ghosts of the past
: wt sie 11, 2026 9:44 pm
Nie pamiętał samego uderzenia, nie pamiętał zgrzytu giętej blachy, huku poduszek powietrznych ani pisku opon. Pierwsze, co zarejestrował, to chłód i ostry ból w klatce piersiowej. Otworzył oczy i powoli docierało do niego, gdzie w ogóle jest. Siedział na asfalcie, głowa ciążyła mu jak z ołowiu, a w ustach czuł metaliczny smak krwi połączony z przetrawionym alkoholem. Rozglądał się wokół kompletnie skołowany. Samochod był wbity w latarnię, a w środku nieruchomo siedział Kevin. Noah ledwo podniósł się z ziemi, nogi uginały się pod nim, ale podszedł dwa kroki i zamarł. Kevin siedział w dziwnej, nienaturalnej pozycji, z głową we krwi. Nie oddychał. Beaumont zaczął krzyczeć jego imię, ale z gardła wydobywał mu się tylko chrapniecie. Zero reakcji. Przyjaciel nie żył. Przeniósł wzrok na tylne siedzenie, gdzie Mia, siostra Kevina, była uwięziona w zakleszczonym wozie i próbował szarpać za klamkę, ale drzwi ani drgnęły, wpadł więc w panikę, biegając wokół auta, pociągając za klamki i krzycząc, aż w oddali usłyszał syreny. Nie pamiętał, co było potem. Nie pamiętał, co dokładnie spowodowało ten wypadek. Czy zasnął za kółkiem? Czy zjechał na przeciwległy pas? Czy wymusił pierwszeństwo? Do dziś nie miał pojęcia. Z samego wypadku w jego pamięci zapisała się tylko ta okropna scena wybudzenia na ulicy i widok martwego kumpla. Był nawalony jak szpadel, ledwo trzymał się na nogach, a mimo to wziął kluczyki. Przez swoją głupotę Kevin zginął na miejscu, a on sam wywinął się z tego z kilkoma siniakami, poharataną twarzą i wstrząśnieniem mózgu. To wszystko dawno minęło, ale tamte obrazy nie dawały mu spokoju. Poczucie winy zjadało go od tamtej nocy bez przerwy. Każdego dnia po wypadku budził się z tym samym obrazem pod powiekami.
Potem ruszyła cała sądowa machina: zarzuty, przesłuchania, ciąganie po komendach, aż wreszcie nadszedł ten dzień. Dostał wezwanie do sądu na pierwsze oficjalne spotkanie z kuratorem sądowym, który miał teraz decydować o jego dalszym losie, wyznaczać mu prace społeczne, nadzór, kroki w terapii uzależnień i kontrolować każdy jego ruch.
Rano nie potrafił wcisnąć w siebie ani kęsa chleba, a ręce trzęsły mu się tak mocno, że przy zapięciu pierwszego guzika koszuli, musiał próbować dwa razy. Idąc, miał wrażenie, że wszyscy ludzie na ulicy gapią się na niego i wiedzą, co zrobił, że widzą w nim mordercę, który wsiadł za kółko po pijanemu. Serce waliło mu jak szalone, bo bał się tego spotkania. Nie wiedział, kim jest ten kurator, czy to będzie jakiś surowy gość, który od razu zmiesza go z błotem, czy ktoś, kto potraktuje go jak ostatniego śmiecia? W sumie sam uważał się za śmiecia, więc nawet nie miałby prawa się obrazić.
Gdy wysiadł pod budynkiem sądu, aż go zemdliło. Budynek wyglądał przerażająco i Noah stał chwilę przed przejściem dla pieszych i po prostu patrzył na drzwi. Wejście do środka wymagało od niego wykrzesania z siebie resztek sił. Przeszedł przez bramkę do wykrywania metalu, pokazał dowód strażnikowi. Wszystko robił automatycznie, jak robot. Podszedł pod właściwe drzwi, usiadł na ławce, ukrył twarz w dłoniach i zaczął głęboko oddychać, żeby nie zemdleć z nerwów.
Przez głowę przechodziły mu setki myśli. Jak ma rozmawiać z tym człowiekiem? Co ma powiedzieć, skoro sam nie wie, jak do tego doszło? Jak wytłumaczyć, że nie chciał tego zrobić, kiedy przed oczami wciąż ma martwe ciało Kevina? Miał pustkę w głowie, a im dłużej siedział pod tymi drzwiami, tym mniej wiedział, co właściwie powinien powiedzieć. W końcu klamka w drzwiach gabinetu numer drgnęła i chłopak podniósł głowę i nagle przestał oddychać.
Vivienne Adler
Potem ruszyła cała sądowa machina: zarzuty, przesłuchania, ciąganie po komendach, aż wreszcie nadszedł ten dzień. Dostał wezwanie do sądu na pierwsze oficjalne spotkanie z kuratorem sądowym, który miał teraz decydować o jego dalszym losie, wyznaczać mu prace społeczne, nadzór, kroki w terapii uzależnień i kontrolować każdy jego ruch.
Rano nie potrafił wcisnąć w siebie ani kęsa chleba, a ręce trzęsły mu się tak mocno, że przy zapięciu pierwszego guzika koszuli, musiał próbować dwa razy. Idąc, miał wrażenie, że wszyscy ludzie na ulicy gapią się na niego i wiedzą, co zrobił, że widzą w nim mordercę, który wsiadł za kółko po pijanemu. Serce waliło mu jak szalone, bo bał się tego spotkania. Nie wiedział, kim jest ten kurator, czy to będzie jakiś surowy gość, który od razu zmiesza go z błotem, czy ktoś, kto potraktuje go jak ostatniego śmiecia? W sumie sam uważał się za śmiecia, więc nawet nie miałby prawa się obrazić.
Gdy wysiadł pod budynkiem sądu, aż go zemdliło. Budynek wyglądał przerażająco i Noah stał chwilę przed przejściem dla pieszych i po prostu patrzył na drzwi. Wejście do środka wymagało od niego wykrzesania z siebie resztek sił. Przeszedł przez bramkę do wykrywania metalu, pokazał dowód strażnikowi. Wszystko robił automatycznie, jak robot. Podszedł pod właściwe drzwi, usiadł na ławce, ukrył twarz w dłoniach i zaczął głęboko oddychać, żeby nie zemdleć z nerwów.
Przez głowę przechodziły mu setki myśli. Jak ma rozmawiać z tym człowiekiem? Co ma powiedzieć, skoro sam nie wie, jak do tego doszło? Jak wytłumaczyć, że nie chciał tego zrobić, kiedy przed oczami wciąż ma martwe ciało Kevina? Miał pustkę w głowie, a im dłużej siedział pod tymi drzwiami, tym mniej wiedział, co właściwie powinien powiedzieć. W końcu klamka w drzwiach gabinetu numer drgnęła i chłopak podniósł głowę i nagle przestał oddychać.
Vivienne Adler