Strona 1 z 4

women want me, fish fear me

: pt sie 07, 2026 10:14 pm
autor: Evina J. Swanson
Obiecały sobie przynajmniej krótki wyjazd. Gdzieś blisko, bo mimo wszystko praca potrafiła wezwać w najmniej oczekiwanym momencie. Wydawało się jednak, że obie miały w końcu okres względnej ciszy, który można było wykorzystać dla siebie.
Swanson opłaciła jeden z domków letniskowych, który miał służyć im za swoistą ostoję z dala od szumu miasta. Pomimo sezonu urlopowego, który znajdował się w pełni to udało im się trafić na miejsce, które może i nie było odludne, ale też daleko mu było do przetłoczonych punktów turystycznych. Wprost idealnie.
Po części przypominał jej się ten skromny wyjazd, na który wybrały się, gdy tylko dostały swoje wspólne zawieszenie. Wydawało się jej jakby to było lata temu. To było na długo przed zaręczynami, a wizja adopcji kilkulatka była jedynie głupim pomysłem i scenariuszem, który nie miał być planem do realizacji, a jedynie swoistą fantazją snutą w czasie spaceru. No i proszę, gdzie teraz znajdowały się w swoim życiu... Zdecydowanie na dobre im wyszło.
Pogoda dopisywała. Było w miarę słonecznie, ale lekkie chmury przesuwające się po nieboskłonie nie pozwalały na to, aby zbytnio spalić się słońcem. Temperatura nie sprawiała, że człowiek zlewał się potem przy najmniejszym ruchu, a twarz owiewał przyjemny podmuch wiatru.
- Chyba od wieków nie łowiłyśmy - powiedziała, poprawiając wyświechtaną bejsbolówkę, aby osłonić oczy przed jaskrawym światłem.
Kiedyś obie wybierały się na ryby ze swoimi rodzinami, ale... jako dorosłe kobiety nie miały czasu na to, aby zrywać się z rana i siedzieć kilka godzin nad wodą. Zwykle wolały go spożytkować w nieco bardziej konstruktywny sposób.
Teraz jednak miały ze sobą torbę wypełnioną sprzętem wędkarskim, a w jednym z pojemników przygotowane przynęty. Mało tego, pokusiły się nawet o to, aby załatwić sobie łódkę, żeby móc wypłynąć na środek jeziora, a nie siedzieć wyłącznie na pomoście.
W teorii miały spędzić ten dzień wyłącznie we dwójkę, relaksując się przy połowie... Tylko, że w drodze na brzeg jeziora udało im się dostrzec wiszący nad pomostem napis głoszący o zawodach wędkarskich, a przy samym wejściu na pomost zebrało się już grono wędkarzy o różnym stopniu zaawansowania sprzętowego.
- Co sądzisz? - zapytała jeszcze żonę, ale doskonale wiedziała, że obie uwielbiały wprost współzawodnictwo, więc odpowiedź wydawała się oczywista.

zaylee miller

women want me, fish fear me

: sob sie 08, 2026 11:53 am
autor: zaylee miller
072.


Ten wypad nad jezioro niespecjalnie był jej po drodze, ale ostatecznie zdołała na chwilę oderwać się od pracy. Nawet nie do końca wiedziała, czy w ogóle potrzebowała takiego wyjazdu za miasto. Pracoholicy nie potrafili odpoczywać, a już na pewno nie Miller. Będąc poza komisariatem, i tak myślała o autopsjach, które czekały na nią po powrocie. Mimo to uległa namowom Eviny i dała się wywieźć nad jezioro, chociaż to w mieście zawsze czuła się najlepiej. Co z tego, że wychowała się na przedmieściach niewielkiego Whitby. Nigdy nie czuła szczególnej więzi z naturą - nie licząc oczywiście przeprowadzania sekcji zwłok na zwierzętach rozjechanych przez ciężarówki.
Od czasu do czasu nachodziły ją pewne wątpliwości odnośnie małżeństwa, ale starała się odsunąć je na bok i po prostu przeczekać. Tłumaczyła to sobie gorszym okresem i samopoczuciem. Mając jednak tak na wskroś analityczny umysł, trudno było całkowicie wyłączyć myślenie. Teraz postanowiła jednak cieszyć się ładną pogodą. Zawsze ubolewała na brak okien w prosektorium, więc to była jedna z niewielu okazji, żeby zostać smagniętą słońce.
Całe wieki. Ale nigdy też nie byłam jakąś wielką fanatyczką wędkarstwa — odparła zgodnie z prawdą. Oczywiście ojciec zabierał ją zarówno na ryby, jak i na polowania, ale to zdecydowanie lepiej leżała jej w rękach strzelba niż wędka. Jej bracia radzili sobie z łowieniem o wiele lepiej. Nawet siostrze zdarzało się coś złapać, ale ona miała o wiele więcej cierpliwości. Nie żeby Zaylee nie potrafiła się skupić, ale takie bezczynne siedzenie nigdy nie było w jej stylu. No i zawsze musiała coś robić z rękami.
Obładowana tobołami szła obok Swanson z nastawieniem, że taki relaks na środku jeziora dobrze jej zrobi. Tam przynajmniej nie trzeba było rozmawiać, a to ostatnio i tak wychodziło im średnio. Mruknęła pod nosem, widząc zbiorowisko przy pomoście. Plakat zawieszony na słupie zachęcał do wzięcia udziału w zawodach.
Serio? — zerknęła na Evinę, kiedy tej przyszło do głowy uczestniczenie w wydarzeniu. — Aż tak bardzo chcesz być świadkiem mojej sromotnej porażki? — uniosła brwi znad okularów przeciwsłonecznych. — W sumie spoko, możemy spróbować — dodała, ale też bez jakiegoś większego entuzjazmu. Większe emocje mogły być tylko na grzybobraniu. Chciałoby się powiedzieć, że w szachach, ale Zaylee kochała grać w szachy i uważała, że to naprawdę świetna rozrywka dla mózgu.

Evina J. Swanson

women want me, fish fear me

: sob sie 08, 2026 8:24 pm
autor: Evina J. Swanson
Nikt nie miał wątpliwości, co do tego, że obie były ogromnymi pracoholiczkami, ale nawet one od czasu do czasu musiały uciec od pracy. Lub chociaż spróbować. Zwiększenie dystansu pomiędzy nimi, a komendą bywało w tym pomocne. Nie wspominając już o tym, że jednak zasłużyły na odpoczynek po tym, co ostatnio przechodziły. Cały ten stres i napięcie, które się między nimi się wytworzyło było nie do zniesienia. Może i wyjazd nie był lekiem na wszystko, ale na pewno zmiana otoczenia w pewien sposób pomagała, bo wyrwały się ze swojej męczącej rutyny.
- Mówisz? Nie miałaś połowy pokoju zawalonego wędkami, a w pudełku lunchowym nie nosiłaś przynęt zrobionych na podstawie znalezionych w internecie przepisów sprawdzownych od pokoleń? - zadrwiła, ale nie kryła się w tym żadna złośliwość.
Rozumiała jednak doskonale, co żona miała na myśli. Sama również nie była jakąś wyjątkową fanką takiej aktywności. Owszem, może i lubiła te spokojne wypady ze swoim ojcem, gdy siedzieli nad wodą i cicho rozmawiali na wszelkie możliwe tematy, ale równie dobrze mogliby robić cokolwiek innego. Mimo wszystko gdzieś pozostał jakiś sentyment, który sprawiał, że chętnie powróciłaby do takich zajęć.
Byy zdecydowanie przygotowane do długiego pobytu w plenerze: wędkarskie toboły, krem z filtrem oraz przekąski i woda. Wszystko, czego będą potrzebowały nim w końcu przybiją do brzegu na obiad. Prawdopodobnie rybę z frytkami.
- Serio - potwierdziła, uśmiechając się, gdy tylko żona dopytała czy mówi poważnie. - Może być zabawnie. Może dadzą nam jakieś fanty za dam udział.
Niespecjalnie jej zależało na tym, aby dostać jakąś smycz do kluczy, kubek czy jakiś inny pamiątkowy merch, ale na pewno mogłoby to być ciekawe doświadczenie. No, a poza tym przecież obie uwielbiały rywalizację.
- Na pewno nie będzie tak źle. Wierzę w twoje zdolności, kochanie - zapewniła, ale pochlebstwo okazało się być niepotrzebne, aby Miller zgodziła się na udział w zawodach. - Kocham cię.
Nachyliła się ku niej, aby musnąć jej policzek swoimi wargami. Nie zostało już im nic innego jak tylko podejść do stanowiska, gdzie dokonywano zapisów, aby zaciągnąć się na listę uczestników.
Evina właśnie kończyła zapisywanie swojego nazwiska, gdy dobiegł do niej głos jednego jegomościa, który bez wątpienia zwracał się akurat do nich.
- Są panie pewne? To są prawdziwe zawody sportowe, a my nie będziemy dawać paniom żadnych forów - zapowiedział, a detektywka utkwiła w nim swoje spojrzenie na ułamek sekundy, który pozwalał jej na ocenienie przeciwnika.
Facet na oko był od niej starszy o jakąś dekadę. Na głowę miał naciągniętą brudną czapkę z daszkiem w kolorze khaki. Brzuszek piwny rysował się pod starą koszulką, na którą miał narzuconą kamizelkę z tysiącem kieszeni. Wpatrywał się w nie z pewnym pobłażaniem wymalowanym na rozlanej twarzy ozdobionej siwiejącym rzadkim zarostem mogącym liczyć jakieś kilka dni.
- To dobrze. Lubię wygrywać w uczciwej walce - odpowiedziała mężczyźnie pewnym siebie głosem po czym wyciągnęła dłoń do małżonki. - Idziemy, kochanie?
Wyczuwała już od razu napiętą atmosferę wrogości, gdy tylko ruszały w kierunku swojej łódki. Miała wrażenie jakby wdarła się na święte ziemie męskości, aby je zbezcześcić. Tak musiał pomyśleć niejeden z wędkarzy, którzy wyrywali się z domu, aby nir siedzieć tam z jakimiś babami, a one śmiały jeszcze startować w ich zawodach. Cóż za bezczelność!

zaylee miller

women want me, fish fear me

: sob sie 08, 2026 10:56 pm
autor: zaylee miller
Szansa, że jakkolwiek uda im się coś naprawić tym wyjazdem, była… jakaś. Niezerowa, ale też zdecydowanie nie dawała gwarancji, że znów będzie jak dawniej. Zaylee nie miała co do tego złudzeń. Niektórych rzeczy nie dało się po prostu naprawić, ale przynajmniej można było spróbować, żeby nie było jeszcze gorzej.
Miałam. A tak naprawdę, to mój stary jest rybakiem — odparła natychmiast. — Miałam też trofea na ścianach. I oczywiście puchary za udział w konkursach dla dzieci rybaków — wyjaśniła takim tonem, jakby wszystko naprawdę się wydarzyło. — Ojciec budził na skoro świt i całą rodziną wypływaliśmy na Pacyfik, żeby zarzucić sieci. A potem matka robiła maść tranową z oleju wątłuszczowego z ryb dorszowatych. Idealna na odleżyny — dodała, chcąc podkreślić jak barwne i zdrowe miała dzieciństwo.
Te zawody wydawały się fatalnym pomysłem. Dwie amatorki miałyby wygryźć starych wyjadaczy? Chyba trzeba umieć mierzyć swoje siły na zamiary. Widząc jednak ekscytację w oczach Eviny, nie miała serca wyperswadować jej tego pomysłu z głowy.
Marzą ci się kolejne kubki do kolekcji, żebym miała czym rzucać o ściany i czapka z napisem Operatorka wędki? Jasne, zróbmy to — wzruszyła lekko ramionami, bo co miała do stracenia oprócz godności? Zupełnie nic.
Miller lubiła rywalizować, ale w czymś, o czym miała jakiekolwiek pojęcie. Ciężko mieć szansę przy doświadczonych zawodnikach, którzy łowili dziesięcioleci. Nie mogły pójść na szydełkowanie? W tym na pewno byłaby zajebista.
Zapewnienia, że sobie poradzi i wyznanie miłości niespecjalnie podniosło ją na duchu. Decyzja jednak zapadła, a ona nie była gołosłowna. Ruszyła za nią do stanowiska, żeby wpisać swoje nazwisko na liście, a potem przeniosła wzrok na mężczyznę, który śmiał podważyć ich umiejętności. To wystarczyło, żeby Zaylee wyprostowała się i posłała mu dumne spojrzenie. No teraz to ją wkurwił.
Nie potrzebujemy taryfy ulgowej — wtrąciła, na co facet roześmiał się rubasznie.
Patrzcie ją, jakie pewne siebie — zwrócił się do kolegów, którzy zawtórowali mu rechotem. — W takim razie życzę paniom udanych połowów — ukłonił się nisko i udał się w stronę swojej łódki.
Zaylee prychnęła pod nosem. Musiała wygrać, żeby nie dać dziadkowi satysfakcji. Szybkim krokiem przeszła do łódki, na którą wrzuciła toboły i weszła do środka, łapiąc za wiosło. Najpierw musiały jakoś się na dostać na głębsze wody. Swoją drogą, dlaczego te zawody nie odbywały się na brzegu? Może dlatego, żeby Miller mogła rzucić się w toń i utopić, kiedy już przegra z kretesem.
Skąd wiadomo, że akurat tam ryby biorą najlepiej? — zapytała, jak już udało im się odbić od pomostu. — Myślałam, że nie to ma większego znaczenia, jeśli ma się dobre przynęty — przytrzymała wiosło między nogami, żeby związać włosy w cebulę. Nie chciała przegrać przez to, że włosy opadały jej na twarz. Chujowej baletnicy, to i rąbek u spódnicy.

Evina J. Swanson

women want me, fish fear me

: ndz sie 09, 2026 12:55 am
autor: Evina J. Swanson
Przeszły ze sobą naprawdę zbyt wiele, aby teraz dać się pokonać jakimś głupotom. To byłoby w zasadzie żałosne, gdyby okazało się, że po tym wszystkim wykończyły je jakieś przyziemne sprawy związane z rutyną. Chociaż może właśnie przez te turbulencje w życiu zawodowym i prywatnym nie miały dotychczas wystarczająco wiele czasu na to, aby dostrzec i przekonać się o tym, że jednak nie były dla siebie tak stworzone jak zakładały.
- Tak też myślałam. Jestem pewna, że potrafisz wyfiletować rybę w piętnaście sekund - dorzuciła, kiwając głową z uznaniem na podobne sukcesy swojej drogiej małżonki, ale akurat z tym filetowaniem było to całkiem możliwe, patrząc na to jak sprawnie posługiwała się nożami za sprawą doświadczenia ze skalpelem. - Cieszy mnie zatem to, że wypłynę na te szerokie wody z kimś o tak szlachetnym rodowodzie oraz doświadczeniu.
Z jednej strony to... Faktycznie, miały marne szanse na to, aby cokolwiek w tym ugrać, ale mimo wszystko ciekawiło ją to jak będą mogły się sprawdzić w takim przedsięwzięciu. Zwłaszcza, że były przecież amatorkami. Tym bardziej kusiło ją sprawdzić jak będą odstawać od całej reszty, która pewnie przygotowywała się cały rok na takie zawdy.
- Tak. O wiele lepiej, żebyś rzuciła takim kubkiem ze szczupakiem i napisem Król Jeziora niż, żeby twoją ofiarą mógł paść jakiś z moich ulubionych - odparowała, bo na pewno nie chciała, aby któraś z jej ulubionych ceramicznych pozycji ucierpiała na skutek tego, że Zaylee puściły nerwy.
Prawdziwa rywalizacja mogła się rozegrać pomiędzy nimi, a nie resztą wędkarzy. Zapewne i tak by to bezwiednie robiły, licząc to ile każda z nich złowiła, a ta, która wygrałaby w tym minikonkursie otrzymałaby tytuł Pani Jeziora. Brzmiało całkiem sensownie. Zresztą to nie byłaby pierwsza rzecz, w której próbowałyby ze sobą walczyć.
Zawody nawet na dobre się nie rozpoczęły, a Miller już zmieniła do nich drastycznie nastawienie. Wszystko za sprawą tego jednego faceta, który wlazł jej na ambicję. Żadna z nich nie chciała być widziana jako obiekt drwin lub by ktoś podważał ich zdolności wyłącznie ze względu na płeć. Nagle miały obie chęć udowodnić, że nawet jeśli nie wygrają tego wszystkiego to na pewno złapią wystarczająco wiele ryb, aby udowodnić, że wcale nie były takie kiepskie.
- Połamania wioseł! - rzuciła jeszcze za mężczyzną i naprawdę miała nadzieję na to, że te magicznie się połamią, zostawiając go gdzieś na środku jeziora bez możliwości powrotu... i to najlepiej w bezrybnym miejscu.
Obie dosyć szybko wskoczyły do łódki i odbiły od brzegu. Każda dzierżyła po jednym wiośle, a znalezienie wspólnego rytmu zajęło im chwilkę, ale zaraz płynęły już stałym tempem, równo i kierowały się ku dalszym rejonom jeziora.
- Nawet jak masz dobrą przynętę to ryba nie wyczuje jej ze zbyt dużej odległości - wytłumaczyła, bo to akurat wydawało się być w miarę oczywiste. - No, a są miejsca, w których kręcą się one częściej, a w innych mniej...
Nie była taką ekspertką, aby teraz jej wyjaśnić tajemnice życia ryb oraz to jak się na łowisku sprawy miały. Głównie dlatego, że sama nie miała o nich najmniejszego pojęcia. Większość więc brała na... chłopski rozum.
- Dobra... Chyba tutaj będzie okay - oświadczyła, gdy już znalazły się na fragmencie jeziora, który z jakiś powodów wydawał się być detektywce obiecujący. - Montuj wędkę. Pokażemy chujkom na co nas stać.
Sama również zaczęła składać własną, obiecując sobie, że nie dadzą się tak po prostu pokonać. Zwłaszcza, że wciąż pamiętała te krzywe uśmieszki, które posyłali im ci wszyscy wędkarze teraz rozstawieni w różnych punktach jeziora.

zaylee miller

women want me, fish fear me

: pn sie 10, 2026 9:25 am
autor: zaylee miller
Nigdy nie zakładała niczego z góry. Była jednak pewna, że miłość czasami nie wystarcza, żeby ze sobą być. Przeszły razem naprawdę wiele, ale czy nie była to już po prostu kwestia przyzwyczajenia i rutyny, która je dopadła? Trudno stwierdzić. Łatwo zachłysnąć się początkową fazą relacji i zatracić przy tym siebie. Dopiero czas weryfikuje, jak jest naprawdę i czy warto dalej to ciągnąć. Zaylee nie była jednak osobą, która poddawała się przy pierwszym lepszym kryzysie. Nie była też kimś, kto potrafiłby cierpliwie znosić wszystko i czekać, aż relacja samoistnie się wypali. Nie do końca potrafiła określić, czy między nią a Eviną wciąż była jakaś chemia i ten ogień, który kiedyś je połączył, i czy nie były ze sobą z grzeczności.
Dziwnym trafem każdy kubek, jaki wezmę do ręki, nagle okazuje się twoim ulubionym — stwierdziła, bo już dawno zauważyła tę dziwną zależność. A wszystko rozchodziło się o zaparzanie kawy. Swanson uważała, że nawet po porządnym wyszorowaniu naczyń i tak zdążyły przesiąknąć ukochanym napojem Miller.
Zmiana jej nastawienia wynikała przede wszystkim z tego, że przez całe życie musiała udowadniać swoją wartość. Dwoiła się i troiła, żeby pokazać wszystkim, że potrafi zrobić to samo, co każdy facet, a nawet lepiej. Na komisariacie przez długi czas nikt nie traktował jej poważnie. Nie dość, że nie była nawet policjantką, to w dodatku była babą. Długo walczyła o to, żeby koledzy traktowali ją na równi z nimi i bezpłciowo. Udało jej się wypracować szacunek, ale zawsze znalazł się ktoś, kto próbował podważyć jej kompetencje. Podobnie było ze starszym wędkarzem, który chciał skreślić ją na samym starcie, co tylko jeszcze bardziej ją podjudziło.
To, co mówiła Evina, miało jakiś sens, chociaż Zaylee inaczej zapamiętała łowienie ryb z ojcem. Otto na pewno nie wypływał na środek jeziora, za to koczował na brzegu i czekał aż coś złapie się na haczyk. Czasami zajmował to mnóstwo czasu, więc miała nadzieję, że na łódce pójdzie szybciej i nie będzie musiała siedzieć tutaj do momentu, aż zniesie jajo.
Montuj wędkę — powtórzyła po żonie, kiedy już zakotwiczyły łódkę na spokojnej tafli zbiornika. — Gdybym ja jeszcze kiedykolwiek ją składała — mruknęła, biorąc do ręki wszystkie pasujące do siebie elementy. Zaczęła od grubszej części, a potem dopasowała do niej kolejne, coraz cieńsze segmenty. Każdy wsunęła w poprzedni i delikatnie przekręciła, upewniając się, że połączenie jest stabilne. No dobra, nie było to takie trudne. Musiała jeszcze zamocować kołowrotek przy rękojeści i przeprowadziła żyłkę przez przelotki. Na koniec odblokowała kabłąk kołowrotka i wyciągnęła odrobinę żyłki, żeby sprawdzić, czy wszystko działa płynnie. Voilà, kurwa. Jak kiedyś wypierdolą ją z pracy na zbity pysk, to już miała alternatywę na przyszłość.
A jaka przynęta będzie najlepsza? — zapytała, przyglądając się kolorowemu pudełeczku. — Robak? Jakaś błystka? Czy mam po prostu wrzucić do wody cokolwiek i liczyć na cud? — podniosła wzrok na Swanson, kiedy akurat za jej plecami zatrzymała się łódka, w której siedział tamten gość z brzegu. Oczywiście. Zaylee wyprostowała się automatycznie, udając, że doskonale wie, co robić.

Evina J. Swanson

women want me, fish fear me

: pn sie 10, 2026 2:29 pm
autor: Evina J. Swanson
Całe szczęście ofiarą Miller nie padło aż tak wiele kubków, ale kilka z nich faktycznie zostało rozbitych w czasie kłótni. Evina miała jednak zawczasu świadomość, że bierze sobie popierdoloną kobietę za żonę. Nie mogła zatem na to narzekać, gdy ta musiała się wyżyć. W większości miała ku temu naprawdę dobre powody.
- Bo najczęściej z nich korzystam i dlatego zawsze są pod ręką - wytłumaczyła, bo to miało zdecydowanie sporo sensu.
Nie były tu jednak po to  aby rozmawiać o kubkach. Miały za to po raz kolejny udowodnić komuś, że są dużo lepsze niż owy delikwent myślał. Swanson przywykła już do tego wszystkiego. Od dziecka udowadniała nawet na podwórkach Whitby, że nie jest tak kiepska jak ktoś mógłby sądzić. Tylko, że tutaj jako kompletna amatorka rzucała wyzwanie starym wyjadaczom. Kompletna głupota.
Mimo wszystko znajdowały się na środku jeziora, zdeterminowane i gotowe na to, aby dać z siebie wszystko w czasie łowienia tych przeklętych ryb. Najchętniej robiłaby to przy użyciu granatów ręcznych, ale zapewne regulamin tego konkursu WĘDKARSKIEGO miał jakiś zapis odnośnie tego, że uczestnicy powinni korzystać wyłącznie z wędek.
- Otto nigdy ci nie kazał ci tego robić? - zapytała, bo sama była pilnie uczona przez ojca oraz wuja Randalla, gdy chodzili na ryby.
Szkoda jednak, że jej zdolności kończyły się na złożeniu wędki, bo nigdy nie słuchała ich na temat stosowanych przynęt, zanęt oraz innych rzeczy, które miały nakłonić konkretne gatunki ryb do tego, aby chętniej brały. Zapytana o dietę jakiegoś konkretnego gatunku ryb zapewne powiedziałaby jedynie, że karasie jedzą gówno. To jednak nie mogło w żaden sposób jej się przydać.
- Chuj wie, co tu żyje... Możemy spróbować na błystkę. Ja spróbuję z robakiem albo kukurydzą - odparła, bo to była chyba jedna z tych przynęt, które wiedziała jak przygotować.
Jeszcze poprzedniego dnia znalazła całkiem dobre miejsce niedaleko wynajętego domku, z którego wykopała kilka soczystych dżdżownic jakimi nie wzgardziliby sami Timon i Pumba. Na pewno to nakłoni ryby, aby skusiły się na smaczek z ich haczyka.
Montowała właśnie robaka na swojej wędce, gdy zza swoich pleców usłyszała charakterystyczny głos faceta z pomostu. Swanson odliczyła w myślach do trzech, aby przypadkiem nie spróbować mu wydłubać oczu trzymanym w palcach haczykiem.
- Jak idzie drogie panie? Nie potrzebują panienki pomocy? - zapytał drwiąco, a Evina mogła jedynie wymusić uprzejmy uśmiech, gdy się do niego odwracała.
- Radzimy sobie. Ale mógłby być pan cicho, żeby ryb nie płoszyć i odpłynąć gdzieś dalej - odparowała, nie mogąc się powstrzymać od brzmienia bardziej ostro niż było to wskazane.
Wędkarz jedynie roześmiał się rubasznie i uniósł jakiś pojemnik, który trzymał na łódce.
- Ode mnie nigdy nie uciekają. Rodzinny sekret Andrewsów! W rodzinie od stu dwudziestu lat. Każda ryba z odległości mili to wyczuje i pędzi jak szalona do wędki!
Swanson była pewna, że musi wyjątkowo mocno koloryzować, ale pewnie musiało to być skuteczne... Przyuważyła też, że odłożył pojemnik na ławce bardzo blisko burty. Zwykle była za uczciwą grą, ale skoro znajdowały się na gorszej pozycji z racji słabszego przygotowania to... czemu nie?
- Podpłyń na tyle, aby uderzyć w jego burtę - szepnęła do żony, pochylając się w jej stronę i udając, ze jeszcze czegoś szuka na własnej łódce.
Miała w głowie plan. Kurwa, sprytny. Liczyła na to, że Zaylee pomoże go jej zrealizować, bo nie było mowy, aby pozwoliła temu facetowi tak się pysznić!

zaylee miller

women want me, fish fear me

: pn sie 10, 2026 4:06 pm
autor: zaylee miller
Bez powodu również czasami lubiła sobie czymś jebnąć, w końcu była pierdolnięta i nieobliczalna. No i nietrudno było ją sprowokować, a żonie wychodziło to z zadziwiającą łatwością. Trudno powiedzieć, czy to aż tak dobrze, że nikt nie wyprowadzał ją z równowagi jak Evina Swanson.
Nawlekać przynęty na haczyk? — spojrzała na nią w taki sposób, jakby zobaczyły się pierwszy raz w życiu. — Zwariowałaś? Widziałaś kiedykolwiek, żeby mój ojciec pozwalał robić komuś coś za siebie? Prędzej by się przekręcił — prychnęła pod nosem, bo Otto zawsze musiał pokazać wszem i wobec, że był samowystarczalny. Pod tym względem Zaylee była do niego bardzo podobna, chociaż wolała udawać, że tego nie zauważa.
Mogła się domyślić, że poszczególne gatunki ryb chętniej łapią się na różne przynęty. Ale jakie na jakie? Tego już nie wiedziała. Wykonywała autopsje z zamkniętymi oczami, posługiwała się płynnie łaciną, potrafiła zgasić wzrokiem współpracowników, ale jej wiedza na temat ryb była zerowa. Ale hej, przynajmniej złożyła wędkę!
Na kukurydzę? Co do chuja — pokręciła głową, bo serio coś miało się na to złapać? Sama postanowiła postawić na sztuczną przynętę, a czując na sobie spojrzenia starszych panów, musiała sprawiać pozory, że doskonale zna się na rzeczy i łowi od zarania dziejów.
Zajęła się montowaniem błystki, starając się ignorować wszystkie docinki. W przeciwieństwie do Eviny, która postanowiła wdać się w zupełnie zbędną gadkę. Tym bardziej że wyjadacze wcale nie zamierzali odpuścić. Pan Andrews śmiał nawet stwierdzić, że ryby lgną do niego jak muchy do gówna. Oczywiście ujął to w nieco ładniejszy sposób, ale na jedno wyjdzie.
Zerknęła na żonę znad swojej wędki, słysząc jej konspiracyjny ton. Ile ona miała lat? Sześć? Poza tym to miała być uczciwa rywalizacja. A jak facet wypadnie z łódki i się utopi? Najgorzej, bo wtedy Zaylee będzie musiała zająć się sekcją, a każdy, kto ją znał, wiedział, że nie znosiła topielców.
Dlaczego ja? — syknęła, nachylając się w jej kierunku. — Chcesz, żebym miała go na sumieniu? To jest ten twój zajebisty plan? — mruknęła, niespecjalnie zadowolona z jej kombinowania.
Jak panie będą się tak guzdrać, to nic panie nie złapią — odezwał się facet i znów roześmiał rubasznie. — Z kobietami na rybach, to jest trochę jak z kobietami za kierownicą, co nie, Eugene? — zwrócił się do swojego kolegi, który przytaknął i zarechotał głośno.
To wystarczyło, żeby Miller odłożyła wędkę i chwyciła za wiosło. Machnęła nim kilka razy, niby od niechcenia, ale była sfokusowana na tym, żeby ich łódka wpadła na tą, na której pływali mężczyźni. Nie wymierzyła jednak swoich sił na zamiary i o ile starała się podpłynąć blisko, to uderzyły w burtę drugiej łodzi mocniej niż było zaplanowane. Co miała jednak poradzić, że ten bufon aż tak zadziałał jej na uzębienie? No i kto przypuszczał, że Zaylee ma aż tyle pary w łapie? Na pewno nie ona.

Evina J. Swanson

women want me, fish fear me

: pn sie 10, 2026 7:00 pm
autor: Evina J. Swanson
Znały się na tyle, aby doskonale zdawać sobie sprawę z tego, co należało zrobić, aby doprowadzić tę drugą do prawdziwego szału. To były umiejętności godne podziwu.
- No tak. Zapomniałam, że Otto to ten typ ojca, co mówi patrz i ucz się, ale niewiele tłumaczy - powiedziała, bo pod niektórymi względami ich ojcowie zdawali się podobni, ale naprawdę sporo ich różniło. - Czyli co... Brał cię na ryby u robił wszystko sam, a ty tylko pilnowałaś spławika?
David pod tym względem był inny. Chciał, aby faktycznie wszystko z nim robiła. Nie była tylko od świecenia latarką. Sama odkręcała śruby, majstrowała i wędkowała pod jego instruktażem.
- No na kukurydzę - przytaknęła, bo pamiętała, że jej rodzina używała jej do robienia przynęty.
Nie pamiętała jednak kompletnie tego, co właściwie na nią łapano ani większych szczegółów, bo nigdy sama się tym przesadnie nie interesowała. Teraz właśnie się okazywało, że zachowanie takiej wiedzy bezużytecznej w pamięci mogłoby być jednak przydatne.
Trudno było jej zignorować zaczepki mężczyzn, które były wycelowane konkretnie w ich dwójkę. Tego nie dało się puścić łatwo mimo uszu, a wędkarze grabili sobie coraz bardziej. Nic dziwnego, że obmyśliła swój sprytny plan zemsty. Nie był przy tym on tak okrutny jak zakładała Zaylee. W końcu byłby przypał jakby detektywka odpowiadała za morderstwo.
- Oj... Zaufaj mi - szepnęła jeszcze szybko nim zarzuciła wędkę.
Nie sądziła, że dalsze namowy nie będą potrzebne dzięki wyjątkowo durnym komentarzom podstarzałych entuzjastów wędkarstwa. Zaylee chwyciła za wiosło, a Swanson podniosła się z miejsca, niby to zajęta rybą, która miała zająć się haczykiem. To właśnie dzięki temu, gdy łodzie uderzyły o siebie to zachwiała się i prawie wylądowała w środku łódki należącej do mężczyzn.
- Pogięło cię? Miałyśmy odbić w drugą stronę! - krzyknęła jeszcze do małżonki, gdy powoli wycofywała się do ich własnej łodzi.
Oczywiście, że ten manewr sprawił, że jeden z facetów prawie wpadł do jeziora, ale to nie było tutaj istotne. Swanson chwyciła zamiast tego za wiosło i wymruczała kilka słów przeprosin do utyskujących pewnie-już-emerytów, aby się powoli wycofać.
- Dobra robota... - mruknęła ciszej do koronerki i pokazała jej pod linią burty pudełeczko zawierające ponad stuletni sekret rodziny Andrewsów. - Chciałam to przetestować i byłam ciekawa jak sobie bez niego poradzą.
Nie mogła się oprzeć pokusie i wykorzystała to całe zamieszanie, aby zgarnąć z ławeczki legendarne przynęty. Przy odrobinie szczęścia może nawet wędkarze uwierzą, że wpadła im ona do wody.

zaylee miller

women want me, fish fear me

: pn sie 10, 2026 10:30 pm
autor: zaylee miller
Pilnowałam czy nikt nie próbuje mu podkraść piwa i czytałam książki — wzruszyła lekko ramionami, bo tak to właśnie wyglądało. Co innego miała robić? Czasami znajdowała jakieś zdechłe żaby, które mogła sobie wypatroszyć i przyjrzeć się wnętrznościom z bliska, bo przecież była strasznie dziwnym dzieckiem z dziwnymi zainteresowaniami. Wtedy jeszcze bliskość natury sprawiała jej radość. Teraz wkurwiało ją latające przed nosem robactwo i to, że słońce, pomimo okularów, świeciło jej prosto w oczy. Chyba za bardzo przyzwyczaiła się do siedzenia w piwnicach komisariatu.
Nie ufała jej. To znaczy, ufała, ale nie w tej kwestii. Była jednak zbyt zdeterminowana, żeby w końcu zamknąć tym dziadom jadaczki, dlatego przytaknęła na jej pomysł. Nie miała jednak pojęcia, że ta determinacja wyciągnie z niej jakieś niezmierzone pokłady siły. Skąd ją wzięła? Nie wiadomo. Dalek było jej do sportowca i poza sporadycznym rozciąganiem, unikała sportów jak ognia. A tu proszę bardzo, machnęła wiosłem, jakby miała zamiast dłoni bochen chleba!
Łódką zarzuciło, Eviną też i jeszcze Miller dostała zjebę. I to nie tylko od żony, bo panowie też się obruszyli co niemiara.
O tym właśnie mówiłem! — pan Andrews pokręcił głową. — Widziałeś to, Eugene? Baba za kółkiem, to to samo, co baba za wiosłem — prychnął z nieukrywanym oburzeniem.
I prawie była baba za burtą — zarechotał głupkowato jego kolega, trzymając się z za piwny brzuch. Zaylee była tyle, dosłownie o tyle, żeby mu tym wiosłem nie wypierdolić prosto w łeb.
Przyjęli jednak te nieszczere przeprosiny od Swanson, która usiadła z powrotem na swoim miejscu. Miller odbiła w drugą stronę, podejrzliwie przyglądając się żonie. Dopiero jak wyjęła zza pazuchy pudełko z przynętami.
Wow, to był ten twój plan? — parsknęła pod nosem, wskazując ruchem głowy na zamknięty pojemnik. — Podejrzewam, że ma tam niczego, czego my byśmy nie miały. Sekret Andersów pewnie opiera się na zwykłych glistach wyciągniętych z ogródka przy ich domu — stwierdziła, patrząc ponad ramieniem Swanson, jak łódź starszyzny oddala się coraz bardziej. Obaj kończyli właśnie składać swoje wędki, więc za chwilę pewnie będą poszukiwać swojej zguby.
Zaylee rozsiadła się wygodnie na łódce, krzyżując ręce na piersiach. Zamiast jednak sięgnąć po własną wędkę, posłała Evinie wyzywające spojrzenie.
Śmiało. Pokaż mi, co złapiesz na te magiczne przynęty — zachęciła ją z uśmiechem, ale wzrok miała nieco pobłażliwy. Jeśli to wypali, może sama podmieni potem błystkę na coś, co znajdowało się w pojemniku. A co się w nim znajdowało? Najpierw trzeba było je otworzyć. Oby się nie okazało, że ponad stuletni sekret Andersów naprawdę spędził tam tyle czasu.

kulaj kostką