Strona 1 z 1

have you lost your mind, darling?

: ndz sie 09, 2026 1:08 pm
autor: Brian Shelby
Kurwa, jak gorąco.
Brian wyszedł przed studio tatuażu, kucając na krawężniku z rezygnacją. Oparł łokcie na swoich kolanach, mrużąc oczy w pełnym słońcu; jeszcze minuta i spłonie żywcem, a wtedy Calliope Nerreza będzie musiała znaleźć sobie nowego przyjaciela i tatuażystę. Nawet nie chciało mu się palić przez tę cholerną pogodę, która wyciągała z niego resztki jakiejkolwiek energii. Może powinien spakować się i zamieszkać w jakimś chłodniejszym kraju; chyba o wiele lepiej znosiłby niskie temperatury niż to, co działo się teraz na zewnątrz.

Callie była dzisiaj jego jedyną, wyjątkową klientką — miała prywatną sesję na własne życzenie. Mogli więc przesiedzieć w salonie absolutnie cały dzień, skupiając się na jej nowym projekcie. Broke naprawdę uwielbiał ją tatuować, a to głównie dlatego, że była jego żywym portfolio. Zrobił prawie każdy, nawet najmniejszy tatuaż, który wylądował na jej skórze. Dawała mu się dziarać nawet wtedy, gdy dopiero zaczynał, a to oznaczało, że miała do niego naprawdę wiele zaufania. Po powrocie do Toronto, Shelby nie wiedział, co powinien ze sobą zrobić. Nie miał na siebie pomysłu, a wchodząc do swojego mieszkania, czuł się wówczas po prostu… obco. Musiał zmienić lokum, bo inaczej czułby się jak intruz; postanowił zacząć od nowa z zupełnie czystą kartą. Gdzieś, gdzie poczucie, że nie jest sobą, nie męczyłoby go aż do tego stopnia. Wtedy też zaczął uczyć się tej całej sztuki tatuażu i Calliope była jego pierwszym obiektem testowym.

Po parunastu minutach tkwienia na zewnątrz, Brian w końcu dostrzegł tę charakterystyczną różową hulajnogę na horyzoncie. Podniósł się z krawężnika, krzyżując swoje wytatuowane ręce na klatce piersiowej. — Jeszcze jedno spóźnienie i przestanę cię dziarać, Nerreza — powiedział w ramach powitania. Nawet udało mu się zabrzmieć poważnie. — Myślisz, że nie mam co robić z wolnym czasem? — dodał, mierząc jej sylwetkę uważnym spojrzeniem. Ostatecznie jednak wyciągnął klucze do budynku z kieszeni swoich spodni i otworzył im drzwi do studia; zmiana temperatury była wyraźnie odczuwalna.
Chłopak od razu podszedł do komputera, próbując odnaleźć jej projekt w plikach. Jego przyjaciółka była tu wielokrotnie, więc nie musiał jej niczego tłumaczyć; mogła robić, co tylko chciała. — Co ci zajęło tyle czasu, hm? — rzucił przez ramię, nie odrywając swojego wzroku od ekranu. Dostosował wielkości obrazka, który sobie wybrała, zanim puścił je do druku.

calliope

have you lost your mind, darling?

: ndz sie 16, 2026 12:55 pm
autor: calliope nerreza
Hm. Cały poranek spędziła, stresując się i zastanawiając, jak niby miała powiedzieć swojemu najlepszemu przyjacielowi, że w sumie ten chłopak, którego szczerze nienawidziła i który nie tylko złamał jej serce, ale również w dużej mierze przyczynił się do tego, że do dzisiaj leczyła się psychiatrycznie, tak jakoś... no... został jej chłopakiem? I w sumie zaczynało jej na nim zależeć? Nie no. Shelly ją zabije. Dosłownie ją zajebie. Przełknęła ślinę na samą myśl o tej rozmowie, sunąc przez miasto swoją różową torpedą.

Po jakimś czasie zauważyła swojego bestie siedzącego na krawężniku, a kiedy podjechała na tyle blisko, żeby ją dostrzegł, ten podniósł się na nogi. Uśmiechnęła się do niego szeroko już z oddali, a po chwili zatrzymała się, zdjęła kask i przewiesiła go przez kierownicę. - Nie odważyłbyś się - mruknęła, marszcząc nos. - Potrzebujesz mnie, bo jestem twoją chodzącą modeeeelkąąąą - przeciągnęła słodko, obracając się wokół własnej osi zupełnie tak, jakby chciała mu przypomnieć, że jakieś 99,5% jej okrytego ciała było jego sprawką. - No i po co jęczysz, Shelly? - westchnęła głośno, wchodząc za nim do studia. - Poczekałeś chwilę, potęskniłeś, wielkie mi co. - Wzruszyła ramionami i zaczęła kręcić się po salonie zupełnie jak u siebie, podczas gdy on już coś tam kombinował przy kolejnym wzorze na kompiku. Mieli bardzo podobny styl, więc w sumie rzadko kiedy, o ile w ogóle, mówiła mu o jakichkolwiek poprawkach, bo jego prace były zajebiste, okej?

Słysząc jego pytanie, zatrzymała się jednak w pół kroku i podrapała po głowie. - UMMMM... - wydusiła z siebie, zanim nagle podbiegła do niego i objęła go mocno od tyłu. - Shellyyyyy, wiesz, że cię kocham, co nie??? I jesteś taaaaki przystojnyyy, i gdyby nie to, że jesteś moim najlepszym przyjacielem, to pewnie chciałabym, żebyś był moim chłopakieeem, co nieeee??? - Zaczęła mówić przesadnie słodziutkim głosem, przyklejając się do jego pleców jeszcze bardziej, a gdzieś pomiędzy jednym komplementem a drugim rzuciła cholernie szybko - No i spóźniłam się, bo spałam u Cyrusa i jakoś tak jest teraz moim chłopakiem - wymamrotała tak szybko, że sama ledwo zrozumiała własne słowa, po czym natychmiast dodała już znacznie głośniej, - A masz trochę wodyyyy? Bo coś pić mi się chce. - Odsunęła się od niego i wbiła spojrzenie w jego profil, mając taką malutka nadzieję, że Shelly wyłapał jedynie tę część o tym, jak bardzo go kochała i że chciało jej się pić. Bo przecież chciało jej się pić.

Duh.


shelly

have you lost your mind, darling?

: wt sie 18, 2026 9:33 pm
autor: Brian Shelby
Calliope była jedną z pierwszych osób, które Brian poznał po powrocie do Toronto.
Pierwsze tygodnie, gdy zaczynał praktycznie od zera, nie należały do najłatwiejszych. Shelby nie wiedział, czego chce, co lubi i jak powinien właściwie wrócić do żywych. Jego pamięć przypominała słabe, stare nagranie z monitoringu, przy którym ktoś grzebał, próbując pozbyć się wszelkich dowodów zbrodni. Miał dziury, których nie potrafił sobie przypomnieć ani w żaden sposób logicznie je zapełnić. To dlatego pojawienie się Callie było dla niego zbawienne; czuł, że ma wsparcie, mimo że wówczas nie znali się jeszcze aż tak dobrze. Dużo razem rozmawiali i dużo razem przeżyli, a więc nic dziwnego, że Nerreza była dla niego bardzo ważna. Na tyle ważna, że Broke chciał dla niej jak najlepiej i w te oczekiwania, zaliczał się też porządny facet, który zakryje blizny, związane z jej przeszłością. I cholera, gdyby wiedział wcześniej, czym przez ostatnie dni zajmuje się jego przyjaciółka… Prawdopodobnie wpadłby znacznie szybciej, próbując przemówić do resztek jej rozsądku.

— Nie rzucaj mi pieprzonych wyzwań, Nerreza — mruknął marudnie pod nosem. Może to przez to gorąco i słońce, które parzyło jego skórę, stawał się jeszcze bardziej irytujący niż zwykle. Zaraz jednak zerknął w jej stronę przelotnie, przesuwając uważnym wzrokiem po jej ładnych, wygojonych tatuażach. Mógłby zabrać ją na każdy event dla tatuażystów, pokazując na niej swoje liczne dzieła. Nie potrafił jej odmówić, gdy prosiła go o więcej; była najfajniejszą reklamą dla jego projektów. — Prawie spaliłem się na tym słońcu — wymruczał, mimo swojego ponurego nastawienia, posyłając jej łagodny uśmiech. — Masz szczęście, że się przyjaźnimy. Ale już więcej się nie spóźniaj, Calliopey — ostrzegł. Brian na krótką chwilę skupił się na projekcie, nie zwracając na nią uwagi, dopóki po raz kolejny nie usłyszał jej głosu.

Wyczuwając, jak Callie obejmuje go od tyłu, Broke obejrzał się lekko przez ramię. To zachowanie nigdy nie zwiastowało nic dobrego; mała mąciwoda. — Czego chcesz, huh? — rzucił, słysząc komplementy, padające z jej ust. Jej kolejne słowa początkowo mu uciekły i dopiero po chwili, jego umysł wydawał się to jakkolwiek przetworzyć. Broke obrócił się do niej gwałtownie, spoglądając na nią z czystym niedowierzaniem w oczach. — Co ty powiedziałaś? — wydusił. — Calliope Nerreza, czy ty upadłaś na ten piękny łeb już całkowicie? — zapytał, unosząc palce do swojej skroni. Pewnych rzeczy nie potrafił zaakceptować i to była właśnie jedna z nich. Już sam nie wiedział, czy chce pytać, jak w ogóle do tego doszło; wydawało mu się to jakimś nieśmiesznym żartem.

callie