desperate assistant, toronto edition
: ndz sie 09, 2026 10:42 pm
Czy gdyby zapytała o pełen dostęp do lokalizacji Petera, to byłoby przegięcie? Wszystko oczywiście w duchu usprawnienia i zoptymalizowania całego procesu! Gdyby wiedziała, gdzie jest aktualnie, mogłaby przygotować w odpowiednim momencie kawę, aby była idealna na moment przybycia szefa do biura. Dla Dommy to było kluczowe! Kawa musiała być zaparzona w ściśle określonych warunkach, aby wydobyć z niej perfekcyjny aromat. Drummond zdążyła już nawet opracować całą procedurę parzenia kawy specjalnie pod kubki smakowe Bylthe’a! Oczywiście oceniała to na po podstawie grymasów na twarzy swojego przełożonego, a także jego późniejszego zachowania w zależności od ilości kofeiny zawartej w napoju. Prowadziła również specjalny dzienniczek, w którym notowała skrupulatnie nastrój pana Bylthe’a. Dlatego uważała się za specjalistkę jeśli chodzi o dobór idealnej kawy w zależności od energii danego dnia. Wiedziała, że w poniedziałki kawa musi być mocniejsza niż w piątek. Wystarczyło zaledwie kilkadziesiąt miligram ziaren na filiżankę, żeby efekt był taki, jaki powinien być na dany dzień…
To właśnie w trakcie prowadzenia dokumentacji z zawartości kofeiny w kawie zastał ją sam Peter, wchodząc do gabinetu jak bohater z filmów. W slow motion, oczywiście. Z wiatrem podwiewającym pojedynczy kosmyk włosów, z wyżyłowanymi, opalonymi dłońmi, ze stukotem obcasów idealnie wyprofilowanych pantofli uderzających o marmurową posadzkę.
To znaczy to slow motion było tylko w głowie Dominique, tak jak i cała ta scena, ale i tak Peter zrobił na niej szalenie dobre wrażenie.
– Dzień dobry! – powitała Petera promiennie i wyprostowała się za swoim biurkiem.
Szybko zamknęła notes i wsunęła go do wewnętrznej kieszonki w torebce. Na wszelki wypadek.
Nauczyła się już nie wstawać, kiedy on wchodził. Choć najchętniej by to zrobiła. Miała lepszy kąt widzenia, kiedy ich oczy znajdowały się mniej więcej na tym samym poziomie.
– Pan Wescott spóźni się około godzinę – Dommy zamierzała wyegzekwować ten czas co do sekundy, a po przekroczeniu tego okresu nie wpuści fizjoterapeuty do gabinetu pod żadną wymówką! – Pan Collins niestety nie dotrze na dzisiejsze spotkanie, ale obiecał zadzwonić przed południem, kiedy tylko znajdzie czas – oznajmiła rzeczowo, podchodząc śmiertelnie poważnie do swoich obowiązków, co najmniej jakby była asystentką samego prezydenta Stanów Zjednoczonych. – Poranek zapowiada się bez niespodzianek, więc jest czas na spokojne wypicie kawy – wskazała na gotowy kubek, który zdążyła już ocenić na zaparzony o trzy minuty za wcześniej. – Chyba, że będziesz chciał zadzwonić do Franklina, prosił o telefon w sprawie przyszłego meczu – dodała nieco przygaszona, że być może główny bramkarz Toronto Maple Leafes psuje mu tym ustalony harmonogram, a przecież Dominique uchyliłaby Bylthe’owi nieba, gdyby tylko wyraził taką chęć!
Była przygotowana na każdą ewentualność. Gdyby któreś ze spotkań nie wypaliło, była gotowa znaleźć na jego miejsce jakąś inną rzecz z listy do odhaczenia, byleby uniknąć czczych przestojów. Albo natychmiastowo odwołać spotkanie zaplanowane za pięć minut, gdyby tylko Peter stwierdził, że potrzebuje przerwy.
Peter Bylthe
To właśnie w trakcie prowadzenia dokumentacji z zawartości kofeiny w kawie zastał ją sam Peter, wchodząc do gabinetu jak bohater z filmów. W slow motion, oczywiście. Z wiatrem podwiewającym pojedynczy kosmyk włosów, z wyżyłowanymi, opalonymi dłońmi, ze stukotem obcasów idealnie wyprofilowanych pantofli uderzających o marmurową posadzkę.
To znaczy to slow motion było tylko w głowie Dominique, tak jak i cała ta scena, ale i tak Peter zrobił na niej szalenie dobre wrażenie.
– Dzień dobry! – powitała Petera promiennie i wyprostowała się za swoim biurkiem.
Szybko zamknęła notes i wsunęła go do wewnętrznej kieszonki w torebce. Na wszelki wypadek.
Nauczyła się już nie wstawać, kiedy on wchodził. Choć najchętniej by to zrobiła. Miała lepszy kąt widzenia, kiedy ich oczy znajdowały się mniej więcej na tym samym poziomie.
– Pan Wescott spóźni się około godzinę – Dommy zamierzała wyegzekwować ten czas co do sekundy, a po przekroczeniu tego okresu nie wpuści fizjoterapeuty do gabinetu pod żadną wymówką! – Pan Collins niestety nie dotrze na dzisiejsze spotkanie, ale obiecał zadzwonić przed południem, kiedy tylko znajdzie czas – oznajmiła rzeczowo, podchodząc śmiertelnie poważnie do swoich obowiązków, co najmniej jakby była asystentką samego prezydenta Stanów Zjednoczonych. – Poranek zapowiada się bez niespodzianek, więc jest czas na spokojne wypicie kawy – wskazała na gotowy kubek, który zdążyła już ocenić na zaparzony o trzy minuty za wcześniej. – Chyba, że będziesz chciał zadzwonić do Franklina, prosił o telefon w sprawie przyszłego meczu – dodała nieco przygaszona, że być może główny bramkarz Toronto Maple Leafes psuje mu tym ustalony harmonogram, a przecież Dominique uchyliłaby Bylthe’owi nieba, gdyby tylko wyraził taką chęć!
Była przygotowana na każdą ewentualność. Gdyby któreś ze spotkań nie wypaliło, była gotowa znaleźć na jego miejsce jakąś inną rzecz z listy do odhaczenia, byleby uniknąć czczych przestojów. Albo natychmiastowo odwołać spotkanie zaplanowane za pięć minut, gdyby tylko Peter stwierdził, że potrzebuje przerwy.
Peter Bylthe