one weekend. no disasters. hopefully.
: wt sie 04, 2026 4:57 pm
Wyjazd do Włoch – nawet jeśli całkiem udany, jeśli nie liczyć drobnego potknięcia podczas jednego spontanicznego wyjścia – raczej trudno byłoby uznać za pełnoprawne wakacje. Zwłaszcza, że przynajmniej jedno z nich podczas całego tego pobytu w kolejnych włoskich miastach, musiało skupić się w głównej mierze na pracy, co… jakoś tak naturalnie dość mocno kłóciło się z jakąkolwiek ideą wakacji.
Weekend spędzony nad jeziorem – choćby i miało to być znajdujące się tuż pod nosem jezioro Ontario – wydawał się więc całkiem niezłym pomysłem. I to może nawet jednym z tych, który mógłby prezentować się jako niezły nie tylko w opinii Dantego, który – jak wiadomo – raczej nie był w tej kwestii ani obiektywny, ani tym bardziej przekonujący dla większości osób. Zwłaszcza tych, które miały cokolwiek wspólnego ze zdrowym rozsądkiem…
Skoro jednak weekend miał spędzić w towarzystwie Elsy, raczej niewielka – jeśli w ogóle jakaś – była szansa na to, że cały ten pobyt miałby się przedłużyć do jakiejś tygodniowej imprezy, z której ostatecznie i tak nie zapamiętałby zbyt wiele. Elsa z kolei mogła nieco odpocząć od pracy – także tej wykonywanej podczas wakacji we Włoszech – co raczej mogło jej się przydać, niezależnie od tego czy i jak bardzo miałaby się upierać, że po swojej kilkutygodniowej nieobecności, powinna jak najszybciej zająć się wszystkimi odwołanymi na ten czas wizytami…
A co więcej – co być może najważniejsze – tym razem przynajmniej mogli zabrać ze sobą psy, nie musząc zostawiać ich pod opieką Eriksenów. I chociaż prawdopodobnie Dante nie miałby nic przeciwko, by Murphy dokończył dzieła zniszczenia na tym rzekomo ulubionym fotelu Caspera, to… zdecydowanie wolałby też nie zostawiać psa pod opieką akurat jemu, jeśli tylko istniała jakaś inna opcja. Po pierwsze – dla dobra samego zwierzaka, nawet jeśli dotychczasowej trzytygodniowej opiece trudno byłoby cokolwiek zarzucić, a po drugie… nawet jeśli rzeczywiście zdecydowali się z Elsą oficjalnie zamieszkać wreszcie razem, to jednak wciąż nie oznaczało to, że Dante tak po prostu miałby porzucić swój zamiar widywania się z jej ojcem tak rzadko, jak tylko było to możliwe.
Zresztą, same psy chyba też wydawały się dość zadowolone z tego, że mogły spędzić ten weekend ze swoimi ludźmi. A przynajmniej Murphy, który przynajmniej nie miał w zwyczaju tej swojej radości ukrywać pod wyniosłym psim zniesmaczeniem, które najwyraźniej do perfekcji opanowała Olive. Chociaż może trudno było się jej dziwić, skoro już podczas wsiadania do samochodu została niemal stratowana przez szczeniaka, który najwyraźniej nie zauważył jeszcze, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy urosło mu się całkiem sporo… A przynajmniej na tyle, by zdecydowanie przerosnąć straszą siostrę, która pewnie już co najmniej kilkukrotnie – i to w ciągu ledwie jednego dnia – zdążyła zatęsknić za czasami, gdy była jedynaczką…
– Chyba wspominałaś coś kiedyś o rozlatującym się domku nad jeziorem…? – rzucił z uśmiechem, jeszcze przed wyjściem z samochodu zerkając w stronę lokum, w którym mieli spędzić najbliższe dwa dni. Nie dało się ukryć, że na warunki, jakie czekały na nich w kolejnych włoskich hotelach raczej nie mieli co liczyć. Ale… raczej nie wydawało się to być jakimś wielkim problemem. – W takim razie ten chyba możesz uznać za całkiem odpowiedni…
Możliwe zresztą, że był to dokładnie ten sam budynek, w którym miał okazję tych parę lat temu, jeszcze w czasach nastoletnich, spędzić weekend razem ze znajomymi, kiedy wspólnie doszli do wniosku, że mogło to być świetne miejsce na kilkudniową imprezę. I właściwie… chyba rzeczywiście było. Zwłaszcza, że w zestawieniu z ilością alkoholu i innych używek, którymi mieli wtedy okazję się raczyć, niespecjalnie zwracali przy okazji uwagę na ewentualne warunki. A chociaż bardzo prawdopodobne wydawało się to, że te ani trochę nie zmieniły się przez wszystkie te lata… najwyraźniej i tym razem nie miał zamiaru zbytnio się nimi przejmować. A przynajmniej nie na tyle, by bez wychodzenia z samochodu, zasugerować natychmiastowy powrót do domu i odpuszczenie sobie tego wątpliwej jakości noclegu…
Zamiast tego wypuścił z auta psy, Murphy’ego przy okazji łapiąc niemal w ostatniej chwili i zapinając mu smycz, zanim ten mógłby zrealizować pomysł samodzielnego zwiedzania bliższej i dalszej okolicy. Nie żeby jakoś mocno ostudziło to entuzjazm zwierzaka… ale przynajmniej można było mieć pewność, że kolejnych godzin nie przyjdzie im spędzić na poszukiwaniu go i późniejszej kąpieli, gdy już miałoby okazać się, że ten świetnie bawił się wśród wszystkich tych najbardziej ohydnych znalezisk, jakie mógłby wywęszyć nad jeziorem…
– Przynajmniej jest szansa, że nikt się nie zorientuje, jak już Murphy zeżre parę mebli, czy innych części wyposażenia… – dodał jeszcze, ponownie zerkając w kierunku domku i chyba nabierając coraz większej pewności, że to rzeczywiście mógł być dokładnie ten sam budynek. Prawdopodobnie z dokładnie tymi samymi plamami na dywanie, choć to dość trudno byłoby już zweryfikować po tak długim czasie. Po pierwsze dlatego, że niewątpliwie przybyło ich od tamtej pory całkiem sporo, a po drugie… to, że Dante mógłby z tamtego wypadu zapamiętać w ogóle jakikolwiek dywan można byłoby chyba uznać za wystarczający wyczyn. A i to tylko przez to, że przed wyniesieniem się z domku, nieco czasu musieli poświęcić na odpowiednie ustawienie stolika, by jak najlepiej zamaskować kilka zupełnie przypadkowo powstałych dziur…
Elsa Eriksen
Weekend spędzony nad jeziorem – choćby i miało to być znajdujące się tuż pod nosem jezioro Ontario – wydawał się więc całkiem niezłym pomysłem. I to może nawet jednym z tych, który mógłby prezentować się jako niezły nie tylko w opinii Dantego, który – jak wiadomo – raczej nie był w tej kwestii ani obiektywny, ani tym bardziej przekonujący dla większości osób. Zwłaszcza tych, które miały cokolwiek wspólnego ze zdrowym rozsądkiem…
Skoro jednak weekend miał spędzić w towarzystwie Elsy, raczej niewielka – jeśli w ogóle jakaś – była szansa na to, że cały ten pobyt miałby się przedłużyć do jakiejś tygodniowej imprezy, z której ostatecznie i tak nie zapamiętałby zbyt wiele. Elsa z kolei mogła nieco odpocząć od pracy – także tej wykonywanej podczas wakacji we Włoszech – co raczej mogło jej się przydać, niezależnie od tego czy i jak bardzo miałaby się upierać, że po swojej kilkutygodniowej nieobecności, powinna jak najszybciej zająć się wszystkimi odwołanymi na ten czas wizytami…
A co więcej – co być może najważniejsze – tym razem przynajmniej mogli zabrać ze sobą psy, nie musząc zostawiać ich pod opieką Eriksenów. I chociaż prawdopodobnie Dante nie miałby nic przeciwko, by Murphy dokończył dzieła zniszczenia na tym rzekomo ulubionym fotelu Caspera, to… zdecydowanie wolałby też nie zostawiać psa pod opieką akurat jemu, jeśli tylko istniała jakaś inna opcja. Po pierwsze – dla dobra samego zwierzaka, nawet jeśli dotychczasowej trzytygodniowej opiece trudno byłoby cokolwiek zarzucić, a po drugie… nawet jeśli rzeczywiście zdecydowali się z Elsą oficjalnie zamieszkać wreszcie razem, to jednak wciąż nie oznaczało to, że Dante tak po prostu miałby porzucić swój zamiar widywania się z jej ojcem tak rzadko, jak tylko było to możliwe.
Zresztą, same psy chyba też wydawały się dość zadowolone z tego, że mogły spędzić ten weekend ze swoimi ludźmi. A przynajmniej Murphy, który przynajmniej nie miał w zwyczaju tej swojej radości ukrywać pod wyniosłym psim zniesmaczeniem, które najwyraźniej do perfekcji opanowała Olive. Chociaż może trudno było się jej dziwić, skoro już podczas wsiadania do samochodu została niemal stratowana przez szczeniaka, który najwyraźniej nie zauważył jeszcze, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy urosło mu się całkiem sporo… A przynajmniej na tyle, by zdecydowanie przerosnąć straszą siostrę, która pewnie już co najmniej kilkukrotnie – i to w ciągu ledwie jednego dnia – zdążyła zatęsknić za czasami, gdy była jedynaczką…
– Chyba wspominałaś coś kiedyś o rozlatującym się domku nad jeziorem…? – rzucił z uśmiechem, jeszcze przed wyjściem z samochodu zerkając w stronę lokum, w którym mieli spędzić najbliższe dwa dni. Nie dało się ukryć, że na warunki, jakie czekały na nich w kolejnych włoskich hotelach raczej nie mieli co liczyć. Ale… raczej nie wydawało się to być jakimś wielkim problemem. – W takim razie ten chyba możesz uznać za całkiem odpowiedni…
Możliwe zresztą, że był to dokładnie ten sam budynek, w którym miał okazję tych parę lat temu, jeszcze w czasach nastoletnich, spędzić weekend razem ze znajomymi, kiedy wspólnie doszli do wniosku, że mogło to być świetne miejsce na kilkudniową imprezę. I właściwie… chyba rzeczywiście było. Zwłaszcza, że w zestawieniu z ilością alkoholu i innych używek, którymi mieli wtedy okazję się raczyć, niespecjalnie zwracali przy okazji uwagę na ewentualne warunki. A chociaż bardzo prawdopodobne wydawało się to, że te ani trochę nie zmieniły się przez wszystkie te lata… najwyraźniej i tym razem nie miał zamiaru zbytnio się nimi przejmować. A przynajmniej nie na tyle, by bez wychodzenia z samochodu, zasugerować natychmiastowy powrót do domu i odpuszczenie sobie tego wątpliwej jakości noclegu…
Zamiast tego wypuścił z auta psy, Murphy’ego przy okazji łapiąc niemal w ostatniej chwili i zapinając mu smycz, zanim ten mógłby zrealizować pomysł samodzielnego zwiedzania bliższej i dalszej okolicy. Nie żeby jakoś mocno ostudziło to entuzjazm zwierzaka… ale przynajmniej można było mieć pewność, że kolejnych godzin nie przyjdzie im spędzić na poszukiwaniu go i późniejszej kąpieli, gdy już miałoby okazać się, że ten świetnie bawił się wśród wszystkich tych najbardziej ohydnych znalezisk, jakie mógłby wywęszyć nad jeziorem…
– Przynajmniej jest szansa, że nikt się nie zorientuje, jak już Murphy zeżre parę mebli, czy innych części wyposażenia… – dodał jeszcze, ponownie zerkając w kierunku domku i chyba nabierając coraz większej pewności, że to rzeczywiście mógł być dokładnie ten sam budynek. Prawdopodobnie z dokładnie tymi samymi plamami na dywanie, choć to dość trudno byłoby już zweryfikować po tak długim czasie. Po pierwsze dlatego, że niewątpliwie przybyło ich od tamtej pory całkiem sporo, a po drugie… to, że Dante mógłby z tamtego wypadu zapamiętać w ogóle jakikolwiek dywan można byłoby chyba uznać za wystarczający wyczyn. A i to tylko przez to, że przed wyniesieniem się z domku, nieco czasu musieli poświęcić na odpowiednie ustawienie stolika, by jak najlepiej zamaskować kilka zupełnie przypadkowo powstałych dziur…
Elsa Eriksen