Strona 1 z 1

Ten, w którym Clem i Jamie schodzą na złą drogę

: wt sie 04, 2026 8:59 am
autor: Jamie Park
Od razu czuć było, że coś jest nie tak. I wcale nie dlatego, że Clem się lekko spóźniła. Po prostu w kawiarni brakowało tego, co było jej nieodłączną częścią. Uśmiechu Jamie... Dziewczyna, która stała dzisiaj na kasie, od samego wejścia wydawała się skonsternowana. Nawet gości było mniej niż zwykle i mieli ponure miny.
Kiedy Clementine, ze swoją wspaniale chaotyczną, blondwłosą energią, wparowała na zaplecze, wystarczyło jedno spojrzenie. Jamie podniosła głowę znad ciasta, które właśnie zagniatała. Jej oczy były smutne, lekko opuchnięte i zaczerwienione. A mina zbolała. Była blada i po raz pierwszy bez makijażu. Pokręciła delikatnie głową i Clem już wiedziała. Stało się...
Bajka Karaibów szybko bledła przez ostatnie tygodnie. Z hucznych zapewnień i fajerwerków emocji nic nie zostało i szybko okazało się, że to, co było między Jamie a Hugo, było tam. I tam zostało. Dwa tak różne światy po prostu nie mogły ze sobą funkcjonować. On nie pasował tutaj, ona nie pasowała tam. Nawet jeśli tak miło myślało się o tym, że mogłaby pasować, nie pasując. Nawet jeśli oboje siebie potrzebowali. Najwyraźniej to nie wystarczy...
Jamie oderwała się od ciasta i, niewiele myśląc, podeszła do przyjaciółki, chowając się w jej kochanych ramionach. Trochę niezgrabnie, bo przecież nie mogła umazać jej ciastem, przycisnęła ją do siebie, jakby chciała się tam schować i już nigdy nie wychodzić. Wtuliła twarz w jej pierś, walcząc usilnie ze szlochem, który chciał nią wstrząsnąć. Dopiero po dłuższej chwili oderwała się od niej z cichym westchnieniem chwilowej ulgi.
- Przepraszam... - mruknęła, zdmuchując niesforne kosmyki z czoła, by wrócić do swojej pracy. - Poradzisz sobie dzisiaj z ogarnięciem klientów?
To ostatnie słowo też brzmiało tak nienaturalnie w ustach Jamie. To zawsze byli goście. Ale najwyraźniej nie dzisiaj.

Clem

Ten, w którym Clem i Jamie schodzą na złą drogę

: wt sie 04, 2026 4:36 pm
autor: Clementine Thallman
Spóźniła się!
Kiedy wpadła do cukierni, to nie mogła złapać oddechu przez dobre kilka minut. Zdyszana odstawiła plecak do swojej szafki i przebrała się w luźniejsze rzeczy, żeby od razu zabrać się do pracy. Poprawiła jeszcze kitkę, żeby mieć pewność, że żadne włosy nie wpadną do ciasta i odwróciła się w stronę szefowej, szukając odpowiednich słów na swoje wytłumaczenie. Miała jej tyle do powiedzenia! Zaczynając od kłótni z braćmi, a kończąc na przystojniaku, który nie tak dawno odwiózł ją do domu i zaprosił na kolejną randkę. Zatrzymała się gwałtownie, widząc twarz słodkiej Jamie. Jej podkrążone oczy, brak makijażu i tego cudownego uśmiechu, który rozjaśniał każdy dzień.
Było źle.
Było bardzo źle, wręcz tragicznie.
- Kochanie... - zaczęła łagodnie i porwała w swoje ramiona ciemnowłosą. Nie musiała nic mówić. Głaskała ją w uspokajającym geście po włoskach i tuliła mocno do siebie. Była tutaj dla niej, jeśli chciała wyrzucić z siebie te negatywne emocje. Nie powinna tego trzymać w sobie...
- Oczywiście. Niczym się nie martw. Potrzebujesz czegoś? - martwiła się o nią. Pierwszy raz widziała kobietę w takim stanie i to jej raniło serduszko. Co za bydlak skrzywdził jej kochaną Jamie? Delikatnie ujęła ją za ramię i zaprowadziła na górę, żeby chwilę odpoczęła. - Połóż się, a ja ci przyniosę kakao z piankami i bitą śmietaną. - słodycze były dobre na wszystko, a ten zestaw postawił na nogi już nie jeden kryzys. A później... Czas leczył rany i chociaż to była najgorsza porada ever, to była prawdziwa.
- Wszystkim się zajmę. Zajrzę do ciebie. - zapewniła przyjaciółkę i ruszyła na dół, żeby pozałatwiać bieżące sprawy. Czas dosłownie uciekał jej przez palce, gdy lawirowała pomiędzy kolejnymi zadaniami. Kto by pomyślał, że akurat dziś będzie taki młyn. Po zakończeniu dniówki, weszła ponownie na górę i nieśmiało zapukała do drzwi od pokoju Jamie. W środku panował półmrok, a drobna postać nadal leżała na łóżku.
- Jak się czujesz? Znalazłam w internecie lokal, gdzie można odreagować. Rzucasz talerzami w ścianę i takie tam. Chcesz jechać? - zaproponowała cicho, bo wszystko było lepsze niż taka stagnacja.

Jamie Park