Strona 1 z 1

may you find the courage to face whatever comes your way

: czw sie 06, 2026 8:05 pm
autor: Ayaan Malviya
Praca na etacie w gazecie była jego głównym źródłem zarobku, ale gdy tylko nadarzała się okazja by zasilić konto dodatkową gotówką... nie musiał zastanawiać się dwa razy. Najczęściej współpracował z klientami prywatnymi, rzadziej z firmami, chociaż tak naprawdę nigdy nie wybrzydzał jeśli chodziło o przyjmowanie graficznych zleceń. Bo grafika już dawno stała się jedną z jego ulubionych dziedzin informatyki. Wiele osób uważało, że ma niepowtarzalne poczucie stylu – sam o sobie nigdy by tak nie powiedział, ale miał całkiem bogate portfolio, które faktycznie skupiało uwagę zainteresowanych potencjalną współpracą na dłużej. Może dlatego go wybierali. Albo dlatego, że oferował konkurencyjne stawki, na które mógł sobie pozwolić, bo całą dodatkową zabawę grafiką traktował raczej hobbystycznie i póki sprawiała mu radość to wykorzystywał to, by sobie dorobić.
Tego dnia miał zaplanowane jedno spotkanie z klientem, na którym miał dogadać warunki umowy i zakres swoich obowiązków. Chodziło o graficzne odświeżenie strony i dopasowanie jej do... stale zmieniającego się świata. W wielkim skrócie ta strona była po prostu zaniedbana i wyglądała jakby już jakieś kilka lub nawet kilkanaście lat temu zatrzymała się w czasie, więc zdecydowanie potrzebowała upgrade'u. Cały ten projekt stanowił dla Ayaana całkiem ciekawe wyzwanie, którego bardzo chętnie się podjął. I choć nie był przyzwyczajony do spotkań twarzą w twarz z klientami, bo większość rzeczy załatwiał mailowo, to tym razem przyszły pracodawca wyszedł właśnie z taką inicjatywą.
W umówionym miejscu był nieco wcześniej, bo nienawidził się spóźniać. Padło na niezbyt drogi, ale wizualnie robiący bardzo dobre wrażenie bar. Mieli się spotkać tuż pod nosem samego barmana, zamówić sobie jakieś napoje i znaleźć jakiś w miarę cichy stolik, żeby wymienić ze sobą kilka zdań. Dlatego właśnie Malviya wdrapał się po schodach, kierując się prosto w miejsce spotkania.
Kilkukrotnie rozejrzał się badawczo, próbując dostrzec tego, którego oczekiwał. Nie był do końca pewny jak naprawdę wygląda ten klient (nawet jeśli udało mu się go wystalkować na jego własnej stronie internetowej, co nie było trudne...), więc błądził trochę po omacku. Starał się raczej wychwycić wśród zabranych kogoś, kto choćby w minimalnym stopniu mógł się rysować jako młody właściciel firmy. I po chwili obserwacji faktycznie dostrzegł kogoś takiego siedzącego przy samym barze. Co prawda samą sylwetkę widział od tyłu, ale to mu wystarczyło, by zdobyć się na odwagę i po prostu zagadać.
Ruszył w stronę nieznajomego, zajmując miejsce zaraz obok. Nie pozwolił sobie jednak na kontakt fizyczny (nawet na skinienie dłoni lub ostrzegawcze pstryknięcie mężczyzny w ramię), więc po prostu odchrząknął głośniej, jakby chciał doprowadzić swoje gardło do porządku, choć tak naprawdę chodziło mu o zaznaczenie swojej obecności. Oczywiście od razu też zdjął okulary, które wcześniej chroniły go przed blaskiem jasnych świateł.
Wspaniale, też jesteś wcześniej. Witaj Jeremy, miło Cię poznać — powiedział radośnie do jego pleców, chociaż po pierwszych słowach mężczyzna mógł już zacząć odwracać się w jego stronę, więc wkrótce miał zobaczyć jego twarz. Wtedy nie zdawał sobie jeszcze sprawy, że... doszło do fatalnej pomyłki i zleceniodawcy, którego oczekiwał jeszcze nie było na miejscu, a zaczepił właśnie jakiegoś totalnie losowego człowieka.

Dean Vanberg

may you find the courage to face whatever comes your way

: pt sie 07, 2026 3:13 pm
autor: Dean Vanberg
Kurwa.
To słowo pojawiało się w jego głowie mniej więcej co pięć minut, kiedy tylko pozwolił sobie na przesadne myślenie. Co tu się ostatnio odwalało? Miał wrażenie, że uniwersum postanowiło zagrać w głupią grę, jak dowalić ludzkości bardziej. Ewentualnie Deanowi - taka zapłata za wszystkie potencjalne grzechy, które miał na swoim koncie, skrupulatnie zasilając je na przestrzeni lat. Czy faktycznie przyszło mu płacić za luźne podejście do życia, w którym nie było miejsca na zasady narzucone przez kogoś? Podobno istniała wolność słowa, wyboru i ogólne poszanowanie tolerancyjne, a tu proszę, ktoś jednak miał wiele przeciwko, jeśli jednostka za bardzo odstawała.
Nic dziwnego, że musiał się napić, w ten sposób pragnąc wyrzucić z głowy tamten śmiertelny wypadek, problemy sercowe Benjamina oraz własną porażkę na płaszczyźnie tanecznej. Tak, docierało do niego, że w tym względzie wiele już nie osiągnie, bo wiek robił swoje, a kolano nadal nie było i zapewne nie będzie tak sprawne, jak kilkanaście lat temu. Nadal kształcił młodziaków mogąc chociaż poszczycić się świetną choreografią, ale brakowało mu prezentowania kroków samemu w konkursach, w których można było zabłysnąć. Już nie tancerz z krwi i kości, a nauczyciel. Litości, jak to w ogóle brzmiało.
Zdecydowanie potrzebował tego alkoholu, bo ile można było przeszłość roztrząsać? Życie było za krótkie, nie? Przeszłości nie zmieni, a przynajmniej wyciągnie ile może z teraźniejszości i przyszłości. Uśmiechnął się lekko wchodząc do baru, w którym zaledwie paręnaście dni temu doprowadził George’a do załamania nerwowego. Nadpobudliwy nowobogacki, którego życie jeszcze w żaden sposób nie doświadczyło w sposób znany chociażby komuś pokroju Vanberga. jak ludzie mieli zdobywać doświadczenie i uczyć się przetrwania, skoro zamknięci byli w szklanych kopułach, balując za hajs rodziców?
Usiadł przy barze, posyłając znajomemu barmanowi zaczepny uśmiech. Przystojny, w typie Deana, zdecydowanie. Kto wie, może po skończonej zmianie porwie go w jakieś zaciszne miejsce pozwalając spełnić skrywane fantazje.
Upił łyk alkoholu, który mienił się bursztynem w szklance, która dostał. Mógł się założyć, że porcja trunku była znacznie bardziej pokaźna niż ta, którą chłopak przygotował dla kolejnego klienta. To świadczyło, że tancerz niewiele się mylił co do intencji barmana. Wspaniale!
Poczuł czyjąś obecność, kiedy miejsce obok zostało zajęte. Bez słowa, bez gestu, bez zaczepki. Dean zapewne nie zwróciłby na to specjalnie uwagi, poświęcając ją osobie, która krzątała się za kontuarem, ale wymowne chrząknięcie oraz słowa, które doleciały do jego uszy zmusiły go do przeniesienia spojrzenia na nowo przybyłego.
Obrócił się bezceremonialnie przesuwając tęczówkami po sylwetce jegomościa, zaczynając od dolnych części, na buźce kończąc. Atrakcyjny, nietuzinkowy, wpasowujący się w standardy.
-Nie wiem czy powinienem się obrazić za tego Jeremiego. Prędzej pasuje do podstarzałego biznesmena w kryzysie wieku średniego, niż do mnie. No chyba, że to oryginalny sposób na podryw. Jak wielu przede mną zostało Jeremym? - spytał, wolno sunąc wzrokiem po jego twarzy, niczego nie robiąc sobie z faktu, że mogło to być dla nieznajomego dość niekomfortowe.

Ayaan Malviya

may you find the courage to face whatever comes your way

: pt sie 07, 2026 8:31 pm
autor: Ayaan Malviya
Bardzo szybko zaczął żałować, że najpierw nie zamówił jakiegoś mocnego drinka, bo gdyby zbyt szybko upił kilka łyków wysokoprocentowego trunku, to przynajmniej mógłby z łatwością usprawiedliwić swoją pomyłkę alkoholem. Tak naprawdę to do ostatniej chwili myślał, że Jeremy jest po prostu typem dowcipnisia i po prostu robi sobie jaja. Ayaan miał nadzieję, że za chwilę usłyszy z ust mężczyzny, że to tylko żart i mogą zacząć omawiać projekt. Ale minęła pierwsza sekunda, później kolejna i wszystko wskazywało na to, że faktycznie doszło do gafy.
Początkowo był lekko zakłopotany, ale starał się nie dać tego po sobie poznać. Szok szybko zastąpił szerokim, niemal rozdzierającym usta uśmiechem, a twarz niemal od razu przestała być spięta. Jego strategią był sprawne odnalezienie się w sytuacji i dostosowanie się do niej – robił to już tysiące razy, więc był przekonany, że tym razem również da radę.
Już na samym początku poczuł na sobie pełen zainteresowania wzrok nieznajomego – intensywne spojrzenie, które kogoś innego mogłoby wprawić w zakłopotanie, stłamsić. Ale nie jego, bo Ayaan dostrzegał w tej sytuacji szansę, a bardzo mocno trzymał się zasady, że gdy nadarza się okazja to trzeba ją wykorzystać. Dlatego odpłacił się równie śmiałym spojrzeniem, koncentrując się jednak tylko na twarzy mężczyzny. Najpierw przemknął przez jego wargi, później nos. Wzrok ostatecznie osiadł na oczach. Dopiero wtedy ułożył się wygodniej na stołku, opierając łokieć o blat.
To zależy już tylko od ciebie – czy obrazisz się, czy nie. Najwyżej odwołam się od decyzji jeśli nie będę się z nią zgadzać... A na swoją obronę mogę tylko powiedzieć, że jestem umówiony z klientem w tym właśnie miejscu. Nigdy nie widziałem kolesia na żywo, a ty byłeś jedynym potencjalnym Jeremym w okolicy — wyjaśnił wszystko dość prosto, nie mogąc się jednak powstrzymać od nieco zaczepnego, może odrobinę zbyt śmiałego tonu. Ale słysząc już pierwsze słowa nieznajomego doszedł do wniosku, że może sobie pozwolić na wiele. Wydawał się wyluzowany – bez różnicy czy takie faktycznie był, czy to alkohol sprawiał, że z taką łatwością nawiązywał kontakt z innymi. Najważniejsze, że ta pomyłka została obrócona w coś niezbyt poważnego, zabawnego.
Jesteś pierwszym, o ile faktycznie masz tak na imię — dodał, pokusiwszy się na znacznie zabawniejszy ton wypowiedzi. Nie musiał być Sherlockiem żeby domyślić się, że siedzący obok facet na pewno nazywa się inaczej. Chociaż jakby jakimś cudem okazało się, że serio jest Jeremym to byłaby to jedna z najbardziej nieprawdopodobnych akcji, jakie ostatnio mu się przydarzyły.
Chwilę ciszy wykorzystał by sprawdzić telefon. Przesunął palcem po ekranie, kreśląc kształt pozwalający na odblokowanie urządzenia. Godzina spotkania jeszcze nie wybiła, więc zleceniodawca miał jeszcze szansę by się pojawić. W oczekiwaniu na niego Ayaan mógł skorzystać z obecności nieznajomego i umilić sobie czas krótką pogawędką albo nawet wypitym w jego towarzystwie drinkiem. Nie dawał mu jednak pełni swojego zainteresowania – prawie jakby był ciekawy jego reakcji, jakby chciał się przekonać czy będzie się domagał atencji jeśli nie dostanie jej wystarczająco dużo. Z tyłu głowy wciąż miał też spotkanie biznesowe, które miało dość do skutku, więc nie mógł stuprocentowo wrzucić na luz.
Często pijesz sam? Czy też na kogoś czekasz? — mówiąc to przeczesał dłonią niesforne kosmyki, a swojemu tymczasowemu kompanowi posłał pełen uroku uśmiech.

Dean Vanberg

may you find the courage to face whatever comes your way

: ndz sie 09, 2026 3:52 pm
autor: Dean Vanberg
Pewność siebie była tym, czego Deanowi z całą pewnością nie brakowało. Dziwne sytuacje, zaczepianie przez ludzi, niebezpieczne wyskoki - kto robiłby z tego problem? Jeśli tylko znało się swoją wartość, przeszkody nie istniały, a ograniczenia wszelkiej maści zostawały w tyle. Nic dziwnego, że kiedy tylko Vanberg został pomylony z jakimś Jeremym, postanowił obrócić sytuację na swoja korzyść, sprawdzając przy tym dokładnie wszelkie reakcje swojego rozmówcy, chcąc go w ten sposób rozpracować upewniając się, na co może sobie pozwolić. Bo brak limitów brakiem limitów, ale nie uśmiechało mu się później walczyć w sądzie czy na komendzie z oskarżeniem o molestowanie czy jakieś inne obrazy majestatu, które pojawiały się w głowach innych w momencie, kiedy sytuacja zaczynała im się wymykać spod kontroli, a finał wyglądał zgoła inaczej, niż zakładali. Tak, ludzie uwielbiali kozaczyć, później wycofując się gwałtownie, kiedy przestali dawać radę. Po co więc zaczepiać i prowokować, skoro nie było się gotowym na przyjęcie konsekwencji?
Jaki był jego aktualnie rozmówca? Odpowiedź na to pytanie go interesowała. Chłopię miało w sobie coś urzekającego - trochę nieśmiałości skrywanej przed pozorną pewnością, którą chciał się wykazać. No i umówmy się - było na co popatrzeć, bo Dean, jak rasowy przedstawiciel płci męskiej, był podatny na piękno i chciał się obracać tylko w takim towarzystwie odrzucając każdego, kto nie spełniał chociażby minimum kryteriów.
Poczuł jak ego skacze mu kilka leveli wyżej, kiedy nieznajomy mężczyzna uważnie go zlustrował. Zaledwie twarz, ale to był dobry początek.
-Umówiony z klientem - powtórzył z lekkim uśmiechem i po raz kolejny przesunął spojrzeniem po jego ciele, jakby oceniał o jaki rodzaj klienta może chodzić. Mężczyzna nie wyglądał na typ osoby, która handlowała swoim ciałem, ale w dzisiejszym świecie pozory bardzo łatwo mogły zmylić. Tym bardziej, że Vanberg nie miałby niczego przeciwko, gdyby z takiego handlu mógł skorzystać. - Aż kusi zapytać jaki to rodzaj klienta. Ale zmartwię cię, chociaż w tym momencie cały ten Jeremy powinien się tak czuć tracąc towarzystwo - nie jestem nim i daleko mi do kogoś o takim imieniu - odpowiedział, upijając łyk alkoholu. Serio to imię brzmiało jak imię wujka, który rozkręcał imprezę na weselu.
-Dean - powiedział, ostatecznie zdradzając swoje imię. Nie było to konieczne, ale litości, musiał zadbać o to, żeby nie dostać łatką wujka w twarz.
Obserwował go przez chwilę, kiedy bawił się telefonem. Uzależnienie dwudziestego pierwszego wieku, przed którym ludzkość nie potrafiła się chronić. Wykorzystał to na dogłębniejsze poznanie każdej rysy i wgłębienia na jego twarzy. Prześlizgiwał się po każdym piegu, których ilość była nierealna do policzenia.
-Zacznę być zazdrosny, że tuż po zaczepieniu mnie, poświęcasz uwagę wirtualnej osobie - skomentował, przywołując dłonią barmana, dając znak, by przygotował im dwa drinki. Whisky, tak na dobry początek. Nie miał pojęcia, co też mężczyzna pijał, ale ostatecznie alkohol i tak się nie zmarnuje.
Przesunął szklankę w stronę nieznajomego.

-Już nie czekam na nikogo. A picie samemu? Czasami popłaca, bo nigdy nie wiadomo kto znajdzie się obok - wzruszył lekko ramionami, mieszając płyn w szkle. Patrzył, jak niewielkie kostki lodu nikną pod powierzchnią trunku. - Liczę, że przynajmniej chwilowo nie będę skazany na samotność. Za ile przyjdzie ten twój cały klient? Czy jednak był tylko pretekstem, żeby zagadać?

Ayaan Malviya

may you find the courage to face whatever comes your way

: pn sie 10, 2026 7:51 pm
autor: Ayaan Malviya
Umówiony z klientem, miał ochotę powiedzieć raz jeszcze, żeby cel jego przyjścia w to miejsce wybrzmiał odpowiednio zrozumiale, bez miejsca na jakiekolwiek dopowiedzenia. Ayaan odnosił wrażenie, że nieznajomy może mieć co do tego wątpliwości – chyba naprawdę myślał, że to tylko pretekst by zagadać, taki niezbyt wymyślny sposób na podryw. Tylko czy próba przekonania mężczyzny, że to wcale nie tak miała jeszcze jakikolwiek sens? Malviya gdzieś podskórnie czuł się nieco zdezorientowany, bo godzina spotkania z klientem wybiła, a jego wciąż nie było. Nie dostał też żadnej wiadomości o ewentualnym spóźnieniu, co wydawało mu się odrobinę podejrzane. Szkoda, bo dodatkowe pieniądze na koncie na pewno by się przydały.
Oczywiście od razu wychwycił kolejne, pełne zainteresowania spojrzenie na swojej sylwetce. Siedzący obok facet niespecjalnie krył się ze swoimi obserwacjami. Brakowało tylko żeby Ayaan wstał, prezentując mu się w pełni okazałości, skoro ciekawość była aż tak duża. Ale nie zrobił tego, to jeszcze nie ten etap znajomości.
Klient biznesowy — odparł bezceremonialnie, ponownie napotykając jego wzrok. Chyba nawet spojrzał na niego w momencie, w którym przyciskał szklankę wypełnioną przynajmniej do połowy alkoholem do ust. Zaczekał aż weźmie łyk, pozwalając by znów na siebie popatrzyli.
Dean?
Nie pytałem – cisnęło się na usta. Umarło jednak w zarodku, gdy tylko uzmysłowił sobie, że wcale nie musi być dla niego niemiły. W sumie ten mężczyzna był całkiem nieszkodliwy, a wcześniej zaplanowane spotkanie biznesowe prawdopodobnie i tak miało nie dojść do skutku. Dlaczego więc miał zniechęcać do siebie kogoś, kto wyraźnie chciał być w pobliżu?
Ayaan — przedstawił się pospiesznie, wciąż klikając coś w telefonie. Nie do końca skupił się wtedy na tym co mówił, bo akurat dostał wiadomość, w której potencjalny zleceniodawca odwołał spotkanie. To było coś w stylu „przepraszam, coś mi wypadło, nie dam rady się dziś pojawić, Jeremy”. Czyli kolejna szansa przeleciała mu przed nosem, niefajnie. Kolejną, która wpadnie mu w ręce będzie musiał wykorzystać choćby miał się walić świat.
Co? Zazdrosny? — zapytał wyraźnie zakłopotany, bo wybity z zadumy. Szybko jednak postarał się zrozumieć o co chodzi. — Wybacz, właśnie dostałem wiadomość, że to chwilowo nieaktualne. No zobacz — wytłumaczył się, podstawiając mu telefon przed twarz żeby mógł zobaczyć krótkiego sms-a świadczącego o tym, że mówi prawdę. Bo przecież nie kłamał. Dał mu chwilę na zapoznanie się z treścią przeprosin i schował telefon. Tym razem do kieszeni, żeby nie musieć go już wyjmować skoro zapowiadało się, że wieczór ma jednak wolny.
To nie był pretekst, naprawdę myślałem, że jesteś nim — wyjaśnił, chwytając za drinka, którego sprezentował mu Dean. Najpierw wprawił szklankę w ruch, jakby mieszał alkohol, a później powolnie przytknął szkło do ust. Wziął jeden, głęboki łyk, a następnie odstawił naczynie na blat. Od razu skierował się w jego stronę – teraz, gdy głowę miał wolną od jakichkolwiek dodatkowych myśli mógł mu poświęcić dużo więcej uwagi. Choć nie wiedział czy to dobry pomysł, chyba nie powinien mu tak łatwo dawać dokładnie tego czego chciał. Może powinien to trochę bardziej urozmaicić?
Następny drink będzie na mój koszt, jeśli tylko powiesz mi czy na każdego, przypadkowo poznanego faceta patrzysz w ten sposób. Będę wiedział czy warto ci go postawić, czy wyrzucę pieniądze w błoto — mówiąc to przechylił głowę nieco w bok i obdarował go szczerym, szerokim uśmiechem.

Dean Vanberg

may you find the courage to face whatever comes your way

: wt sie 18, 2026 10:30 am
autor: Dean Vanberg
Jego wzrok nieprzerwanie śledził mężczyzna znajdującego się obok niego. Dean oceniał czy było warto, wyciągając odpowiednie wnioski. twarz urodziwa, reszta też niczego sobie. Pytanie jeszcze czy poza piękną otoczką, na którą zapewne wielu uwagę zwracało, persona miała do zaoferowanie coś więcej, bez konieczności obawy o ściągnięcie na siebie uwagi policji po tym, jak posypią się oskarżenia. Litości, jak on nie lubił przesadnego dramatyzowania, kiedy ludzie pchali się w sytuacje, z którymi przestawali sobie radzić w najbardziej interesującym momencie. Jak już się do czegoś zabierano, to z przytupem, co? Wtedy było znacznie ciekawiej i zabawniej, a właśnie tego vanberg zdawał się teraz potrzebować, dostrzegając okazję w nieznajomym.
-Aż kusi, żeby zapytać o jakie to biznesy chodzi. Wiesz, w tym miejscu pojawia się naprawdę sporo osób z równie sporą ilością powodów, niekoniecznie cenzuralnymi - stwierdził, nachylając się w jego stronę, jakby to co mówił, było jakąś wielką tajemnicą. Dla Deana było zaś pretekstem, by zaciągnąć się perfumami chłopaka, które mile łechtały jego nozdrza pozostawiając w umyśle swój ślad. Kuszący i pobudzający fantazje. - Nie chciałbym w tym wszystkim, żeby powstały jakieś niedopowiedzenia. Bo kto wie, mógłbym na przykład uznać, że twoim biznesem jest prywatna sesja striprizu. Ewentualnie jakieś dogłębniejsze usługi - wzruszył ramionami, prostując się. Przechylił szklankę, pozbywając się jej zawartości. Miał mocną głowę i wiedział, na ile może sobie pozwolić, przy okazji napawając się stanem lekkiego upojenia, które szumiało w głowie. Miał nadal kontrole, ale w ostateczności będzie mógł zrzucić wszystko na alkohol, co nie? Tak gdyby rozmówca postanowił zarzucić mu obrazę.
-Ayaan - powtórzył, smakując jego imię. - Dość nietypowe, pasuje do ciebie - uśmiechnął się lekko, kusząc się na komplement. Gdyby jednak miał opisać chłopaka, był zdecydowanie nietuzinkowy. Z twarzą usłaną mnóstwem piegów wyróżniał się na tle innych, tak zwyczajnie wyglądających osób, z którymi Vanberg miał styczność. Nic dziwnego, że aż kusiło, żeby przekroczyć granice.
Zaśmiał się cicho, kiedy Ayaan zdawał się trochę spanikować pod wpływem jego komentarza. Urocze, doprawdy. I jakże zmienny! Raz zdawał się emanować pewnością, wytrzymując nachalne spojrzenie, a za drugim razem na policzki niemal wskakiwał rumieniec. Istna kakofonia reakcji, które chciało się badać.
-Czyli lepiej dla mnie. Ten cały Jeremy wyświadczył mi przysługę. Przynajmniej nie będę musiał się obawiać, że w którymś momencie mi uciekniesz, spiesząc na spotkanie - odpowiedział, spoglądając na niego ponownie. Plus on nie będzie musiał umierać z nudy obgadując jakieś biznesowe pierdoły. Wszak nie samą pracą człowiek żyje. - Zapewniam cię, Ayaan - jestem znacznie lepszy od niego - wyszeptał zaczepnie, pochylając się po raz drugi w jego stronę. Uwielbiam zakłócać innym przestrzeń. Reakcje rozmówcy potrafiły powiedzieć mu wtedy naprawdę wiele. Czy podoła, czy się odsunie? Będzie spięty, czy jednak z ochotą przystanie na te niewinne zagrywki.
-Mam swoje standardy, a nie każdego stać na to, żeby sprostać chociażby minimum. Także, drogi Ayaanie, zdecydowanie nie na każdego patrzę w ten sam sposób. Na to spojrzenie zasługują jedynie ci, którzy mają coś do zaoferowania. Coś więcej poza ładną buźką, chociaż to ona w pierwszej kolejności przyciąga - odpowiedział po chwili. Nie lubił tracić czasu na kogoś, kto zaniem Deana nie był tego wart. A tu proszę państwa, dostrzegł potencjał ukryty w pisklaku, który tylko czekał, żeby skrzydła rozprostować. I on miał zamiar mu w tym pomóc.

Ayaan Malviya