Strona 1 z 1

001. Chodź, pomaluj mój świat

: ndz sie 09, 2026 9:48 pm
autor: Alejandro Serrano
001. Chodź, pomaluj mój świat | Outfit
trigger warning
Wulgaryzmy
Od kilku dni mój apartament przypominał bardziej magazyn budowlany aniżeli miejsce, które nadawało się do mieszkania. Pod ścianami miałem ustawione kartony. Część mebli przykryłem folia, a na środku salonu znajdowały się próbki drewna, kamienia i materiałów, których jeszcze tydzień wcześniej nie potrafiłbym nawet poprawnie nazwać. Teraz zaczynałem być już małym ekspertem w tej dziedzinie.
Remont wydawał mi się świetnym pomysłem, zwłaszcza wtedy, gdy przeglądałem projekty na ekranie laptopa. Dopiero później okazało się, ze każdy wybór pociągał za sobą podjęcie pięciu kolejnych decyzji. Najpierw godzinami głowiłem się nad kolorem ścian i rodzajem podłogi. Gdy to udało mi się ogarnąć, to przyszła kolej na oświetlenie, zabudowę oraz uchwyty. Nawet na wybór głupiego kranu musiałem poświęcić sporo czasu. Tak to jest, gdy człowiek ma dużo możliwości i zdecydowanie za dużą potrzebę kontrolowania wszystkiego.
Stałem właśnie w kuchni i patrzyłem na fragment ściany, z którego wcześniej zdjęto stare szafki. Złapałem się za kark i zostawiłem tym samym na skórze odrobinę pyłu. - Zajebiście. Naprawdę to był świetny pomysł - pomyślałem.
Mogłem oczywiście wynająć kogoś, kto zająłby się wszystkim od początku do końca. Pieniądze nigdy nie stanowiły tu problemu. Sam problem polegał jednak na tym, że chciałem wiedzieć, co działo się z moim apartamentem. Poza tym nie cierpię jak ktoś obcy pałęta się po mieszkaniu, bo nie można się wtedy nawet porządnie wysrać.
Podniosłem z blatu projekt kuchni i jeszcze raz porównałem go z pomieszczeniem. Już po chwili dostrzegłem coś, co zaczęło mnie drażnić. Odłożyłem projekt z powrotem na blat i spojrzałem na fragment starej zabudowy, który nadal wymagał demontażu. Skoro i tak już zrobiłem z mieszkania plac budowy, to uznałem, że równie dobrze mogłem pozbyć się przynajmniej jednej rzeczy samodzielnie. Sięgnąłem po wiertarko-wkrętarkę i założyłem okulary ochronne. Po chwili w całym mieszkaniu rozległ się nieprzyjemnie głośny dźwięk pracującego sprzętu.
Przez kilka minut walczyłem z mocowaniem, które najwyraźniej miało przetrwać dłużej niż sam pierdolony budynek. Zacisnąłem szczękę i zwiększyłem nacisk, aż w końcu śruba puściła. - Wreszcie, kurwa - powiedziałem do siebie w myślach.
Wyłączyłem urządzenie i przez moment cieszyłem się nagłą ciszą. Właśnie wtedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Zmarszczyłem brwi, bo nie przypominałem sobie, żebym kogokolwiek się spodziewał. Odłożyłem wiertarkę, otrzepałem dłonie z pyłu i ruszyłem w stronę przedpokoju, żeby sprawdzić, kto się do mnie dobija.

Gabriela R. Blais

001. Chodź, pomaluj mój świat

: wt sie 11, 2026 9:50 am
autor: Gabriela R. Blais
trigger warning
przekleństwa
outfit



Jebane remonty.
Pierdolony zjeb, który sobie umyślił, że latem odjebie mieszkanie swoich marzeń i będzie zatruwał jej przestrzeń odgłosem pieprzonej wiertarki. Była cierpliwa. Te kilka dni spędziła z zaciśniętymi ustami, powtarzając sobie w kółko, że nie będzie robiła sobie pod górkę z sąsiadami. Naprawdę wykazała się sporą dozą przyzwoitości, ale czara się przelała.
Jedenasty tydzień ciąży dawał jej w kość. Po ciężkiej nocy spędzonej na sprzątaniu klubu marzyła tylko o tym, żeby w końcu odpocząć i uciąć sobie zasłużoną drzemkę, ale niestety co poniektórzy mieli inne plany. Przycisnęła poduszkę do swojej twarzy, dając ujście emocjom w krzyku, ale ten rodzaj szybkiej terapii nie pomógł. Nabuzowana, wstała z łóżka i z hukiem wyszła na korytarz, kierując swoje kroki pod właściwe drzwi.
Dźwięk dzwonka zgubił się w kakofonii odgłosów dobiegających zza drzwi. Zaczęła uderzać dłonią w gładkie drewno, ale to również na nic się nie zdało. Rozszarpie sukinsyna na samym wejściu. Stała tam dobre kilka minut, zanim cisza pozwoliła ponownie użyć dzwonka. Uporczywie trzymała palec na tym technologicznym cudzie i wymusiła na usta uśmieszek, który w żadnym razie nie należał do najprzyjemniejszych. Gdyby psiarnia nie odebrała jej broni, to inaczej porozmawiałaby z tym...
- Zasrany gnoju zaraz ci tę wiertarkę wsadzę... - zaczęła na samym wstępie z grubej rury, popychając drzwi, żeby dostać się do środka, na wypadek, gdyby sąsiad zamierzał uciąć tę owocną konwersację. Zresztą była gotowa spełnić swoją groźbę i wiertło wsunąć pomiędzy pośladki tego zwyrola. Tyle, że zatrzymała się w pół kroku. Rozchyliła delikatnie swoje usta, a zdziwienie na jej twarzy było autentyczne.
- Ty... - ja pierdolę. Wyzwała właśnie swojego ginekologa. Świetnie.
Gdzie ona teraz znajdzie takiego drugiego, co znosi jej spaczone poczucie humoru? Spokojnie odpowiada na milion pytań? I zawsze wciśnie ją na jakiś termin, bo zapomni umówić się wcześniej?
Kurwa.
- Od kiedy ty tu mieszkasz? Ja, nie wiedziałam... - tak właściwie, to typ, który mieszkał pod czternastką był dla niej człowiekiem widmo. Każdy wiedział, że ktoś tam żył, ale nikt nie znał jego twarzy. Nieraz nawet się śmiała, że może powinni zadzwonić po służby, bo może ktoś tam wykitował, ale nie jebało, więc plan awaryjny w razie czego czekał. A teraz wyszło szydło z worka. Poznała tożsamość typa, z którym żyła przez ostatnie miesiące ściana w ścianę. I miała przesrane.

Alejandro Serrano

001. Chodź, pomaluj mój świat

: wt sie 11, 2026 11:27 am
autor: Alejandro Serrano
trigger warning
Wulgaryzmy
Kiedy otworzyłem drzwi, to spodziewałem się wszystkiego poza tym, że pierwsze słowa, które usłyszę, będą zawierały groźbę wykorzystania mojej wiertarki w sposób zdecydowanie niezgodny z instrukcją obsługi. Swoją drogą widziałem kiedyś filmik na YT, gdzie jakiś zjeb, który miał problem z wypróżnianiem pomógł sobie właśnie w taki sposób. Chyba nie muszę mówić jak się to skończyło XD.
Uniosłem brwi i przez krótką chwilę po prostu patrzyłem przed siebie. Byłem przygotowany, by odpowiedzieć w równie soczysty sposób, jednak dopiero po sekundzie dotarło do mnie, kogo właściwie miałem przed sobą. - Toż to sama pani Gabriela, we własnej osobie - wyrwało mi się z zadziornym uśmieszkiem.
Ścisnąłem mocniej klamkę, po czym spojrzałem przez ramię na pobojowisko, które jeszcze niedawno było całkiem przyzwoitym salonem. Musiałem jednak przyznać, że jej irytacja była częściowo zasadna. Od kilku dni wierciłem, kułem, przesuwałem meble i prawdopodobnie wystawiałem cierpliwość sąsiadów na poważną próbę.
- Czyli mam rozumieć, że moja reputacja lekarza właśnie przegrała z remontem - powiedziałem, nie potrafiąc powstrzymać lekkiego uśmiechu. - I tak dla jasności, bardzo doceniam kreatywność groźby, ale wolę dalej używać tej wiertarki zgodnie z przeznaczeniem.
Oparłem dłoń o framugę i pokręciłem głową. Nadal byłem rozbawiony absurdem całej sytuacji.
- Mieszkam tutaj od kilku lat. Wiedziałem, że jesteś moją sąsiadką od czasu, gdy podawałaś dane na wizycie. Uznałem jednak, ze nie ma sensu, bym od razu wylatywał z tekstem: Ej, ja też tam mieszkam - wyjaśniłem. - To, że na siebie jeszcze nie wpadliśmy jest w sumie dość ciekawe, chociaż z drugiej strony, ja wychodzę wcześnie rano i wracam późno wieczorem, więc spędzam tu niewiele czasu.
Dopiero wtedy pomyślałem o tym, że rzeczywiście mogłem przesadzić z hałasem. Sam po nocnym dyżurze prawdopodobnie miałbym ochotę zamordować człowieka, który urządziłby sobie podobny koncert za ścianą.
- Sorry za ten harmider - westchnąłem. - Na dzisiaj już koniec wiercenia. Wolę jednak nie ryzykować, że naprawdę postanowisz spełnić swoją groźbę - oznajmiłem z uśmiechem. - Czy w ramach przeprosin wejdziesz do środka na herbatę? Myślę, że w twoim stanie dobrze ci to zrobi. Nie powinnaś się przecież denerwować.

Gabriela R. Blais

001. Chodź, pomaluj mój świat

: wt sie 11, 2026 12:15 pm
autor: Gabriela R. Blais
Pani...
Mimowolnie się skrzywiła na samo to słowo. Przecież nie była aż tak stara, żeby od razu przechodzić na tak oficjalny ton. Co z tego, że to ona w pierwszej kolejności zaatakowała. Jednak insynuowanie podeszłego wieku, kiedy jej lico jeszcze nie było skalane żadną zmarszczką, to był cios poniżej pasa.
Przeniosła wzrok na pobojowisko i niemal zakrztusiła się powietrzem. Jakim cudem taki apartament istniał tuż za ścianą? Nawet William nie mógł się pochwalić taką przestrzenią, a miał kasy, jak lodu. Najwidoczniej ten budynek skrywał więcej tajemnic niż każdy był skory przyznać. Nic więc dziwnego, że ta stara prukwa z dołu, tak czatowała na wszelkie plotki i tylko czekała, żeby wychylić swój nosek zza okna przy każdym najmniejszym hałasie.

- Widzisz mnie nago niemal co dwa tygodnie i do tego rozkładasz sprzęt, który wygląda jak narzędzia tortur. Wziernik do dzisiaj mi się śni po nocach. Uznajmy, że to wygrało. - mężczyzna widział ją w zbyt wielu sytuacjach, które zakrawały na pośmiewisko. Z takimi lepiej nie zadzierać. Szczególnie po tym, jak ostatnim razem go zapytała, czy powinna tamte miejsca posypać brokatem, żeby wyróżnić się na tle jego innych pacjentek. Trzeba przyznać, że był wtedy profesjonalny. Chociaż miała wrażenie, że kącik jego ust zadrżał w odpowiedzi na jej słowa. Może jednak powinna użyć następnym razem tego tricku? Tyle, że teraz na pewno już ją zapamięta i to nie z tej lepszej strony.
- A jutro znowu mi podniesiesz ciśnienie? Nie lepiej byłoby skończyć to w jeden dzień? - uniosła brew, ale wtedy uzmysłowiła sobie, jak wyglądał ten salon. To było istne pole bitwy, a to wróżyło, że przez kilka uroczych tygodni będzie kąpała się przy akompaniamencie odgłosów prosto z placu budowy. - Pomóc ci z tym? Co nieco potrafię. Chyba, że boisz się dać mi wiertarkę? Wyglądam całkiem seksi w pyle. - nie mogła sobie darować tych docinek. Zresztą zapewne nie raz już uraczyła go dwuznacznymi tekstami.
- Czyli jednak, to prawda, że ciężarnym wszystko się wybacza? A masaż też fundujesz w ramach uspokojenia? Warto zawsze zapytać. Herbata też brzmi dobrze. - ta propozycja nie brzmiała dobrze. Zdecydowanie wolałaby smak wina lub innego trunku z procentami. Mleko nie klasyfikowało się w tych zawodach. Ale cóż miała poradzić na to, że w ciąży odebrano jej wszystko, co dotychczas kochała. Matki, to jednak musiały się poświęcać na każdym kroku.
Zamknęła za sobą drzwi, stanęła na środku salonu i zagwizdała pod nosem - To wszystko jest za nasze wizyty? Niezły biznes. Nie dość, że dziennie oglądasz tyle kobiet, to jeszcze przy tym stać cię na taki wystrój. Powinnam dostać zniżkę na kolejne badania. Za te niedogodności. - obdarzyła go uśmiechem i podniosła próbnik z kawałkami drewna. Zapewne chodziło o panele lub parkiet.

Alejandro Serrano