i guess i miss you
: ndz sie 09, 2026 6:58 pm
Cyrus czasem nienawidził tej roboty.
Szczególnie, gdy wysyłali go na nowe szkolenia, konferencje lub dodatkowe wsparcie przy katastrofach lub groźniejszych wypadkach. Albo wtedy, gdy kazali mu się medialnie wypowiadać na jakieś tematy, jakby był pieprzonym profesorem. Już stał parokrotnie przed kamerą, robiąc z siebie idiotę; niesamowicie wkurwiające uczucie. A jeszcze bardziej nie lubił, gdy stawiali mu ultimatum, co miało brzmieć jak sugestia lub propozycja nie do odrzucenia, ale w rzeczywistości, wcale nią nie była.
Dlatego właśnie był teraz w Hamilton — poniekąd wbrew swojej własnej woli. Wyszedł na balkon pokoju hotelowego, który osobiście wynajął mu sam dyrektor lokalnego szpitala i oparł się o balustradę, zerkając na rozpościerający się przed nim widok. Nienajgorszy. Nie zmieniało to jednak faktu, że o wiele chętniej siedziałby teraz w Toronto; najpewniej skończyłby pracę, szukając jakiegoś pretekstu, żeby zaprosić gdzieś Calliope. Ach, to zabawne i jednocześnie niezwykle fascynujące, jak prędko przyzwyczaił się do jej obecności w swoim życiu. Jego myśli uciekały do niej minimum paręnaście razy w ciągu dnia, a w jego głowie odbijały się echem jej słowa; jestem twoja. Coś za coś, huh? Sam kiedyś wyznawał tę zasadę. Oczywiście, według własnych podejrzeń, po powrocie z randki do szpitala, dostał co najmniej setkę pytań odnośnie malinek na jego szyi. Tym razem nawet skwitowanie warknięciem, wścibskich pielęgniarek, nie załatwiało sprawy. Na szczęście, plotki w szpitalu szybko się rodzą i jeszcze szybciej znikają; zainteresowanie notorycznie się zmienia.
Lockhart wsunął papierosa do ust, podpalając jego końcówkę, zanim wybrał video call, żeby móc porozmawiać z Callie. Zaciągnął się dymem, odgarniając wierzchem dłoni swoje przydługie loki. Czekał aż odbierze; Cyrus obrócił papierosa w palcach, strzepując nadmiar prochu. — Nowy telefon jeszcze nie doszedł? — rzucił, gdy dostrzegł, jak Nerreza odbiera w końcu połączenie. — Nudzę się w Hamilton. Nie ma tu nikogo interesującego — mruknął marudnie, znów zaciągając się dymem. — Pokaż się — poprosił, zerkając na wyświetlacz swojego telefonu, tym razem opierając się o balustradę swoim biodrem. — Chyba wrócę do miasta na weekend — oznajmił; nie wiedział, jak długo będzie musiał tu zostać, ale chciał jak najszybciej wrócić do Toronto. Ciekawe, czy gdyby Calliope nie pojawiła się w jego życiu, to czy nadal byłby skory do tak szybkiego powrotu.
calliope
Szczególnie, gdy wysyłali go na nowe szkolenia, konferencje lub dodatkowe wsparcie przy katastrofach lub groźniejszych wypadkach. Albo wtedy, gdy kazali mu się medialnie wypowiadać na jakieś tematy, jakby był pieprzonym profesorem. Już stał parokrotnie przed kamerą, robiąc z siebie idiotę; niesamowicie wkurwiające uczucie. A jeszcze bardziej nie lubił, gdy stawiali mu ultimatum, co miało brzmieć jak sugestia lub propozycja nie do odrzucenia, ale w rzeczywistości, wcale nią nie była.
Dlatego właśnie był teraz w Hamilton — poniekąd wbrew swojej własnej woli. Wyszedł na balkon pokoju hotelowego, który osobiście wynajął mu sam dyrektor lokalnego szpitala i oparł się o balustradę, zerkając na rozpościerający się przed nim widok. Nienajgorszy. Nie zmieniało to jednak faktu, że o wiele chętniej siedziałby teraz w Toronto; najpewniej skończyłby pracę, szukając jakiegoś pretekstu, żeby zaprosić gdzieś Calliope. Ach, to zabawne i jednocześnie niezwykle fascynujące, jak prędko przyzwyczaił się do jej obecności w swoim życiu. Jego myśli uciekały do niej minimum paręnaście razy w ciągu dnia, a w jego głowie odbijały się echem jej słowa; jestem twoja. Coś za coś, huh? Sam kiedyś wyznawał tę zasadę. Oczywiście, według własnych podejrzeń, po powrocie z randki do szpitala, dostał co najmniej setkę pytań odnośnie malinek na jego szyi. Tym razem nawet skwitowanie warknięciem, wścibskich pielęgniarek, nie załatwiało sprawy. Na szczęście, plotki w szpitalu szybko się rodzą i jeszcze szybciej znikają; zainteresowanie notorycznie się zmienia.
Lockhart wsunął papierosa do ust, podpalając jego końcówkę, zanim wybrał video call, żeby móc porozmawiać z Callie. Zaciągnął się dymem, odgarniając wierzchem dłoni swoje przydługie loki. Czekał aż odbierze; Cyrus obrócił papierosa w palcach, strzepując nadmiar prochu. — Nowy telefon jeszcze nie doszedł? — rzucił, gdy dostrzegł, jak Nerreza odbiera w końcu połączenie. — Nudzę się w Hamilton. Nie ma tu nikogo interesującego — mruknął marudnie, znów zaciągając się dymem. — Pokaż się — poprosił, zerkając na wyświetlacz swojego telefonu, tym razem opierając się o balustradę swoim biodrem. — Chyba wrócę do miasta na weekend — oznajmił; nie wiedział, jak długo będzie musiał tu zostać, ale chciał jak najszybciej wrócić do Toronto. Ciekawe, czy gdyby Calliope nie pojawiła się w jego życiu, to czy nadal byłby skory do tak szybkiego powrotu.
calliope