may you find the courage to face whatever comes your way
: czw sie 06, 2026 8:05 pm
dwa.
Tego dnia miał zaplanowane jedno spotkanie z klientem, na którym miał dogadać warunki umowy i zakres swoich obowiązków. Chodziło o graficzne odświeżenie strony i dopasowanie jej do... stale zmieniającego się świata. W wielkim skrócie ta strona była po prostu zaniedbana i wyglądała jakby już jakieś kilka lub nawet kilkanaście lat temu zatrzymała się w czasie, więc zdecydowanie potrzebowała upgrade'u. Cały ten projekt stanowił dla Ayaana całkiem ciekawe wyzwanie, którego bardzo chętnie się podjął. I choć nie był przyzwyczajony do spotkań twarzą w twarz z klientami, bo większość rzeczy załatwiał mailowo, to tym razem przyszły pracodawca wyszedł właśnie z taką inicjatywą.
W umówionym miejscu był nieco wcześniej, bo nienawidził się spóźniać. Padło na niezbyt drogi, ale wizualnie robiący bardzo dobre wrażenie bar. Mieli się spotkać tuż pod nosem samego barmana, zamówić sobie jakieś napoje i znaleźć jakiś w miarę cichy stolik, żeby wymienić ze sobą kilka zdań. Dlatego właśnie Malviya wdrapał się po schodach, kierując się prosto w miejsce spotkania.
Kilkukrotnie rozejrzał się badawczo, próbując dostrzec tego, którego oczekiwał. Nie był do końca pewny jak naprawdę wygląda ten klient (nawet jeśli udało mu się go wystalkować na jego własnej stronie internetowej, co nie było trudne...), więc błądził trochę po omacku. Starał się raczej wychwycić wśród zabranych kogoś, kto choćby w minimalnym stopniu mógł się rysować jako młody właściciel firmy. I po chwili obserwacji faktycznie dostrzegł kogoś takiego siedzącego przy samym barze. Co prawda samą sylwetkę widział od tyłu, ale to mu wystarczyło, by zdobyć się na odwagę i po prostu zagadać.
Ruszył w stronę nieznajomego, zajmując miejsce zaraz obok. Nie pozwolił sobie jednak na kontakt fizyczny (nawet na skinienie dłoni lub ostrzegawcze pstryknięcie mężczyzny w ramię), więc po prostu odchrząknął głośniej, jakby chciał doprowadzić swoje gardło do porządku, choć tak naprawdę chodziło mu o zaznaczenie swojej obecności. Oczywiście od razu też zdjął okulary, które wcześniej chroniły go przed blaskiem jasnych świateł.
— Wspaniale, też jesteś wcześniej. Witaj Jeremy, miło Cię poznać — powiedział radośnie do jego pleców, chociaż po pierwszych słowach mężczyzna mógł już zacząć odwracać się w jego stronę, więc wkrótce miał zobaczyć jego twarz. Wtedy nie zdawał sobie jeszcze sprawy, że... doszło do fatalnej pomyłki i zleceniodawcy, którego oczekiwał jeszcze nie było na miejscu, a zaczepił właśnie jakiegoś totalnie losowego człowieka.