Strona 1 z 1

What if this night changes everything?

: pn sie 10, 2026 1:24 pm
autor: Noah Beaumont
011
Noah chodził po pokoju w tę i powrotem, a podłoga skrzypiała przy każdym jego kroku. Gdyby ktoś wszedł teraz do środka, pomyślałby, że zaraz ma pisać najważniejszy egzamin w życiu, a nie szykować się na imprezę. Wszystko w nim chodziło. Z jednej strony czuł luz i wielką ulgę, bo zgodziła się bez wahania, ale z drugiej strony w brzuchu miał supeł ze stresu. Przypomniał sobie moment, w którym do niej poszedł. Ręce mu się pociły, a w gardle miał tak sucho, że z trudem przełykał ślinę. Miał w głowie ułożony plan, ale jak tylko przed nią stanął, wszystko mu wyleciało. Zaczął coś dukać, że przecież znają się od zawsze, że bez sensu iść z kimś obcym i głupio byłoby szukać kogoś na siłę, skoro razem zawsze bawią się najlepiej. Zrobił z tego luźną propozycję, jakby chodziło o wyjście na szybkie jedzenie po lekcjach.
Prawda była taka, że ten luz był tylko przykrywką. Beaumont przez ostatnie tygodnie dosłownie nie mógł spać przez myśli o niej. Przez tyle lat była jego najlepszą przyjaciółką. Pamiętał, jak lata temu biegali po podwórku z obdartymi kolanami, jak siedzieli na ławce do późnej nocy, jedząc najtańszą pizzę i gadając o kompletnych głupotach. Znał jej każdy gest, wiedział, kiedy jest zła, a kiedy udaje i nigdy w życiu nie pomyślałby, że coś się między nimi zmieni. Zawsze traktował ją jak ziomka, z którym można zrobić wszystko i powiedzieć o wszystkim. Aż do niedawna. Sam nie wiedział, w którym momencie to się stało. Po prostu pewnego dnia spojrzał na nią, kiedy śmiała się z jakiegoś słabego żartu i nagle poczuł dziwny uścisk w klatce piersiowej. Zrozumiał, że przestanie myśleć o niej jak o koleżance z dzieciństwa. Zaczął zwracać uwagę na detale, na to, jak układa włosy, jak się uśmiecha i nagle okazało się, że kumplostwo przestaje mu wystarczać. Bal był dla niego jedyną szansą, żeby to wszystko zmienić i sprawić, by ona też spojrzała na niego chociaż trochę inaczej. Kiedy odpowiedziała, że jasne, że z nim pójdzie, z serca spadł mu wielki kamień. Był tak podekscytowany, że do domu wracał prawie biegiem, ale teraz im bliżej było do wyjścia, tym mocniej dopadała go panika.
Na łóżku leżały rzucone w nieładzie trzy różne koszule, dwa garnitury i kilka krawatów. Stał przed lustrem wpatrując się w swoje odbicie i co chwilę mierzwiąc włosy. Próbował ułożyć je tak, żeby wyglądać dobrze, ale nie stwarzać wrażenia, że spędził przed lustrem godziny, chociaż dokładnie tak było. Wziął do ręki koszulę i zaczął zapinać guziki. Ręce trzęsły mu się tak bardzo, że trafić guzikiem w pętelkę graniczyło z cudem. Przeklął pod nosem, zapiął koszulę do końca i założył marynarkę. Żeby się trochę uspokoić, usiadł na brzeg łóżka i sięgnął po telefon. Brak nowych wiadomości. Zablokował ekran, odłożył telefon, a po pięciu sekundach znowu go podniósł, żeby sprawdzić godzinę. W głowie natychmiast zaczęły mu latać dawne wspomnienia. Przypomniał sobie, jak w podstawówce zbierali razem jakieś głupie karty, jak chowali się przed deszczem na klatce schodowej i jak pierwszego dnia w liceum siedzieli w jednej ławce, przerażeni nowym otoczeniem. Zawsze byli w tym razem. Znał ją na wylot, a teraz czuł się przy niej jak gówniarz, który pierwszy raz w życiu ma odezwać się do dziewczyny.
Nagle przypomniał sobie o bukiecie. Kupienie kwiatów było dla niego osobnym wyzwaniem. Stał w kwiaciarni ze dwadzieścia minut, gapiąc się na te wszystkie róże i nie mając pojęcia, co wybrać. Przecież nie mógł wziąć czerwonych, bo to by od razu wszystko zdradziło i zrobiłoby się niezręcznie, ale też nie chciał brać nijakich kwiatków. W głowie wciąż miał tysiąc scenariuszy. Zastanawiał się, jak ona będzie wyglądać. Wiedział, że pewnie założy sukienkę, ale nie miał pojęcia jaką. I pewnie włoży trampki. Wyobrażał sobie moment, w którym podjedzie pod jej dom, zadzwoni do drzwi, ona otworzy i na niego spojrzy. Byle tylko nie palnąć wtedy jakiegoś durnego tekstu, byle nie wydać się spiętym. Chciał, żeby ten wieczór był idealny.
Spojrzał na zegarek. Zostało mu dokładnie dwadzieścia minut. Wziął bukiet kwiatów, starając się go nie połamać, wyszedł, po drodze rzucając szybkie „cześć” rodzicom, którzy nawet nie zdążyli nic odpowiedzieć. Wsiadł do auta, położył kwiaty na siedzeniu pasażera i odpalił silnik. Zrobił głęboki wdech, powtórzył sobie w duchu, że przecież to tylko Audrey, ta sama osoba od lat, ale i tak serce waliło mu jak młotem. Ruszył w stronę jej domu, wiedząc, że ten wieczór albo zmieni w jego życiu wszystko, albo rozsypie jego dotychczasowy świat.
Audrey LeBlanc