Alkohol, but i książe ?
: śr sie 05, 2026 8:48 pm
Alkohol miał jedną, wyjątkowo irytującą właściwość – odbierał człowiekowi zdolność racjonalnego myślenia, pozostawiając wyłącznie to, co od dawna próbował skutecznie zagłuszyć. Dlatego Charly już dawno przestała sobie ufać po kilku kieliszkach. Dzisiejszego wieczoru zdecydowanie przekroczyła tę granicę. Urodziny znajomego miały skończyć się symbolicznie jednym toastem, później kolejnym i jeszcze następnym, aż w końcu ktoś włączył muzykę, ktoś inny postawił następne drinki, a ona – pierwszy raz od bardzo dawna – pozwoliła sobie nie myśleć. O Noem. O jego dziecku. O własnym rozczarowaniu. O wszystkim, co przez ostatnie tygodnie skutecznie odbierało jej spokój.
Kiedy opuściła mieszkanie jubilata, miasto zdążyło już niemal zasnąć. Asfalt wciąż oddawał ciepło nagromadzone przez cały dzień, dlatego po kilku krokach z ulgą zsunęła szpilki, chwytając je za paski i pozwalając stopom zetknąć się z chłodniejszym fragmentem chodnika. Z rozpuszczonymi włosami, sukienką niedbale zsuwającą się z jednego ramienia i policzkami zaróżowionymi od alkoholu wyglądała bardziej jak dziewczyna wracająca z beztroskiej randki niż kobieta, której świat kilka tygodni wcześniej wywrócił się do góry nogami.
Telefon wyciągnęła z torebki całkowicie odruchowo. Kciuk niemal sam odnalazł kontakt, którego nie powinna wybierać. Przez chwilę wpatrywała się w ekran, marszcząc nos, jakby nawet w stanie upojenia próbowała przekonać samą siebie, że to głupi pomysł. Nie trwało to jednak długo. Zamiast połączenia nacisnęła ikonę nagrywania wiadomości głosowej. — Noe… — zaczęła przeciągle, a zaraz potem cicho się zaśmiała. — Nie odbieraj… właściwie to dobrze, że nie odbierasz. Bo… bo wtedy musiałabym wiedzieć, co chcę powiedzieć, a nie wiem. To znaczy… wiem. Chyba. — urwała, wyraźnie próbując zebrać myśli. — Wkurzasz mnie. Bardzo. I chyba… chyba nadal nie umiem cię za to wszystko nienawidzić. To jest okropnie niesprawiedliwe, wiesz? Bo powinno być łatwiej… a jest tylko… głupiej. — westchnęła ciężko, kopiąc czubkiem stopy jakiś mały kamyk. — Mam nadzieję, że też czasem o mnie myślisz. Chociaż trochę. Bo ja… ja próbuję przestać. Naprawdę próbuję… - urwała ponownie, mrużąc oczy na ekran telefonu, jakby nagle zapomniała, co właściwie robiła. W tym samym momencie kątem oka dostrzegła czyjąś dłoń sięgającą po leżący przy krawężniku przedmiot. Zmarszczyła brwi, zrobiła chwiejny krok w tamtym kierunku i niemal oburzonym tonem wypaliła: — Ej… to moje! — nawet nie kończąc nagrywania wiadomości. Telefon wciąż rejestrował dźwięk, gdy zdecydowanym, choć wyraźnie niepewnym krokiem ruszyła w stronę nieznajomego.
Dopiero z bliska dostrzegła, że mężczyzna trzymał w dłoni jedną z jej szpilek, którą najwyraźniej zgubiła kilkanaście metrów wcześniej, nawet tego nie zauważając. Przystanęła tuż przed nim, unosząc podbródek z miną osoby święcie przekonanej o swojej racji. — Wiedziałam… — oznajmiła z triumfem, wskazując palcem na but. — Próbował uciec. Ale to nadal mój but. — zamilkła na krótką chwilę, po czym dopiero teraz naprawdę spojrzała na stojącego naprzeciw mężczyznę. Z twarzy był podobny do nikogo, choć mogła się mylić, gdyż alkohol skutecznie utrudniał uporządkowanie wspomnień. Zamiast więc próbować odgadnąć czy się znają - Toronto wbrew pozorom nie było ogromne - uśmiechnęła się z tą charakterystyczną dla siebie bezczelnością. — To… oddasz zgubę czy mam cię oskarżyć o porwanie obuwia?
Zayn Fontana
Kiedy opuściła mieszkanie jubilata, miasto zdążyło już niemal zasnąć. Asfalt wciąż oddawał ciepło nagromadzone przez cały dzień, dlatego po kilku krokach z ulgą zsunęła szpilki, chwytając je za paski i pozwalając stopom zetknąć się z chłodniejszym fragmentem chodnika. Z rozpuszczonymi włosami, sukienką niedbale zsuwającą się z jednego ramienia i policzkami zaróżowionymi od alkoholu wyglądała bardziej jak dziewczyna wracająca z beztroskiej randki niż kobieta, której świat kilka tygodni wcześniej wywrócił się do góry nogami.
Telefon wyciągnęła z torebki całkowicie odruchowo. Kciuk niemal sam odnalazł kontakt, którego nie powinna wybierać. Przez chwilę wpatrywała się w ekran, marszcząc nos, jakby nawet w stanie upojenia próbowała przekonać samą siebie, że to głupi pomysł. Nie trwało to jednak długo. Zamiast połączenia nacisnęła ikonę nagrywania wiadomości głosowej. — Noe… — zaczęła przeciągle, a zaraz potem cicho się zaśmiała. — Nie odbieraj… właściwie to dobrze, że nie odbierasz. Bo… bo wtedy musiałabym wiedzieć, co chcę powiedzieć, a nie wiem. To znaczy… wiem. Chyba. — urwała, wyraźnie próbując zebrać myśli. — Wkurzasz mnie. Bardzo. I chyba… chyba nadal nie umiem cię za to wszystko nienawidzić. To jest okropnie niesprawiedliwe, wiesz? Bo powinno być łatwiej… a jest tylko… głupiej. — westchnęła ciężko, kopiąc czubkiem stopy jakiś mały kamyk. — Mam nadzieję, że też czasem o mnie myślisz. Chociaż trochę. Bo ja… ja próbuję przestać. Naprawdę próbuję… - urwała ponownie, mrużąc oczy na ekran telefonu, jakby nagle zapomniała, co właściwie robiła. W tym samym momencie kątem oka dostrzegła czyjąś dłoń sięgającą po leżący przy krawężniku przedmiot. Zmarszczyła brwi, zrobiła chwiejny krok w tamtym kierunku i niemal oburzonym tonem wypaliła: — Ej… to moje! — nawet nie kończąc nagrywania wiadomości. Telefon wciąż rejestrował dźwięk, gdy zdecydowanym, choć wyraźnie niepewnym krokiem ruszyła w stronę nieznajomego.
Dopiero z bliska dostrzegła, że mężczyzna trzymał w dłoni jedną z jej szpilek, którą najwyraźniej zgubiła kilkanaście metrów wcześniej, nawet tego nie zauważając. Przystanęła tuż przed nim, unosząc podbródek z miną osoby święcie przekonanej o swojej racji. — Wiedziałam… — oznajmiła z triumfem, wskazując palcem na but. — Próbował uciec. Ale to nadal mój but. — zamilkła na krótką chwilę, po czym dopiero teraz naprawdę spojrzała na stojącego naprzeciw mężczyznę. Z twarzy był podobny do nikogo, choć mogła się mylić, gdyż alkohol skutecznie utrudniał uporządkowanie wspomnień. Zamiast więc próbować odgadnąć czy się znają - Toronto wbrew pozorom nie było ogromne - uśmiechnęła się z tą charakterystyczną dla siebie bezczelnością. — To… oddasz zgubę czy mam cię oskarżyć o porwanie obuwia?
Zayn Fontana