Strona 1 z 2

i guess i miss you

: ndz sie 09, 2026 6:58 pm
autor: Cyrus Lockhart
Cyrus czasem nienawidził tej roboty.

Szczególnie, gdy wysyłali go na nowe szkolenia, konferencje lub dodatkowe wsparcie przy katastrofach lub groźniejszych wypadkach. Albo wtedy, gdy kazali mu się medialnie wypowiadać na jakieś tematy, jakby był pieprzonym profesorem. Już stał parokrotnie przed kamerą, robiąc z siebie idiotę; niesamowicie wkurwiające uczucie. A jeszcze bardziej nie lubił, gdy stawiali mu ultimatum, co miało brzmieć jak sugestia lub propozycja nie do odrzucenia, ale w rzeczywistości, wcale nią nie była.

Dlatego właśnie był teraz w Hamilton — poniekąd wbrew swojej własnej woli. Wyszedł na balkon pokoju hotelowego, który osobiście wynajął mu sam dyrektor lokalnego szpitala i oparł się o balustradę, zerkając na rozpościerający się przed nim widok. Nienajgorszy. Nie zmieniało to jednak faktu, że o wiele chętniej siedziałby teraz w Toronto; najpewniej skończyłby pracę, szukając jakiegoś pretekstu, żeby zaprosić gdzieś Calliope. Ach, to zabawne i jednocześnie niezwykle fascynujące, jak prędko przyzwyczaił się do jej obecności w swoim życiu. Jego myśli uciekały do niej minimum paręnaście razy w ciągu dnia, a w jego głowie odbijały się echem jej słowa; jestem twoja. Coś za coś, huh? Sam kiedyś wyznawał tę zasadę. Oczywiście, według własnych podejrzeń, po powrocie z randki do szpitala, dostał co najmniej setkę pytań odnośnie malinek na jego szyi. Tym razem nawet skwitowanie warknięciem, wścibskich pielęgniarek, nie załatwiało sprawy. Na szczęście, plotki w szpitalu szybko się rodzą i jeszcze szybciej znikają; zainteresowanie notorycznie się zmienia.

Lockhart wsunął papierosa do ust, podpalając jego końcówkę, zanim wybrał video call, żeby móc porozmawiać z Callie. Zaciągnął się dymem, odgarniając wierzchem dłoni swoje przydługie loki. Czekał aż odbierze; Cyrus obrócił papierosa w palcach, strzepując nadmiar prochu. — Nowy telefon jeszcze nie doszedł? — rzucił, gdy dostrzegł, jak Nerreza odbiera w końcu połączenie. — Nudzę się w Hamilton. Nie ma tu nikogo interesującego — mruknął marudnie, znów zaciągając się dymem. — Pokaż się — poprosił, zerkając na wyświetlacz swojego telefonu, tym razem opierając się o balustradę swoim biodrem. — Chyba wrócę do miasta na weekend — oznajmił; nie wiedział, jak długo będzie musiał tu zostać, ale chciał jak najszybciej wrócić do Toronto. Ciekawe, czy gdyby Calliope nie pojawiła się w jego życiu, to czy nadal byłby skory do tak szybkiego powrotu.

calliope

i guess i miss you

: ndz sie 09, 2026 7:00 pm
autor: calliope nerreza
trigger warning
toksyczna relacja rodzinna, napomnienie o wykorzystywaniu seksualnym
✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Zdążyła się za nim stęsknić.

Nie spodziewała się tego, ale przez ostatnie tygodnie, odkąd widywała się z nim bardzo często, zaczęła się do niego przyzwyczajać. Powoli poznawała go z zupełnie innych stron. W dalszym ciągu jeszcze to nie było to. Nie był to moment, w którym mogłaby z nim zerwać. Nie wyznali sobie żadnych większych uczuć, poza tym, że się lubili, ciągnęło ich do siebie i byli tylko dla siebie, no nie?

Ostatnie kilka dni sytuacja w domu wyglądała coraz gorzej. Matka co chwilę komentowała ubiór Calliope. To, że pewnie chodziła się z kimś kurwić po kątach. Nie chciała mówić jej o Cyrusie. Ostatnim razem, gdy z nią zerwał, słyszała od matki tylko, że sama zasłużyła sobie na to, żeby tak skończyć, więc wolała unikać jakichkolwiek dodatkowych konfrontacji. A David? Davidowi podobało się, że miał możliwość zaczepiania jej drobnymi przytykami. Byleby tylko utrzymała z nim jakąkolwiek rozmowę, której tak łaknął. Szczególnie mocno od momentu, gdy zaczęła regularnie widywać się z Lockhartem.

Słuchała muzyki i bawiła się makijażem, który planowała sobie zrobić, gdy następnym razem spotka się z Cyrusem. Wzdrygnęła się dopiero wtedy, gdy z głośników laptopa rozległ się dźwięk połączenia. Zanim zdążyła przeklikać inne okienka, uśmiechnęła się pod nosem, widząc nickname Cy’a na instagramie. Przewróciła oczami sama na siebie… że w ogóle się tak ekscytowała. Wtf? Chwyciła słuchawki i wsunęła je sobie do uszu, żeby nie rozmawiać na głośnomówiącym. - No cześć - rzuciła w momencie, gdy odebrała, po czym od razu się uśmiechnęła. - Nie, ani śladu. Jesteś pewien, że na pewno go zamówiłeś? - Zapytała, przyglądając się Cyrusowi, który wyglądał cholernie dobrze, ahhhh..- A co, stęskniłeś się? - zapytała zadziornie. Na jego pytanie szybko poprawiła grzywkę i kliknęła przycisk kamery. - Nie przyglądaj się za mocno - rzuciła, delikatnie onieśmielona. Bo hello, miał zobaczyć ten makijaż dopiero wtedy, gdy się spotkają. That was the plan, eh?

Uśmiechnęła się szerzej na wspomnienie o jego powrocie. - A jak długo musisz tam zostać? Nie mam kogo tu terroryzować - mruknęła niezadowolona, zanim po krótkiej chwili dodała,- A może to ja przyjadę do ciebie? - Zapytała niby bezinteresownie. Niby. Bo z jednej strony naprawdę chciała go zobaczyć. Z drugiej potrzebowała zmiany otoczenia. W domu czuła się coraz bardziej stłamszona, a docinki Cyrusa, w porównaniu do tego, przez co przechodziła tutaj, były dosłownie drobnostką. Jej nową, ulubioną formą rozrywki.. if you could call it that.. yah.

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Cy

i guess i miss you

: ndz sie 09, 2026 7:00 pm
autor: Cyrus Lockhart
Cyrus wsunął papierosa do ust, zerkając na wyświetlacz swojego telefonu.
Czy to dziwne, tępe uczucie w okolicy jego serca było naprawdę… tęsknotą? Na samą myśl o tej słabości, przechodziły go ciarki żenady; przyjrzał się dziewczynie, zerkając przelotnie na jej makijaż. Minęło parę dni od ostatniego razu, kiedy się widzieli, ale czuł się, jakby minęły całe wieki. Cy rozchylił wargi, wypuszczając dym ze swoich płuc; potem dość nieświadomie przesuwając kciukiem po ekranie. — W takim razie zaraz zamówię ci drugi. I tym razem upewnię się, że dostaniesz go jeszcze dzisiaj — oznajmił, co mogło zabrzmieć niemal jak groźba. Cholernie denerwował go ten utrudniony kontakt. Nie dość, że Callie od randki nad jeziorem nie miała swojego telefonu, to jeszcze wysłali go do tego przeklętego Hamilton. Jeszcze trochę i odłączą im internet, żeby nie mogli ze sobą rozmawiać. Jasne, Lockhart trochę to wykorzystał, żeby skupić się na pracy i na uporządkowaniu swoich myśli, ale na dłuższą metę, naprawdę go to męczyło.

— Może. Może nawet brakuje mi twojego niewyparzonego języka — stwierdził, zerkając na jej ładną buzię. Tak, kurwa, zdecydowanie za nią tęsknił. I wbrew jej ostrzeżeniu, przyjrzał się uważnie, gasząc papierosa w popielniczce. Wszedł do swojego pokoju, opadając na swoje łóżko, nadal pozostawiając komórkę na wysokości swojej twarzy. — Ładnie wyglądasz — skomentował bez zająknięcia. — Chociaż jeszcze ładniej wyglądałabyś na żywo — dodał marudnie. Och, po raz pierwszy w życiu, tak bardzo chciał wrócić do Toronto. Czuł się jak nastolatek, który nie miał kontroli nad swoimi decyzjami; chujowe uczucie jak dla człowieka, który miał obsesję na punkcie podejmowania swoich własnych wyborów. — Do końca przyszłego tygodnia. Pierdolę to Hamilton. Straszna tu nuda — westchnął, podkładając wolną dłoń pod swoją głowę. — Tak myślałem, że prawdziwa z ciebie terrorystka — zaśmiał się. To ciekawe, że nagle jej charakter i teksty, przestały mu przeszkadzać. Miłość, nawet nieświadoma, miała niesamowity wpływ na człowieka, huh. — Do mnie? Śmiało. Mam wystarczająco duże łóżko, żeby pomieścić nas obu — mruknął.

Nigdy wcześniej nie pomyślałby, że towarzystwo Calliope może być tym, czego teraz najbardziej potrzebował. A jednak na samą myśl, że rzeczywiście mogłaby tu przyjechać, poczuł nową dawkę energii. — A co z pracą? Puszczą cię? — zapytał. Zapominał, że nie każda praca wymaga stuprocentowej frekwencji. — Przyjedź. Znajdę dla ciebie zajęcie — poprosił, posyłając jej jeden z najładniejszych i najbardziej zachęcających uśmiechów na świecie.

calliope

i guess i miss you

: ndz sie 09, 2026 7:01 pm
autor: calliope nerreza
✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Nachyliła się nad biurkiem, opierając łokcie o blat i układając podbródek w dłoniach. - Nie, już wystarczająco dużo pieniędzy na mnie wydałeś - zmarszczyła nos. - Mam nadzieję, że niedługo przyjdzie. Chcę cię jakoś słodko zapisać w telefonie. - Uśmiechnęła się pod nosem, przyglądając się, jak palił. Ściskało ją w żołądku, a serce co jakiś czas zaczynało bić mocniej, kiedy uświadamiała sobie, że naprawdę za nim tęskniła. Nawet teraz mózg płatał jej figle, bo mogłaby przysiąc, że patrząc na niego, była w stanie wyczuć przez ekran jego przyjemny zapach zmieszany z papierosowym dymem. Dymem, który, o dziwo, widziała na ekranie laptopa w naprawdę cholernie dobrej jakości. - Mhmm, chętnie wsunęłabym teraz ten niewyparzony język do twojej buzi, Lockhart - rzuciła, po czym parsknęła cicho śmiechem. Raz po raz zerkała na własne odbicie, upewniając się, że nie wyglądała jakoś dziwnie albo źle. Kurde, dlaczego tak bardzo się tym przejmowała i stresowała? Widział ją przecież w dosłownie opłakanym stanie, kiedy niósł ją przez cały park przewieszoną przez ramię, a ona wyglądała jak panda na skraju załamania nerwowego.

Welp.

Czerwień oblała jej policzki, a przyjemne ciepło zaczęło rozchodzić się po całej twarzy, gdy ją skomplementował. - A dziękuję. Ty też wyglądasz całkiem nieźle - uśmiechnęła się, opierając wygodniej o krzesło. - To nie fair, że nawet nie mogę się położyć przez ten cholerny laptop - westchnęła, marszcząc nos. - A poza tym fajnie byłoby leżeć teraz obok ciebie. Nie chcesz się teleportować? - Uniosła brew i przysunęła się bliżej ekranu, po czym stuknęła palcem w kamerkę. - Lockhartttt, wiem, że masz jakieś tajemnicze zdolności. Chodź tutaj, nie każ mi tęsknić - rzuciła bez zastanowienia, zanim zdążyła ugryźć się w język.

Kurwa.
Well played, Callie. Well played.

Miała tylko nadzieję, że nie wyłapał tego przez jej stukanie w kamerkę. Po chwili znowu usiadła grzecznie na swoim miejscu, ale mina natychmiast jej zrzedła, kiedy usłyszała, że musiał zostać tam jeszcze tak długo. - Żartujesz - rzuciła naburmuszona. Nie no, to było zdecydowanie za długo. - No oczywiście. Gdybym była zbyt urocza, miałbyś za łatwo - uśmiechnęła się, wpatrując w jego odbicie. - Nie kuś, bo naprawdę przyjadę. - Odwróciła na chwilę wzrok. - Serio chcesz, żebym przyjechała? - zapytała nieco nieśmiało. - Mogłabym napisać do szefowej i zapytać, czy dałaby mi wolne na kilka dni. - W pokoju rozległo się nagle pukanie. Po chwili drzwi lekko się uchyliły, a do środka dobiegł niski, męski głos. - Callie, kruszynko? Mam coś dla ciebie.

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


Cy

i guess i miss you

: ndz sie 09, 2026 7:02 pm
autor: Cyrus Lockhart
— Och, Callie… Ja się dopiero rozkręcam — rzucił, wzruszając niewinnie ramieniem. Pieniądze nigdy nie stanowiły dla niego problemu. Miał kasę, od kiedy tylko pamiętał; bananowe dziecko, które nigdy nie zaznało biedy. Może dlatego wyrósł na takiego wiecznie niezadowolonego człowieka? Mógł wybrzydzać, kiedy tylko chciał, chociaż matka bardzo dbała o to, żeby nie skrzywił swojej pięknej buzi nawet na sekundę. Cóż, co z tego, że mieli forsę, a Cyrusa obsypywano prezentami aż po czubek głowy, jeśli ostatecznie, będąc dorosłym człowiekiem, Lockhart był kurewsko nieszczęśliwy. No, przynajmniej do tej pory. Calliope stała się więc osobą, którą chciał obdarowywać na każdy możliwy sposób; jeśli mógł, chciał kupić jej obiad, nową komórkę, bilety na koncert jej ulubionego zespołu albo kupić tę głupią spódnicę, którą zostawił na dnie jeziora. To był początek tego, co mógł dla niej zrobić lub co powinien jako mężczyzna jej zapewnić.

Kurwa, oszalał. O czym on w ogóle myślał?


— Słodko? — zaśmiał się, unosząc przy tym brwi z niedowierzaniem. Nie sądził, że kiedykolwiek ktoś zechce nazwać go w ten sposób. — Też mam nadzieję, że niedługo przyjdzie. Wkurwia mnie to czekanie, aż dostaniesz się do laptopa — wymruczał pod nosem, nie kryjąc swojego zdenerwowania tym faktem. Całe dnie, gdy nie pracował, zerkał na wyświetlacz telefonu, sprawdzając czy Callie się odezwała. Dopiero jej zaczepne słowa zmusiły go do parsknięcia śmiechem. Czy już wspominałam o tym, że naprawdę wolałby być teraz w Toronto? — Możesz przestać maniakalnie gapić się na swoje odbicie, Callie. Wyglądasz zajebiście dobrze — powtórzył, dostrzegając jej uciekające spojrzenie. — Na tyle dobrze, że zastanawiam się, czy nie wrócić do domu już dzisiaj — dodał z wyraźnym rozbawieniem. Jakby się uparł i wyjechał już teraz, to jutro do południa zdążyłby na swoją popołudniową zmianę.

Usłyszał. Oczywiście, że usłyszał, bo słuchał jej bardzo uważnie. Zamrugał z zaskoczeniem, zaraz rozciągając swoje wargi w krzywym uśmiechu. — Tęsknisz za mną, huh? Powiedz coś więcej — zaśmiał się kąśliwie. Na pytanie, czy żartuje, pokręcił głową; ostatni raz zgadzał się na jakieś wyjazdy. Tłumaczenie, że był tylko kawalerem, który nie miał rodziny, przez którą nie mógłby wyjechać na support, już nigdy więcej nie przejdzie. — Spróbuj, Calls. Skoro tak bardzo tęsknisz — rzucił zachęcająco, nagle ściągając brwi, gdy jego uszu dobiegł męski głos. Cyrus zmrużył oczy, wpatrując się z dezorientacją w ekran. — Kto to? — rzucił.

calliope

i guess i miss you

: ndz sie 09, 2026 7:04 pm
autor: calliope nerreza
trigger warning
chory wątek, zaraz i tak będą hajdy cuz too much
✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Nie przywykła do tego, że ktoś się nią opiekował. Ani do tego, że ktoś okazywał jej tyle uwagi, ile Cyrus przez ostatnie tygodnie. Bardzo to doceniała, aczkolwiek w dalszym ciągu było jej niezmiernie głupio. Ciuchy raczej nosiła z lumpeksów albo tworzyła je sama z jakichś skrawków, które udało jej się wygrzebać. Nie przywiązywała większej wagi do drogich rzeczy, bo takowych, przynajmniej w kwestii materialnej, po prostu nie miała. Dlatego teraz, wiedząc, że kupił jej telefon, miała świadomość, że będzie się cholernie stresowała, żeby nie zrobić na nim nawet najmniejszej ryski.

No bo to był prezent, co nie?

Uśmiechnęła się i odparła, - Boję się - parsknęła śmiechem. Nie wiedziała, czego mogła się po nim spodziewać. Zdawała sobie sprawę z jego statusu materialnego, ale w dalszym ciągu czuła się cholernie głupio, nie mogąc nawet postawić mu kolacji w jakimś lepszym miejscu. Dlatego tak bardzo cieszyła się, gdy mogła wręczyć mu biżuterię, którą zrobiła samodzielnie. Albo gdy mogła podzielić się z nim jakimiś chrupkami czy czymś równie trywialnym, co była w stanie dla niego zrobić. - Oczywiście, że słodko - dodała po chwili. - Ale jeszcze nie wiem jak. Muszę ci wynaleźć jakąś ksywkę. Pet name. - Parsknęła śmiechem, próbując sobie wyobrazić, jakim przezwiskiem mogłaby go nazywać, ale z tych zamyśleń wyrwał ją jego głos, gdy powiedział, że może przestać się na siebie gapić. Ups. Busted. - Przestań - zakryła twarz dłońmi, lekko się pesząc. - Ale dziękuję. I przyjeżdżaj.- Mruknęła to, odsuwając kilka palców na tyle, żeby zerknąć na niego swoimi ciemnymi ślepkami przez kamerkę. Cholera jasna. Wiedziała, że usłyszał. Ughhhh. - A ty nie tęsknisz? - zarzuciła ramię na ramię, robiąc naburmuszoną minę. - Sam chcesz już wracać, czyli tęsknisz za mną i za całowaniem mnie. Przyznaj się. - Wystawiła mu język, po czym roześmiała się i dodała, - Oczywiście, że za tobą tęsknię, głuptasie. - Odparła to z uśmiechem, zanim usłyszała to cholerne pukanie do drzwi. I głos, który przyprawiał ją o koszmary.

Spojrzała na Davida, a następnie na Cyrusa i szybko nacisnęła na klawiaturze wyciszenie, żeby nawet gdyby była blisko ojczyma, ten nie usłyszał głosu Cyrusa wydobywającego się ze słuchawek. Przeklikała przeglądarkę w pośpiechu, nie zdążając wyłączyć kamerki.- Co? - Odwróciła się, by na niego spojrzeć, i zobaczyła, że trzymał w dłoni pudełko. - Nie chwaliłaś się, że tak ci się w pracy powodzi? - Pomachał pudełkiem z telefonem. - To jest prezent - mruknęła pod nosem. David tylko zaśmiał się, kiwając głową z niedowierzaniem. - Ahhh, od tego twojego chłoptasia? - Podszedł do niej bliżej, wymachując pudełkiem przed jej nosem.

Callie starała się wyciągnąć dłoń ku górze, by chwycić pudełko, ale on odsunął je do tyłu, chwytając ją za podbródek i zaciskając mocno. - Chcesz, żebym był zazdrosny? Tsk-tsk-tsk… - Wydał dźwięk, uderzając językiem o podniebienie, i nachylił się do niej. Położył telefon przy laptopie. - Calliope, wiesz, że jestem jedynym mężczyzną w tym domu i powinnaś mnie słuchać i być posłuszna, dopóki tutaj żyjesz. - Wymawiając każde słowo, czuła ohydny odór alkoholu wydobywający się z jego ust. - Daj mi spokój - położyła dłoń na jego nadgarstku, starając się go od siebie oderwać. On tylko zacieśnił uścisk i przez zęby warknął, - Ty chyba nie rozumiesz, Callie. Chcesz ten telefon? Musisz o niego ładnie poprosić. - Na jego twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech. Calliope zawładnął strach, a w jej oczach pojawiły się łzy, z którymi starała się walczyć - Nie… proszę.
✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


Cyrus

i guess i miss you

: ndz sie 09, 2026 7:04 pm
autor: Cyrus Lockhart
— Och, będziesz pierwszą osobą, która nie nazwie mnie chujem — zaśmiał się, słysząc o potencjalnym pet name, jakim go nazwie. Nie do końca wiedział, czy było to coś w jego stylu, ale z pewnością będzie to ładniejsza nazwa od tej, jaką ma go zapisane Callum. Cóż, do tego momentu Cyrus był święcie przekonany, że okoliczności jego powrotu do Toronto będą… inne. Bardziej ludzkie. — Mm, tęsknię — przyznał tylko po to, żeby zobaczyć jej reakcję na własne oczy. — Będziesz musiała zarezerwować dla mnie trochę czasu, żebym mógł jakoś odbić sobie tą nieobecność — zaśmiał się przy tym złośliwie; choć chwilę po tym cała ta zabawna bańka prysnęła, pozostawiając jedynie… pewien szok.

Cyrus poderwał się do siadu, wpatrując się tępo w wyświetlacz swojego telefonu; całe jego ciało gwałtownie się spięło, gdy obserwował rozwój wydarzeń po drugiej stronie. Czuł się tak, jakby ktoś rzucił na niego jakiś zły czar, przez który jego organizm odmówił mu posłuszeństwa. Jego oddech ugrzązł gdzieś w płucach, ale zaledwie na sekundę, zanim przystąpił do działania. Nigdy wcześniej nie podjął tak szybko żadnej decyzji. Nawet będąc na sali operacyjnej, walcząc o życie swojego pacjenta, Cyrus bardziej rozważnie podejmował swoje wybory. Blondyn podniósł się z łóżka, drżącymi dłońmi, zakładając swoje buty, nawet nie myśląc o tym, żeby rozłączyć ich połączenie. Jakby choć na chwilę stracił z nią jakikolwiek kontakt, straciłby wszelkie, kurwa, zmysły. Miał wiele pytań, choć wydawało mu się, że ta kilkuminutowa scena odpowiedziała na co najmniej połowę z nich. Krew uderzyła mu do głowy, a wściekłość przywaliła z taką siłą, że po raz pierwszy w życiu, nie wiedział jak ją kontrolować. Wsiadł do swojego samochodu, wyjeżdżając z podziemnego parkingu hotelowego z piskiem opon; jeśli nie zwolni nawet na chwilkę, dojedzie do Toronto w pół godziny. Może nawet krócej, łamiąc przy okazji parę zasad drogowych, ale… Czy w tym momencie miało to jakiekolwiek znaczenie? Słysząc ten obrzydliwy głos, po jego ciele przechodziły dreszcze, przepełnione furią. Jak on kurwa nienawidził ludzi.

Lockhart był człowiekiem, któremu można było zarzucić wszystko. Był brutalny, bezwzględny i zdecydowanie chłodny w swoim osądzie, ale miał zasady. Nie krzywdził fizycznie kobiet i do niczego ich nie zmuszał; bez względu na to, jak zdesperowany czy zły był, nigdy nie przekraczał tej jednej granicy. Nie potrafił. Wiedział, jak może komuś rozbić psychikę w inny sposób. Wiedział, jak komuś dopiec, jak sprawdzić czyjąś wytrzymałość, bez niszczenia czyjegoś bezpieczeństwa. Fakt, że osoba, która mieszkała z Calliope pod jednym dachem, była kimś, przez kogo musiała cierpieć, doprowadzała go do szału. Ha, ciekawe… Ciekawe, że był głównym powodem, przez który przeszła przez piekło te dziesięć lat temu, o czym jeszcze nie miał żadnego pojęcia.

Cyrus jechał szybko. Kurewsko szybko. Cud, że po drodze nigdzie się nie rozbił. Wyprzedzał wszystkie samochody i klął pod nosem jak szalony, co chwilę zerkając na swój telefon, próbując jakkolwiek kontrolować tę sytuację. Zaciskał dłonie na kierownicy, próbując się uspokoić. Ja pierdolę, robił wszystko, żeby zdążyć przed… No właśnie, przed czym? Jego serce biło tak szybko, jak równie szybki i głośny był ryk silnika samochodu. Musiał zdążyć. Musiał coś zrobić. Musiał temu zapobiec. A jak już dojedzie…

Po raz pierwszy w życiu, z przyjemnością straci całą swoją kontrolę.


Lockhart zatrzymał się na podwórzu przed domem Calliope. Wyskoczył z pojazdu, nawet nie zatrzaskując za sobą drzwi. Wparował do budynku, nie zwracając uwagi na nic wokoło. Kopnął drzwi, prowadzące do pokoju dziewczyny i wszedł do środka, wpatrując się beznamiętnie w mężczyznę, pochylającego się nad Callie.

Jego Callie.


Cyrus chwycił za tył bluzki Davida, gwałtownie odciągając go do tyłu, zanim zdążył w ogóle pomyśleć. A potem uderzył go prosto w twarz — gdy starszy złapał się za obolałe miejsce, Lockhart kopnął go w brzuch. To był tylko początek. Jego ciało i gesty, wyprzedzały jego umysł, choć nawet będąc w pełni świadom, zrobiłby dokładnie to samo.

Każde słowo, które usłyszał przez ostatnie paredziesiąt minut, na nowo odgrywało się w jego głowie. Rezydent zadawał więc cios za ciosem, dopóki David nie runął na podłogę, chociaż i to przed niczym go nie powstrzymywało. Cyrus wpadł w furię. Wpadł w stan, który odebrał mu racjonalne myślenie, nawet gdy na jego knykciach pojawiła się krew. Nie wiedział już, czy należała do niego, czy do Davida, który ślepo oddawał wszystkie ciosy. Cy nie potrafił wydusić z siebie żadnego słowa. Nigdy wcześniej nie czuł takiej wściekłości; nigdy nie podejrzewał, że go nawet na to stać.

Mógłby go teraz zabić.
I zrobiłby to bez wahania.

calliope

i guess i miss you

: ndz sie 09, 2026 7:06 pm
autor: calliope nerreza
✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


i'm sorry

i guess i miss you

: ndz sie 09, 2026 7:07 pm
autor: Cyrus Lockhart
Cyrus był zaślepiony furią.


Nigdy nie był człowiekiem, używającym przemocy; ba, nie pamiętał, czy kiedykolwiek wcześniej podniósł na kogoś rękę. Nawet, gdyby chciał, to nie miał ku temu żadnych powodów. W liceum nie kręcił się w pobliżu ludzi, ściągających na siebie problemy, a potem był zbyt stary, żeby napieprzać się z obcymi i w ten idiotyczny sposób rozwiązywać wszelkie spory. A jednak, gdy tylko pojawił się w pokoju Calliope, mając z tyłu głowy każde słowo, które usłyszał; Cyrus doskonale wiedział, co powinien zrobić. Być może wiedza medyczna okazała się przydatna, bo mężczyzna wiedział, gdzie uderzyć, żeby naprawdę zabolało. Skóra na jego knykciach z każdym kolejnym uderzeniem, zdzierała się, tworząc przy tym niewielkie ranki.

Jak długo już cierpiała przez tego człowieka?


Jak daleko zdołał się posunąć na przestrzeni wszystkich tych lat? Na samą myśl o tym, robiło mu się kurwa niedobrze. Nie potrafił zrozumieć, jakim prawem w ogóle ją dotykał; jak mógł traktować ją jak swoją prywatną zabawkę, z którą może robić, co zechce. Lockhart nie sądził, że zobaczy kiedyś na własne oczy kogoś tak obrzydliwego. Gdyby nie Callie, która we właściwym momencie objęła go od tyłu, próbując odciągnąć go od mężczyzny, Cyrus najprawdopodobniej roztrzaskałby mu głowę. Słyszał jej głos, ale wydawał się dochodzić zza ściany, jakby Nerezza była poza jego zasięgiem.

Wystarczy?


Dla niego to wciąż było za mało. Chwila palącego bólu i rozlanej krwii, była niczym, co on musiał jej sprezentować przez cały ten czas. Na krótki moment, Lockhart zapomniał o swojej karierze, o tym czy jego zachowanie nie mijało się z jego wszelkimi przekonaniami, które praktykował przez całe lata. Dopiero, gdy dziewczyna ujęła jego policzki w dłonie, Cyrus przeniósł rozdrażnione i rozbiegane spojrzenie na jej ciemne tęczówki. Kochanie. To mogłoby zadziałać i na krótką chwilę złagodzić jego nerwy, gdyby ten śmieć znowu nie zabrał głosu, przez co Cy odwrócił się i jeszcze go kopnął.

Widząc tę kobietę, która padła przy swoim partnerze, rezydent parsknął z niedowierzaniem pod nosem. Nigdy nie widział kogoś równie ślepego i niedorzecznego, co matka Calliope. Cyrus złapał swoją dziewczynę lekko za nadgarstek, próbując mieć ją blisko siebie; nagle wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie poza tym, żeby zapewnić jej bezpieczeństwo. Boże, jego serce biło tak szybko, że słyszał jego dudnienie we własnej głowie. — Nie no, pokurwi mnie zaraz, przysięgam — zaśmiał się, gdy starsza kobieta uderzyła w twarz Calliope. Był bliski popieprzenia swojej jedynej zasady, która jeszcze sprawiała, że był jakkolwiek ludzki.

Lockhart nie wiedział, ile minęło czasu od chwili, gdy opuścili jej dom. Szum w jego głowie przybierał na sile, a zdarcia na dłoniach piekły niemiłosiernie. Próbował uspokoić swoje myśli, w których panował istny chaos. Opuścił spojrzenie na zaschniętą krew na swojej koszuli i parsknął pod nosem ponuro. Z tego letargu obudził go dopiero jej dotyk, który sprawił, że uniósł na nią spojrzenie. — Ty nie masz za co mnie przepraszać, Calliope — powiedział poważnie; poczuł się nagle dziesięć lat starszy. — Ale przysięgam, że jak go kurwa kiedyś znowu zobaczę, to go zabiję — mruknął, patrząc prosto w jej oczy, rozchylając dłoń, by spleść jej palce ze swoimi. — I sprawię, że każdą ostatnią minutę swojego życia, będzie cię błagał o wybaczenie — szepnął, unosząc ich dłonie do swoich ust, by ucałować zewnętrzną stronę jej dłoni. Wtedy też nachylił się w jej stronę, składając łagodny pocałunek na jej czole. — I to ja powinienem przepraszać, że nie wiedziałem o tym wcześniej — szepnął, unosząc wolną dłoń, by lekko pogładzić jej policzek; cofnął jednak palce, gdy dostrzegł na nich krew. — Zabieram cię do Hamilton na parę dni — oznajmił. Nie wyobrażał sobie, żeby puścić ją po tym, czego był świadkiem.

i'll protect you this time

i guess i miss you

: pn sie 10, 2026 2:39 pm
autor: calliope nerreza
trigger warning
abuse, sexual trauma, physical violence, distress, victim blaming
took all the last of the strength that
I had to collapse right at your door

e m b a r r a s s m e n t

Nieodłączne uczucie porażki i wstydu, które towarzyszyło Calliope przez wiele lat… teraz osiągnęło swoje apogeum. Nie mogła uwierzyć, że to działo się naprawdę, że coś z wieczornej, beztroskiej rozmowy zamieniło się w sytuację, po której nie wiedziała, czy będzie jeszcze potrafiła spojrzeć na swoje odbicie. Ból, obrzydzenie do samej siebie, które z każdym kolejnym słowem rzucanym z ust ojczyma tylko narastało… rozdzierało ją od środka. Czuła, jak zamyka się w sobie z każdą kolejną mijającą sekundą… jak ta silna Callie, która starała się nareszcie stawiać na siebie, być niezależna, zamieniała się w bezbronną dziewczynkę, która bała się cokolwiek odpowiedzieć. Jej mowa ciała, sposób, w który siedziała… gdyby tylko mogła, skuliłaby się w kulkę, podwinęła kolana pod piersi i płakała, prosząc, żeby już jej nie dotykał.

you kissed me to life,
my rescuer

Przez lata uczyła się z Brianem, że dotyk może być również czymś przyjemnym. Nauczył ją, że fizyczna czułość nie musi być straszna, a gdy mówiła, że nie miała ochoty, zamiast zetknąć się ze złością… spotykała się ze zrozumieniem i przyjacielską czułością. Nauczyła się z nim czerpać przyjemność z seksu, a nie utożsamiać go jedynie z bólem i czymś wymuszonym. Teraz, spotykając się z Cyrusem, zrozumiała, że pomimo jego surowości i żartów, którymi się obrzucali… doświadczała przy nim zupełnie innej uczuciowości, a fizyczność i poczucie przyciągania były czymś kompletnie innym. Czuła się przy nim bezpiecznie bez względu na to, w jaki sposób okazywali sobie zainteresowanie. Pierwszy raz od lat sama inicjowała dotyk, sama go łaknęła. Choć rozum krzyczał, że nie powinna… ciało krzyczało, że chciała, a serce? Serce biło nierównomiernie, starając się pogodzić jedno z drugim… a zamiast się wyregulować, biło nieregularnie, po części właśnie dla niego.

Zwłaszcza t e r a z.

Zwłaszcza w momencie, gdy wpadł do jej sypialni w furii, nie krzycząc na nią… nie obwiniając jej za to, co się działo, a przychodząc jej na ratunek. Chciał jej pomóc, odciągnąć ją od tego wszystkiego. I ta mała dziewczynka, która się chowała, nagle zauważyła rękę wyciągniętą w jej kierunku, której kurczowo się chwyciła, a dojrzała Callie odważyła się podnieść i nie tylko stać tam bezczynnie, przyglądając się wszystkiemu, ale też odciągnąć swojego chłopaka. Nie mogła pozwolić, żeby poszedł siedzieć, żeby zaprzepaścił swoją karierę dla niej. Nie zasługiwała na to.

everything in this world broke my heart
'til you broke the curse

Pieczenie na policzku wciąż pulsowało pod jej skórą, gdy siedziała w samochodzie, raz po raz spoglądając na Cyrusa. Trzymała jego dłoń, którą delikatnie gładziła, a zaschnięta już krew na jego knykciach wcale jej nie przeszkadzała. Nie była tylko pewna, czy była to krew Davida, czy może już zmieszana z krwią Cyrusa. Musiała go przeprosić. Czuła, jak gardło jej się zaciska, nie mogąc sobie wybaczyć, że znaleźli się w takiej sytuacji, że on znalazł się w takiej sytuacji przez nią. Uniosła wzrok, wpatrując się w niego i czując, jak serce zaczyna bić mocniej, gdy powiedział, że nie miała za co przepraszać. Przymknęła oczy w momencie, gdy ucałował ją w czoło, uśmiechając się przez moment pod nosem na samą myśl, że David mógłby naprawdę zniknąć. Po chwili jednak znowu pomyślała o jego karierze i zmarszczyła nos. - Nie zgadzam się - pokiwała przecząco głową, po chwili wpatrując się w ich splecione palce. - Nie możesz mnie już zostawić - mruknęła pod nosem. - I nie przepraszaj, to po prostu nie jest rzecz, którą lubię się dzielić. Wiedzą o tym tylko dwie osoby, no i teraz ty. - westchnęła. - To ja przepraszam, że nie powiedziałam ci wcześniej. - Wysunęła swoją dłoń, gdy ten odsunął swoją, i pogładziła go po policzku. - Tylko nie mam ani ciuchów, ani telefonu - zmarszczyła nos. - Masz wystarczająco ciuchów u siebie, żebym mogła chodzić w twoich bokserkach i koszulce? - uśmiechnęła się, próbując rozładować napiętą atmosferę. - Ahh, dałbyś mi napisać w hotelu wiadomość do mojej szefowej, że mnie nie będzie? - Spojrzała prosto w jego tęczówki, jeszcze przez moment gładząc jego policzek, zanim odsunęła dłoń i usiadła wygodniej, czekając, aż wyruszą do Hamilton. Myśli kłębiły się w jej głowie. Nie wiedziała, co miała teraz ze sobą zrobić, gdzie zamieszkać. Zawsze mogła odezwać się do Hazel albo Briana. Może pozwolą jej u siebie zostać, zanim wszystko się uspokoi, co nie?

how'd you find my long lost soul?

oh, my rescuer