i need a drink
: pn sie 03, 2026 4:39 pm
Wyczołgał się z łóżka, próbując znaleźć jakąś butelkę z wodą, którą po chwili wyżłopał niemal jednym łykiem. Głowa dudniła mu niemiłosiernie, światło napierdalało prosto w oczy, a całe ciało miał obolałe. Pił od ponad dwudziestu czterech godzin, odkąd dowiedział się, że szóstego listopada Jiji, kobieta mu przeznaczona, wyszła za mąż. Cholera jasna. Obudził się, kurwa, za późno. Chwycił telefon i zaczął przeglądać internet, szukając chociaż namiastki informacji o swojej niedoszłej kobiecie. Jakimś cudem udało mu się znaleźć jej numer telefonu na jednej ze stron związanych z tańcem. Nawet się nie zastanawiając, wcisnął numer i, cholera, zaczął dzwonić. Oparł się o kuchenny blat i czekał… czekał… aż w końcu usłyszał jej głos. Kurwa, to naprawdę był jej głos. -Jiji? - zapytał nieco zszokowany, bo był przekonany, że co najwyżej zostawi jej jakąś wkurwioną wiadomość głosową. - Jak dobrze cię słyszeć. - Uśmiechnął się pod nosem. - Rozumiem, że należą ci się gratulacje? - Uniósł brew, wstając i podchodząc do lodówki. Wyciągnął z niej piwo, otworzył je o kant blatu i upił spory łyk, wsłuchując się w jej głos.
Jak on za nią tęsknił.
Tylko że za każdym razem, gdy myślał o niej w ten sposób, przypominał sobie, że już przecież nigdy nie będzie jego. Że nie poczekała na niego. Zapomniała o nim. A sama ta myśl doprowadzała go do kurewskiej furii. - Jak mogłaś, Jiji? - zapytał zirytowany, zaciskając mocniej palce na butelce. - Jak mogłaś rzucić wszystko, co kiedyś zbudowaliśmy, dla jakiegoś, kurwa, fajfusa? - Prychnął pod nosem. Wydawało mu się oczywiste, że kiedyś znajdą drogę powrotną do siebie.. że niezależnie od tego, ile czasu minie i jak bardzo wszystko się spierdoli, ostatecznie znowu na siebie trafią. Najwidoczniej tylko on tak myślał.
Jiji