Strona 1 z 1

Do you know the word "fun"?

: pn sie 03, 2026 9:01 pm
autor: Mikhail Iwanow
Misha był przyzwyczajony do obecności na bankietach. Jego firma organizowała przynajmniej jeden taki wieczór w miesiącu, więc czuł się na nich niemal jak u siebie. Z łatwością prowadził rozmowy z gośćmi, których osobiście wyselekcjonował, doskonale wiedząc, kto może okazać się wartościowym kontaktem. Każde spotkanie było kolejną okazją do poszerzenia wpływów i nawiązania relacji, które prędzej czy później przyniosą zysk.
Tak było i tym razem. Ivanow & Partners właśnie rozpoczęło współpracę z Bradford & Grant LLP i ten sukces należało odpowiednio uczcić.
Jego asystentka, jak zwykle, zadbała o każdy szczegół. Wybrała prestiżową salę, najlepszy catering oraz eleganckie dekoracje, dzięki którym wszystko prezentowało się nienagannie. Misha nie widział nic złego w wydaniu kilkunastu tysięcy dolarów na jeden wieczór. Była to inwestycja, która i tak zwróci się z nawiązką dzięki przyszłym kontraktom, sponsorom i klientom, których uda mu się dziś pozyskać. Bankiety nigdy nie były dla niego zwykłymi przyjęciami. Były starannie zaplanowaną grą, podczas której każdy uśmiech, uścisk dłoni i kieliszek wzniesiony za sukces miały swoją cenę.
Przy okazji mógł poznać kolejnych wpływowych ludzi, którym w przyszłości zaproponuje swoje usługi. Bo który bogacz nie chciałby mieć u swojego boku prawnika zdolnego wyciągnąć go z niemal każdej afery? Misha doskonale wiedział, że w świecie wielkich pieniędzy moralność była towarem deficytowym, a lojalność najczęściej kupowało się odpowiednio wysokim honorarium.
Zadowolony przechadzał się między stolikami, zamieniając kilka słów z każdym z gości i dziękując im za przybycie. Jedne rozmowy były bardziej interesujące od innych, ale zdążył się do tego przyzwyczaić. Nie każdy obecny był fascynującym rozmówcą, lecz większość dysponowała czymś znacznie cenniejszym — pieniędzmi i wpływami. To właśnie one najbardziej go interesowały. Nie obchodziło go, jak wyglądało ich życie prywatne ani jakie sukcesy odnosiły ich dzieci. Liczyło się wyłącznie to, ile mogą mu zaoferować i jaką korzyść będzie mógł odnieść z ich znajomości.
Nawet on jednak od czasu do czasu potrzebował chwili wytchnienia od uprzejmych uśmiechów i sztucznej serdeczności. Sięgnął po drinka z tacy niesionej przez przechodzącego obok kelnera i skierował się w spokojniejszą część sali, gdzie przebywało zaledwie kilku gości, najwyraźniej równie zmęczonych gwarą i niekończącymi się rozmowami.
Powoli przesunął spojrzeniem po zgromadzonych, aż zatrzymał je na młodym mężczyźnie stojącym samotnie przy jednym z okien. Rozpoznał w nim syna swojego nowego wspólnika. Chłopak wyraźnie odstawał od reszty towarzystwa. Podczas gdy inni śmiali się, wymieniali wizytówki i opróżniali kolejne kieliszki szampana, on sprawiał wrażenie, jakby odliczał minuty do końca tego wieczoru. Nie próbował nawet udawać zainteresowania rozmowami wokół siebie.
To wystarczyło, by wzbudzić ciekawość Mishy.
Poprawił mankiet marynarki, upił łyk bursztynowego alkoholu i ruszył w jego stronę spokojnym, pewnym krokiem. Zatrzymał się obok niego, opierając lekko o parapet i przez krótką chwilę również spojrzał przez okno na rozświetlone miasto.
- Widzę, że nie bawisz się zbyt dobrze - zauważył spokojnym tonem, unosząc lekko szklankę do ust. Na jego twarzy pojawił się ledwie dostrzegalny uśmiech. - Albo wyjątkowo skutecznie ukrywasz swój entuzjazm. Muszę przyznać, że to rzadki talent na podobnych przyjęciach.

Kieran Burreau