Strona 1 z 1

what happened in bangkok city?

: pn sie 03, 2026 8:35 pm
autor: Madox A. Noriega
061.
The plan was simple: one bachelor party, three best friends, no drama.
They failed before the first drink.
Obrazek

trigger warning
przekleństwa
To był pierdolony rollercoaster emocji, najpierw William płakał na lotnisku, że znowu muszą lecieć samolotem, a on się boi, a nie wziął swoich tabletek na uspokojenie, ale!
Spokojnie, Rich i Madox szybko znaleźli na to sposób... wystarczyło tylko przyjąć odpowiednią dawkę rumu wymieszanego z wódą i tanim piwskiem, przelanego w podróżny kubek Stanleya, który Rich zawinął Rosie.
Potem ten wyżej wspomniany ściemniał coś tam swojej żonie, ale wtedy Madox i Will już zanosili się śmiechem, bo przed samolotem poznali jakiegoś zabawnego Tajlandczyka Suki Sroki, który przedstawił im się jako diler koki.
Na koniec jeszcze Madox z Richem pokłócili się o miejsce, bo każdy z nich chciał siedzieć z Williamem, ale finalnie siedział z nim Rich. A Madox wylądował koło Suki Sroki. Też fajnie, bo szybko okazało się, że nadają na podobnych falach.
Więc kiedy William chlał, żeby go odcięło i jakoś przeżył ten lot. Kiedy Rich wciskał Rosie kit, to Madox z Sukim zgadali się, że oni tam lecą na jego kawalerski. Ale już po ślubie, tak śmiesznie.
Podróż minęła im różnie, Noriedze to szybko, bo akurat Suki okazał się świetnym kompanem, a chłopakom?
Nie wiadomo... Bo akurat Madox ani razu do nich nie wstawał, bo tak mu się dobrze gadało z Sukim. Okazało się, że wuj Sukiego prowadzi klub w centrum Bangkoku, więc Noriega zaraz się z nim zgadał, że oni się tam zjawią wieczorem.
I tak kilka godzin później siedzieli w klubie ze striptizem, w którym jakiś lejdiboj kręcił piruety na rurze, a Suki sypał im na chamski trzynogi stolik kokainę. I to co to był za towar...
- No i wiecie, taki lejdiboj to ma same plusy, rozumie cię jak facet, ale ma cycki... czaicie? - Suki zaczyna im wytłuszczać zalety tajlandzkich striptizerek? Czy striptizerów. Ciężko to było ogarnąć. Ale z ich trójki, to jeszcze Rich był taki w miarę, bo Madox i William właśnie walnęli po grubym szczurze z koksu. Noriega odchylił się na kanapie i patrzy w sufit, bo towar w jednym momencie uderzył tak jak powinien, aż mu podniebienie zdrętwiało.
- No nie wiem Rich, a ty co myślisz o tych naszych dziewczynach? - Suki pyta Ricardo i wskazuje babo-chłopa, co robi szpagat i mu jaja wypadają w tych kusych majtkach. Ale co kto lubi.
Suki na przykład bije brawo i jest zachwycony. A Madox zdegustowany, bo akurat poderwał do góry głowę i się cofa na tym swoim siedzeniu.
- Ej Suki, a nie macie tu dziewczyn, takich normalnych? - musiał się zapytać i patrzy na Williama, żeby go poparł, ale nie wiadomo czy poprze, bo jak wszyscy wiedzą, to Patel miał akurat takie tam różne... zapędy.
Suki Sroki diler koki za to drapie się po głowie.
- A co te złe? Zawołajcie JASMINE! - krzyczy w końcu. A ta striptizerka, co jeszcze wstając chowała sobie fujarę w cekinowych gatkach, patrzy się na nich krzywo, ale zebrała się ze sceny i na jej miejsce wchodzi...
Ach Jasmina! Twarz miała przysłoniętą woalką, ale oczy duże, ciemne, ogniste, a jak zaczęła taniec brzucha, to od razu było widać, że jej nic z tych majtek nie wypadnie. A to na plus, przynajmniej dla Madoxa, aż się poprawił na kanapie i pochylił do przodu opierając łokcie na kolanach. A Jasmina zarzuca bioderkiem, jakby go tam do siebie wołała na ten podest i może by się wyrwał, ale wtedy słyszą ŁUBUDU! A to William pierdolnął na podłogę. Ciekawe dlaczego...

William N. Patel Ricardo Martinez

what happened in bangkok city?

: pn sie 10, 2026 9:55 pm
autor: William N. Patel
Tabletki na uspokojenie, których zapomniałem z chaty, to było nic innego jak te piksy, co je dostałem od Gaby na urodziny. Mieliśmy wziąć z chłopakami po pół przed lotem i... W sumie chuj wie co by się stało, pewnie byśmy latali równie wysoko co nasz samolot. Naprawdę byłem gotów wsiąść w taksówkę i wrócić do mieszkania, a potem spowrotem na lotnisko, ale nie było opcji, żebym zdążył. Już tutaj jechaliśmy w opór długo, bo miasto było dzisiaj wyjątkowo zakorkowane. Co więc mi zostaje? Nawalić się do tego stopnia, żeby wyzgonować przed startem, a potem dopijać, żeby czasem nie wytrzeźwieć na lądowanie. Na szczęście strefa bezcłowa staje przed nami otworem i szczerze mówiąc jak poznajemy tamtego śmiesznego chińczyka to jestem już w stanie lekkiej bani. Walę szybciej oraz więcej, więc ostatecznie zostaje mi mieć nadzieję, że chłopaki rzucą mnie na odpowiednie miejsce. Potem jeszcze kilka razy się budzę, żeby zapytać czy już jesteśmy, a Ricz podaje mi kolejnego drinka. I tak aż do Bangkoku. Nie ukrywam, że zaczynam mieć kaca jak sto pięćdziesiąt, więc kiedy Madox nawija, że po szybkiej wizycie w hotelu lecimy do tamtego klubu to nie mogę się już doczekać. Pierwszy szczur wchodzi idealnie, od razu nabieram chęci do życia i z zainteresowaniem słucham co Suki ma do powiedzenia na temat ladyboyów, jakoś jestem sceptycznie nastawiony - No ale ma też fujarę, nie? - czy ja źle coś rozkminiam? - Ja nie wiem, Suki, mnie to jakoś nie przekonuje za bardzo, fajnie wyskoczyć z kumplami do baru, albo do Bangkoku, ale oglądać jednak wolę dziewczyny - bo teraz to mieliśmy jakieś gej party dosłownie, chociaż żaden z nas nie był homo, chyba, że Riczi, więc patrzę na niego uważnie, kiedy Suki pyta go o zdanie. Zmysły mam wyostrzone jak jastrząb na polowaniu, dzięki koksowi oczywiście. Boże błogosław kokainę i tego jednego ziomeczka w ekipie, który ogarnie towar w każdym miejscu na ziemi. U nas to był Madox, którego zresztą w tym momencie w stu procentach popieram - No właśnie, też bym w sumie wolał popatrzeć na inne - kiwam głową - Nie no, nie, że złe - wzruszam ramionami, w międzyczasie podnosząc się z miejsca coby wepchnąć striptizerce w majtki kilka tajlandzkich banknotów, zanim się zdąży pozbierać z tego szpagata - Niezłe szpagaty robisz - mówię do niej z uśmiechem, bo naprawdę doceniam, że się tu dla nas wygina od dobrych czterdziestu minut, a ona, albo on, w sumie jeden chuj, mnie klepie po głowie i coś tam rzuca w niezrozumiałym dla mnie języku. Suki się śmieje - Co powiedziała? - pytam, wracając na swoje miejsce, ale on już woła Jasmine. Ach, Jasmine! Cóż to było za spojrzenie, rzucane nam wszystkim spod firany czarnych rzęs. Faluje brzuchem i potrząsa całym ciałem w rytm dudniącej darbuki - dum tek dum dum tek dum. Znowu trzepocze powiekami, a jej ręce wyginają się jak dwa węże. Czuję się wręcz zahipnotyzowany, fokusuję się tylko na tych zmysłowych ruchach pełnych niczym nieskrępowanej kobiecej energii i nawet nie wiem kiedy spadam ze swojego stołka wprost pod podest. W tym samym czasie Jasmine odwraca się do nas plecami i odchyla mocno w tył, opadając z hukiem na kolana. Woalka opada jej na oczy odsłaniając dolną część twarzy. A pod nią wokół ust zarost równie czarny i gęsty co jej piękne rzęsy. Jak nie chłop z cyckami, to baba z brodą, dziwny ten Bangkok - O kurwa! - wyrywa mi się na ten widok, a Suki już tam się zapowietrza ze śmiechu, że śmieszne białasy.

Madox A. Noriega Ricardo Martinez

what happened in bangkok city?

: ndz sie 16, 2026 10:45 pm
autor: Ricardo Martinez
- Oczywiście kochanie, jak tylko będę miał zasięg to zaraz do ciebie zadzwonie, ale teraz muszę już iść, bo zaraz Gabi będzie miała te ćwiczenia oddechowe. Tak, tak, wiem, pamiętam- Ricz robi głęboki wdech a potem serią krótkich wydechów wypuszcza powietrze z płuc - Rosi pamiętaj, że masz słoiki na całe pięć dni, napisałem na nich ile je podgrzewać, a jak będziesz się nudzić to zadzwoń do tej swojej koleżanki, no już, już-Ricz zerka przez ramię na dwoje debil, którzy już rozpracowują szociki na lotnisku i przesyła pocałunki do Rosi i mówi: - Dobrze, już mnie wołają, jakby się coś działo to wiedz, że jestem tylko godzinkę drogi od Toronto, tak? - a kiedy pożegnał się z Rosą i rozłączył to aż oparł łeb na szybie i kręci nim, bo coś czuje, że może tak być że w tej Tajlandii nie będzie miał zasięgu. Wraca do chłopaków i oni się z niego śmieją oczywiście, ale Ricz im faki pokazuje a później nagadania ich i pije trzy lufy na raz. Jeszcze sobie sprawdził w czaciegpt jak ustawić sobie budzik na dziewiątą czasu toronto, żeby mu zadzwonił jak będzie po drugiej stronie globu i kiedy chłopaki mu polewają to ustawia te dzwonki, żeby do Rosi na pewno zadzwonić nie o 3 w nocy, tylko jakoś o normlanej godzince.
Jak weszli do kabiny to już miał dużo lepszy humor, tak samo jak panie stewardessy i Madox i Suki też i ten czwarty też. Ricz to się odpalił wogóle i żartuje ze stewardessami, a one mu polewają drineczki jakby jutra nie było, potem wstał i zaczął śpiewać do tego telefonu co jest w samolocie, którym się ogłasza ogłoszenia, zaczął śpiewać dla Madoxa życzenia i cąły samolot z nim też śpiewał, pewnie coś w stylu Sweet home Alabama albo Toto Africa, bo to są takie hity które wszyscy znają. Fajnie się leciało, Ricz przezwyciężył swój lęk przed lataniem a do tego kupił sobie wielkie toblerone, które jadł w drugiej połowie lotu na przemian z drineczkami. W końcu jednak wylądowali i tak jak zakomederował Madox pojechali do hotelu, a potem odrazu do klubu, a może jeszcze coś było po drodze, ale kto to spamięta. Ricza na chwilę zresztą odcięło, nagle się budzi i siedzi na striptizie a nad nim cycki. No takich sztucznych cycków to już dawno nie widział, ale z uznaniem kiwa głową i wsadza w nie jakieś dolarsy z wora pieniędzy, które wziął Madi.
- Ja? Kurde, myśle, że to artystki są! Jesteście lepsze niż Beyoncee - drze się po hiszpańsku i nikt nic nie rozumie, tylko Madox. Riczi takim maślanym spojrzeniem patrzy po ekipce i sobie myśli, że o tak, tego mu brakowało właśnie, chwili wtchnienia po miesiącach damatów i wszędobylskiej śmierci. Och jak sobie tak pomyślał, to zaraz też mu zaczęło być smutno, że Rozi jego słodkiej z nimi nie ma, bo by też mogła się odpalić, jej też by się na pewno podobała taka rozrywka. Chociaż... no może by jej sie nie podobała, ale z drugiej strony, każda rozrywka by jej się przydała, bo ona taka spięta biedulka jest, nosi te dwoje dzieci w brzuchu i one są już chyba od niej cięższe. Aż się zasmucił, lufę znów wypił i zaczął sobie na telefonie pisać smski miłosne do Rosi. Coś tam popisał, a tu nagle jeb! Unosi spojrzenie i widzi jak William już pod Jasmine. Parsknął śmiechem na to, że Jasmina miała tę brodę i wychylił się do Madoxa - Ta fajna? Ej Madox wskakuj na scenę niech ci zrobią lap dance - zachęca Madoxa, a Suki mówi, że zajebisty pomysł i zaraz jakieś dwie lejdiboje podnoszą fotel na którym siedzi Madox i go wsadzają takiego na scenę. Ricz się chichra pod nosem i wyciąga telefon, żeby wszystko nagrać i jednocześnie nie skumał, że mu wór pieniędzy wypadł z kolan....

Madox A. Noriega
William N. Patel

what happened in bangkok city?

: wt sie 18, 2026 3:56 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
- No cycki i fujara, full serwis! - krzyczy Suki i bije brawo, bo jest bardzo zadowolony, ale chyba tylko on, bo William i Madox zaraz sobie posłali porozumiewawcze spojrzenie. Madox takie w stylu Bangkok jest pojebany, a William pewnie tajowie to zwyrole, no ale nawet się dzisiaj ze sobą zgadzają, a nie, że jeden myśli o zupie, drugi o dupie. Pewnie to ten koks zadziałał tak na ich połączenie mózgowe.
Chociaż Madox zaraz myśli trochę o dupie, bo Ricz krzyczy do tych tancerek, że są lepsze niż Beyonce. On to jednak był fanem Shakiry, więc wzruszył tylko ramionami.
- Od pasa w górę, to tak - chociaż tyłki to trochę też miały jak Beyonce, pewnie zrobione. To w ogóle była jakaś magia, twarze babskie, cycki zrobione, ale całkiem całkiem, a niżej fiut i niezła dupa. Dobrze, że jednak William poparł go, że woleli by takie laski, które nie miały między nogami sprzętu. Bo Riczowi to chyba wszystko jedno, dobrze się bawi tak, czy siak, chłop.
Ale zaraz Suki woła Jasmine, która daje pokaz jak z jakiś tysiąca i jednej nocy, tańczy jak jakaś egzotyczna tancerka.
Madox też się ożywił i w końcu sypnął tajskimi batami, taka waluta tam obowiązywała. Fajnie było, ale nagle William walnął pod podest, Noriega oczywiście się ośmiał, bo zawsze go bawi jak jego kumpel upadnie na ten głupi ryj, ale zaraz mu wcale tak do śmiechu nie było, bo po pierwsze cudna Jasmina ma brodę, a po drugie to Ricardo zaraz proponuje, żeby mu zrobiła lap densa, Madox kręci głową, że nie dzięki, ale dwóch postawnych lejdibojów z cycami jak melony chwyta jego fotel i go wsadzają na scenę. Tak się majgnął, że prawie obok William wylądował na ziemi, ale się przytrzymał, a Jasmin mu się zaraz pcha na kolana.
- Ja mam żonę, ja nie, sorry - zaczął, ale ona nic nie jarzy, albo udaje, że nie, tylko mu tym tyłkiem kręci przed oczami, a kiedy się odwróciła, żeby teraz mu pokazać biust, to Madox podniósł rękę i jej pokazuje obrączkę - ja jestem żonaty - powiedział powoli.
A wtedy Suki Sroki diler koki jak nie zerwał się z siedzenia.
- Jak to żonaty?! - krzyczy, a wszyscy się na niego patrzą - okłamałeś mnie chujku! - no... trochę tak. To znaczy nie, bo oni nie gadali o tym czy są żonaci, tylko, że lecą na wieczór kawalerski Madoxa, a że on był po ślubie, to Noriega nic na ten temat nie powiedział.
Ale Suki wygląda jakby to było dla niego jakieś bardzo ważne. Celuje w Madoxa palcem. A potem po kolei w Williama i Ricardo.
- Wy też żonaci? Oszukańcy?! - krzyczy, a w tych małych, skośnych ślepkach ma ogień.
Madox to się wyślizguje z fotela spod cycków Jasmine, w które włożył jej znowu ze sto batów, dużo? Mało? Ciężko stwierdzić.
- No co ty Suki, przecież nie pytałeś czy jestem żonaty, a co to za różnica zresztą? - odezwał się Noriega i stanął sobie koło rurki, a Jasmine się o niego ociera.
- Co za różnica?! Głupi Nori-ega! Głupi dzban - Madox się wyszczerzył głupio, bo bawi go za każdym razem jak ten mały taj mówi jego nazwisko, śmiesznie tak. I już odsuwa od siebie Jasmine, która teraz tyłkiem się o niego ociera - dziewczyny porządne panie, a nie rozwalaczki małżeństw! Głupi gnój! - Suki jeszcze tak przeklina, a zaraz, jak Jasmina już tyłkiem się ocierała o Madoxowego chuja, to ją złapał za ramię i ściąga z podestu i zaraz na nią wrzeszczy - Tæ̀ngngān læ̂w! - nikt nie wie co to znaczy, ale dziewczyna robi wielkie oczy.
- Tæ̀ngngān læ̂w? - pyta. A Suki się zamachnął i zdzielił ją w łeb.
- Tæ̀ngngān læ̂w! - odkrzykuje, ale Madox też już zszedł z podestu i staje przed Jasminą.
- Ej Suki, ale zostaw ją, co ona jest winna... - wstawił się za nią. A ona zaraz też się do niego odwraca.
- Tæ̀ngngān læ̂w! - krzyknęła i pluje mu pod nogi. Aż Madox odskoczył do tyłu i się schował za Williamem, który się już pozbierał z ziemi. Bo chyba on tutaj popełnił jakąś straszną gafę.
Przyszły inne tancerki, a Suki macha rękami.
- Tæ̀ngngān læ̂w, tæ̀ngngān læ̂w, tæ̀ngngān læ̂w! - krzyczy cały czas i je odgania. A Noriega popatrzył po chłopakach.
- Ej co to jest to panialeo? - bo tak mu to brzmiało. Ale chyba nikt nie wie.

William N. Patel Ricardo Martinez

what happened in bangkok city?

: pn sie 24, 2026 7:18 pm
autor: William N. Patel
Ja się w sumie zgadzam, że zajebisty pomysł z tym tańcem, więc cieszę się razem z Riczem i Sukim, tylko nagle się robi z tego jakaś straszna afera, że aż się zbieram z ziemi i patrzę co się dzieje. Suki krzyczy najpierw na Madoxa, potem na dziewczyny, potem na mnie i Ricardo, któremu rzucam krótkie spojrzenie, a potem znowu na Madoxa, że jest jakiśtam, chuj wie co to znaczy, więc wzruszam ramionami w kierunku Noriegi jak o to pyta. Trochę myślałem, że wszyscy się skupią na nim, ale Suki zaraz podbija do Ricza i go chwyta za ręce żeby sprawdzić jego palce, a tam - Głupi ryj! Pierścionek ma! - wrzeszczy diler koki, po czym pokazuje na Martineza paluchem i krzyczy do innych, że on też jest panaleo, jak to ujął Madox. W końcu Suki zerka w moją stronę, ale pokazuję mu, że nie mam obrączki - Spoko, ja jestem po rozwodzie - rzucam trochę głupawo, a on na to - Po rozwodzie?! - oraz kilka słów w nieznanym nam języku, chyba nas przeklina, bo nie brzmi to zbyt przyjaźnie - Ale wyluzuj, z nim - wskazuję na Madoxa, a Suki jeszcze bardziej rozszerza te swoje małe oczka i w tej sekundzie dochodzi do mnie, że to w sumie nie było dobre wytłumaczenie. Nie wiem nawet dlaczego by miało być - Aha! Czyli jednak lubią fujary! - mówi nam Sroki - Tylko cycków nie lubią, zwyrole! - zaczyna nas przeganiać, razem zresztą z tancerkami, a potem nawet ochroniarzami. Wypadamy na turbo zatłoczoną ulicę Bangkoku, tak, że dosłownie po kilku sekundach ludzie zaczynają nas potrącać, więc macham na chłopaków głową, żebyśmy skręcili za róg i chociaż chwilę zastanowili się co robimy dalej. Wbijamy w zaułek niedaleko klubu, a tam pusta, wąska uliczka, wilgotna i śliska, oświetlona kilkoma starymi lampami oraz migającymi neonami. Gdzieś pod jednymi z prowizorycznych drzwi, zaraz na przeciwko nas, jakiś stary, skośny dziad tłucze ryby. Dosłownie kurwa odcina im łby i ładuje do wiadra, a resztę patroszy, po czym rozdziela na więcej wiader. Przerywa na moment, kiedy pojawiamy się obok i tak patrzy. On na nas, my na niego, po czym robi głośne - Ha! Bełt! - i szczerzy się w prawie bezzębnym uśmiechu. Mam na chwilę error w mózgu, ale pochylam się lekko do kumpli i rzucam do Madoxa - Ej on chyba powiedział do ciebie bełt - trochę absurd, ale facet wskazuje na Noriege rybą i znowu powtarza - Bełt! - po czym robi taki gest jakby rzygał. No kurwa, teraz już nie mam żadnych wątpliwości - Ej on serio cię nazwał bełtem, ale jaja - śmieję się i podchodzę bliżej do typa, też wskazując na Madoxa - No, to jest bełt - powtarzam. Obydwoje się ryjemy, dziad to tak ostro, że aż uderza dłonią w kościste kolano i się zatacza na swoim krzesełku - A skąd ty wiesz, że on bełt? - pytam i pokazuję na starucha, na Madoxa, wzruszam ramionami. Chyba nawet wie o co mi chodzi, bo wyciąga swój potrzaskany do granic możliwości, stary telefon i zapuszcza filmik jak Noriega rzyga do basenu na tamtej studenckiej imprezie. Beka jak chuj. Ten filmik ma dosłownie miliony odtworzeń i reakcji. Z nielicznych komentarzy napisanych po angielsku dowiadujemy się, że Madox jest jakimś jebanym celebrytą w tajlandzkiej części internetu, a już w Bangkoku to wszyscy go znają. Nie wierzę kurwa, chłop jest sławny po drugiej stronie świata, bo zbełtał się do basenu, a jakiś pijany student to nagrał i wrzucił na tiktoka. No jaja jak berety, zaraz się zesikam w spodnie dosłownie, tak kisne z tego. Razem zresztą z tamtym dziadem i pewnie Riczim, szczególnie, że chińczyk wystawia do Madoxa świeże truchło ryby i coś pierdoli po tajlandzku, ale słowo daję wygląda to tak jakby dawał mu rybę w nadziei, że znowu się porzyga. No, dobry żarcik.

Madox A. Noriega Ricardo Martinez

what happened in bangkok city?

: ndz sie 30, 2026 12:29 am
autor: Ricardo Martinez
A wiadomo, że Riczowi wszystko jedno, w końcu on nieważne czy baba czy chłop, też by się skończyło na macaniu, bo przecież teraz to nawet będąc po drugiej stronie ziemi by nie zdradził Rozi. Czasami (tzn odkąd wylądowali), nawet się nie obejrzał raz za żadną babką, a w samolocie mówił ciągle do stewardessy "kochanieńka", ale szczerze to nawet jak ta się do niego z cyckami pochylała, to ani razu się nie dał skusić.
Ale się potem odjebało, Ricz to w zwolnionym tempie oglądał. Normalnie chinole się awanturowały, dicki latały, cycki zresztą też. On patrzy i ma na rękach brokat, taki sam jak na cyckach takiego ladyboja, potem zaczęła mu się w głowie układać piosenka z Dead Proof i chociaż nie byli wcale w meksyku, to jazda była jakby właśnie tam wylądowali. Kiedy azjata złapał go za łapę i Ricza obrączka błysnęła w świetle kuli dyskotejkowej, zaśmiał się głupio na te wszędobylskie Tæ̀ngngān læ̂w i powtarza - Tengan lew - i kiwa głową szczęśliwy, bo wydawało mu się, że mówi tak jak te lejdiboje. One jednak jak syreny się odpaliły, zaczęły rzucać rzeczami, aż mu pakiet pieniężny wypad z łapy i upadł na kolana, żeby pozbierać ten hajs, ale ktoś go złapał za koszulkę i mówi - jak leży to nie podnoś, to już nie twoje - więc podniósł łapy do góry, żeby żaden strażnik zasad się nie denerwował i stara się bardzo podnieść powieki, żeby spojrzeć na sceny.
Nie wie zupełnie JAK, ale nagle znikają kule dyskotekowe a piosenka w jego uszach zmienia się drastycznie. Gdzie trafił - nie wie - ale świat nagle miał wilgotniejszy smak, a ziemia była miękka, tak miękka że trzy razy kolana się pod nim ugięły. Dopiero gdy zrozumiał, że to neony odbijające się w kałużach, żeby Ricz zorientował sie, że faktycznie już nie są w stripklubie.
Chwilę później dosłownie oglada jak Madox rzyga na ekranie do basenu i śmieje sie w starą buźkę faceta który ma rybie ręce. Nagle Ricz przestaje się śmiać i podnosi i staje pomiędzy chłopakami, a nie wiadomo co się stało z rybakiem, może wciąż tam jest??
- Powinniśmy to uwiecznić - łapie obu chłopaków za ramiona i ściska, bo w jego oczach jest teraz nutka tego co nazywa się crazy eyes i ściska ich mocniej. - Musimy sobie zrobić matching dziary - i ściska jeszcze mocniej - I będzie tam napisane SKURWIELE BANKOKU

William N. Patel Madox A. Noriega

what happened in bangkok city?

: sob wrz 05, 2026 12:49 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, narkotyki
A kiedy wsiadali do samolotu, to William mu jeszcze powiedział stary schowaj obrączkę, bo będzie z tego tylko kłopot, no i chuj właśnie się taki zrobił. Chociaż z drugiej strony ten pierścionek uratował mu dupę przed napalonymi lejdibojami, więc to jakiś plus. I to dość dosłownie rzecz ujmując, bo Jasmina i jej koleżanki zerkały na Noriegę spod czarnych, sztucznych rzęs. Ale z drugiej strony jakby wiedział, że Suki się tak uniesie i zacznie ich wywalać z lokalu, to może by schował. Przede wszystkim szkoda było tego tajskiego koksu, bo tancerek to akurat mniej. Zdecydowanie lepiej by wypadły, gdyby jednak nie stawał im na ich widok.
William jeszcze próbuje się kłócić ze Sukim, który jest nieugięty, Rich wygląda jakby wstąpił do sekty z tym panialeo na ustach, a Madox...
Jak to Madox, lepkie rączki, zawinął ze stolika, przy którym jeszcze przed chwilą się gościli, wciągając grube szczury z kokainy, samarkę z jakimiś pigułami. Zaraz złapał swojego kuzyna za wszarz, żeby nie zbierał tego hajsu, bo to akurat będzie za ten cały worek piksów, które zajebał. Może akurat się wyrówna i żaden tajski ninja nie będzie ich szukał, żeby ich za to zabić.
Zresztą nie mają czasu dłużej się nad tym zastanawiać, bo lądują na tajskiej ulicy, w samym centrum jebanego Bangkoku. Madox podniósł do góry woreczek, z którego uśmiechało się do niego ze trzydzieści różowiutkich świńskich mordek. Na ich trzech to na pewno było tam po dziesięć na łebka, ale przecież żaden z nich nie zeżre ich dziesięciu. Chyba.
Skręcają w jakiś ciemny zaułek, a Madox wciska się między chłopaków.
- Ej, czajcie to... - chciał im pokazać te piguły, ale wtedy JEB! Jakaś rybia głowa ląduje pod ich stopami i patrzy na nich martwymi oczami. A potem oni wszyscy trzej patrzą na tego dziada, a on na nich. Na Madoxa głównie.
Ha! Bełt!
Co kurwa? Madox aż uniósł obie brwi i patrzy na Williama, a ten zaraz dogaduje się z dziadkiem i jeden przez drugiego sobie pokazują ten gest jakby rzygali. I bełt, i bełt, i bełt. O co tu kurwa chodzi? Tylko zaraz się wszystko okazuje, bo dziadek wyciąga telefon, a tam ten filmik, jak Madox nastukany narzygał do basenu w jakiś stu wersjach, zmiksowany, od tyłu, jakby te rzygi łykał. Jak się kręci dookoła, z śmieszną muzyczką i ze smutną. Jakieś chińczyki go komentują, naśladują. Ogólnie było tego od zajebania, aż Noriega zrobił wielkie oczy i patrzy na Williama, a potem na Richa.
- Ej chłopaki co to znaczy? - zapytał, a dziadek mu podkłada pod nos tą jebiącą, nieświeżą rybę i Madox serio myślał, że go cofnie, aż nim szarpnęło. Dziad wpadł w taki śmiech, że aż spadł ze stołka. I kiedy on się tak tarzał ze śmiechu po ziemi, to wkracza między nich Ricardo i zaczyna nawijać o tych tatuażach, Williamowi już oczy świecą jak psu jajca, bo on lubi takie zjebane tatuaże, a Madox... - dobra, ale kurwa nie na twarzy - zadecydował. A dziadeczek zbiera się z ziemi.
- Tata rata bata batata srata sru sru - ni chuj nie wiadomo co powiedział, ale macha na nich ręką, żeby szli za nim. No to idą. Bo co im zależy, a dziadek prowadzi ich tą obskurną uliczką, gdzie uciekają przed nimi dzikie koty, a może to szczury wielkości kotów, chuj wie. Ale w końcu zatrzymują się przed jakąś meliną, gdzie trzeba zejść po schodkach na dół, schodzą, bo oni w ogóle nie mają strachu, i lądują w...
Studio tatuażu, bo się okazało, że dziadek ich zrozumiał. Złapał Madox za ramię i go ciągnie, żeby go pokazać wydzieranemu gościowy, który trzyma w ręce pistolet do tatuażu.
- Bełt! - dziadek znowu się śmieje, a ten drugi z nim.
- O kurwa stary to serio ty, Bełt, dawaj zróbmy sobie zdjęcie - odzywa się koleś, w końcu po angielsku i wyciąga telefon, żeby zrobić sobie z Noriegą fotki, dziadek też chce, więc robią sobie sesję, która trwa chyba pół godziny, aż piguły zaczynają wjeżdżać...

Bo kiedy dziadek ich tu prowadził, tą podejrzaną uliczką, to Madox pokazał chłopakom co zawinął. A William wtedy... Takie różowe prosiaki? Bierzcie po dwa, znam je.
No i wzięli, każdy po dwie.


William N. Patel Ricardo Martinez