everything is just so loud
: sob sie 08, 2026 2:32 pm
trigger warning
and i can't turn it off
Natrętne myśli nabierały na sile z taką samą częstotliwością, z jaką coraz częściej otwierały się nocą drzwi jej sypialni. Z początku pod pretekstem rozmowy, potem pod pretekstem dotknięcia, przytulenia. Sekret za sekret. David wiedział, jak manipulować Calliope do tego stopnia, że bała się później na niego spojrzeć… w obawie, że matka coś zauważy i wyrzuci ją na bruk. Miała znikomy kontakt z ojcem, a ten i tak by jej nie uwierzył. Zresztą i tak nie miała prawa nikomu o tym powiedzieć. David - facet matki - postawił sprawę jasno - jeżeli kiedykolwiek piśnie choć słowo, on weźmie sprawę w swoje ręce. Tak jakby jego obleśne łapy nie krążyły już wystarczająco często po jej jeszcze wtedy nieskalanym ciele…
- Ile można cię prosić, Calliope, żebyś zaczęła dbać o porządek w pokoju?! Tylko jeszcze nasrać na środku! - rzuciła sfrustrowana Carol, wpadając do pokoju rozwścieczona z koszem prania, który chwilę później rzuciła na łóżko. - Carol, mówiłem ci, żebyś nie była taka ostra dla naszej Callie - odparł David. Nerreza tylko się spięła, starając się nie patrzeć na mężczyznę. No spójrz na niego. Przecież cię pragnie. Już nie raz ci to mówił. Nie. Nie będę. Nie mogę go podjudzać. Ależ możesz. A Cyrus? Zależy mi na nim. Daj spokój. On cię nawet nie lubi. Trust me. Walczyła z głosami w swojej głowie. Z wyidealizowaną wersją siebie i z tą, której nigdy nikomu nie pokazywała. Z prawdziwą sobą. - Czy ty mnie do cholery słuchasz?! - krzyknęła Carol, sprawiając, że dziewczyna aż się wzdrygnęła. - Um… tak. Już nie będę. Postaram się tu posprzątać. - Kłamstwo. Oczywiście, że tego nie zrobisz.
Gdyby nie fakt, że David stał w drzwiach i dosłownie zjadał ją wzrokiem, podczas gdy matka po raz kolejny próbowała pokazać swoją władzę nad nią, pewnie jeszcze bardziej by odpyskowała. W tej chwili jedyne, czego potrzebowała, to spotkanie z Lockhartem. Pomimo tego, że nigdy nie potrafiła pokazać mu całej siebie, sprawiał, że czuła te przysłowiowe motylki w brzuchu. Miała wrażenie, że serce bije jej szybciej za każdym razem, gdy wypowiadał jej imię, a jego spojrzenie dosłownie rozgrzewało całe jej ciało. Przynajmniej tak jej się wydawało. Umalowała się delikatnie, niemal naturalnie. Założyła zwiewną, kwiecistą sukienkę, bo w tamtych czasach uwielbiała ubierać się bardzo dziewczęco. Wydawało jej się też, że on to lubił, więc słuchając tej części siebie, która łaknęła uwagi i akceptacji, była przekonana, że musi robić wszystko, żeby się nią nie znudził.
Kilka godzin później była już gotowa do wyjścia. Zamówiła taksówkę i znalazła się pod adresem, który wysłał jej Cy. Dom aż huczał od muzyki. Alkohol lał się litrami, ludzie dosłownie zjadali sobie twarze, a ona miała wrażenie, że trafiła na kanadyjską wersję Projektu X. Tylko trochę bardziej posh, bo jej randkowy towarzysz uwielbiał obracać się wśród ludzi z pieniędzmi i statusem. Kiedy w końcu go zobaczyła, uśmiechnęła się szeroko i niemal podskakując, ruszyła w jego stronę. Zarzuciła mu ręce na szyję. - Jestem! Tęskniłeś za mną tak bardzo jak ja za tobą? - zapytała z szerokim, słodziutkim uśmieszkiem. No bo przecież musiała się odpowiednio prezentować. Być cała cutsie tootsie. Gdyby zachowywała się inaczej… przecież by jej nie polubił.
first love