenia. Prescott buntowała się, zrzucając odpowiedzialność na przestanie na Cross, a rysowniczka w ogóle nie miała ochoty słuchać samej siebie. Po co miałaby przestawać, skoro skóra jej muzy smakowała tak doskonale, a bliskość jej ciała rozpływała się po rysowniczce ogromem przyjemności? Cholera, jakiś tam był cel w tym przestawaniu, ale krążąc wargami po jej szyi nie była w stanie go sobie przypomnieć.
— Jak na kogoś, do kogo trzeba mówić wprost i drukowanymi literami, sama masz straszną tendencję do owijania w bawełnę, wiesz? — wytknęła jej. Powinna się pewnie spodziewać, że Ruelle będzie mówiła tak wprost i dosłownie, jak to tylko możliwe, a ona jednak była specjalistką od krążenia wokół tematu i formułowania zdań w taki sposób, by zostawić w nim jak najwięcej miejsca na niedopowiedzenia. Cross, która z kolei miała tendencję do czepiania się słówek i robienia na złość, gdy tylko coś nie działo się w pełni po jej myśli, mogła się tylko wściekać, gdy otrzymywała takie komunikaty. Nic dziwnego, że tak niewiele było im trzeba do kłótni. Teraz nie miała zamiaru na nią warczeć, to nie był czas na sprzeczki. Chciałaby usłyszeć wprost, jakie znaczenie dla Ruelle miała jej twórczość, ale ich znajomość pokazała rysowniczce, że po prostu musi się uzbroić w cierpliwość i nie ma zmiłuj. Ustawiła sobie za punkt honoru wytresowanie jej i to się w końcu musi udać. Różnica między Prescott z dnia ich pierwszego spotkania po latach, pierwszego pozowania, a dzisiaj była widoczna jak na dłoni, co tylko dodawało River motywacji.
— Przecież wiesz, że chce ci wejść do głowy też poza łóżkiem. — Przyglądała się jej z fascynacją i ogromnym poczuciem triumfu, czego w ogóle nie próbowała ukrywać. Podobała jej się desperacja, z którą Prescott starała się odwieść ją od wcześniejszych planów. Oczywiście, że byłaby zachwycona, gdyby jednak je porzuciły i skupiły się wyłącznie na swoich ciałach, ale wiedziała też, że będzie w totalnej euforii, gdy dotrą tam po długim budowaniu napięcia. Objęła dłonią bok jej szyi, przejechała paznokciem kciuka po miękkiej skórze. Tanatopraktorka zdawała się ją przyciągać do siebie każdym oddechem, a artystka zdawała się posłusznie temu ulegać.
— Wynagrodzę ci to później — szepnęła tuż przy jej ustach. Ruelle powinna już przecież wiedzieć, że nie rzucała słów na wiatr. Przygryzła jej dolną wargę ciut za mocno, by była to tylko grzeczna zaczepka. Może to miało być przypieczętowanie obietnicy? Powstrzymała bolesną wręcz chęć wpicia się w jej wargi, wiedząc, jak blisko granicy swojej cierpliwości balansowała. Potrzebowała chwili oddechu, by móc igrać z tanatopraktorką na własnych warunkach. Złapała ją więc za rękę i pociągnęła za sobą w stronę wejścia do galerii.

Ruelle I. Prescott

For I am death and I can feel

: wt sie 04, 2026 3:02 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Pewnie żadna z nich nie mogła nawet przypuszczać, że zamiast się pozabijać i wiecznie walczyć ze sobą to okażą się całkiem dobrze do siebie dopasowane w łóżku. Owszem, może i miewały problemy chociażby z wykonywaniem poleceń i okazywaniem całkowitej uległości, ale nie stało to na przeszkodzie, aby mogły się sobą w pełni rozkoszować. Było to może i niespodziewane, ale taka też była cała ich relacja.
Naprawdę nie było sensu się sprzeczać, ale z ich dwójki to właśnie River miała największe problemy z tym, aby oderwać dłonie od swojej modelki. Wystarczyło spędzić krótką chwilę w ich obecności, aby zaobserwować to dziwne pole grawitacyjne wytworzone wokół Prescott, które przyciągało do niej River. Może i sama również do niej lgnęła, ale głównie robiła to w odpowiedzi na coś.
- Takich rzeczy po prostu nie umiem dobrze wytłumaczyć - odparła na jej zarzut, który był zresztą całkiem słuszny.
Czasami mogła z niej wychodzić prawdziwa hipokrytka, bo wymagała od River, aby komunikowała jej wszystko wprost i jak najbardziej bezpośrednio, bo inaczej nie zostanie zrozumiana. Z drugiej strony sama kluczyła wokół tematu, używała dziwnych konstrukcji i wykręcała się od odpowiedzi. Być może dlatego, że sama ich nie znała. Jej uczucia były niezrozumiałe, a wraz z nimi także jej motywacje, która stały za każdym najmniejszym gestem tanatopraktorki.
- Coś o tym wspominałaś - mruknęła, przymykając powieki, gdy tylko poczuła dotyk jej dłoni na swojej szyi.
Paznokcie delikatnie przesuwały się po jej skórze w obietnicy mocniejszego dotyku. Pobudzała tylko jej nerwy i robiła jej nadzieję na więcej. Tylko, że nie mogła tego teraz uzyskać. Od dawna nie czuła tej palącej niecierpliwości oraz gromadzącego się w mięśniach napięcia związanego z wyczekiwaniem na to, aż w końcu artystka postanowi jej dotknąć tak jak powinna.
Mruknęła coś twierdząco, dalej niezbyt zadowolona z tego, że jednak wpadła na pomysł podobnej randki, ale na pewno została rozproszona przez ugryzienie, które River zostawiła na jej dolnej wardze. Po raz kolejny gotowa była poczuć jej język oraz gorący pocałunek, którego została bezdusznie pozbawiona. Zostało jej jedynie nikłe pulsowanie bólu oraz wzbierający smak krwi pod naruszoną cienką warstwą skóry.
- Lubisz ze mną pogrywać, co? - zapytała jeszcze, ale dała się pociągnąć za rękę w kierunku wejścia do galerii.
To nie był pierwszy raz, gdy trzymały się za dłonie, ale z jakiegoś powodu teraz Ruelle czuła się teraz z tym nieco bardziej nieswojo. Może dlatego, że to ona zaaranżowała to wyjście, a jednak nie do końca znała upodobania Cross, która była po prostu uosobieniem twórczego chaosu. Nie miała pojęcia czy takie zwyczajne szlajanie się po galerii będzie w jej stylu.
- Wiesz... Nie musimy tu spędzić całego dnia... Jak ci nie przypadnie do gustu możemy się prędzej zwinąć - powtórzyła, wzruszając ramionami. - Zwyczajnie uznałam, że mogłoby ci się... przydać. Twórczość Beksińskiego jest dosyć ciężka i mroczna. Nawet jeśli używał żywych kolorów. Pasuje w pewien sposób do wizji zaświatów, więc...
Nie miała nawet pojęcia, co chciała powiedzieć. Dlaczego tak się tym wszystkim przejmowało? Zdecydowanie nic z tego nie miało nawet najmniejszego sensu, a przecież dla niej wszystko powinno być przejrzyste i logiczne.

River Cross

For I am death and I can feel

: wt sie 04, 2026 3:42 pm
autor: River Cross
Mruknęła cicho w zamyśleniu w odpowiedzi na jej argument. Powinna pewnie wytknąć jej teraz, że to durna wymówka i jeżeli nie będzie próbować, to na pewno się w życiu niczego nie nauczy. Zdążyła jednak już zauważyć, że naskakiwanie na Prescott, jeżeli w ogóle przynosi jakieś skutki, to w dość odległej perspektywie. Teraz narobiłoby tylko niepotrzebnego zamieszania i pewnie wycofałoby ją jeszcze bardziej. Musiała znaleźć na nią lepsze metody.
— Uwielbiam cię rysować. To, że ci ostatnio niczego nie pokazuje, nie oznacza, że nie mam w głowie kolejnych szkiców. Trochę chciałam zrobić ci na złość tym brakiem nowości, żebyś zdążyła się stęsknić. Wykańczasz mnie jako inspiracja, ale też uzależniasz. Nie ma już mojej sztuki bez ciebie... — szeptała kolejne zdania tuż przy jej skórze. Mówiła wszystko, co tylko przyszło jej na ten temat do głowy, starając się odgadnąć myśli lub wątpliwości, jakie mogły krążyć po głowie Ruelle. Wyprzedzanie jej głowy zdecydowanie nie było proste, ale Cross nie bała się praktyki, jeżeli tylko z czasem ma osiągnąć mistrzostwo.
— Trafiłam? — dopytała jeszcze dla pewności. Któraś z tych kwestii przecież musiała ją nurtować! A jeśli nie, to trudno. Dostała nową garść myśli swojej rysowniczki, która – jak zawsze – miała ich w sobie zdecydowanie za dużo. Gdy tylko znajdowała się tak blisko swojej modelki jak teraz, zaczynały się zlewać w jedną plamę, która kompletnie przysłaniała jej resztę świata.
Obserwowanie, jak Prescott ugina się pod jej dotykiem, było naprawdę fascynujące. Mogłaby ją tak kusić godzinami, jeżeli tylko jakimś cudem wystarczyłoby jej do tego cierpliwości. Znajdowanie nowych technik na rozpraszanie jej wdarło się szturmem do zestawu ulubionych zajęć rysowniczki. To wszystko oczywiście wina samej Ruelle. Gdyby się temu nie poddawała, Cross dawno straciłaby zainteresowanie.
— Ubóstwiam — potwierdziła bez cienia wstydu. Musiała odłożyć choć na moment te bezczelne zabawy, jeżeli miała zamiar wziąć na poważnie ich spotkanie. A naprawdę miała! Nie była aż tak okropna, żeby zignorować jej starania po tym, jak Rue wiernie podążała za nią w trakcie poprzedniej randki. Nie do końca rozumiała tę dziwaczną, jakby nerwową aurę, która otaczała jej partnerkę. Czy to wynikało z tego zniecierpliwienia i buzującego pod skórą pożądania? Pewnie tak, bo przecież z czego innego?
— Czemu miałoby mi to nie przypaść do gustu? — Spojrzała na nią zaskoczona, gdy minęły już kasę. Nie planowała wcześniej przyjścia na tę wystawę, bo nawet nie wiedziała, że się odbywa. Ostatnio nie była na bieżąco z bardzo wieloma sprawami.
— Przecież to wystawa sztuki. Albo mi się spodoba i odnajdę w tym jakąś inspirację albo uznam, że malował to jakiś kretyn i utwierdzę się w przekonaniu, że jestem absolutnie wybitna — wyjaśniła, wzruszając ramionami. Znów mówiła tym tonem, po którym trudno było zgadywać, czy żartuje, czy naprawdę ma o sobie aż takie mniemanie. Obie odpowiedzi były równie prawdopodobne.
— Tak twoim zdaniem wyglądają zaświaty? — zatrzymała się przy jednym z dzieł przedstawiającym kamienne pale z ogniskami, na których siedziały jakieś postaci. Spojrzała na swoją modelkę z wyraźnym zaciekawieniem. Pytania zdecydowanie nie wynikały z kurtuazji, naprawdę chciała poznać jej opinię.

Ruelle I. Prescott

For I am death and I can feel

: wt sie 04, 2026 6:29 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Z każdym kolejnym spotkaniem River coraz lepiej zdawała się wiedzieć jak poruszać się w konwersacjach ze swoją modelką. Poznawała schematy jej zachowań oraz zdawała się faktycznie zdawać sprawę z tego jak ją podejść lub wniknąć do głowy tak, aby odkryć to, co najbardziej ją interesowało. Wciąż jednak nie odkryła sztuki czytania w myślach, która zapewne ułatwiłaby im naprawdę sporo kwestii. Chociaż biorąc pod uwagę jak wielki chaos potrafił panować w głowie Ruelle, gdy znajdowała się przy boku artystki to może jednak nie byłoby to przydatne. Chaos lub całkowita pustka w głowie były tym, co zdawało się jej towarzyszyć, gdy tylko były razem.
Nie spodziewała się takich nagłych wyznań. Obie uwielbiały działać sobie na złość, ale raczej nie spodziewała się tego, że Cross mogłaby chcieć się z nią drażnić w ten sposób. W końcu tanatopraktorka nigdy nie domagała się nowych szkiców czy obrazów. Nie miała też szczególnie czasu czy okazji, aby przywyknąć do regularnych wrzutek ze szkicownika artystki. W zasadzie nie spodziewała się nawet tego jak bardzo do nich przywykła dopóki rysowniczka sama nie zwróciła jej uwagi na to od jak dawna nic od niej nie otrzymała.
- Masz już swoją wersję, w którą chcesz wierzyć - stwierdziła, ale nie było w tym złośliwości.
Nie miała pojęcia na ile faktycznie mogła mieć ona rację, a na ile wszystko pozostawało jedynie czymś na kształt pobożnych (choć to pewnie nieodpowiednie w ich przypadku słowo) życzeń artystki. Trudno analizowało się coś tak emocjonalnego, gdy znajdowało się w samym środku tego całego uczuciowego sztormu.
Czasem naprawdę nienawidziła tego jak niewiele potrzebowała do tego, aby ulec pod wpływem jej dotyku. Działała na nią zdecydowanie zbyt mocno. Zaburzała osąd, odbierała oddech jednym gestem oraz sprawiała, że zapominała o całym świecie. To nie było normalne. Z pewnością powinny to wszystko zakończyć póki jeszcze kompletnie nie postradały zmysłów, a zamiast tego jedynie brnęły głębiej w to wszystko i dopuszczały siebie jeszcze głębiej do siebie. Totalna głupota.
Wiedziała też jak wyjątkowo Cross uwielbiała z nią pogrywać. Zresztą tutaj akurat obie były siebie warte. Ubóstwiały wdzierać się sobie pod skórę i zostawiać niewidoczny ślad, którego nie można było się pozbyć. Trzeba było przyznać, że obie dręczyły się w najlepszym tego słowa znaczeniu.
- Nie wiem... To, że rysujesz komiksy nie robi z ciebie automatycznie fanki chodzenia po galeriach - odparła, starając się brzmieć całkiem swobodnie.
Całe szczęście River wydawała się do wszystkiego w miarę pozytywnie nastawiona i wydawało się, że naprawdę odpowiada jej wizja tego małego artystycznego wyjścia do galerii.
- Brzmi jakby obie opcje ci odpowoadały - powiedziała już nieco spokojniejsza, przystając z dziewczyną po jednej z prac.
Przez moment przyglądała się kompozycji, chłonąc jej szczegóły. Nie zastanawiała się nawet nad jej znaczeniem. Wiedziała, że żadnego nie było, bo o tym mówił sam artysta za życia. Nie silił się na żadną symbolikę. Po prostu malował to, co się kryło w jego wnętrzu. To z kolei musiało być niepokojące, patrząc na to, co powstało z jego rąk.
- Szczerze to nie wiem... Nie mam żadnej wizji - przyznała się po czym wskazała głową na inny z obrazów. - Może też wyglądać choćby tak.
Dzieło przedstawiało bowiem postaci wychodzące z dołu przypominającego grób, aby mogły dołączyć do całego tłumu wychudłych postaci, których kości wystawały spod naciągniętej na nie skóry.
- Może wstajesz po to, aby dołączyć do posępnego pochodu dusz i włóczysz się przez całą wieczność... Albo jest dalej coś więcej - odparła, nie zamierzając na razie dodawać nic więcej.
Zamiast tego po prostu dała rysowniczce czas na rozważenie jej słów oraz przyjrzenie się kolejnej pracy polskiego artysty.

River Cross

For I am death and I can feel

: wt sie 04, 2026 7:10 pm
autor: River Cross
Cmoknęła niezadowolona i pokręciła głową. Nie Mogła jej cały czas odpuszczać, bo w ten sposób tez do niczego nie dojdą. Musiały znaleźć razem jakiś złoty środek, od którego nie oszaleją. Na pewno nie będzie to łatwe, ale przecież Cross bardzo lubiła wyzwania. Obcowanie z Prescott było bardziej skomplikowane niż zdobywanie platynek nawet w najtrudniejszych grach.
Zła odpowiedź. Wystarczyło powiedzieć tylko tak albo nie. — Nie brzmiała na złą, ale z jej tonu zniknęła też rozkoszna słodycz, którą wcześniej opiewała zalety dziewczyny.
— Teraz za to powinnaś nie tylko powiedzieć, czy trafiłam, ale jeszcze wskazać mi, w którym miejscu. — To byłby uczciwy układ. Skoro wykręcała się sekundę po tym, jak rysowniczka wytknęła jej to całe wykręcanie się, to zdecydowanie zasłużyła na karę. Problem w tym, że poza łóżkiem Cross nie czuła przy niej zbyt wielkiej mocy sprawczej. Tam miała o wiele więcej metod na wyciągnięcie z niej tego, na co miała ochotę. Skoro udało jej się nawet zmusić do proszenia, to naprawdę dałaby radę zrobić wszystko. Ale tak poza tym? W codziennej rozmowie? Miała wrażenie, że jest kompletnie bezbronna. Starała się jednak nie dać tego po sobie poznać i wyglądać na równie pewną siebie, co w trakcie ich zbliżeń.
— Wiesz przecież, że lubię sztukę, nie tylko tę moją. Podoba mi się też wizja spędzenia czasu w twoim towarzystwie, więc naprawdę nie widzę powodu, by doszukiwać się w tej sytuacji minusów na siłę. — Wzruszyła ramionami. Nie powiedziała jej niczego, czego Prescott nie powinna być już od dawna świadoma. Cross nie miała wątpliwości, że spędziłyby razem doskonale czas nawet obserwując jak chleb zatapia się w pleśni, ale tego już nie dodała. Nie miała ochoty słyszeć docinków na ten temat albo utwierdzać się w przekonaniu, że jej randka miała kompletnie odmienne zdanie na ten temat. Galeria sztuki była po prostu dobrym wyborem na ich spotkanie.
— Wyjątkowo zimna wizja, nawet jak na twoje standardy. — Posłała jej rozbawione spojrzenie i przeniosła wzrok na obraz, obok którego stały. Tonięcie w zaświatach, które miałyby wyglądać albo chociaż być odczuwalne tak, jak na tych dziełach, brzmiało jak wyjątkowo marny pomysł. Cross kompletnie w takie rzeczy nie wierzyła i miala nadzieję, że się po śmierci nie zdziwi.
— Niespecjalnie podoba mi się pomysł życia wiecznego. Ani tutaj, ani tam. — Machnęła ręką w niezidentyfikowanym geście, który miał wskazywać na owo tam. Nie było jednak wiadomo, gdzie jest to tam, więc równie dobrze mogła pokazywać gdziekolwiek. W takiej wieczności nawet River w końcu zaczęłaby się nudzić i miałaby dość, choć takie stany prawie w ogóle się jej nie przytrafiały.
— Raven byłaby mega wkurwiona, gdyby musiała tam teraz siedzieć. Nie znosiła brązów — prychnęła z rozbawieniem, przyglądając się jednemu z obrazów, który przedstawiał wielki stos czasek. A może całych szkieletów? Trudno było to od siebie odróżnić. Zewsząd otaczały je brązy, żółcie i pomarańcze, a Cross nie miała wątpliwości, że przyjaciółka byłaby skrajnie zażenowana taką wiecznością.
— Pewnie próbowałaby odebrać sobie... nieżycie, byle tylko nie musieć tam siedzieć. Ale chyba rozumiem, o co ci chodzi. To zdecydowanie byłby świat, do którego bym zeszła, żeby jej poszukać. To dobre miejsce, żeby dać się trawić samotności. — Przekrzywiła głowę, przyglądając się malunkowi lewitujących, rozpadających się budynków, które przybierały momentami humanoidalne kształty. Od razu zaczęła zastanawiać się, co byłoby potrzebne, by tam przejść.
— Ale nie wiem, czy czytelnik mi uwierzy, że stamtąd wyszłam — dodała trochę ciszej, wciąż skupiając się na obrazach, a nie na swojej rozmówczyni. Ucieczka ze szponów samotności była absurdalnie trudna, szczególnie po takiego rodzaju stracie, jakiej doświadczyła. Zastanawiała się, czy uwierzyłaby samej sobie rysując to. Czytelnik to drugorzędna kwestia.

Ruelle I. Prescott