Strona 1 z 1

Just you and me, where there's no sign of civilization

: śr sie 05, 2026 4:40 pm
autor: Olivia Calvert
Ostatnie tygodnie było dla Olivii ciężkie. Nie dość, że głowę zaprzątały jej myśli związane z osobą, która bawiła się jej poczuciem prywatności, zakłócając ją w dość przemyślany i wysublimowany sposób, tak dodatkowo do stresu doszedł fakt, że jej sąsiadem był jakiś gangster, któremu zszywała ranę, a który pokazał jej, czym jest strach przed bronią, celując w nią nieprzerwanie przez kilka godzin. Jak miała spokojnie wracać do domu wiedząc, że może go spotkać na korytarzu? Jak miała cieszyć się wolnością wynikającą z posiadania własnego kąta, skoro nie miał pewności, czy po raz kolejny nie zostanie zmuszona do czegoś, czego wcale nie chciała robić? To potrafiło zawładnąć myślami na tyle, że nawet w pracy nie umiała skupić się tak jak zawsze. Robiła wszystko wolniej, co jakiś czas musząc poprawiać własne błędy, co nie stawiało jej w korzystnym świetle. Tyle dobrego, że przynajmniej nikt nad nią nie stał i nie patrzył na ręce, a jej pacjenci nie mieli nic przeciwko, kiedy kolejne cięcie musiała wykonać drugi raz lub kiedy szew okazał się nie tak idealny.
Biorąc pod uwagę panujący w jej życiu chaos, była świadoma, że potrzebuje wakacji oraz odpoczynku z dala od telefonów, martwych ludzi oraz tych cholernych czerwonych kopert, których zawartość stawała się coraz bardziej drastyczna, jakby powoli zwiastowała nadchodzący Armagedon.
Nic dziwnego, że była trochę zaskoczona, kiedy dostała wiadomość od Enzo informującą, że kilka kolejnych dni spędzą nad jeziorem Ontario. Jakim cudem ten człowiek był w stanie z taką łatwością przewidzieć, czego aktualnie potrzebowała? Zupełnie, jakby miał w głowie jakiś radar na jej samopoczucie, ewentualnie szpiegów, którzy szeptali mu, że coś było nadal nie w porządku i Calvert chodziła bardziej zestresowana, niż normalnie. Uśmiechnęła się do siebie. Nawet teraz, kiedy nie byli już razem, zaledwie się przyjaźniąc, był jej opoką i pojawiał się zawsze w idealnym momencie. Jak miałaby z niego całkiem zrezygnować? jak miałaby, mimo wszystko, nie pragnąc jego towarzystwa dziękując przy tym, że dane jej było zatrzymać go w swoim życiu.
Po krótkiej wymianie SMSów, spakowała najpotrzebniejsze rzeczy, wcześniej informując swojego szefa, że potrzebuje wolnego. Problemu nie było, wszak Olivia mało kiedy w ogóle gdziekolwiek wyjeżdżała i jej przełożony zdawał się być wniebowzięty, że w końcu odpocznie, nabierając sił i dając się wyciszyć głowie. Wyobrażała sobie jego westchnienie ulgi, kiedy, pomimo chaosu panującego w prosektorium i w sprawach policyjnych, nie musiał się nią martwić.
-Dziękuję, Enzo, że wyrwałeś mnie z domu. Mam wrażenie, że ostatnio każdy mój kolejny dzień wygląda tak samo. Jakbym wpadła w wir, z którego nie mogę się wyrwać. Mój szef zapewne też by ci podziękował - uśmiechnęła się do niego, kiedy znaleźli się w domku, który dla nich wynajął. Było tu nad wyraz cicho, tak spokojnie i po prostu przytulnie. - Urocze. Do takiego miejsca mogę dać się porwać - skomentowała, odkładając swój plecak na jedno z łóżek.

Enzo Lawrence

Just you and me, where there's no sign of civilization

: śr sie 05, 2026 9:19 pm
autor: Enzo Lawrence
Nine.


Po odnalezieniu Chloe odniósł wrażenie, że zatrzymał się w miejscu. Dziewczyna wciąż niechętnie chciała z nim rozmawiać, a on zastanawiał się, w jaki sposób mógł nakłonić ją do rozmowy. Z odsieczą przyszło mu zażalenie od jednego z właścicieli mniejszych firm, który zarzekał się, że został wrobiony w jakieś przekręty, z którymi nie ma nic wspólnego. W porządku. Oczywiście za odpowiednią opłatą mógł zostać całkowicie oczyszczony z zarzutów, nawet jeśli zawinił. Sprawa okazała się bardziej zagmatwana, niż przypuszczał z początku i nagle z jednego kontrahenta, zrobiło się ich dwóch. Wspólników, którzy ciągnęli hajs z firmy, przerzucając nieistniejące dowody na właściciela, by go obciążyć i zszargać jego opinię na rynku pracodawców. Popieprzona, brudna sprawa — takie jak lubił najbardziej. Na szczęście Enzo nie tylko pracą żył. Lubił czasem wziąć wolne, odetchnąć od tego całego syfu i od ojca siedzącego mu na głowie. Wiedział, że stary Lawrence i tak dokładał wszelkich starań do namierzenia zdradzieckiego syna, ale na razie Enzo nie musiał się go obawiać. W końcu nikt mu nie powiedział, ile miał czasu na odnalezienie córki człowieka, którego zamordował niemalże na jej oczach wraz z resztą rodziny. Teraz obłąkany starzec wymyślił sobie historię, w której biedna dziewczyna miałaby szykować się do odwetu. Zdaniem Enzo zupełna bzdura. Był przekonany, że wyparła istnienie tego człowieka ze swojej pamięci.
Domki nad jeziorem Ontario? Rozkładane krzesełka i odpoczynek? Kusiło. Z drugiej strony niezupełnie pasowało to do człowieka o jego temperamencie, osobowości i pozycji społecznej. Z kolejnej natomiast, to, że miał porządnie nasrane i spłycał życie do pracy, to już był tylko i wyłącznie jego problem. Między myśleniem o Chloe, było również miejsce dla Olivii. Naturalnie się o nią martwił. Wiedział, że miała problemy z kimś, kto ewidentnie upatrzył ją sobie jako ofiarę do jakiejś swojej chorej gierki. Propozycja wspólnego wypadu była zupełnie nieplanowana. Po prostu napisał do niej wiadomość z pytaniem, czy ma plany i czy mogła wziąć urlop. Pozytywny odzew z jej strony był dla niego sygnałem, że mógł rezerwować jeden z domków nad jeziorem Ontario. W przeciwieństwie do Liv nie musiał martwić się o swoją pracę. Wystarczyło wziąć służbowego laptopa, nie potrzebował wolnego na żądanie, ani urlopu. Jemu wystarczył dosłownie jeden wieczór na spakowanie rzeczy, rano był już gotowy do zabrania Calvert na wycieczkę.
— Powiedzmy, że… Uznałem, że nie tylko mi się przyda trochę odpoczynku. Ale wiesz, nie przyzwyczajaj się, Calvert. Nie będę cię aż tak rozpieszczał — rzucił, odwracając głowę, by móc na nią spojrzeć przez ramię.
Kąciki jego ust uniosły się w jednym z tych zawadiackich uśmiechów zimnego drania, który w teorii miał oczarowywać, a w praktyce nietrudno było go określić red flagiem. Po otwarciu drzwi od domku im oczom okazało się naprawdę przytulne wnętrze i wszechobecny zapach drewna. Zostawił swoje rzeczy pod jedną ze ścian, wchodząc głębiej do środka. Przyznać musiał, że wnętrze naprawdę robiło wrażenie, a fakt, że domki stały gdzieś pośrodku lasu, tylko uświadamiał go w przekonaniu, że to był dobry wybór.
— Dałabyś się porwać? Czyli następnym razem zamiast wiadomości wolałabyś taką brutalność? O ile, oczywiście, zabrałbym cię ze sobą. Bo z tym mogłoby być różnie, nie zapominaj — podkreślił, przysiadając tyłkiem na miękkiej kanapie stojącej w niewielkim saloniku. —Mamy kilka dni. Pomyśl, co będziesz chciała przez ten czas robić.

Olivia Calvert

Just you and me, where there's no sign of civilization

: śr sie 05, 2026 10:22 pm
autor: Olivia Calvert
Chciała zapomnieć. Wyrzucić z głowy czerwone koperty, niechciane prezenty oraz tuziny ciał czekających, aż ktoś w nie zajrzy. Oczyścić głowę, by na pewne rzeczy spojrzeć z zupełnie innej perspektywy licząc, że rozwiązanie pojawi się samo, a odpowiedzi zajarzą się jasnym światłem w głowie. Kto uprzykrzał jej życie? Kto się nią bawił w sposób, który doprowadzał ją do szaleństwa? Jaki miał powód? Miała nadzieję, że tych kilka dni z Enzo, z dala od gwaru miasta, przyniesie upragnione ukojenie, które naprawi nadszarpnięte nerwy. Że skupi się na bardziej przyziemnych sprawach, wpychając do umysłu kolejne wspomnienia z swoim przyjacielem. Bo kiedy ostatnim razem mieli okazję robić coś normalnego, co nie było związane z pocieszaniem, ratowaniem z tarapatów czy wspieraniem w czasie kryzysu? Kiedy ostatnio poszli na kawę plotkując o tym, jak minął im dzień, by zaraz narzekać, że było nudno? potrzebowała, żeby chociaż teraz było po prostu normalnie, bez ekscesów na miarę powieści kryminalnej lub dramatu.
-Schlebia mi, że nadal o mnie pamiętasz, Enzo - zaśmiała się, zerkając na mężczyznę. Na jego przystojną twarz, błyszczące oczy i ten uśmieszek, który zdawał się być jego znakiem rozpoznawczym. Pamiętała to wszystko doskonale, ani na chwilę nie pozwalając, by wspomnienia wyblakły. - Co, jeśli już się przyzwyczaiłam i teraz będziesz musiał sprostać konsekwencjom? podobno czasem wystarczy jeden raz, żeby człowiek się uzależnił. Będę oczekiwała kolejnych wypadów, Lawrence. Zwłaszcza, jeśli się spiszesz na tym - skomentowała zaczepnie. Nie wymagała tego od niego. Wiedziała, że już teraz wiele poświęcał, rezygnując z przesadnego oddawania się pracy. Mógł wykonywać kolejne zlecenia, które zapewne napływały bez chwili przerwy, a jednak uznał, że odpoczynek też może mieć swoje korzyści.
-Zaraz brutalność! Czy to nie tak, że podobno ludzie potajemnie fantazjują o czymś takim? Kontrolowane porwania, czy jak to zwał - zaśmiała się. Czy posiadała takowe? Nie. Urozmaicenia urozmaiceniami, ale wszystko miało granice.
Podobno.
Zaczęła się przechadzać po niewielkim salonie, dostrzegając prostotę tego miejsca. nie dostrzegła telewizora, nie było też routera od internetu. Czas zdawał się tu zatrzymać, przywodząc na myśl dzieciństwo, zwłaszcza, kiedy na jednej z szafek, poza książkami, odkryła gry planszowe.
-Patrz, mają Monopoly! Kiedy ostatnim razem w nie grałeś? - Obróciła się w jego stronę, trzymając w dłoniach pudełko. naprawdę czuła się tak, jakby cofnęła się o kilkanaście lat w czasie. - Możemy zagrać. Jest też chińczyk, warcaby i kolejka. I puzzle! Nie za dziecinne zabawy dla poważnego Enzo? - rzuciła z wyzwaniem. Jeśli przez kolejnych kilka dni na daremno im szukać tutaj zasięgu oraz internetu, ostatecznie mężczyzna i tak będzie musiał ulec.

Enzo Lawrence

Just you and me, where there's no sign of civilization

: śr sie 05, 2026 11:04 pm
autor: Enzo Lawrence
Kiedy ostatnio byli tak po prostu na kawie? Cholera. Chyba dawno temu. Tak dawno, że Lorenzo nie był w stanie sobie tego przypomnieć, a nie uważał się za starego na tyle, by zacząć przejawiać pierwsze syndromy demencji starczej. Niedawno przekroczył trzydzieści dwa lata. Do sześćdziesiątki brakowało mu jeszcze dwudziestu ośmiu lat. Mniej więcej w tym wieku był aktualnie jego ojciec. Z tego co się orientował, niebawem miał przekroczyć pięćdziesiąt dziewięć lat. Wracając jednak do kawy, dawno nie mieli okazji tak po prostu porozmawiać. U niego z reguły działo się dużo. Niestabilność także była formą stabilności, ale Lawrence tak naprawdę marzył tylko o świętym spokoju. Wyjechał z Mediolanu nie po to, by wciąż być zależnym od Cosa Nostry i mafijnych porachunków. Szerze wierzył, że jeśli uda mu się wywiązać z umowy z ojcem, w końcu będzie mógł pomyśleć o sobie i o czymś w rodzaju stabilności — z daleka od niebezpieczeństwa, bo o związkach nawet nie myślał.
Nie myślał też o braku zasięgu i całkowitego odcięcia od sieci, gdy pakował laptopa z nadzieją na poranną pracę.
Rozczarowanie pojawiło się wraz z momentem, w którym sięgnął po telefon i zobaczył jedną, żałosną kreskę zasięgu na ekranie. Och wow. To zaczęło komplikować sprawę, bo nie był przyzwyczajony do takiego odcięcia od świata. Wzdychając z dezaprobatą, przesunął dłonią po karku, jakby właśnie zdał sobie sprawę z tego, że to Olivia będzie jego rozrywką na te kilka dni. Nie miał względem mniej żadnych nieprzyzwoitych myśli bynajmniej nie w tym momencie, więc myśląc o rozrywce, miał na myśli głównie rozmowy, granie w jakieś karty, czy nawet głupie kalambury. Naprawdę cofnęli się do przeszłości.
Podjął rzucone przez nią wyzwanie, unosząc z nieukrywanym zaintrygowaniem brew. Naprawdę zamierzała testować go na tym wypadzie? Niechętnie, bo leniwie, podniósł się z kanapy, podchodząc pewnym krokiem do Olivii i bezczelnie się nad nią nachylił, mierząc ją spojrzeniem ciemnych tęczówek.
— Uważaj z tymi konsekwencjami. Gorzej jak jedną z nich będzie to, że znów się we mnie zakochasz. Będziemy tu przez kilka dni, tak ci tylko przypominam — rzekł butnym tonem, dotykając palcami do włosów Olivii. — Chcesz zacząć test od parzenia kawy czy szykowania tostów? — dodał z rozbawieniem, przechylając lekko głowę w bok, gdy na jego usta wpełzł lisi uśmiech. Mogła go testować, ale on nie zamierzał wprawiać jej w dyskomfort — wykazał się i tak niemałą zuchwałością, przypominając jej o tym związku. Nie musiał tego robić. Uczucia, które do siebie żywili, osiadły w nich na stałe. Niektórych rzeczy nie dało się wyprzeć, czy zapomnieć.
Brutalność. Fantazje.
Odsunął się od niej, zanosząc się cichym śmiechem. Ugryzł się w język przed rzuceniem kolejnego tekstu nawiązującego do przeszłości. Chciałoby się rzec, że mogła mówić o tych fantazjach wcześniej, bo jego umiejętności mogłyby się im do czegoś przydać, ale teraz… Teraz zostały im gry planszowe, które Olivia wyciągnęła z szafek.
— To naturalne w sumie. Poza tym, ludzie po prostu są brutalni. Niektórzy marzą o dominacji, inni uległości, a trzeci… — przerwał swój wywód, zawieszając spojrzenie na pudełko z monopoly. Ekscytacja Olivii tymi skarbami sprawiła, że Enzo po prostu się wyluzował. — Trzeci wolą monopoly. Jasne, że jestem poważny i dorosły, ale w monopoly ogram cię jak dzieciaka. Sprawdźmy, kto ma głowę do biznesu — podjął, przejmując od niej pudełko. Stół był czysty, wystarczyło więc otworzyć pudełko i rozłożyć planszę zgodnie z instrukcją obsługi. Oczywiście nie można było zapomnieć o ważnej funkcji, jaką był bank i oczywiście Enzo chciał nim być. Lubił liczyć pieniądze, nawet te nieposiadające wartości. — Wybierz sobie pionek, a ja podzielę hajs w banku.

Olivia Calvert

Just you and me, where there's no sign of civilization

: śr sie 05, 2026 11:43 pm
autor: Olivia Calvert
Czy igrała z ogniem prowokując go? Z pewnością. Bo chociaż mogła być pewna jego reakcji, nie umiała przewidzieć w stu procentach, jakie będą jej własne. Podobno przeszłości się nie zapominało i chociaż z Victorem poszło jej dość sprawnie, z Enzo rzecz miała się zgoła inaczej. Po tym pierwszym pozostał niesmak, którego próbowała się wyzbyć ostatecznie, co było nad wyraz uciążliwe - przewijało się niczym smród po skunksie, który postanowił nasikać gdzieś w pobliżu. Po drugim pozostała pustka, która chociaż nie paliła żywym ogniem, niekiedy o sobie przypominała. Taka była cena pięknych wspomnień, które pielęgnowała w chwilach największej słabości. Nie ukrywała przed sobą, że niczego już do niego nie czuła. Nie widziała sensu w okłamywaniu samej siebie i chociaż wydźwięk uczuć się zmienił, nadal istniały. Ceniła je bo potrafiły przypomnieć, że pomimo rozczarowań i pewnych porażek w relacjach międzyludzkich mogła oczekiwać od losu czegoś dobrego.
Nie spuszczała z niego wzroku, kiedy do niej podchodził. Lubiła tę bliskość chociaż Teraz była jedynie częścią przyjacielskiej gry; wyzwaniem, którego się podjął, ku uciesze kobiety. Wytrzymała jego spojrzenie - nie pierwszy raz miała do czynienia z tymi hipnotyzującymi oczami. Wszak to one były jednym z powodów, przez który zwróciła na niego uwagę kilkanaście miesięcy temu.
-Konsekwencje potrafią być przyjemne, nie sądzisz? - rzuciła, nie rezygnując z zaczepnego tonu. Skoro mieli spędzić tutaj kilka dni bez jakiejkolwiek formy cywilizacji, jakoś trzeba było sobie ten czas urozmaicić. Przecież znali siebie, prawda? wiedzieli, na co mogli sobie pozwolić. - Musisz być niebywale pewny siebie, skoro jesteś przekonany, że to ja zakocham się ponownie w tobie, a nie na odwrót. Kto wie, może po tych kilku dniach razem do domu ostatecznie wróci tylko jedno z nas - odpowiedziała, czując przyjemny dreszcz, kiedy dotknął jej włosów. Droczył się z nią, była tego pewna, ale nie odpowiadała za reakcje własnego ciała. Ono pamiętało, ono wspominało i ono przeżywało wszystko na nowo. Czy to poniekąd nie był masochizm? Skoro zdawała sobie sprawę, że nie wyleczyła się z niego w stu procentach, czy nie powinna zrobić sobie całkowitej przerwy? Tylko jak walczyć z uzależnieniem, kiedy było się na takim głodzie, miotając się wewnętrznie? Potrzebowała tego zapomnienia jak narkoman prochów.
Z jej ust wydobył się cichy śmiech, kiedy nawiązał do tak prozaicznych rzeczy.
-Rozumiem, że przez żołądek do serca? Ty tosty, ja kawa. Brzmi jak sprawiedliwy podział - odpowiedziała, lekko głową kręcąc. Uwielbiała w nim to, jak sprawnie potrafił przeskakiwać pomiędzy rozmowami oraz atmosferą, sprawnie nią manipulując. Raz sprawiał, że zdawała się gęstnieć, by zaraz całkiem ją rozładować, dając poczucie komfortu. - A do której grupy ty się ostatnio zaliczasz? - spytała, zaintrygowana. Fantazje się zmieniały, upodobania również. Kto wie, na czym teraz stał mężczyzna. - Nie masz ze mną najmniejszych szans! I nawet nie próbuj oszukiwać! - wskazała na niego wymownie palcem, siadając przy stole, na którym zdążył rozłożyć planszę. - Wybieram kota. uznajmy, że jest czarny, więc musi przynieść mi szczęście - dodała, zaraz jednak się podnosząc. - Dobra, ale najpierw faktycznie zrobię nam kawę, bo może się okazać, że to będzie rozgrywka na kolejnych kilka dni - zaśmiała się, podchodząc do aneksu kuchennego. Tyle dobrego, że w tym domku był prąd i człowiek nie musiał się cofać w czasie aż tyle. - Nadal pijesz tą samą?

Enzo Lawrence