catching up with a friend
: pn sie 10, 2026 9:21 pm
009. | outfit
Ostatnio sama nie wiedziała jak to do tego doszło, że nie miała na cokolwiek czasu. Nie miała możliwości na zrobienie czegokolwiek, co nie było związane z jej życiem prywatnym, mając zapełniony kalendarz spotkań do delikatnie zacierających się granic z tym, co nie jest związane z jej pracą; ale i jej szara codzienność nie była zbytnio szarawa od momentu, jak coś dziwnego zadziało się pomiędzy nią a Hunterem. Nie umiała tego wytłumaczyć logicznie, niemniej dziewczyna nieco straciła poczucie czasu oraz wszystkiego innego, co nie było powiązane z tymi uprzednio wymienionymi rzeczami.
Niestety na tym ucierpiała ostatnio jej znajomość z Olivią, gdzie w trakcie przypadkowego wpadnięcia na siebie w mieście przywołało Prudence na ziemię, a dziewczyny ustaliły iż wieczorem zgadają się za pośrednictwem wiadomości tekstowych kiedy dokładnie mogą się zobaczyć, by nieco sobie odbić ten stracony czas.
Ten ustalony dzień okazał się być dniem dzisiejszym, a Prudence znów - zupełnie jak przy kolacji zapoznawczej jej mamę oraz partnera - biegała pomiędzy kuchnią a salonem, żeby wszystko ogarnąć. Niby teraz nie było to nie wiadomo jak wielkie posiedzenie do zastawienia, bowiem kieliszki do wina, przekąski i inne pierdoły postawiła na stoliku kawowym znajdującym się przy kanapie w największym pomieszczeniu apartamentu, tak mimo wszystko nie chciała, aby wyszło iż o czymś zapomniała - bo przecież nie mogłaby dopuścić do takiego scenariusza.
Nim zdołała - według naturalnie własnej opinii wiecznie niezadowolonej ze swoich działań perfekcjonistki - ogarnąć się z całością, dotarł do jej uszu dźwięk dzwonka w akompaniamencie pukania do drzwi, które postanowiła od razu pójść otworzyć, aby oczekująca na ich otworzenie nie pomyślała, że nikogo nie zastała, co mogłoby wiązać się z myślami że Prudence ją wystawiła. Przekręciła więc zamki i otworzyła wejście do mieszkania. — Przepraszam, jeśli nie zdążyłam ze wszystkim — świetna forma powitania, nie ma co! Żeby jednak nie wyszło dziko z jej strony, prędko uścisnęła w geście przywitania kumpelę, jaką następująco wpuściła do w sumie znanego jej wnętrza. — Ale nie martw się na zapas, zrobiłam te Twoje ulubione tarteletki — dodała z rozbawieniem, dobrze wiedząc iż dziewczyna je zawsze lubiła i niejednokrotnie wprost czy w domyśle rozmowy wspominała że ponownie by ich skosztowała. Czego nie robi się dla przyjaciółki, tym bardziej gdy nie są one pracochłonne? Gdy przeszły od razu do salonu, Prue zrobiła nieco zawstydzoną minę. — Jeszcze raz Cię przepraszam, że się ostatnio tak nie odzywałam, no ale... cóż... miałam zdecydowanie zbyt wiele na głowie... — dodała to z cieniem uśmiechu, przyglądając się Olivii z nadzieją, iż ta faktycznie nie bę∑gdzie zbyt długo żywić swej urazy w jej kierunku.
Olivia Calvert
Ostatnio sama nie wiedziała jak to do tego doszło, że nie miała na cokolwiek czasu. Nie miała możliwości na zrobienie czegokolwiek, co nie było związane z jej życiem prywatnym, mając zapełniony kalendarz spotkań do delikatnie zacierających się granic z tym, co nie jest związane z jej pracą; ale i jej szara codzienność nie była zbytnio szarawa od momentu, jak coś dziwnego zadziało się pomiędzy nią a Hunterem. Nie umiała tego wytłumaczyć logicznie, niemniej dziewczyna nieco straciła poczucie czasu oraz wszystkiego innego, co nie było powiązane z tymi uprzednio wymienionymi rzeczami.
Niestety na tym ucierpiała ostatnio jej znajomość z Olivią, gdzie w trakcie przypadkowego wpadnięcia na siebie w mieście przywołało Prudence na ziemię, a dziewczyny ustaliły iż wieczorem zgadają się za pośrednictwem wiadomości tekstowych kiedy dokładnie mogą się zobaczyć, by nieco sobie odbić ten stracony czas.
Ten ustalony dzień okazał się być dniem dzisiejszym, a Prudence znów - zupełnie jak przy kolacji zapoznawczej jej mamę oraz partnera - biegała pomiędzy kuchnią a salonem, żeby wszystko ogarnąć. Niby teraz nie było to nie wiadomo jak wielkie posiedzenie do zastawienia, bowiem kieliszki do wina, przekąski i inne pierdoły postawiła na stoliku kawowym znajdującym się przy kanapie w największym pomieszczeniu apartamentu, tak mimo wszystko nie chciała, aby wyszło iż o czymś zapomniała - bo przecież nie mogłaby dopuścić do takiego scenariusza.
Nim zdołała - według naturalnie własnej opinii wiecznie niezadowolonej ze swoich działań perfekcjonistki - ogarnąć się z całością, dotarł do jej uszu dźwięk dzwonka w akompaniamencie pukania do drzwi, które postanowiła od razu pójść otworzyć, aby oczekująca na ich otworzenie nie pomyślała, że nikogo nie zastała, co mogłoby wiązać się z myślami że Prudence ją wystawiła. Przekręciła więc zamki i otworzyła wejście do mieszkania. — Przepraszam, jeśli nie zdążyłam ze wszystkim — świetna forma powitania, nie ma co! Żeby jednak nie wyszło dziko z jej strony, prędko uścisnęła w geście przywitania kumpelę, jaką następująco wpuściła do w sumie znanego jej wnętrza. — Ale nie martw się na zapas, zrobiłam te Twoje ulubione tarteletki — dodała z rozbawieniem, dobrze wiedząc iż dziewczyna je zawsze lubiła i niejednokrotnie wprost czy w domyśle rozmowy wspominała że ponownie by ich skosztowała. Czego nie robi się dla przyjaciółki, tym bardziej gdy nie są one pracochłonne? Gdy przeszły od razu do salonu, Prue zrobiła nieco zawstydzoną minę. — Jeszcze raz Cię przepraszam, że się ostatnio tak nie odzywałam, no ale... cóż... miałam zdecydowanie zbyt wiele na głowie... — dodała to z cieniem uśmiechu, przyglądając się Olivii z nadzieją, iż ta faktycznie nie bę∑gdzie zbyt długo żywić swej urazy w jej kierunku.
Olivia Calvert