Strona 1 z 1

i'd pick you up and we'd go back in time

: pn sie 03, 2026 6:43 pm
autor: wesley austen
Miał wrażenie, że czas wyjątkowo uciekał mu przez palce w ostatnich tygodniach. Głównie z racji na to, że skupił się bardziej na pracy niż przyjemnościach. Coraz częściej dostrzegał pustki w swoim portfelu, co dość przyjemną i komfortową sytuacją nie było. Zaczął więc brać więcej zmian i wskakiwał też w zastępstwa za swoich znajomych, aby chociaż trochę do swojej wypłaty dorobić. W barze był praktycznie codziennie. I nie, niestety nie popijając drinka, a raczej je rozlewając ludziom, którzy mieli na tyle dobrze poukładane życie (lub też nie), że bez zawahania zamawiali najmocniejsze alkohole w środku tygodnia. Czasami im zazdrościł, ale potem przypominał sobie, że niektórzy i tak mają większe problemy niż on i wtedy zazwyczaj przestawał narzekać.

Zmiany od poniedziałku do czwartku były raczej spokojne. Większość ich spędzał na próbie nie uśnięcia w prawie pustym barze albo drażnieniu się z Carmen (czasami to wpisywało się w tę pierwszą kategorię). Co innego miało miejsca w weekendy, rozpoczynając od piątkowego wieczoru. Do sali praktycznie zawsze były kolejki, które odpowiednie osiłki musiały pilnować, żeby nie robili burd jeszcze przed wejściem. Ruch był na tyle duży zazwyczaj, że Wesley nie miał nawet kiedy wyciągać swojej gitary i dawać występy - tak jak był umówiony z szefem lokalu. Im mniej grał, tym mniej ludzi go słyszało, tym mniejsze szanse miał na rozkręcenie swojej kariery. I takie to było błędne koło, z którym musiał się mierzyć.

Ten piątek był dokładnie taki sam jak zawsze – od samego otwarcia ludzi było jak przysłowiowych mrówek. Tańczyli, zamawiali drinki, robili burdy, czyli standardowy wieczór. Przerzedziło się ich trochę około godziny jedenastej i ciężko było powiedzieć, co za tym stało, ale Wesley na chwilę spokoju nie narzekał. Czasami na zmianach szukał miejsca do spania i zastanawiał się czy Carmen go przed szefem sprzeda, a czasami mrugnięcie było zbyt długą przerwą.

Czasu na drzemkę nie było, jednak przecieranie szklanek do whisky było również pewnego rodzaju odpoczynkiem. Odpowiednią ściereczką zajmował się naczyniami i układał tuż nad barem, co by później łatwiej było po nie sięgnąć. Wyglądał co jakiś czas na salę, czy ktoś nie oczekuje uzupełnienia drinka, jednak klienci zdawali się być do tej pory usatysfakcjonowani i niekoniecznie potrzebujący jego uwagi. Ku jego uciesze. Nie zamierzał więc im przeszkadzać i samemu wychodzić z inicjatywą, i po prostu wrócił do swojej pracy. Zajmował się szklankami do momentu, w którym jednak nie usłyszał nowego zamówienia. Akurat był jedyny przy barze, przez co odłożył ścierkę na blat, tuż przy zlewie i odwrócił się do klienta, na którego widok jego twarz momentalnie się rozpromieniła. — No nie wierzę — powiedział, a w jego głosie usłyszeć można było ewidentną radość. — Kogo tu moje oczy widzą? — zapytał, dokładnie przyglądając się Aurelii. Nie mógł powiedzieć, że nic się nie zmieniła, jednak zmieniło się wiele. Oczywiście na lepsze! — Ile to już lat? Dziewięć? Dziesięć? — mówił, próbując przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz postawił nogę w liceum, bo też mniej więcej wtedy widział ją po raz ostatni. Aż teraz trochę w szoku był, że nigdy więcej ich drogi się nie splotły. Wiedział, że Toronto było duże, ale aż tak? Szczególnie dla dwóch osób o tak podobnych charakterach?

Aurelia M. Perez

i'd pick you up and we'd go back in time

: pn sie 03, 2026 10:53 pm
autor: Aurelia M. Perez
Sytuacja była przedziwna, bo po powrocie z Barcelony Donnie chyba ze mną zerwał? No właśnie to było najbardziej dziwne, bo ja sama nie byłam pewna, czy wciąż jesteśmy parką czy nie. Ale znów przestał mi odpisywać i własnie mija trzeci dzień jak siedzi cicho i... no własnie nie wiem co się dzieje. Pojechałam nawet do jego mieszkania, ale Archie twierdził, że akurat Donneigo nie było i że nie może mi niestety pomóc. Dlatego zrobiłam to co zrobiłaby każda dziewczyna na moim miejscu - uznałam, że muszę się przestać tak nim przejmować i skoro on żyje sobie w najlepsze i nie raczy mi powiedzieć co u niego, to w takim razie, ja również się zabawię BEZ NIEGO. Umówiłam się z moimi dwoma przyjaciółkami: Heather i Heather i poszłyśmy do klubu.
The Painted Lady było miejscem w którym w piątek o godzinie dwudziestej pierwszej robiło się na prawdę tłoczno, ale właśnie o to chodziło. Chciałam się wytańczyć, napić i może poznać jakiegoś chłopca, który zabierze te moje czarne myśli o chłopaku... albo o ex chłopaku. I właśnie dlatego była to świetna lokalizacja, której nie znałam tak dobrze jak Heathers, ale one są zdecydowanie większymi imprezowiczkami niż ja, już od czasów liceum, kiedy spędzały w ten sposób weekendy, a ja dołączałam do nich tylko wtedy, kiedy rodzice akurat byli bardziej zajęci kłótniami niż tym gdzie wychodzę z koleżankami. Dlatego zdałam się na ich osąd i takim oto sposobem jestem tu - w klubie w którym na barze tańczą laski. Stoję przez chwilę oniemiała patrząc na dziewczyny i pytam Heathers, czy one tu pracują, czy można tam wejść i obie mnie przekonują, że po trzech szocikach sama tam wskoczę. Nie protestuję za bardzo. Biorę te trzy szociki, ale tańczę tylko na parkiecie. Muzyka jest fajna, trochę dużo starych facetów, ale to nawet mi jakoś szczególnie nie przeszkadza. W pewnej chwili jednak stwierdziłam, że zamiast kolejnych shotów chciałabym się napić wody, więc sama lecę do baru, bo akurat żadnemu mężczyźnie bym nie zaufała, że mi przyniesie wodę w takiej sytuacji.
Żadnemu... oprócz barmana.
A ten barman, to nie był byle jaki barman, bo taki, którego znałam i to bardzo dobrze. Wesley Austen chodził do klasy wyżej niż ja i był tą jedną osobą w szkole, którą podejrzewałam, że zrobi karierę równie dużą co ja.
- Omajgaasz - rozpromieniam się na jego widok i przechylam przez bar, żeby go lepiej słyszeć. - Wesley? Ale co ty tu robisz? To twój bar? - jestem w szoku, bo przecież miał zostać rockmanem! Tak mi mówił na tej jednej randce po której usłyszałam, że ja go wcale nie słucham. Słuchałam przecież, jak inaczej pamiętałabym po dziesięciu latach, jakie były jego marzenia. - Ale cię dobrze widzieć... ale co ty tu robisz? - powtarzam znów taka skonfundowana, jakby mi się płyta zacieła. No właśnie, bo ja raczej oczekiwałam, że posłucham jego płyty, a nie że go zobaczę za barem. Nie chciałam być oczywiście niegrzeczna, bo bądź co bądź ja też czekam na swój wielki przełom, więc może... może jednak zrobił karierę tak dużą jak ja. Obejrzałam się, żeby ocenić, czy Heater i Heather już za mną tęsknią, ale raczej nie, bo obie tańczyły z jednym biznesmanem, chyba tym właścicielem Northexu i wracam spojrzeniem do Wesleya. Był tak samo śliczny jak kiedyś, na pewno dostawał ogromne napiwki. - Przyszłam tu z Heathers, pamiętasz je? - mówię, jakby mnie pytał, ale chciałam po prostu wyprzedzić pytanie, aby skupił się tylko na udzielaniu mi odpowiedzi.