007. Summertime sadness? Let's see
: pn sie 03, 2026 11:40 pm
007. Summertime sadness? Let's see | Outfit
Nigdy nie przepadałam za słowem wakacje, ponieważ brzmiało ona dla mnie zbyt lekko i niemal niedbale, tak jakby człowiek miał obowiązek na kilka dni odłożyć rozsądek i wszystkie obowiązki na bok. Mimo to właśnie tego ranka stałam w swojej garderobie i zamykałam ostatnią walizkę, a przy tym dokładnie sprawdzałam, czy wszystko zostało ułożone dokładnie tak, jak powinno.W żadnym wypadku nie była to ucieczka od obowiązków związanych ze szpitalem czy ratuszem, które zwykle wymagały mojej obecności. Z wyprzedzeniem ustaliłam harmonogram, wydałam odpowiednie polecenia i upewniłam się, że każdy będzie wiedział, co ma robić pod moją nieobecność. Tylko ludzie, którzy byli źle zorganizowani nazywali podobne wyjazdy ryzykiem, a dla mnie był to po prostu kolejny projekt, który należało doprowadzić do perfekcji. Nie potrafiłam jednak całkowicie zignorować faktu, że tym razem chodziło o moją Audrey.
Przez ostatnie tygodnie coraz częściej łapałam się na tym, że myślałam o niej nie tylko jak o córce, którą należało odpowiednio pokierować, ale jak o osobie, która powoli wymykała się wszystkim schematom, jakie próbowałam jej narzucić. Nie lubiłam tego uczucia, bo było ono zbyt miękkie i trudne do nazwania, a przede wszystkim zbyt mało praktyczne. A jednak istniało i pojawiało się w momentach, w których powinnam była analizować dokumenty albo podejmować kolejne decyzje. Uznałam więc, że wyjazd może okazać się użyteczny i poprawią się dzięki niemu nasze relacje.
Nie zamierzałam jednak udawać matki z tych wszystkich żałosnych magazynów, które sprzedawały kobietom iluzję bliskości w pastelowych kolorach. Nie planowałam nagłych wyznań, ckliwych rozmów przy zachodzie słońca ani sztucznego nadrabiania lat kilkoma dniami beztroski. Chciałam tylko stworzyć warunki, w których mogłabym przyjrzeć się córce na spokojnie. Zamierzałam zobaczyć, co naprawdę w niej zostało ze mnie, a co zdążyło już rozwinąć się poza moją kontrolą.
Poprawiłam materiał na spodniach i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam nienagannie, a to zawsze pomagało. Sięgnęłam po torebkę, zgasiłam światło w garderobie i wyszłam z pokoju z przekonaniem, że jeśli ten wyjazd miał cokolwiek zmienić, to wyłącznie na moich warunkach. Wsiadłam do limuzyny, która już stała przed drzwiami, a następnie ruszyliśmy pod mieszkanie Audrey, aby ją odebrać. Dopiero stamtąd miałyśmy ruszyć do naszego miejsca docelowego.
Audrey LeBlanc