Strona 1 z 1

you drink, i drink. remember?

: pt sie 07, 2026 8:37 pm
autor: Nellie Park
#1
Jak napisała, tak zrobiła. Gdy tylko Alvin wrócił do mieszkania, projektor w salonie wyświetlił na ścianie najnowszą część „Paranormal Activity”. Różniła się klimatem od pierwszych części i chociaż Nellie przez połowę filmu marudziła na mało przerażający wyjazd głównej bohaterki do odizolowanej społeczności amiszów, wiedziała też, że sama pewnie nie będzie mogła w nocy zasnąć.
Jedzenie zniknęło w ciągu kilkunastu minut, a kiedy skończyła się i cola, padło to jedno magiczne pytanie: to co, może po piwku? Nieważne, czyj to był pomysł, oboje dobrze wiedzieli, że jedna ze stron powie tak, a wtedy ta druga nie będzie miała zbyt wiele do gadania. Bo Alvina nie trzeba było namawiać, a Nellie nie była na tyle asertywna, żeby zostać przy swoim „przecież wiesz, że nie mogę”. Przy drugim albo trzecim piwie zaczynała sobie powtarzać, że przynajmniej nie były to narkotyki… tylko p i w o. Nic takiego, prawda?
Piwo numer cztery i tu zaczął robić się problem. A właściwie nie byłoby żadnego, gdyby Alvin nie dostał SMS-a od znajomego (ich wspólnego zresztą), który siedział nad jeziorem.

„Wbijaj nad jezioro, jest w chuj ludzi”.
Po spojrzeniu, jakie posłał jej Fontaine, wiedziała już, że oczywiście pójdą nad to jezioro.
No i poszli. A gdy tylko podeszli bliżej baru, dołączył do nich Marcus – widocznie wstawiony. Na widok Nellie zrobił taką minę, jakby zobaczył ducha.
— Ja pierdolę! — krzyknął, momentalnie obejmując Nellie ramieniem. W dłoni trzymał otwartą butelkę piwa. — Ty, kurwa, żyjesz?! Nie widziałem cię ze cztery lata, kobieto!
No żyję, jak widzisz! — odkrzyknęła i uśmiechnęła się krzywo. — A ty co, już najebany?
— A wy to nie? — Marcus zerknął na Alvina.
My się świetnie trzymamy — rzuciła pewnie Nellie.
— No to jak się tak świetnie trzymacie, to zapraszam do konkursu, dzieciaki! — skinął w stronę baru. — Zasady są proste. Odpada ten, kto zaliczy zgona. — Zarechotał, popychając Nellie bliżej lady barowej.
O nie, nie ma mowy, ja żadnych szotów nie piję. — Posłała Alvinowi spojrzenie typu: zrób c o ś.
— Weź nie marudź, będzie dobrze! Pokonasz dziada, zobaczysz!
Alvi?! — Kolejne błagalne spojrzenie.
— Żadne Alvi, chodźcie! Dawaj, stary!

Alvin Fontaine

you drink, i drink. remember?

: wt sie 18, 2026 1:54 pm
autor: Alvin Fontaine
007.
Nellie Park była problemem. Kiedyś dla stanu jego trzeźwości, teraz dla jego zdrowia psychicznego, poczytalności i serca. Serca. Ale wcale nie tak, jak normalnie ktoś by się spodziewał. Gorzej. Znacznie, kurwa, gorzej. Bo go gnębiła. Dręczyła. Torturowała. Kto normalny włącza Paranormal Activity człowiekowi, który jedyne, czego się boi — ale uda, że nie — to zjawiska paranormalne? Nikt normalny. Nellie Park nie była normalna.
Nellie Park była problemem.
I wbrew temu, że kumple mu mówili, że z problemami powinno się sypiać, Alvin postanowił zrobić na odwrót — nie spać wcale. I jej też nie dać spać. A jakby próbowała zasnąć, to wcielić się w postać z kolejnego strasznego filmu i skutecznie ją od tego zamiaru odciągać.
Tyle, że nie było mu to dane. Nie do końca i na pewno nie w takim zamyśle, jak sobie to upatrzył, ale podobno nie zaglądało się darowanemu koniowi w zęby, a sms z informacją o imprezie nad jeziorem był właśnie takim podarowanym koniem.
Spojrzał wtedy na nią, ona spojrzała na niego i wszystko stało się jasne. Nie musiał nic mówić. Ona nie musiała pytać. Duet idealny do porozumiewania się pozawerbalnego. Same oczy. Zero słów. Sto procent zrozumienia.
Odrobina wątpliwości.
Bo przecież jej ojciec...
Zabiłby go, ale podchmielony piwem mózg Fontaine’a stwierdził, że da sobie radę z potencjalną złością pana taty. I że albo go przegada albo zajmie pokazem zjazdu na rurze w remizie, zagłuszając ojcowskie instynkty dotyczące pijaństwa jego latorośli. Albo, po prostu, nie da mu się dowiedzieć, że w ogóle pili.
Prosta sprawa.

Kiedy Marcus dorwał ich przy barze, Alvin już otwierał piwo, butelka o butelkę, kapselek pod kapselek, by podać je Nellie. Ale nie zdążył.
Nie zdążył, bo znajomy miał kolejny świetny plan, a widok spojrzenia Nellie tylko utwierdził go w przekonaniu, jak cudowny jest ten cały konkurs.
I Alvin Fontaine, człowiek o mózgu entuzjasty, zrobił dokładnie to, czego przyjaciółka mogła się po nim spodziewać — czyli absolutnie nic w jej obronie.
Musiał jednak przyznać, że połączenie na poziomie neuronowym wciąż działało i przekaz wysłany oczami Nellie był bardzo jasny i klarowny.
Idzieeeemyyy! — Zdjął tyłek z tobołka, na którym usiedział może łącznie minutę i zaraz był po drugiej stronie Nellsona. Spojrzał na nią błagalnie, tak jak ona na niego, tylko z zupełnie innymi potrzebami. — Panienko Park, ja za panienkę wypiję, jak coś.
Jak coś to było słowo klucz.
Niemniej, nie był w stanie odmówić Marcusowi, bo było jezioro, i ludzi faktycznie w chuj, i muzyka, i zapach grilla, i to wszystko razem składało się w jeden wielki argument, z którym Fontaine po prostu nie miał zamiaru polemizować. Nie dzisiaj, nie teraz.
Nie nigdy.

Chwilę potem stały przed nimi shoty w równym rzędzie.

I Alvin wziął jednego i nawet się nie zastanawiał. Alkohol popłynął gładko przez gardło, osiadł w żołądku i... cóż. To by było na tyle. Może niepotrzebnie się ruszył, może niepotrzebnie próbował odsunąć się od Nellie i Marcusa i przytulić trzymaną butelkę z piwem, bo ruch zdecydowaniu mu nie służył. Zakręciło mu się we łbie i ucałował kieliszek po shocie, na zakończenie tego fatalnego związku. Spojrzał na swoje piwo, spojrzał na kształt butelki.
Przepraszam, że cię zdradziłem.

Może jednak nie był w stanie wypić kolejki za Nellie. Ups.

Nellie Park

you drink, i drink. remember?

: wt sie 18, 2026 2:31 pm
autor: Nellie Park
edit z dodaniem posta: 24 sierpnia

Nellie Park była problemem.
Nellie Park chyba naprawdę lubiła go g n ę b i ć.
Za wszystkie nieprzespane noce, kiedy Fontaine decydował, że ta kolejna z rzędu będzie idealną na sprowadzenie nowych twarzy do ich wspólnego mieszkania. Za wszystkie zjedzone z lodówki chińczyki i wszystkie akcje, kiedy nie powiedział „Nellie, odpuśćmy. To zły pomysł”.
Bo przecież Nellie nie była dorosła, nie była kobietą po trzydziestce, która powinna wiedzieć najlepiej, co wypadało, a czego nie. Prawda?
Czasami miała wrażenie, że przy Alvinie jej mózg topniał i z całkiem inteligentnej osoby stawała się perfekcyjnym przykładem chodzącego imbecyla.

„Idzieeeemyyy!”.
Prawie jęknęła. Wystarczyło na niego spojrzeć i wiedziała już, że nie było odwrotu.
„Panienko Park, ja za panienkę wypiję, jak coś”.
Mhm… na bank — mruknęła, zamykając na chwilę oczy.
Kolejka szotów wyglądała apetycznie. Tfu, bardzo nierozsądnie i bardzo źle, rzecz jasna, bo nie dość, że było ich dużo, to jeszcze nie do końca wiadomo, co się w nich właściwie znajdowało.
Gdy Alvin wlał w siebie pierwszego z nich, Nellie patrzyła ze zbolałą miną, niemalże czując w gardle ten piekący posmak. Prawie podała mu kolejny kieliszek.
Dobra, teraz za mnie — powiedziała, przysuwając szkło w jego stronę.
Ale Alvinowi najwyraźniej ten jeden wystarczył.
Halo, Alvin?
Zamrugała szybko kilka razy, patrząc, jak przyjaciel się chwieje.
Czy ty… czy ty się najebałeś? — rzuciła z niedowierzaniem. — Słabo, stary. — Pokręciła głową. — Powinieneś walczyć.
Wypiła szota, bo przecież sama też nie mogła się poddać, skrzywiła się i spojrzała na Marcusa.
— I co, zajebiste, nie?
Obrzydliwe.
Zerknęła znowu na Alvina – kontemplował swoją butelkę piwa.
Alvi, jak będziesz chciał wracać, to wiesz… — Odeszła od baru i momentalnie tego pożałowała. Zakręciło jej się w głowie (i to porządnie), więc złapała Fontaine‘a za ramię. — Kurwa.
Świat delikatnie wirował.

A wypity alkohol zaczynał smakować jak „powinnam do niego napisać”.
Problem w tym, że… jej ostatni situationship stał dokładnie przed nią.
Zaczęła o tym myśleć, wodząc wzrokiem po twarzy Alvina. Aż parsknęła. A potem przygryzła wargę i, wpatrując się w niego roziskrzonymi oczami, dodała:
Dawaj jeszcze po jednym. — Bad, bad, bad i d e a. — Moi ludzie walczą.

1d10
Alvin Fontaine