Strona 1 z 1

summer, pretty lover, won't you come my way?

: pt sie 07, 2026 9:34 pm
autor: Abby Wallace
Summer, pretty lover, try to understand
Things have changed, can't stay the same, I′m a different man
Said goodbye too many times, now we're far apart
Oh, Summer, pretty lover, don′t you break my heart


Kilka dni to zdecydowanie za krótki okres, by zapomnieć o tym, co stało się jednego słonecznego dnia w Whitby, jednak wystarczajaco długo, by zacząć zachowywać się normalnie. By wyrzucić z głowy nadmierne myśli i obawy i po prostu przejść w stan po tytułem będzie co ma być.
Abby co prawda daleko było do tego ostatniego, ale zdecydowanie znajdowała się na dobrej drodze. W pracy było intensywnie, zmiany na SORze coraz bardziej przypominały prawdziwą pracę lekarza, a nie tylko asysty, dzięki czemu miała w głowie zdecydowanie mniej czasu na niechciane myślenie. Tym samym po całym tygodniu była przemęczona i przebodźcsowana ciągłym pomaganiem osobom trzecim. Z początku myślała, że idealnym weekendem będzie dla niej klasyczne nicnierobienie w zaciszu czterech ścian, jednak Miller bardzo szybko uświadomił ją, że to wcale nie to, co mieli zaplanowane na ten słoneczny czas.
Jak mogła mu odmówić?
Nie mogła.
Nawet gdyby chciała.
Słoneczna pogoda i przyjemnie ciepłe powietrze zadziałało finalnie na korzyść i nawet nie trzeba jej było bardzo przekonywać. Co więcej — sama zjawiła się pierwsze pod domem Archiego z wielką torbą pod pachą, w której znajdował się cały zestaw plażowy, wielkimi okularami słonecznymi na nosie i kolorowym stroju kąpielowym, ukrytym pod krótkimi, jeansowymi spodenkami i białym topem. Energii miała jak za dwóch i naprawdę można było zastanawiać się, czy brało się to z radości na jego widok, czy może przechodziła właśnie terminalną jasność umysłu. Zjawisko, które pojawiało się u ludzi na łożu śmierci, kiedy nagle miewali ostatni zryw i nagłą poprawę stanu zdrowia tuż przed skonaniem.
Oby to pierwsze.
Jezu, weź mi zaufaj — rzuciła pod raz czwarty przy drewnianym barze na plaży, kiedy to z Millerem nachylali się nad kartą z drinkami. — Tym razem dobrze wylosuje — jak dzieci oczywiście, przy każdej czynności znajdując sobie zabawę. Tym razem padło na picie na ślepo. Paluszkiem losowali kolejny trunek. Szkoda tylko, że losy Abby z wyboru na wybór były coraz gorsze i przed chwilą skończyli z jakimś ogórkowym gównem, po którym prawie się porzygali. Przysłoniła oczy i zakręciła palcem w powietrzu, a następnie wylądowała na pozycji numer trzydzieści jeden. Nachyliła się, by przeczytać…
O kurwa — tylko tyle mógł usłyszeć Miller, nim posłała mu wymowne spojrzenie. — Hiroshima — wypowiedziała nazwę. No i chuj. Byli straceni. Gorszego już faktycznie chyba się nie dało. Szczególnie, że zaraz dowiedzieli się od barmanki, że był to nie drink a shot, w dodatku wyjątkowo mocny, składający się z trzech różnych alkoholi.
No to po nich.
A przecież za piętnaście minut zaczynali zawody w siatkówce, na które zapisali się zupełnie przypadkiem, bo jakiś koleś z piłką wpadł na Abby i powiedział, że zapatrzył się na jej oczy. Ona w tym czasie chciała podać mu piłkę, a zamiast tego uderzyła nią tak mocno, że poleciała gdzieś za leżaki i gość stwierdził, że zdecydowanie nadawali się na meczyk i koniecznie m u s z ą się zapisać, no chyba że spieniają.
No to przecież nie mogli odmówić.

Archie Miller