Strona 1 z 2

definitely not drowning

: ndz sie 09, 2026 6:32 pm
autor: Cyrus Lockhart
- Dziewięć dni temu -

Cyrus Lockhart nigdy w życiu nie wylądował na dywaniku.
Ani u dyrektora w szkole, ani tym bardziej u ordynatora w szpitalu. No, aż do ostatniego razu, gdy zamiast pojawić się na czas w pracy, rezydent neurochirurgii wybrał seks ze swoją byłą dziewczyną. Blondyn nigdy nie czuł takiego zażenowania swoim zachowaniem, jak wtedy gdy stał wyprostowany jak struna w biurze swojego przełożonego, nie potrafiąc wymyślić jakiejkolwiek logicznej wymówki lub usprawiedliwienia. Dlatego stał cicho, przyjmując cały wywód na temat tego, że kto jak kto, ale lekarze i chirurdzy nie mają prawa się spóźniać. Prawdę mówiąc; najbardziej wkurwiło go to, że jako jeden z najlepszych pracowników, dostał opieprz za to jedno, niewinne wykroczenie. Nigdy nie zawiódł, nigdy wcześniej się nie spóźnił, nigdy nie popełnił żadnego błędu, a i tak został zjechany od góry do dołu. I może… Może tego potrzebował, żeby uświadomić sobie, że nie warto dawać z siebie tysiąca procent, jeśli na dłuższą metę, nie miało to jednak zbyt wielkiego znaczenia.

Nie zmieniało to jednak faktu, że po wyjściu z biura swojego przełożonego, Cyrus wciągnął się w wir pracy. Kontrole, wizyty, nauka, pomoc przy zabiegach i operacjach — wszystko szło sprawnie i standardowo, aż do czasu, gdy nieświadomie wsunął palce do kieszeni swoich spodni, wyczuwając pierścionek, należący do Calliope. Nawet nie pamiętał, żeby go przekładał; musnął opuszkami metalową obręcz, a jego umysł odruchowo powędrował w stronę poranka i tym sposobem, reszta dnia przebiegła mu w mniej spokojnej atmosferze.

Cyrus ciągle o niej myślał, mimo że starał się na każdy możliwy sposób, wyciągnąć ją ze swojej głowy. Pisanie wiadomości na pewno mu w tym nie pomogło, ale nie potrafił wyłączyć telefonu, jeśli wiedział, że do niego napisała. Zachowywał się jak skończony idiota i nastolatek, który nie umie się opanować. I jeszcze ta randka… Od kiedy on, do cholery, chodzi na randki? Zaczął nawet myśleć nad tym, żeby to odwołać; znowu pozwalał sobie na zbyt wiele, znowu wszystko wymykało mu się spod kontroli. A jednocześnie; czy naprawdę czuł się z tym źle? Póki co, nie zauważył drastycznych zmian, poza tym że pierwszy raz w całym swoim życiu, miał kogoś, o kim notorycznie myślał. Przynajmniej nie czuł się tak wymęczony, znużony i kompletnie pozbawiony emocji, a przecież to była jedna z tych rzeczy, które nie dawały mu spokoju przez ostatnie miesiące..

Mając tą myśl na uwadze, Cyrus zdecydował, że zgodnie z obietnicą zabierze ją na tą nieszczęsną randkę. Tym razem wyszedł w swojej najbardziej, możliwej luźnej odsłonie; założył jedynie biały t-shirt i któreś z materiałowych spodni, które wpadły mu w ręce. Nigdy nie przykładał uwagi do mody, liczyła się jedynie estetyka i schludność. Poza tym, to tylko spacer; nie musiał robić z siebie jeszcze większego idioty, niż czuł się w rzeczywistości.

Słońce świeciło i było bardzo ciepło tego popołudnia. Lockhart szedł przy boku Calliope, brzegiem jeziora, wsuwając dłonie w kieszenie spodni i zerkając na jej profil. Była taka ładna, że czasem gubił swój tok myślenia.
— Nie ugotujesz się w tych ciuchach? — mruknął, spoglądając na jej ciemne ubrania. Szturchnął ją lekko ramieniem, by szła w cieniu, a sam zmrużył oczy w słońcu. — Jak wytłumaczyłaś się swoim kolegom z pracy, hm? — rzucił po chwili złośliwie, przypominając sobie, że nigdy nie wrócił do tego tematu. — Powiedziałaś, że nie jestem twoim one night standem, tylko eks sprzed dziesięciu lat, któremu kompletnie nie potrafiłaś się oprzeć? — zapytał, uśmiechając się nieco kpiąco. — Mm. Wydawałaś się bardzo chętna, żeby mnie wtedy poznać — dodał, po raz kolejny sobie z niej żartując, zanim objął ją ramieniem, by przyciągnąć bliżej siebie. — Co się robi na tych twoich randkach, co? Chcesz pogadać o pogodzie? O irytujących koleżankach? — zapytał, spoglądając na nią z rozbawieniem.

calliope

definitely not drowning

: ndz sie 09, 2026 6:35 pm
autor: calliope nerreza
✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

I keep having this dream
where I’m holding your hand…


Stała przed lustrem, przeglądając swoje odbicie w już chyba piątym outficie, nadal nie mogąc zdecydować, którą opcję wybrać. Nie chciała pokazać mu, że za bardzo się starała, żeby dobrze wyglądać, ale jednocześnie nie mogłaby sobie wybaczyć, gdyby pomyślał, że to całe hype’owanie go było na nic. Czemu to było takie cholernie ciężkie???? No nic. Ostatecznie zdecydowała się na krótką czarną spódniczkę, obcisłą czarną bluzkę kończącą się gdzieś niedaleko pod biustem i króciutką marynareczkę narzuconą na wierzch. Czy był to dobry pomysł? Przekona się na miejscu.

W kwestii wiadomości, wymieniała ich z Cyrusem zdecydowanie więcej, niż chciałaby przyznać. A gdy łapała się na tym, że uśmiecha się do telefonu, tylko przewracała na siebie oczami i wyrzucała go gdzieś w czeluści pościeli, dając sobie jakże przekonującą formułkę o zemście na nim. Formułkę, którą przerywała kolejna wibracja telefonu. Wtedy przepełniona złością Callie nurkowała w kołdrze, wyciągając zatopiony telefon, jakby odpisanie mu przynajmniej w tamtym momencie było kwestią życia i śmierci. MIAŁA PLAN, CO NIE? Hah.

Gorzej niż nastolatki.

Przecież tak się nie zachowywali, kiedy byli razem dziesięć lat temu, co nie? Nie przypominała sobie aż takiego podekscytowania samą rozmową z nim. Ani samą myślą, że mogłaby dostać od niego jakikolwiek komplement. Eh. Anyways. Musiała się opanować i być locked in. hihi, got it XD? Bo jeśli tak dalej pójdzie, Lockhart znowu przejmie kontrolę nad sytuacją i ją wykorzysta.

What if we stopped the games?

Idąc obok niego brzegiem jeziora, rozglądała się po okolicy i nie mogła powstrzymać uśmiechu. Kazała mu się postarać, a on zabrał ją w miejsce, do którego mogłaby przyjść kiedykolwiek, gdyby tylko jej się zachciało. Czyżby Lockhart stał się nudziarzem bez kreatywności? Chociaż okej… jedno trzeba mu było przyznać… było ładnie. Naprawdę. Nie mogła narzekać na brak ładnych widoków i wcale nie miała tutaj na myśli tylko okolicy. Zerknęła na niego kątem oka, przesuwając wzrokiem po jego ciele, aż zatrzymała spojrzenie na rękach wsuniętych w kieszenie. Huh. Ciekawe. - Będę okej, dziękuję za troskę - odparła dość chłodno, chociaż ta marynareczka serio sprawiała, że było jej trochę gorąco. Gdy ją szturchnął, zrobiła kilka kroków w bok i szła już teraz w cieniu. Cholera. Jego sposób martwienia się o nią był interesujący i kinda? Podobał jej się.

Nie chciała jednak dać mu tej satysfakcji, więc tylko uśmiechnęła się pod nosem, spoglądając w zupełnie innym kierunku. Po chwili uniosła głowę, żeby na niego spojrzeć, robiąc sobie daszek z otwartej dłoni. - Nic nie tłumaczyłam - prychnęła. - Powiedziałam tylko, że zrobiłam dzień litości dla byłych chłopaków i pierwszy oraz ostatni raz przespałam się z tobą. - Zmrużyła oczy, po czym pacnęła go w ramię i znowu skupiła się na tym, gdzie szła.Tak serio to nawet sobie w to zdanie nie uwierzyła, - Wkurzasz mnie. Nie zapominaj, że ty też chciałeś mnie poznać. - Już miała wewnętrznie się na niego irytować, gdy poczuła, jak przyciągnął ją do siebie. Zerknęła w górę, a jego perfumy uderzyły ją jeszcze mocniej. Uśmiechnęła się szeroko.

W sumie nie była pewna, co robiło się na takich randkach. Sama nigdy specjalnie na żadne nie chodziła. Zazwyczaj spławiała jakichś oblechów, a dopiero ostatnio pobrała aplikację randkową, gdzie oceniała bardzo questionable typków. - O pogodzie, Lockhart? Przecież wiemy, że jest cholernie gorąco - zaśmiała się, zanim dodała, - Nie wiem. Możesz mi powiedzieć, jak ci się żyło przez ostatni rok. Co lubisz jeść. Jakiej muzyki słuchasz. I jak duże wrażenie na tobie zrobiłam. - Uśmiechnęła się, wysuwając dłoń tak, żeby objąć go w pasie. Zacisnęła palce na jego boku. I cholera. Te motylki? Znowu wróciły.

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


Lockhart

definitely not drowning

: ndz sie 09, 2026 6:38 pm
autor: Cyrus Lockhart
Cyrus podobnie jak Calliope, spędził zdecydowanie zbyt wiele czasu, wisząc na telefonie jak jakiś głupi nastolatek. Dobrze, że w pracy nie mógł tak często sprawdzać swoich wiadomości, dzięki czemu miał chociaż złudne poczucie, że ma nad tym jakąkolwiek kontrolę. Nie zmieniało to jednak faktu, że tak szybko jak tylko wychodził ze szpitala, tak szybko wysyłał pierwszą wiadomość do dziewczyny, które nie kończyły się do późnych godzin nocnych. Oszalał do reszty; od kiedy Lockhart bawił się w tak idiotyczne gierki? Był dorosłym, odpowiedzialną mężczyzną, nie zamierzał tracić głowy dla… kobiety. Pięknej i zapierającej dech w piersiach kobiety, swoją drogą. Cy nie wiedział, co przestawiło się w jego głowie do tego stopnia, że nagle zaczął patrzeć na nią w inny sposób niż kiedyś. Czy to dlatego, że dorósł? Zmienił mu się gust? A może gdzieś podświadomie od samego początku podobało mu się to, jak wyglądała Callie — tylko, że w tej dojrzałej, ostrej wersji docierała do niego jeszcze dotkliwiej. Rezydent nie potrafił tego wyjaśnić przed samym sobą; miał mętlik w głowie, ilekroć przez jego myśli przechodziła dziewczyna lub wieczór i jednocześnie poranek, który razem spędzili. Przez parę długich godzin w nocy, zaraz po swojej zmianie, Cyrus leżał w swoim łóżku, odtwarzając całe spotkanie na nowo, obracając w swoich palcach pierścionek, który wsunęła do jego kieszeni. Próbował zrozumieć swoją własną głowę, ale nie potrafił tego rozgryźć. Najważniejsze było dla niego to, że w końcu czuł się lepiej. Nie wiedział jak długo będzie potrafił zapanować zarówno nad swoim życiem zawodowym i ułożonym systemem, ale chciał spróbować.

Blondyn naprawdę nie znał się na romantyzmie i randkach, ale wydawało mu się, że spacer nad jeziorem w taką ładną pogodę, nie może być złym pomysłem. I może dzięki wyjściu w takie miejsce, nie straci nad sobą tak szybko kontroli jak ostatnim razem. Może i byli nieco oddaleni od miasta, ale nadal byli w publicznym miejscu. Cyrus szedł przy jej boku, czując się… dziwnie. Przypomniało mu się, dlaczego nigdy nie był fanem takich spotkań, chociaż z Calliope i tak czuł się znacznie przyjemniej.
— Ach, pierwszy i ostatni raz, rozumiem — powtórzył zaraz po niej z wyraźnym rozbawieniem. — Jestem dozgonnie wdzięczny za tą twoją litość — dodał, śmiejąc się pod nosem i przykładając dłoń do klatki piersiowej, gdzie było jego serce, jakby był poruszony jej gestem. — Zapamiętam to na przyszłość. W razie, jakbyś znowu chciała przypomnieć sobie, jak dobrze jest mnie całować, to powstrzymam cię przed tym — powiedział poważnie. W końcu to Callie pierwsza go pocałowała, a potem rozpętała coś, czego żadne z nich nie potrafiło już zatrzymać.

Cyrus dość niekontrolowanie pogładził ją po ramieniu, które obejmował, przyciskając ją łagodnie do siebie. Musieli wyglądać paradoksalnie; jak dwa skrajne przeciwieństwa, ale w ogóle go to nie obchodziło. Chyba pierwszy raz w życiu nie liczyło się dla niego to, co myślą o nim inni.
— Oczywiście, że chcę. Co jadłaś dziś na śniadanie? — zażartował. Poznawanie innych ludzi też nie było czymś, co chętnie robiłby na co dzień. Teraz tylko się zgrywał, bo była to Calliope, ale w przypadku obcych, nie wykazałby absolutnie żadnego zainteresowania. Jej pytanie sprawiło jednak, że Cy zaczął się zastanawiać nad swoim życiem i zdał sobie sprawę, że chyba wcale nie podobało mu się to, jak to funkcjonowało.
— Po ostatnim dniu z tobą, Callie… Stwierdziłem, że moje życie przez ostatni rok było cholernie nudne — powiedział, unosząc kącik ust w dość krzywym uśmiechu. Celowo zdobył się na taką szczerość, żeby móc przyjrzeć się jej potencjalnej reakcji. — Lubię włoską kuchnię i nie słucham za dużo muzyki — przyznał, kręcąc łagodnie głową. Zwykle Lockhart nie miał czasu na… swoje rzeczy, na dbanie o zainteresowania i tak dalej. Jak miał wolne to próbował się zregenerować lub poczytać na tematy, które go tak bardzo interesowały; na przykład ludzka psychika. Dopiero, gdy wyczuł jak Calliope obejmuje go w pasie, uśmiechnął się lekko, zerkając w jej stronę. Zatrzymał się nagle w miejscu, żeby odwrócić ją do siebie przodem i ujął jej podbródek, by na niego spojrzała. — Pierwszy raz w życiu dostałem taki opierdol, jak wtedy gdy się spóźniłem, ale wiesz co? — rzucił, zatrzymując swoje jasne spojrzenie na jej ciemnych tęczówkach. — Nie żałuję ani jednej sekundy. Takie zrobiłaś na mnie wrażenie, wariatko — stwierdził, muskając łagodnie kciukiem jej dolną wargę. — Teraz ja zapytam, skąd ta drastyczna zmiana stylu? — zapytał, zaczynając od czegoś bezpiecznego. Mieli się poznać, racja? A to, że nie lubił zbyt wiele o sobie mówić, jeśli nie mogło to być w superlatywach, to zupełnie inna kwestia.

nerreza

definitely not drowning

: ndz sie 09, 2026 6:39 pm
autor: calliope nerreza
✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Zerknęła na niego, uśmiechając się pod nosem, choć za każdym razem, gdy unosiła głowę, musiała delikatnie mrużyć oczy, bo promienie słoneczne były nie do zniesienia tego sobotniego południa. - Ah, nie ma za co, Cyrus, do usług - prychnęła pod nosem, klepiąc go pokrzepiająco po ramieniu. Po chwili przewróciła oczami, gdy udawał, że zraniła jego skamieniałe serduszko. Upsi.

Słuchając go, nie mogła przestać się uśmiechać, bo serio, koleś miał naprawdę dobre poczucie humoru tego słonecznego dnia. Zrobiła kilka kroków do przodu, po czym odwróciła się tyłem i stanęła przed nim tak, żeby musiał się zatrzymać. Wspięła się na palce, wyciągnęła dłonie i zarzuciła mu je na szyję, przyciągając go do siebie gwałtownie. Ich usta dzieliło może jakieś piętnaście centymetrów. Assuming, okay? (Sprawdziłam w powietrzu. just guessing lol.) - Chyba faktycznie mam amnezję - mruknęła, podwyższając się jeszcze odrobinę, tym samym skracając dystans między nimi. Wpatrywała się w niego spod długich, sztucznych rzęs. - Ahh, tak bardzo chciałabym sobie przypomnieć, jak to jest całować Lockharta - westchnęła głośno, dramatycznie. - Ale powstrzymasz mnie, co nie? - Uniosła brew, uśmiechając się szeroko, po czym tylko cmoknęła go w policzek i wróciła tam, gdzie była kilka chwil wcześniej.

Znowu szła obok niego, co jakiś czas zerkając na niego z uśmiechem. Wyglądał cholernie przystojnie. A pachniał jeszcze lepiej. Wyglądali jak yin i yang, zupełne przeciwieństwa, a jednak pasowali do siebie na swój chory sposób. Przewróciła oczami na jego deep pytanie i parsknęła śmiechem. - Zjadłam pop-tarta o smaku brownie, polecam, i napiłam się RedBulla. A ty? - Nie przywiązywała zbyt dużej wagi do tego, co w siebie wrzucała. Im mniej czasu spędzała w kuchni albo jakichkolwiek komunalnych pomieszczeniach w domu, tym lepiej. Nie chciała spędzać czasu z matką, a tym bardziej w towarzystwie jej partnera. Czuła się skrępowana, a czasami wręcz osaczana przez rodzicielkę, gdy tylko David spojrzał na nią w jakiś zły sposób. Zwykle właśnie dlatego robiła sobie coś lepszego, o ile można to było tak nazwać, po nocach albo starała się jeść coś na mieście.

Poczuła ciepło rozchodzące się po klatce piersiowej, gdy usłyszała te szczerze brzmiące słowa wychodzące z jego ust. Nie spodziewała się usłyszeć od niego czegoś tak miłego. - Cy - zaczęła unosząc podbródek, żeby na niego spojrzeć. - Spędzając ze mną czas, nie będziesz się już nigdy nudzić - dodała z szerokim uśmiechem, idąc dalej spokojnie wzdłuż jeziora. - Czyli lubisz pizzę, caccio e peppe, spaghetti czy co? A w kwestii muzyki to cię wyszkolę. Zabiorę cię na kilka gigów do undergroundowych barów w downtown. - Uśmiechnęła się do niego.

Kurczę.
Czemu ona już planowała kolejne spotkania? Przychodziło jej to zbyt naturalnie. Przerażało ją to. Zacisnęła palce na jego boku, chcąc być jeszcze bliżej niego, chociaż już chyba bardziej się nie dało. Zaskoczona spojrzała na niego, marszcząc brwi, gdy nagle się zatrzymał i obrócił ją przodem do siebie. Uniosła buzię ku górze z pomocą jego palców na swoim podbródku i spojrzała prosto w te błękitne oczy, które trochę za bardzo przypominały jej niebo nad nimi.

Słuchała go z lekką konsternacją, ale po chwili jej twarz spowił delikatny uśmiech. - cieszę się, że jednak spodobało ci się moje towarzystwo - mruknęła tylko, starając się nie pokazać, jak bardzo te słowa sprawiły jej przyjemność. Przez moment nawet zapomniała o tym, jak manipulacyjny Lockhart potrafił być. I o swoim planie rzecz jasna. Teraz po prostu byli. - Hmm - mruknęła na jego pytanie. - Po tym, jak ze mną zerwałeś, chciałam w końcu postawić na siebie i swoje zainteresowania. - Odsunęła się od niego o dwa kroki i zrobiła niemalże piruecik. - Więc voilà, powstał szatan. - Zasalutowała, zerkając na zgorszoną matkę przechodzącą z dzieckiem. Calliope przysunęła wtedy dwa wskazujące palce do czoła, tworząc z nich prowizoryczne diabelskie rogi, i wysunęła język w ich kierunku, by po chwili wybuchnąć śmiechem, gdy dziecko coś tam zajęczało do matuli.
Oh well.

Spojrzała na Cyrusa, chwyciła go za rękę, splatając ich palce, i pociągnęła go przed siebie. - Spójrz! Łódka! Idziemy. - Nie no, ten dzień zaraz zrobi się o wiele bardziej interesujący. Ciekawiło czy Cyrus należał do grona osób, które dobrze radziły sobie z improwizacją? Po chwili dotarli na miejsce, gdzie okazało się, że łódka była owinięta bluszczem, ale na szczęście wiosła leżały w środku, częściowo ukryte. - Ciekawe, czy to łóżko jakiegoś żula… - mruknęła, puszczając jego dłoń. Nachyliła się nad łódką, próbując sprawdzić, czy da się ją jakoś odsunąć. - Umiesz wiosłować?

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


Lockhart

definitely not drowning

: ndz sie 09, 2026 6:42 pm
autor: Cyrus Lockhart
Calliope była cholernie złośliwa. Urocze.
Cyrus miał chyba do tego słabość — do tej nowej wersji dziewczyny; zbuntowanej, pyskatej i pewnej siebie. To niesamowite, zważywszy na to, że nigdy nie lubił ludzi, nie potrafiących utrzymać języka za zębami. Zawsze szanował tych, ważących swoje słowa. Takich, którzy myśleli, zanim działali. Takich, którzy twardo stąpali po ziemi, nie myśląc przy tym o głupotach. A jednak szedł teraz ramię w ramię z Callie, która była przeciwieństwem absolutnie wszystkiego, w co do tej pory tak uparcie wierzył. Pytanie — dlaczego?

Ostatnie miesiące jego życia przypominały bańkę mydlaną. Taką, która przy silniejszym podmuchu wiatru, mogłaby pęknąć i rozprysnąć się w powietrzu. Jego emocje wisiały na cieniutkim sznureczku, który z łatwością mógłby przeciąć, pozbywając się całego ciężaru, ale też tej resztki człowieczeństwa, którą posiadał w głębi swojej znużonej duszy. Rutyna nie była najtrudniejszą i jednocześnie najgorszą częścią, która go męczyła. Tkwił w złudnym poczuciu bezpieczeństwa, o które walczył przez całe swoje życie; w melancholii, która doprowadzała go do szału swoim spokojem i nudą. Może to był wirus? Taki, który z wolna atakuje komórki, początkowo nie dając o sobie znać, a z czasem brutalnie obala cały system. Przecież Lockhart nigdy nie narzekał na sposób, w jaki żyje, dlaczego więc nagle poczuł się tak… uwięziony? Kurwa.

Calliope Nerreza była jego pierdolonym wybawieniem od ufundowania sobie kulki w łeb.
Musiałby być mocno naćpany, by przyznać to na głos; i to jeszcze przed nią, skoro do tej pory oszukiwał też samego siebie. Nie zmieniało to jednak faktu, że był pod wrażeniem tego, jak dobrze odnajdywał się w jej obecności. Wymazał wspomnienia sprzed dziesięciu lat, gdy zachował się jak samolubny gówniarz, który najlepiej wie, czego chce; jak się okazuje, decyzje, które wówczas podjął, wcale nie były takie trafne. Kto by się spodziewał, huh?

Cyrus zatrzymał się, gdy dziewczyna stanęła tuż przed nim i opuścił na nią spojrzenie. Jego wzrok z wolna przesunął się po jej buźce, ostatecznie zatrzymując się na jej ciemnych, pięknych oczach. Oczach, które prały jego umysł, zmieniając go w jakąś papkę. Był idiotą. A mimo to, uniósł leniwie kącik ust, gdy zarzuciła mu ręce na szyję. Wystarczyło niewiele, żeby pochylił się i złączył ich wargi po raz pierwszy tego dnia; chciał ją pocałować od momentu, w którym ją zobaczył, ale powstrzymywał się. Cholera, nie chciał być tym, który nie potrafił nad sobą panować. Rezydent złapał ją łagodnie w pasie, przyciągając bliżej siebie; poczuł jej zapach i przyjrzał się jej twarzy z tej niewielkiej odległości.
— Nieładnie — parsknął, gdy ostatecznie jedynie cmoknęła go w policzek. — Jak będziesz chciała sobie przypomnieć, to daj znać, może zmienię zdanie — dodał z rozbawieniem, spoglądając na jej profil od boku. Czy to nie głupie, że wciąż czuł się jak frajer, gdy zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo na niego działała? Czy tak czuli się jego rodzice, zanim ich związek zaczął bardziej przypominać umowę biznesową niż realną, czułą relację?
Lockhart wzdrygnął się na jej dietę, chociaż sam nie mógł być dobrym przykładem w tej kwestii. Nie zmieniało to jednak faktu, że zwyczajnie nie potrafił ugryźć się w język. — Przepis na zawał serca — skomentował nieco marudnie. — Kiedyś ugotuję ci coś normalnego, żebyś zrozumiała, ile tracisz, jedząc takie gówno — mruknął, kręcąc przy tym głową. Nie był geniuszem kulinarnym, ale coś tam też potrafił.

— W to akurat nie wątpię — zaśmiał się pod nosem. Calliope wyglądała, jakby każdy dzień z nią mógł przynieść mu nowe doznania. Na jej pytanie, mruknął w namyśle, po krótkiej chwili kiwając lekko głową. — Lubię risotto i bruschettę — przyznał w końcu, choć nieczęsto miał okazję, żeby pójść do restauracji zjeść coś lepszego niż to, co próbował marnie przygotować sobie w domu w wolnej chwili. Nigdy nie miał szczególnej motywacji. — Och, czy to zaproszenie na kolejną randkę? Idzie nam coraz szybciej i coraz lepiej — zażartował, przyciągając ją po raz kolejny do siebie, jednocześnie uśmiechając się łagodnie.

Cyrus uniósł brwi, widząc jak Callie straszy dziecko i parsknął pod nosem, odwracając na krótką chwilę wzrok. Tak, zdecydowanie nie będzie się przy niej nudził. Widząc jakąś starą łódkę w oddali, Lockhart zaśmiał się, dotrzymując jej tempa; jeśli mógł choć na chwilę zapomnieć o codzienności, to chciał to zrobić. Chciał spróbować. — Oczywiście, że umiem — prychnął, rozglądając się, jakby najpierw wolał się upewnić, czy nikt zaraz nie wyskoczy na nich z krzykiem, że ruszają czyjąś własność. Chociaż łódka wygląda raczej, jakby została zapomniana całe wieki temu. Blondyn oparł na niej dłonie, po chwili wypychając ją z całej siły do wody, a następnie przytrzymując ją nogą, podał dłoń Calliope, żeby pomóc jej wejść do środka. Sam odepchnął łódź, wskakując, gdy tylko zaczęła łagodnie unosić się na wodzie.

Co on właściwie wyprawiał?


Bez zbędnych pytań i wątpliwości, po prostu zrobił to, czego chciała. Byle tylko zobaczyć uśmiech na jej twarzy albo zrobić coś, co wychodziło poza znajomy dla niego schemat. Niesamowite. Zaraz po wskoczeniu do środka, mężczyzna chwycił za wiosła, odbijając ich od wody, wypływając na samo centrum jeziora. — I co teraz? Utkniesz ze mną bez możliwości ucieczki — powiedział, spoglądając na nią z rozbawieniem. Czuł się… cholera, czuł się naprawdę dobrze. Powietrze przyjemnie łaskotało jego skórę, a słońce oświetlało twarz. Miał wrażenie, że pierwszy raz od wieków, oddycha pełną piersią. — Umiesz pływać, prawda? — rzucił nagle, bo wchodzenie na łódkę, bez tej umiejętności było ryzykowne. Ostatecznie nie zatrzymał się jednak, zwalniając dopiero gdzieś po środku zbiornika. Opuścił wiosła, odchylając się nieznacznie do tyłu. — Chodź tutaj — mruknął, klepiąc miejsce przed sobą. — Chcę, żebyś była blisko — dodał, spoglądając na nią w ten charakterystyczny dla siebie, mocno przekonywujący sposób.

nerreza

definitely not drowning

: ndz sie 09, 2026 6:43 pm
autor: calliope nerreza
trigger warning
flashbacki z wietnamu
✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Uwielbiała z nim igrać. Droczyć się. Sprawdzać, jak naprawdę bardzo jej pragnął. Jak bardzo mu się podobała. Widziała po sposobie, w jaki na nią patrzył, że chyba była w jego typie. Widziała to też w tym, jak szybko odpowiadał na każdą jej zaczepkę. On jej się podobał. Bardzo. Lgnęła do niego, choć nie powinna. Powinna być mądrzejsza, kontrolować się, a zamiast tego próbowała znaleźć jakikolwiek możliwy moment, żeby go dotknąć. Albo żeby to on dotknął jej. Głupie, co? No ale tłumaczyła sobie, że to wszystko było na rzecz jej zemsty. Tak. No właśnie. - Jak zmienię zdanie, to sobie to wezmę - rzuciła z zadziornym uśmiechem. Nie będzie przecież prosiła go o zgodę. Była dużą dziewczynką, a najwyżej on ją odepchnie, jeśli nie będzie chciał. EZ. - Ojejku, martwisz się o mój stan zdrowia? - zrobiła podkówkę, przyglądając mu się przesadnie wzruszonym spojrzeniem. - Jejku, w razie czego chcę być spalona, Lockhart. Trumny to strata pieniędzy. - Dorzuciła to, idąc obok niego, po czym uśmiechnęła się cieplej, gdy zaproponował, że coś dla niej ugotuje. - Hmm, dobrze. Tylko lepiej nie zrób nic dobrego, bo jeszcze będę cię męczyć o więcej - zaśmiała się.

Na dobrą sprawę nikt nigdy dla niej nie gotował. Chyba że liczyć jej przyjaciela Briana, chociaż oni przeważnie po prostu coś zamawiali. - Brzmi fancy - dodała, gdy wspomniał o swoich ulubionych daniach, od razu notując je sobie gdzieś z tyłu głowy. Jak będzie w domu, sprawdzi z ciekawości, jak się je przygotowuje. Może nawet poćwiczy w zaciszu kuchni, gdy nikogo nie będzie, żeby kiedyś zrobić mu coś po pracy. Kurde. Czemu ona myślała o nim w taki sposób? Ah tak. Dla zemsty. No właśnie. - Może. Nie ciesz się, bo zaraz się rozmyślę - prychnęła pod nosem, choć w środku czuła się cholernie szczęśliwa. Podobały jej się te przekomarzanki bardziej, niż chciała przed sobą przyznać. Była niemal pewna, że Cyrus stchórzy przy jej pomyśle z łódką, więc gdy jednak tego nie zrobił, przez moment naprawdę pomyślała, że może faktycznie mogłaby przywyknąć do jego towarzystwa.

Uśmiechnęła się szeroko, chwytając jego dłoń, zanim z jego pomocą weszła do środka łódki. Usiadła sobie na drewnianym siedzonku, przyglądając się, jak odepchnął łódkę od brzegu i zaraz do niej wskoczył. Hm. Czuła przyjemne podekscytowanie pulsujące w całym ciele. Serio świetnie się z nim bawiła. - O nie, co ja pocznę - parsknęła śmiechem. - Ratunku. - Przewróciła oczami i rozejrzała się wokół jeziora, gdy powoli zbliżali się do środka zbiornika. Wyglądało to zaskakująco romantycznie, a Cyrus wiosłujący zdecydowanie miał zapisać się w jej pamięci na długo. - Oczywiście, że umiem pływać - wzruszyła ramionami. No przecież nie musiał wiedzieć, że nie umiała, co nie? Co mogłoby się stać?

To nic takiego, że byli gdzieś na środku jeziora, oddaleni od brzegu, gdzie mogłaby sobie spokojnie dalej chodzić i nie bać się o własne życie. Tak samo jak teraz, w tej chwili, gdyby przypadkiem mieli się wywrócić. Wszystko było pod kontrolą. Tylko leciutko się chwiali. No biggie. Przełknęła ślinę, próbując się uspokoić. Wzięła kilka głębszych oddechów, uśmiechając się do niego i raz po raz napawając się widokami dookoła. Po chwili, kiedy już miała go o coś zapytać, powiedział coś, co sprawiło, że przez moment poczuła się tak, jakby uderzył w nią tramwaj.

‘’Chodź tutaj.
Chcę, żebyś była blisko.’’

Pobladła. Serce ścisnęło jej się boleśnie, a w głowie od razu wróciła tamta noc sprzed lat. Ta przed zerwaniem. Te słowa, które powiedział, zanim opuścił tamten przeklęty pokój.

‘’Chodź, zanim zwariuję. Muszę pomyśleć i nie będę tego w stanie zrobić, jeśli nie będziesz obok.’’

Cholera. Nie zmienił się. Nic a nic. Wpatrywała się w niego ciemnymi oczami, próbując jakoś ukryć to chwilowe przerażenie, które rozlało się w niej od środka. Widzisz, Callie? Mówiłam ci, że tacy nigdy się nie zmieniają. Nie. Nie, nie, nie. Nie ma cię tu być. Wstała na moment, jakby chciała dosłownie uciec od tego głosu, ale nagle z transu wyrwał ją ruch łódki. Zachwiała się lekko, łapiąc równowagę. Spojrzała na Cyrusa. - Kurde, serio gorąco - rzuciła szybko, wymuszając nerwowy śmiech, po czym zdjęła z siebie marynarkę - Cholera, weź się w garść. To, że jest taki sam, wiedziałaś od początku. Skup się na planie. Dopowiedziała to sobie w myślach i spojrzała na niego ponownie. Nachyliła się ostrożnie, starając się nie rozbujać łódki jeszcze bardziej. Zignorowała miejsce, które jej pokazał, i usiadła bokiem na jego kolanach, zarzucając ramiona za jego szyję.

Spojrzała w jego niebieskie tęczówki i przejechała palcami po blond lokach. - Podobasz mi się - odparła, zbliżając swoją twarz do jego, zanim musnęła delikatnie jego usta. - Ładny jesteś. - Uśmiechnęła się zadziornie, specjalnie używając właśnie tego słowa, zamiast powiedzieć mu, że był przystojny. Tak o. Żeby się z nim podrażnić. Znowu go pocałowała. Tym razem dłużej. Zachłanniej. Wiedziała, że wpadła w zasadzkę. Że pewnie chciał znowu się z nią pobawić. Ale ona już go znała. Tym razem to on będzie za nią gonić i skomleć, - Chcesz być mój? - zapytała, patrząc mu prosto w oczy. Nagle poczuła jednak, że jej nogi robią się… mokre? Przygryzła dolną wargę, zastanawiając się, czy on też zdążył zauważyć, że ich łódka chyba przeciekała. - Cy? - spojrzała mu w oczy z głupawym uśmieszkiem. - Czy to dobry moment, żeby ci powiedzieć, że jednak to…ten no…nie umiem pływać?

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Cyrus

definitely not drowning

: ndz sie 09, 2026 6:44 pm
autor: Cyrus Lockhart
— Och, no tak… Weźmiesz sobie. Silna, niezależna kobieta, sama sięga po to, czego chce, huh? — zaśmiał się nieco kpiąco pod nosem. Ciężko było nie zauważyć, że Calliope rzeczywiście w pewien sposób dorosła; była urocza z tym całym przypominaniem mu, jak pewna siebie i niezniszczalna teraz była. Komu ona ciągle próbowała to udowodnić; jemu czy sobie? Tak czy inaczej, nie miał nic przeciwko temu, żeby rzeczywiście samodzielnie brała to, czego najbardziej chciała. Podobała mu się ta wersja, w której nie pytała go o zdanie; nie sądził, że jego serce może tak zaskakująco reagować na jej pewną… zaborczość. Blondyn zatrzymał spojrzenie na jej ustach, które rozciągnęły się w zadziornym uśmiechu i z trudem powstrzymał się przed pochyleniem w jej stronę, oraz ukradnięciem pocałunku, który chodził mu po głowie od parunastu minut. — Jestem lekarzem. Razi mnie brak wiedzy i umiejętności dbania o swoje zdrowie — parsknął, wzruszając nieco lekceważąco ramieniem. Zdecydowanie nie był najlepszą osobą, żeby zwracać uwagę drugiemu człowiekowi na temat zdrowia; szczególnie poza pracą. Cyrus pił alkohol, palił i nie odżywiał się regularnie, od kiedy tylko pamiętał — przykład idealnego rezydenta neurochirurgii, prawda? Słysząc jej kolejne słowa, Lockhart wywrócił z niedowierzaniem oczami; mógł spodziewać się podobnego tekstu z jej strony.

Mężczyzna doszedł do wniosku, że nawet dobrze spędzało mu się z nią czas. Były momenty, gdy powstrzymywał sapnięcie pełne politowania lub kręcił głową z dezaprobatą, ale nadal było to niczym w porównaniu do tego, jak bardzo przeszkadzała mu w przeszłości. Pamiętał, że irytowała go jej nachalność i to ułożenie, którym tak bardzo próbowała się do niego wiecznie dopasować. O wiele bardziej lubił ją w tej luźniejszej formie; bardziej zadziornej i buntowniczej. Czyżby dziewczyną z jego marzeń i snów, wcale nie była bystra, ułożona kobieta, a ktoś o tak szalonej duszy jak Nerreza? Ciekawe. Bardzo, bardzo ciekawe. Przeciwieństwa jednak rzeczywiście się przyciągają.

— Nie rozmyślaj się — mruknął, stukając palcami w jej policzek, jednocześnie wciąż obejmując ją ramieniem. — Z przyjemnością zobaczę cię w swoim szale na jakimś koncercie — parsknął, podejrzewając, że to mógł być naprawdę fascynujący widok. Poza tym Cyrus nigdy nie był na żadnym koncercie; zawsze uważał to za głupotę i marnotrawstwo pieniędzy. Teraz pomyślał jednak, że może wyrwanie się ze szpitala przed północą, wcale nie było tak tragicznym pomysłem. Ba, może to nawet dobrze mu zrobi? Już te ostatnie dni, choć mocno odbiegające od normy, sprawiały mu dużo przyjemności. A to tylko dlatego, że wyłamywały się z jego monotonii i ponoć tak ukochanej rutyny.

Cyrus Lockhart początkowo nie zauważył zmiany w mimice jej twarzy. Skupił się na wiosłowaniu, na słońcu, łaskoczącym jego skórę i na leciutkim wietrze. Na każdym tym przyjemnym aspekcie, który dawał mu do zrozumienia, że potrzebował odpoczynku od swojego życia, choćby w tak niewinnej formie jak ta. Dopiero, gdy podniosła się dosyć gwałtownie, Cy uniósł podbródek, zerkając na nią badawczo od dołu. Wyglądała, jakby czegoś się wystraszyła, a swoim gestem sprawiła, że łódka łagodnie się zachwiała. Blondyn automatycznie wyciągnął dłoń, żeby przytrzymać ją, gdy łapała równowagę. Jej nerwowy śmiech przykuł jego uwagę.
— Co się dzieje? — zapytał nieco poważniej, wciąż przyglądając jej się z pełnym skupieniem. Callie usiadła na jego kolanach, a łódź po raz kolejny niebezpiecznie się zachwiała. Rezydent złapał ją mocno w pasie, przypatrując się jej buzi. Dopiero komplementy, padające z jej ust, wywołały u niego parsknięcie śmiechem. — Poważnie? Jak bardzo ci się podobam? — odparł zaczepnie, unosząc przy tym brew. — Ładny… — powtórzył marudnie, bo to określenie niekoniecznie mu się spodobało. Lockhart uniósł leniwie kącik ust przez pocałunek, samemu mimowolnie ujmując jej policzek, żeby odwzajemnić tę pieszczotę. Chłopak zamrugał z zaskoczeniem, gdy zadała mu to pytanie, którego kompletnie się nie spodziewał.

Chcesz być mój?


Sam tego jeszcze do końca nie wiedział. Może? Nigdy do nikogo nie należał. Nigdy nie bawił się w związki. Nigdy nie czuł potrzeby, żeby… Być z kimś blisko, ale to zaczynało się zmieniać. Zresztą nawet nie zdążył odpowiedzieć, bo dostrzegł, że ich łódka zaczynała się podtapiać. Lockhart odchylił głowę do tyłu i jęknął przeciągle, bo cholera, mógł się spodziewać, że taki pomysł nie skończy się dobrze. Szczególnie po kolejnych słowach Calliope, która sprawiły, że poczuł się tak, jakby go spoliczkowała. — Żartujesz… Żartujesz, prawda? — zapytał. — Wstań i usiądź na chwilę po drugiej stronie — zarządził prędko, trzymając ją za rękę, gdy znowu się przesiadała. I tak właśnie kończą się głupie zabawy. Cyrus chwycił za wiosło, próbując skierować ich z powrotem w stronę brzegu. Na początku szło mu dobrze, ale woda coraz bardziej zajmowała wnętrze łódki. — Kurwa — rzucił, gdy tylko zrozumiał, że to na nic.

Chwytając się ścianki, po prostu poszedł za impulsem i wskoczył do wody, zanurzając się aż po samą głowę. Przez krótki moment, pchał łódkę w stronę plaży, ostatecznie jednak zatrzymał się, spoglądając na nią z powagą. — Musisz wskoczyć do wody, Callie — powiedział spokojnie. — I niezależnie od tego, czy boisz się pływać czy nie, musisz mi zaufać. Złapię cię i nie pozwolę ci utonąć — obiecał, odgarniając palcami mokre kosmyki włosów.

nerreza

definitely not drowning

: ndz sie 09, 2026 6:45 pm
autor: calliope nerreza
trigger warning
flashbacki z vietnamu, drowning
✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Nie uważała się za silną kobietę. W żadnym wypadku. Raczej za kogoś, kto przeszedł wiele, dalej miał swoje wady i problemy sam ze sobą, ale przynajmniej był ich świadomy. Starała się. Naprawdę się starała, żeby nie pozwalać im przejmować nad sobą kontroli. Dlatego słowa Cy’a wcale jej nie zabolały. No dobra, może trochę powinny, ale bardziej ją rozbawiły, bo gdyby naprawdę wiedział. Gdyby znał jej całą historię, może teraz nie drwiłby z niej tak łatwo. Może. Był nieobliczalny. Nie wiedziała, na ile faktycznie mogłaby mu zaufać. Posłała mu więc tylko uśmiech i przewróciła oczami, idąc obok niego. Zastanawiała się, co o niej myślał. Czy chciał jej tak bardzo, jak ona jego, chociaż co parę minut przypominała sobie, że przecież wcale nie powinna. - Będę o tobie pamiętała, otwierając kolejnego RedBulla - rzuciła, posyłając mu buziaczka w powietrzu. Dwa spotkania z nim nie zmienią jej nawyków żywieniowych, więc mógł sobie mówić, co chciał, a ona i tak nie zamierzała się tym zbytnio przejmować.

Zerknęła na niego przymrużonymi oczami, po czym parsknęła śmiechem, - Tylko i wyłącznie, jeśli pozwolisz mi pomalować sobie paznokcie. - Igrała z ogniem. No co mogła na to poradzić? Kusiło ją poznawanie jego reakcji na każde możliwe zdanie, każdą zaczepkę, którą rzucała w jego kierunku. Ciekawiło ją, jak bardzo się zmienił. I czy w ogóle się zmienił. Czy dalej był tym poważnym blondynem, który tak usilnie starał się, żeby rodzice aprobowali go na każdym kroku. Idealny syn. Idealny chłopak. Idealny znajomy. Idealny student. Perfekcja zawsze była częścią jego życia. Dlatego fakt, że teraz spędzali razem czas, wyglądając jak swoje zupełne przeciwieństwa, bawił ją bardziej, niż powinien. Zwłaszcza gdy przechodnie obdarowywali Cyrusa politowanym spojrzeniem, jakby to on był ofiarą uwięzioną w jej towarzystwie. Ale przecież się jej nie wstydził. Nie bał się dotykać jej w miejscach publicznych. Nie był przeciwny robieniu z nią tych wszystkich głupot, które jeszcze kilka lat temu pewnie uznałby za kompletnie niedorzeczne. A to musiało coś znaczyć, prawda?

Pamiętała tamten wieczór aż za dobrze.

W końcu był nieodłączną częścią jej wizyt u psychiatry. W końcu odgrywała go w głowie codziennie przez rok, kiedy siedziała na oddziale zamkniętym. Właśnie dlatego tak bardzo chciała się na nim odegrać. Pokazać mu, że nie miał nad nią żadnej władzy. Choć szybko, już po tamtym spotkaniu w jej sypialni, zorientowała się, jak ogromną władzę nadal miał. Jak te niebieskie tęczówki, w które patrzyła o kilka sekund za długo, wciągały ją ze sobą jak jakiś wir, z którego nie dało się wypłynąć. A jego głos? Fuck. Jego głosu mogłaby słuchać godzinami. Wracając na ziemię po tym nagłym, chwilowym ataku paniki, spojrzała na niego przestraszona. Dopiero po chwili uspokoiła się trochę, rzucając marynarkę gdzieś na bok. Siedziała teraz na nim, czuła jego ciepło i patrzyła w te cholerne oczy, które sprawiały, że zapominała, jak bardzo go nienawidziła.

Przejechała dłonią po jego policzku i uśmiechnęła się czule. - Mhm, poważnie - dodała cicho. - Bardzo mi się podobasz. - Nie kłamała. Był przystojny. Teraz podobał jej się nawet bardziej niż wiele lat temu. Dlatego zadała mu tamto pytanie. Wiedziała, że to było dopiero ich drugie (w praktyce trzecie, jeżeli liczyć tamten szpital) spotkanie po latach, ale chciała mu wpoić do głowy, że jedyną rzeczywistością, w której od teraz miał żyć, była ona. Nie chciała, żeby myślał o innych kobietach.

Chciała, żeby był tylko jej.

Do momentu, w którym zakocha się w niej tak mocno, że będzie go dusiło w klatce.. że jego serce będzie biło tak gwałtownie, iż sam, będąc lekarzem, pomyli to z zawałem. Chciała, żeby płakał, kiedy będzie z nim zrywała. Kiedy zakończy coś, co przecież nigdy nie miało wydarzyć się ponownie. Bo była w stanie to zrobić, prawda? Chyba. Miała wszystko pod kontrolą. A przynajmniej tak jej się wydawało. Dlatego, gdy nie odpowiedział na jej pytanie, poczuła lekkie ukłucie w sercu i gorycz w ustach. Nie podobało jej się to. Nawet fakt, że powiedziała mu, iż jednak nie umie pływać… a jego pytania i przejęcie mogłyby sprawić, że poczułaby się pewniej, że może jednak mu zależy.. well, niczego nie zmieniał.

Ups.

Pokręciła tylko głową, dając mu znać, że wcale nie żartowała. Chwyciła jego dłoń i przesunęła się na drugą stronę łódki, tam, gdzie jej kazał. Dlaczego sam fakt, że nie oddał się jej już teraz, tak ją zabolał? Dlaczego zestresował ją w pewnym sensie bardziej niż chłodna woda, która coraz szybciej wypełniała łódkę? Przyglądała mu się, gdy próbował wiosłować do brzegu. Dopiero w momencie, w którym wskoczył do wody, jakby naprawdę wróciła na ziemię. - Cy, nie - wyrzuciła z siebie, trzymając się kurczowo burty. Kiedy kazał jej wskoczyć do niego, parsknęła nerwowym śmiechem. - Co? Nie… żartujesz sobie.- Pokręciła głową, coraz mocniej zaciskając palce na krawędzi łódki. - Nie, nie zrobię tego. Spanikuję i pociągnę cię na dół - rzuciła szybko.

Łódka coraz bardziej wypełniała się wodą, powoli tracąc stabilność i schodząc niżej. Gdy tafla zaczęła zbliżać się do jej klatki piersiowej, coś nagle w niej pękło. Wyciągnęła ręce, zarzuciła je na jego ramiona i przytrzymała się go kurczowo. - Boję się - mruknęła mu prosto w ucho, trzęsąc się cała. Przez krótką chwilę naprawdę miała wrażenie, że się udało, a chwilę później poczuła gwałtowne szarpnięcie w dół. Spięła się mocno w jego ramionach, ale było już za późno. Łódka pociągnęła ją za sobą, wciągając pod taflę wody tak nagle, że nie zdążyła nawet nabrać porządnego oddechu. Dopiero wtedy dotarło do niej, że gdy przesiadała się w nowe miejsce, gruby materiał spódniczki musiał zahaczyć o wystający gwóźdź. Wbił się w tkaninę i teraz trzymał ją przy łódce, ciągnąc coraz niżej. Teraz otaczała ją tylko ciemność i przerażająca świadomość, że tym razem naprawdę nie miała kontroli.

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


Cyrus

definitely not drowning

: ndz sie 09, 2026 6:47 pm
autor: Cyrus Lockhart
Cyrus Lockhart nie miał w sobie nawet krzty empatii w stosunku do drugiego człowieka.
Nie był bezinteresownym lekarzem, niosącym pomoc potrzebującym i rannym. Nie był medykiem o wielkim sercu, pragnącym polepszyć świat, jak i jego funkcjonowanie. Nie interesował się swoim rozmówcą; nie czuł współczucia, zazdrości lub szczerej fascynacji. Jedyne, co było mu znane to litość, która jednocześnie sprawiała, że sam czuł się wyższy od reszty społeczeństwa. Cy lubił mówić, że tak go już wychowano; od początku wpajano mu wielkość, wspaniałomyślność, chłodne i racjonalne myślenie. Odciągano go od zabaw, swobody i przyjaciół, którzy przecież jedynie mu szkodzili. Izolowano go od każdego, kto nie wydawał się odpowiedni, na czym ucierpiały jego zdolności towarzyskie i międzyspołeczne. Jego rozumowanie, jak i postrzeganie świata było upośledzone, a przy tym mocno ograniczone. Wszystko było czarno-białe; nie było kolorów i odcieni, które świadczyłyby o tym, że życie wcale nie jest tak proste lub oczywiste. Każda minuta jego życia miała chodzić zgodnie ze wskazówką zegarka. Zawsze miał mknąć naprzód, bez oglądania się do tyłu. Zawsze miał spełniać oczekiwania i wymagania, miał być idealny. Miał być pieprzonym robotem albo trofeum, kurzącym się na półce. Nie miał być sobą, nie miał mówić o tym, co myśli, nie miał spełniać własnych marzeń czy potrzeb. Jego głowa od maleńkości była zaprogramowana tak, by wszystko, co robił zawsze kończyło się sukcesem. I nawet te przebłyski buntu, na które pozwolił sobie w dorosłym życiu, miały być jedynie wybrykiem lub przerwą, które później poprowadzi go na właściwe tory.

Callie był pierwszym człowiekiem od niemal dwudziestu lat, która zainteresowała go nie ze względu na ewentualne korzyści lub kontakty. Interesowało go to co lubiła lub czego nienawidziła, jacy byli jej ex albo z kim była teraz najbliżej, jaka była teraz i co działo się przez ostatnie dziesięciolecie. Nagle miał wiele pytań, choć nigdy wcześniej nie czuł tak desperackiej potrzeby, żeby poznać odpowiedzi na swoje wątpliwości. W pewnym więc sensie, można by stwierdzić, że Nerreza osiągnęła jakiś sukces, bo zaczęła owijać go sobie wokół palca. A Cyrus był tego kompletnie nieświadomy, skoro nadal wierzył, że miał nad tym… kontrolę. Słodką kontrolę, którą tłumaczył sobie każdy swój durny wybryk.

— Wyglądam ci na kogoś, kto zajmowałby się takimi bzdurami? — zapytał retorycznie, zanim parsknął dość ponuro pod nosem. Pomijając już fakt, że był chirurgiem, który nie mógł nakładać takich rzeczy przez sterylność, to oczywistym było, że Lockhart nie zamierzał bawić się w takie głupoty. Poza tym nie był dzieckiem, a żaden zdroworozsądkowy mężczyzna, nie malował sobie paznokci. Cy zmienił się; to nie pozostawiało żadnych wątpliwości, jednak niektóre z jego przekonań, jedynie mocniej się wyostrzyły.

Lockhart nigdy nie dbał o to, czy się komuś podoba czy też nie. Jasne, chciał się dobrze prezentować i niewątpliwie było to miłe uczucie, gdy ktoś podążał za tobą spojrzeniem, jednak nie należało to nigdy do jego priorytetów. Słysząc jednak, że bardzo jej się podobał, na jego ustach pojawił się krzywy uśmiech. Cyrus twierdził, że to co teraz robił, było jedynie… ciekawością lub fascynacją. Chwilową emocją, która namieszała mu w głowie, ale w końcu zniknie. Nie wierzył w miłość i zakochanie; szczególnie nie w swoim przypadku. Zrzucał to na pociąg fizyczny, na kryzys w swoim życiu i na brak intensywnych odczuć. Tak, to musiało być to — ta niezniszczalna regulacja układu nerwowego, o którym bezustannie sobie przypominał.

Cyrus unosił się swobodnie na powierzchni wody, wpatrując się stanowczo prosto w oczy dziewczyny. Nie mieli zbyt dużo czasu na przekomarzanki czy kłótnię, szczególnie jeśli Calliope nie potrafiła pływać. — Nie żartuję. Wskakuj — zarządził, przytrzymując się łagodnie łódki. Sapnął nieco nerwowo, widząc jej wahanie; czy ona chciała zatonąć? Dopiero po chwili, gdy odważyła się na tyle, by wpaść do wody, mężczyzna złapał ją i wyczuł jak bardzo się trzęsie. Okej, wszystko pod kontrolą… Prawda? No, tak było, dopóki coś nie pociągnęło ją w dół, a Cyrus stracił ją ze swoich ramion. Zaklął pod nosem i zanurkował głęboko pod wodę. Dostrzegł, że jej spódniczka zaczepiła się o gwóźdź, dlatego nie zastanawiając się ani chwili dłużej, podpłynął i szarpnął materiał na tyle, na ile był w stanie. Oczywiście, nie udało się, bo gwałtowne ruchy pod wodą były znacznie trudniejsze niż na zewnątrz, dlatego podpłynął do dziewczyny, chwycił jej spódniczkę i zsunął ją z jej bioder, uwalniając ją od ciężaru łódki. Złapał ją w talii i pociągnął w górę, wypływając na powierzchnię. Zachłysnął się powietrzem tak szybko, jak tylko ich głowy wydostały się ponad powierzchnię.
— Kurwa, Callie, żyjesz? — zapytał nerwowo. — Złap się mnie mocno i nie puszczaj — dodał, płynąc w stronę brzegu. Nie było to najłatwiejsze zadanie; miał na sobie ciężkie, mokre ubrania i Callie, które nie pomagała mu w poruszaniu się, ale dotarł na brzeg, puszczając ją dopiero na piasku, gdy upewnił się, że była bezpieczna.

Cyrus od razu odgarnął swoje blond loki z oczu i oparł dłonie na biodrach, patrząc na nią z niedowierzaniem. Teraz, gdy wiedział, że nic jej nie grozi, nerwy kompletnie przejęły nad nim kontrolę. — Czy ciebie pojebało? — krzyknął, spoglądając na nią z irytacją. — Jak mogłaś wpakować się do tej łódki i nie powiedzieć mi przedtem, że nie potrafisz pływać?! Chcesz zginąć? — rzucił nerwowo, z trudem zdejmując swoją koszulkę przez głowę, żeby wycisnąć ją z wody. — Ja pierdolę, wariatka — mruknął pod nosem.

calliope

definitely not drowning

: ndz sie 09, 2026 6:48 pm
autor: calliope nerreza
✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Z wiekiem nauczyła się, że ludzie to chuje. No proste. Nie dało się tego inaczej wytłumaczyć ani poukładać w głowie. Miała bardzo wąskie grono znajomych, takie, które na dobrą sprawę ograniczało się do ludzi, których mogła zliczyć na palcach jednej ręki. A gdyby wliczyła do niego Cyrusa, to nadal miałaby wolny palec.

lol.

Wolała spędzać czas sama ze sobą. Nie ufała zbytnio ludziom, z wiadomych przyczyn, a teraz, wiedząc i doskonale zdając sobie sprawę z tego, że jemu też nie powinna ufać, była z nim na randce i czuła te pieprzone motylki uderzające skrzydełkami gdzieś w podbrzuszu. Spoglądając na Cyrusa, uniosła brew. - No to teraz przygotuj się na zmiany, bo od dzisiaj będziesz zajmował się takimi bzdurami - prychnęła pod nosem. Będzie musiał poluzować te męskie spodnie, które miał na sobie, bo Calliope upewni się, że nie tylko będzie mogła malować mu paznokcie, ale również testować na nim jakieś nowe błyszczyki albo brokaty. Nawet gdyby miała się wić, szarpać i walczyć, to dopilnuje, żeby po jednej z ich randek Cy wyszedł z błyszczącymi powiekami albo czarnymi paznokciami. Heh.

Już dawno nie czuła takiego strachu, który przejmował nad nią kontrolę. Myślała, że umrze. Naprawdę przez chwilę była tego pewna. Ale ufała mu. Przynajmniej w tamtym momencie, bo nie miała zbyt wielkiego pola do wybrzydzania, gdy ta cholerna łódka coraz szybciej szła pod wodę. Chwytając się go i czując jego obecność, przez moment poczuła się w jego objęciach bardzo bezpiecznie. A potem ciężar łódki porwał ją pod taflę wody, sprawiając, że zachłysnęła się nią gwałtownie. Zaczęła powoli tracić jakąkolwiek nadzieję. Wszystko było ciemne, zimne i zbyt ciche, zanim nagle poczuła, że zamiast dalej opadać w dół, coś ciągnie ją ku górze. Po chwili wynurzyła głowę na powierzchnię, kaszląc i desperacko próbując złapać powietrze. Chwyciła się Cyrusa niezdarnie, zupełnie bez zastanowienia. Trzymała się go tak długo, jak tylko musiała, byle tylko dotrzeć na brzeg.

Wydostając się na brzeg, położyła się na plecach i zaczęła kaszleć, trzymając dłonie na klatce piersiowej. Czuła adrenalinę rozlewającą się po żebrach i żyłach. Próbowała wyregulować oddech, a mimo gorąca na zewnątrz, delikatny wiatr muskający jej mokrą skórę wywołał przyjemny dreszcz na całym ciele. Zerknęła na Cyrusa, kiedy zaczął na nią krzyczeć, ale nic nie powiedziała. Chciała dać mu się wykrzyczeć. W sumie miał prawo. No dobra, może trochę bardzo miał prawo. Prawie utonęła w jakimś śmierdzącym jeziorze, więc faktycznie nie była to najlepsza randkowa activity. Przejechała palcami po oczach, chcąc pozbyć się resztek wody, ale po chwili zobaczyła na opuszkach czarny cień. No świetnie. Wyglądała teraz jak panda. Kurwa, jakiś miks gotyckiego rockowca ze smutnym emo kid. Dobra, nie rozkojarzaj się, Callie. Dostajesz właśnie opierdol. Położyła się na boku, przyglądając mu się, gdy wyciskał wodę z koszulki. A kiedy nazwał ją wariatką, po prostu nie wytrzymała. Wybuchnęła śmiechem, znowu opadając na plecy i próbując jakoś się opanować. Boże. Chciała owinąć go sobie wokół palca, a prawie skończyła na dnie jeziora. No parodia.

Po chwili podniosła się i podeszła do niego, kompletnie ignorując komentarze przechodniów i ich śmiechy. No bo hello, była tylko w topie i różowych gaciach w hello kitty. Nie planowała dzisiaj żadnej akcji ratunkowej, ani potencjalnego przespania się z nim, okej? Ustawiła się tak, żeby stać tyłem do jeziora, a nie do ludzi, którzy mieli zdecydowanie za dużo frajdy z całej tej sytuacji. Chwyciła jego wymiętą koszulkę, dalej lekko wilgotną, i zasłoniła sobie nią tyłek. Potem złapała jedną jego dłoń i ułożyła ją na jednym swoim pośladku, po chwili robiąc to samo z drugą, żeby przytrzymał materiał w miejscu. Dopiero wtedy zarzuciła mu ramiona na szyję. - Przepraszam - mruknęła, wpatrując się w niego. - Nie chcę mówić ci wszystkiego o sobie od razu. Chcę, żebyś sam dowiadywał się z czasem, ale rozumiem, że ta informacja była bardzo ważna - Uśmiechnęła się lekko, stając na palcach i przyciągając go bliżej. - Nie będziesz się wstydził przejść ze mną przez park w takim stanie? - uniosła brew. - Poza tym, Cy, myślałam, że już oboje doszliśmy do wniosku, że jestem wariatką, hm? - Uniosła podbródek i musnęła go szybko w usta. - Mamy ogólnie jeszcze jeden problem - parsknęła śmiechem tuż przy jego twarzy. - Mój telefon leży gdzieś tam na dnie, więc będę ci odpisywała tylko wtedy, kiedy będę w domu i usiądę do kompa. - Wzruszyła ramionami, po czym nagle coś przyszło jej do głowy. Uśmiechnęła się szeroko. - Ohhh, już wiem. Możesz mnie przenieść przez park na rękach. Chyba że wolisz, żebym świeciła tyłkiem przed tymi wszystkimi ludźmi, którzy właśnie robią nam zdjęcia. - Zaśmiała się, bo no co? Była wariatką, mieli to już obgadane. A to, że ktoś im robił zdjęcia? Może ruszyłoby to Cyrusa w jakikolwiek sposób, ale ją? Niezbyt. Miała serio wyjebane na to, co inni o niej myśleli. Chociaż nawet jeśli nie chciała tego przyznać, to zależało jej, żeby on…

…żeby on chociaż trochę ją lubił.

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Cyrus