Strona 1 z 1
Change your plans, blonde
: śr sie 12, 2026 1:58 pm
autor: Cora Marshall
Nie dość, że piękna, to mądra i sprytna.
Cora nie mogła zapanować nad szerokim uśmiechem, który pojawił się na jej twarzy słysząc na raz tyle komplementów. Jej oczy świeciły z wdzięczności, gdy nie mogła oderwać od niego spojrzenia. To było cholernie cudowne uczucie - usłyszeć tyle miłych słów i to właśnie od niego. Może na trzeźwo uznałaby je za żart i formę podrywu, ale teraz nie dopuszczała do siebie takiej możliwości . Nie chciała.
- Pamiętaj tylko, że ta chęć zobaczenia reszty domu nie będzie czekać wiecznie- pogroziła mu jeszcze palcem, aby nie kazał jej zbyt długo czekać na podziwianie wschodu słońca na ganku. Niech się wykaże kreatywnością i pozbędzie czym prędzej pani Elizabeth z domu na nieco dłużej niż godzinna msza.
Musiała przyznać, że podobał jej się widok, który miała przed oczami, gdy skupiony wiózł ją do domu. Zawsze była raczej typem princess passenger, więc wolała , żeby to inni ją zawozili, niż miałaby sama siadać za kierownicą. A gdy jeszcze miała do tego takiego kierowcę? To była czysta przyjemność móc podziwiać, więc nic dziwnego, że nie była w stanie trzymać rąk przy sobie. Nie rejestrowała mijanych domów i drzew, które zostawiali za sobą, całkowicie skupiając się jedynie na tym jednym punkcie, który próbował najwyraźniej zachować spokój i trzeźwość umysłu. Przynajmniej jedno z nich było trzeźwe. - Planów mogę się domyślać, ale o zainteresowaniach chętnie posłucham- przyznała nieco intensywniej masując jego męskość, czując przy tym rosnącą własną satysfakcję i chęć sięgnięcia po więcej. Czasami miło było usłyszeć coś wprost jak na przykład to, że jest piękna i mądra. To na pewno podbudowało jej pewność siebie na tyle, że teraz zamiast zapiąć pasy dla bezpieczeństwa, to wzięła się za bezczelne obmacywanie go w trakcie jazdy.
Lecz najwyraźniej podobało mu się to i już nie chodziło o samo to, że czuła jak pęcznieje pod jej dłonią, ale to, że i sam skrócił dystans. Poczuła przyjemne ciepło rozchodzące się po ciele, gdy zaciskał palce na jej udzie. - A może żadne z tych? Może po prostu chciałam umilić nam podróż na miejsce?- zasugerowała patrząc w jego pociemniałe z pożądania tęczówki i miała nieodpartą chęć wręcz błagania go o zjechanie na pobocze. Nie chciała czekać, bo już wystarczająco się za nim stęskniła i wystarczająco nabrała ochoty na nocne aktywności.
Lecz pomimo płynącego alkoholu we krwi, miała w sobie na tyle rozumu, aby odpowiednio budować napięcie i nie rzucać się tak od razu. Niech Sam sobie trochę poczeka. Wykaże się cierpliwością. Musi trochę go potestować! Nie, żeby od razu z góry zakładała kolejny raz…. chociaż mieli jeszcze w planach zwiedzanie domu, prawda? - Ale może faktycznie nie będę Ci przeszkadzać podczas jazdy, żebyś się za bardzo nie rozkojarzył. Muszę odpowiednio dbać o mojego wykonawcę, bo gdzie bym lepszego znalazła?- uniosła znacząco brew zabierając przy tym swoją dłoń i prostując się na fotelu, aby grzecznie oprzeć się o siedzenie i zapiąć pasy, jak gdyby nigdy nic. Próbowała na niego nie zerkać i skupić się na drodze, chociaż jej kąciki ust drżały w rozbawieniu. Jednak do końca trasy siedziała już niczym dama bez żadnych grzesznych czynów. Natomiast jej myśli były zdecydowanie bardzo brudne, aż przyprawiały ją o zawrót głowy. Alkohol pewnie też robił swoje.
Kiedy w końcu dojechali na miejsce, spojrzała się ponownie na mężczyznę z widocznymi iskierkami w oczach. - Mam nadzieję, że zależy Ci nie tylko na tym, abym podjechała cała i zdrowa pod dom, ale również musisz się upewnić czy bezpiecznie wejdę do środka. Jeżeli tak, to zapraszam- zakomunikowała, by nie było żadnych wątpliwości , że nie chciałaby , aby teraz wrócił do siebie. Szkoda czasu, więc ruszyła z nim do środka, trzymając się obok bardzo blisko. Miała ochotę chwycić go za rękę i naprawdę się powstrzymywała, żeby tego nie zrobić. Czuła ciepło jego ciała tuż obok jej własnego. Wciąż czuła pod skórą uczucie jego nabrzmiałego penisa przebijającego się przez materiał bokserek i spodni dresowych. Zmierzając do windy, przełknęła ślinę, a kiedy tylko drzwi się za nimi zamknęły i ruszyli do windy, nie pozwoliła sobie na kolejne chwile oczekiwania. Odwróciła się w jego kierunku i po prostu go pocałowała. Nie delikatnie ani czule, lecz namiętnie i z wytęsknieniem. Jej ciało momentalnie wtuliło się w jego, gdy zarzucała mu dłonie na szyję, aby utrzymać pozycję. Czując w końcu ponownie smak jego ust, mogła przyznać, że stęskniła się za nim.
Nie chciała odsuwać się od jego ust, gdy drzwi windy się rozsunęły, ale będąc tuż obok mieszkania, musiała je przecież otworzyć. - Chwila, muszę wyjąć kluczyki- szepnęła w jego usta odrywając się od nich w końcu. Od pocałunku zawróciło jej aż w głowie. Zdecydowanie za mało tlenu. I zdecydowanie Sam zawładnął jej umysłem, ale teraz się tym nie przejmowała. Może nigdy nawet tym nie będzie. Było jej z nim dobrze i chciała jak najszybciej zrzucić z siebie i z niego zbędne ubrania, aby mógł stworzyć jej ponowne gorące wspomnienia. Dlatego zaczęła po kieszeniach spodenek poszukiwać kluczy. Najpierw przednie kieszenie - pusto. Potem tylne - bingo. Wyjęła je szybko i próbowała wsadzić do zamka, ale coś nie pasowało. Ściągnęła brwi, spróbowała ponownie i dopiero wtedy dostrzegła breloczek świadczący o tym, że to były kluczyki do mieszkania jej niedoszłej szwagierki Blair. Schowała je z powrotem do kieszeni i wtedy ją olśniło. Uśmiechnęła się szeroko pochylając do przodu i ściągając ze stopy prawego buta, gdzie ukryła jakże cenną rzecz. Poruszyła wymianie brwiami zerkając na Sama, który pewnie był przynajmniej lekko zdziwiony tym widokiem. Zaraz jednak otworzyła drzwi, wciągając za rękę Turnera do środka. Nie bawiła się w żadne oprowadzanie, na to przyjdzie pora później. Teraz pragnęła poczuć jego ciało - całe, gorące, umięśnione. Ponownie wpiła się w jego usta - tym razem intensywniej, zachłannie. Obejmując go za szyję, podskoczyła nieco , aby owinąć nogi wokół jego bioder i nie przestając go całować.
Kiedy w samochodzie pozwoliła mu skupić się na drodze, sama zaczęła podziwiać mijane widoki za oknem. Prędkość z jaką jechali, zaczęła wywoływać w niej lekkie zawroty głowy. Sądziła, że one osłabną z czasem, ale nagle przybrały na intensywności. - Poczekaj, zaraz wracam- wyrzuciła szybko z siebie i zeskoczył z niego , momentalnie znajdując się za drzwi łazienki. Nie taki był plan. Cholera, nie taki był plan.
Zjebałam, totalnie zjebałam
Powtarzała sobie w głowie w kółko, gdy kucała przy ubikacji i pochylała się, aby zwrócić zawartość żołądka i modląc się w duchu, aby Sam niczego nie usłyszał. Chociaż teraz bardziej myślała o tym, że zaczyna się jej robić jeszcze słabiej. Jednak te drinki Vity popite winem od Eleonor były fatalnym pomysłem.
Sam Turner
Change your plans, blonde
: czw sie 20, 2026 12:49 pm
autor: Sam Turner
Komplementy potrafiły przyjść z łatwością, jeśli nie trzeba było silić się na wymyślność, a powód nasuwał się sam. Kilka prostych słów rzuconych na wpół żartobliwie, zostało przyjęte z dziecinną wręcz radością, na którą Turner nie mógł odpowiedzieć obojętnością. Zaśmiał się i skinął usłużnie głową.
— Wręcz nie mogę się doczekać. — Znalezienie powodu na pozbycie się Elizabeth z domu było łatwe, nie wymagało długiego główkowania, a jedynie ustalenia wspólnego terminu. Szanowna matula naturalnie nie mogła być w ten plan wtajemniczona, bo jeszcze tego brakowało, by absolutnym przypadkiem wróciła wcześniej do domu.
Ostatnim razem pokonywał tę trasę przed paroma tygodniami, kiedy oboje z Corą zapomnieli o dokumentach projektowych. W pierwszych chwilach nie był pewien, czy z łatwością poradzi sobie z kierownicą, drążkiem oraz zerkaniem na nawigację, lecz prędko przypomniał sobie, że myślenie o jeżdżeniu nie zajmuje umysłu. Czysty automat, zwłaszcza dla kierowcy z wieloletnim stażem, pozwalał zarówno na nieskrępowane rozkoszowanie się dotykiem kobiecej dłoni, co swobodne poruszanie się po jezdni.
— Jestem człowiekiem czynu, a nie słowa. Mogę mówić, ale potrzebuję konkretnego przykładu. — I wcale nie mijał się tu z prawdą, bo czy nie łatwiej rozmawiać na modelach, niż abstrakcyjnych konceptach? Było tak przy wyborze wiertarki, przy instrukcjach remontowych, omawianiu projektów wystroju domu, a także… Myśl Sama nie odpłynęła za daleko, gdy z wolna dochodził do wniosku, że tak naprawdę o prywatnych tematach nie rozmawiali zbyt wiele, by za przykład podać chociażby fotografię i wywoływanie zdjęć w zaciszu ciemni.
Z mglistym cieniem smutku pożegnał odebraną pieszczotę i wciągnął do płuc więcej orzeźwiającego powietrza.
— Lubisz się droczyć — zauważył na głos coś, czego nikt nie mógł poddać dyskusji, mając okazję poznać pannę Marshall. Czy mógł mieć jej to za złe? Bardzo nie chciał, zwłaszcza biorąc pod uwagę poziom upojenia alkoholowego i przypadającą wtedy chęć do płatania figli, jak i skłonność do przekraczania własnych granic. A bardziej niż pozbawienia orgazmu nie chciał zostać czyimś wrzutem sumienia. Oczywiście że chciał, by mówiła zgodnie z własną chęcią i planem, a nie, by przemawiały przez nią procenty. Istniało przeświadczenie, że człowiek pod wpływem może jaśniej i bez ogródek zdradzać swoje myśli i zamiary, ale jednocześnie znacznie łatwiej poddaje się wszelkim insynuacjom i naciskom.
Kiedy dotarli na miejsce, nie musiał o nic więcej pytać, bo iskierki w oczach Cory mówiły same za siebie. Nie rozmyśliła się, nie zmieniła zdania, ani nie zapomniała, a to zdecydowanie świadczyło o jedności myśli. Dał się poprowadzić do budynku, nie zwracając większej uwagi na chwiejnie stawiany krok, a skupiając się na napięciu i ciężko chłoniętym powietrzu. Musiał przyznać, że nawet podobała mu się ta gra pozorów i niepewności, która skończyła się zaraz po zasunięciu drzwi windy. Błyskawicznie splątane dłonie i złączenie ust go nie zaskoczyły, czekał na moment, w którym odległość i brak dotyku staną się nieznośne. Natychmiast uderzył go alkoholowy oddech, który trzeźwemu kierowcy zawrócił w głowie, na tyle, by odtrącić wątpliwości i zamiast tego objąć kobiecą sylwetkę, przyciągając ją do siebie ściśle. Tęsknił za nią, ciężko poddać to dyskusji. Krew coraz mocniej uderzała do głowy, ale cierpliwie czekał, aż Marshall podjęła nierówną walkę w poszukiwaniu kluczy. Od razu przytrzymał ją za łokieć, kiedy tylko zachwiała się, odważnie ściągając trampka. Tu także nie było miejsca na pytania, ani o zmyślne miejsca na chowanie ważnych przedmiotów, ani wygodę podczas imprezowania cały wieczór z czymś w bucie. Zadowolenie Cory zdradzało dumę z własnego sprytu, więc pokiwał głową z uznaniem. Jeśli miał wątpliwości, czy blondynka była przystosowana do dorosłego życia, teraz zyskał pewność, że miała na nie swoje sposoby.
Choćby chciał rozejrzeć się po mieszkaniu, ponownie przesłonięty widok skutecznie mu to uniemożliwiał. Zamiast się boczyć i dać na wstrzymanie, starał się nadążyć za niecierpliwymi dłońmi, nie pozostając dłużnym w mnogości pocałunków. Pragnął jej niezmiennie od dnia, w którym rozstali się przy domu nad jeziorem, wracał do niej myślami przy kolejnych okazjach, mając nadzieję, że przygoda nie okaże się jednorazową. Przerwane w samochodzie pieszczoty pozwoliły mu wyłącznie przeczekać do tego momentu, a rozpalone ciało domagało się rozkoszy. Z tym większym zdumieniem wypuścił ją z objęć, odprowadzając wzrokiem chwiejącą się na równych nogach kobietę, nim zniknęła w łazience. Przez kilka długich sekund miał w głowie pustkę, póki nie usłyszał charakterystycznego bulgoczącego dźwięku cofającej się treści żołądkowej.
Przetarł twarz dłonią, dobrze rozumiejąc, jak potoczy się reszta dzisiejszej nocy, i że wcale nie wedle scenariusza, który jeszcze przed momentem zdawał się obiecujący. Co ja tu robię?, przemknęło przez myśl, gdy przysiadł na oparciu kanapy. Był w domu młodej, pijanej kobiety, swojej zleceniodawczyni, w dodatku w samym środku nocy. Z własną niecierpliwą gorączką w głowie i gasnącym wybrzuszeniem namiętności w spodniach. Przeklął siebie w duchu za idiotyczne myślenie i ślepotę na lampki ostrzegawcze. I co teraz? Czy powinien wyjść i zostawić ją w świętym spokoju? Czy chciała, aby jej towarzyszyć? Przecież tak naprawdę, to wcale się nie znali. Wspólne popołudnia przy remoncie i jednorazowy przygodny seks, to nieszczególnie dobra definicja związku.
Wykorzystał moment, rozglądając się po mieszkaniu, kiedy doszedł do wniosku, że wymknięcie się cichcem nie jest w jego stylu. Choćby Cora miała być zupełnie przypadkową osobą, którą widział pierwszy raz w życiu, nie mógł jej tak zostawić. Włączył pojedyncze światło i aż zamrugał parę razy, będąc pod wrażeniem panującego tu klimatu. Kolor monotonny i wyważony, ale liczba rozłożonych dekoracji na tak małym metrażu trochę przytłaczała. Górująca na szczycie antresola, otoczona wysokimi oknami, podpowiadała, że dostanie się do łóżka w obecnym stanie panny Marshall, może być nieco utrudnione.
— Cora? — odezwał się po dłuższej chwili, kiedy nastąpiła przerwa w wymiotach. Zapukał do drzwi łazienki, które w szaleńczym pędzie Marshall nie zostały zatrzaśnięte, więc teraz uchyliły się lekko, odsłaniając szparę w przejściu. — Potrzebujesz czegoś? Wody? — Nie czekając na odpowiedź, sięgnął po szklankę i odkręcił kran, ale zamiast od razu wejść do środka, dał kobiecie jeszcze Corze moment prywatności. — Wiedziałem, że na ciebie działam, ale miałem nadzieję, że w mniej inwazyjny sposób — podjął żartobliwym tonem, szczerze licząc się z tym, że zostanie zbesztany za fatalne wyczucie czasu, ale może w ten sposób choć trochę rozładuje napięcie.
Cora Marshall
Change your plans, blonde
: pt sie 21, 2026 9:25 am
autor: Cora Marshall
- To się dobrze składa, bo ja również- przyznała bez żadnego skrępowania w tym momencie, wprost deklarując mu, że chętnie jeszcze raz zawita w jego progi i to przede wszystkim wtedy, kiedy pani Turner nie będzie w pobliżu. Nie miała nic do kobiety, bo okazała się naprawdę bardzo sympatyczna i wyrozumiała, ale jednak wolała zwiedzać dom z jej synem, gdy będą całkowicie sami. Tak na wszelki wypadek, gdyby w trakcie tego zwiedzania mieli stracić ubrania.
- Oh czyli jak zadam Ci pytanie, to zawsze na nie odpowiesz?- spytała nieco retorycznie z wyraźnie większym entuzjazmem układając już sobie w głowie całą ich listę. Ale także zdając sobie sprawę, że faktycznie poza kwestią remontową (i cielesną) niewiele o nim wie. Za mało o nim wie. Chciałaby poznać znacznie więcej i kilkuminutowa rozmowa z jego matką zachęciła ją jeszcze bardziej do pogłębienia znajomości z Samem. Już miała w planach zapytać się go o pasje, o to co czuł, gdy pracował w korporacji, czy realizacje remontów to jego pasja czy coś na chwilę…. Obserwując go teraz, oczami wyobraźni widziała już te kolejne rozmowy w środku domku, który ostatecznie razem remontują.
Jednak to były nieco odległe plany. Przynajmniej na kolejny dzień, a raczej za kilkanaście godzin zważając na to, że było już po północy. Teraz z kolei zamierzała z nim spędzić czas bardziej aktywnie, aniżeli na rozmowach. Tęskniła za nim przez ostatnie dni i nie mogła wyrzucić go z głowy, a alkohol wszystko jeszcze tylko bardziej potęgował, ale dodawał też odwagi. Dlatego nie czekała aż dojadą i nie potrafiła zbyt długo trzymać rąk przy sobie. Musiała go dotknąć choć na chwilę, sprawdzić jego reakcję i dać mu znać, że nie oczekuje tylko podwózki do domu, a chciałaby czegoś więcej. - Lubię wzbudzać zainteresowanie- wzruszyła ramieniem uśmiechając się niewinnie, gdy ostatecznie zaprzestała pieszczot. To sprawiało przyjemność nie tylko jemu, ale i jej, lecz potrafiła w miarę dozować przyjemności i wolała już przeczekać aż dojadą do domu, gdzie nie będą się musieli ograniczać.
Bliskość mieszkania, którego próg mieli zaraz przekroczyć podziałała na nią dosyć intensywnie, bo już nie bawiła się w żadne droczenie, a po prostu pozwoliła , aby pożądanie wzięło nad nią górę. Pragnęła go odkąd tylko się rozstali kilka dni temu, a gdy do tego otworzył jej dzisiaj drzwi w samych bokserkach? Naprawdę się hamowała na tym kuchennym blacie, aby nie zrobić kolejnego kroku. Jej zamiary dosyć szybko zostały ostudzone przez jego matkę, której na szczęście w mieszkaniu Cory próżno było szukać. W dodatku Sam już doskonale wiedział o jej planach na tę noc.
Niestety jakże intensywne i romantyczne plany właśnie szlag trafił, kiedy klęczała nad toaletą pozbywając się treści żołądkowej. Cały nastrój runął momentalnie, a Cora teraz próbowała się utrzymać na powierzchni ziemi, bo może w teorii wymioty po alkoholu powinny pomóc, ale w praktyce to chyba przychodziło z czasem ograniczając kac kolejnego dnia, ponieważ teraz blondynka czuła się znacznie gorzej, aniżeli lepiej. Świat jej wirował, jednocześnie głowa pękała, a przełyk paskudnie piekł. Dlatego słysząc za plecami propozycję szklanki wody, przyjęła ją z ogromnym entuzjazmem. - Boże, tak- odparła spuszczając wodę ostatecznie i zamykając deskę, licząc na to, że pozbyła się już wszystkiego. Jednym duszkiem wypiła całą wodę, którą jej podał i oparła się o najbliższą ścianę, aby chociaż trochę zminimalizować zawroty.
Początkowo wbiegając do łazienki modliła się o to, aby żadne dźwięki nie dochodziły do uszu mężczyzny, lecz z czasem nierówna walka podjęta z organizmem była znacznie ważniejsza. W dodatku cholernie doceniała to, że nie uciekł, a został i jeszcze podał szklankę wody. To się szanuje! - Nic mi nie mów, miałam takie plany na tą noc- przyznała z przymkniętych powiek, co pozwalało jej zapanować nad wirowaniem. - Postanowiłam być damą i nie przyjeżdżać dzisiaj nad jezioro. W nocy też miałam nie przyjeżdżać do Ciebie do domu- otworzyła jedno oko zerkając na mężczyznę z lekkim uśmiechem na ustach, a jej ciało zdawało się być bardziej pijane niż raptem dwadzieścia minut temu, gdy teraz adrenalina i pożądanie opadło. A do tego organizm przeszedł przez ciężką falę wymiotów, co go wyraźnie zmęczyło . - Dobra, potrzymaj, bo muszę wziąć prysznic- wyciągnęła pustą szklankę w kierunku Sama, a następnie wstała, aby bez żadnego skrępowania zacząć się przed nim rozbierać, zrzucając ubrania na ziemię. Z drugiej strony nie było niczego, czego już by nie widział, prawda? Więc rozebrana ruszyła pod prysznic nieco chwiejnym krokiem. - No ale Vita do nas napisała i zaproponowała spotkanie. Nie znałam laski, ale na insta wydawała się spoko, więc uznałam, że czemu nie? Była jeszcze na grupie Blair, to wiedziałam, że nic przypadkowego się nie stanie-kontynuowała historię skupiając się na umyciu ciała, a raczej w pierwszym momencie, aby po prostu stanąć opierając się o przyjemnie zimne płytki i pozwalając , aby woda ze słuchawki obmywała jej plecy i piersi. - Ale Vita przyniosła nam po drinku, w którym nie wiem co było. Chyba zmieszane wszystkie alkohole świata. Potem jeszcze się okazało, że Blair i Charlie się rozstali, więc musiałam to popić winem od Elle, bo na trzeźwo takich rewelacji nie mogłam znieść- wszystko mu opowiadała podczas mycia, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Jakby byli typową parą rozmawiającą podczas codziennych czynności na koniec dnia. Może blondynka w związku na wyłączność nie była nigdy, ale nie miała problemu z takimi sytuacjami. Była dosyć otwartą osobą, co w ostatnim czasie się nieco zmniejszyło, ale przy Turnerze czuła się nadzwyczaj komfortowo. Dawał jej poczucie bezpieczeństwa i ufała mu. W pełni mu ufała. Oczy miała cały czas na wpół przymknięte, co dawało jej ukojenie. - Podasz mi ręcznik?- poprosiła wyłączając wodę, a następnie owinęła się nim pod pachami. Przeszła do umywalki, aby umyć jeszcze twarz i zęby. - No więc jak już wsiadłam w takim stanie do taksówki, to uznałam, że walić to i dama ze mnie żadna nigdy nie była, więc mogę zrobić z Tobą to, co chciałam od kilku dni- zerknęła na niego w lustrze otwierając szerzej oczy , gdy mówiła cały czas ze szczoteczką w buzi. Kiedy doprowadziła się już do względnego porządku, wciąż w samym ręczniku usiadła na (zamkniętej) desce toaletowej i oparła głowę o ścianę. Była zbyt ciężka, aby ją utrzymywać w pionie. - Jezu, ale tak ten świat teraz wiruje, że nie dam teraz rady. Wybacz mi- mruknęła wzdychając ciężko i zamykając oczy. Cora ewidentnie wciąż była pijana, a może nawet bardziej niż wcześniej, kiedy cały alkohol dotarł już do krwi, a pozbyła się go jedynie z żołądka. Na trzeźwo nie byłaby aż taka szczera ze swoimi uczuciami. Pijana natomiast próbowałaby z nim flirtować, droczyć się jak w aucie. Teraz natomiast jej ciało nadawało się jedynie do snu i odpoczynku po wieczorze pełnym wrażeń .
Sam
Change your plans, blonde
: pn sie 24, 2026 8:05 pm
autor: Sam Turner
Śmiałość Marshall wcale nie była tu podyktowana alkoholem. Może i nie poznali się w ostatnich tygodniach jakoś przesadnie mocno, ale był pewien, że walenie prosto z mostu, to jedna z jej najsilniejszych cech. Chyba że chodzi o zgrywanie damy, ale to temat na inny moment. Teraz wierzył w jej słowa i starał się nie skupiać za bardzo na odległych planach, kiedy przed nimi jakże barwna noc.
— A czy kiedykolwiek cię zawiodłem? — Wymijająca odpowiedź, to także odpowiedź, prawda? Nie było powodu, dla którego miałby odmówić. Z biegiem czasu i spędzanych wspólnie dni, rosła w nim chęć poznania Cory bliżej. Nie tylko dogłębnie w sensie fizycznym, ale był ciekaw jej przeżyć, czy zainteresowań. Choć w pierwszej chwili przeklinał w duchu spotkanie Marshall ze swoją matką, tak może wynikło zeń nieco dobrego, czego początkowo nie dostrzegał. Elizabeth lubiła czasem podkolorować nieco opowiadane historie, więc nawet jeśli nie przedstawiła go przed panną Marshall w neutralnym świetle, chętnie sprostuje pogłoski, jeśli dzięki temu będzie mógł się do niej trochę zbliżyć.
Trochę, nie do końca oznaczało warunki, jakie przyszło im dzielić.
Wykazał się cierpliwością i zrozumieniem, tym typowo ludzkim, bez strojenia min i obrzydzenia, którym niejeden pewnie udawałby, jak bardzo jest ponad przyziemną fizycznością. Gdyby zwyczajnie chciał ją zaliczyć, niewykluczone, że zabrałby się stąd, gdy tylko Cora zniknęła za drzwiami łazienki, ale czy później potrafiłby spojrzeć sobie w oczy? Nie chodziło wcale o litość, czy poczucie winy, tylko o empatyczny odruch.
— No co ty nie powiesz — zaśmiał się krótko, kręcąc głową na wstydliwe wyznanie. — Plany czasem mają to do siebie, że nie wychodzą. — O czym sam doskonale wiedział, z nutą smutku godząc się z gwałtownie niknącym pożądaniem. — Czyli bycie damą wiąże się z unikaniem? — Wsparł się bokiem o ramę drzwi i odpowiedział uśmiechem, kiedy spojrzała na niego z ukosa. Zatrzymał dla siebie myśl o jakże idiotycznym zachowaniu, ale nie przyznał się, że sam zerkał stale na wyświetlacz telefonu, ani że nasłuchiwał silnika nadjeżdżającego samochodu. Wyczekiwał jej obecności, zamiast samemu napisać, zagadać luźno, czy wysłać zdjęcie z budowy, wykorzystując plac boju jako pretekst. Wychodziło na to, że powinien być wdzięczny alkoholowi i słabej głowie Cory, że finalnie trafiła pod jego drzwi.
Przyjął szklankę i odruchowo zwilżył wargi na widok ściąganych warstw. W kolejnym odruchu chciał się wycofać, dać jej moment prywatności, lecz kiedy kontynuowała wywód, odstawił tylko szkło na blat i wsparł się ponownie, i pozwalał oczom na nieskrępowane ślizganie się po kobiecej figurze. Kiedy tylko mleczne szkło zaburzyło obraz, wytężył słuch, starając się zrozumieć padające słowa, zniekształcone szumem wody.
— Charlie, twój brat? — dopytał, chcąc rozeznać się lepiej i mieć pewność, że nadąża za relacją. — Wydawali się zgraną parą — a przynajmniej tak to wnioskował z opowieści, którą niegdyś przy nim snuła, kiedy pomiędzy jedną a drugą przybitą do tarasu deską, poruszali temat rodziny. Cora chętnie opowiadała o swoim rodzeństwie, więc wiedział, że wszyscy pracowali w rodzinnej firmie, lecz nie znał ich na tyle, by z miejsca łączyć wszystkie kropki. Podał blondynce zawieszony nieopodal ręcznik i ustąpił miejsca przy umywalce, kiedy wydostała się spod prysznica. Uśmiechnął się do siebie, na moment spuszczając skrępowany wzrok. Nie nawykł do tego, by kobiety wyznawały, jak bardzo im się podoba i że myślały o nim w ostatnich dniach. Nie, żeby z fałszywej skromności uznawał, że to niemożliwe, a po prostu nie stanowiło to części codzienności. Teraz musiał podziękować nie tylko nakładom alkoholu, ale i dramatom w życiu Charliego i Blair, skoro gdyby nie one, Cora nie dostrzegłaby ulotności chwili.
— Widać oboje musimy obejść się smakiem. — Odepchnął się od futryny i przykucnął przed Marshall, by zadrzeć brodę i spojrzeć na jej zmęczoną twarz. — Rano pogadamy o planach, ale póki co, pora do łóżka — zarządził, podnosząc się z miejsca i podając kobiecie rękę, by pomóc jej w tej trudnej drodze do miękkości materaca. Kilka metrów w linii horyzontalnej, a następnie nierówna wspinaczka po schodach. Gdyby jeszcze parę dni temu ktokolwiek powiedział mu, że tak będzie spędzał środek nocy, zaśmiałby się i pokręcił głową z niedowierzaniem. Czy istniały granice ich raczkującej relacji? Czy były tematy, których nie powinni poruszać, albo gesty, jakich nie wypada dawać? Tych dwoje tworzyło własny przewodnik, po omacku przedzierając się przez kolejne rozdziały, udowadniając, że nie istnieje jeden idealny sposób na zawiązywanie… no właśnie, czego? Przyjaźni, związku, współpracy zleceniodawcy-robotnika?
Chciał zaproponować, że poda jej piżamę, skądkolwiek miałby ją wydostać, ale widząc, jak Marshall bezeremonialnie ładuje się do łóżka, zostawiając ręcznik po drodze, zrezygnował z otwierania ust. Zawahał się, nie wiedząc, czy lepiej wyjść i wrócić do własnego domu, czy też zostać. Upewnił się, że dotarła cała i zdrowa, nie zgubiła niczego po drodze (poza ręcznikiem). To, że plan spędzenia czasu był zgoła inny od zamierzonego, to już inna para kaloszy. Obawiał się, że gdy blondynka obudzi się następnego dnia, nie będzie o niczym pamiętać, a znalazłszy Turnera w swoim mieszkaniu, może nie tyle będzie mu robić wyrzuty, co na pewno pogubi się i zawstydzi. Nie bardzo chciał przez ten scenariusz przechodzić, ale też nie był młodzikiem z pustą głową, który zamknie się w sobie przy pierwszych wyrzutach.
Przysiadł na skraju łóżka i odgarnął wilgotne kosmyki z jej twarzy, gdy ułożyła już głowę na poduszce. Nawet wymęczona, pijana i zawiedzona kierunkiem, w którym potoczył się dzisiejszy wieczór, wyglądała na tyle uroczo, że nie mógł powstrzymać uśmiechu.
— Dzień pełen przygód, hm?
Cora Marshall
Change your plans, blonde
: pn sie 24, 2026 10:57 pm
autor: Cora Marshall
Uśmiechnęła się sama do siebie zdając sobie sprawę, że faktycznie nigdy jej nie zawiódł. Mogłaby teraz dorzucić słowo jeszcze, ale chciała widzieć szklankę do połowy pełną. W jej oczach Sam się kształtował jako dojrzały i inteligentny mężczyzna, na którego do tej pory mogła liczyć w każdej sytuacji, kiedy go potrzebowała. Oczywiście nie było ich wiele i dotyczyły głównie remontu domu, ale mimo wszystko w wielu takich kwestiach mógł z niego wyjść buc i burak. Dlatego jego wymijająca odpowiedź tylko jeszcze bardziej ją utwierdziła w przekonaniu, że chce go poznać znacznie bliżej.
Może niekoniecznie tej nocy, bo teraz miała nieco inne plany i naprawdę na nich chciała się skupić, a nie na wymiotach. Jednak jak to pięknie sam Sam zauważył - plany czasem nie wychodzą. W tym momencie toczyła walkę z organizmem, aby nie usnąć i najlepiej już, aby żadna treść żołądkowa nie chciała się wydostać na zewnątrz. - Taaak!- potwierdziła z entuzjazmem na wieść, że ją uważnie słucha dopytując o ważne szczegóły jak unikanie go, aby pozostać damą! - Bo gdybym przyjechała, to nie wiem czy bym cię nie kusiła na kolejny numerek, a damie tak nie wypada- i tym razem pokręciła głową dla wizualizacji. Cora na codzień była szczera i spontaniczna - nie potrzebowała do tego alkoholu. Jednak dodawał on jej znacznie więcej odwagi i blokował większość hamulców. Tak jak to, aby nieco pozostawiać tajemniczości przed Turnerem i móc się z nim trochę podroczyć, pokokietować. Zamiast tego prosto z mostu mu się przyznała do wszystkiego. Prawie do wszystkiego, bo całe szczęście niektóre swoje przemyślenia zostawiła już dla siebie. Lepiej żeby się teraz Sam nie dowiadywał, że Cora momentami rozważała zbudowania z nim jakiejś bardziej stabilnej relacji, ale bała się odrzucenia. Mężczyzna mógłby się przerazić, dokąd uciekały jej myśli! Co innego seks od czasu do czasu bez zobowiązań, a co innego coś więcej.
Dlatego dobrze, że jednak blondynka miała jeszcze jakieś zahamowania. Przynajmniej jeżeli chodziło o mowę, bo w przypadku rozbierania się przed Turnerem działała w trybie ekspresowym. A co najlepsze - ani razu nie musiał o to prosić czy jakoś zachęcać! Tak właśnie na nią działał i to powinno mu wiele powiedzieć o niej, lecz także i o sobie. Nie czuła w tym momencie żadnego skrępowania. Skupiła się w pełni na umyciu ciała po tej szalonej nocy z dziewczynami, ale i na utrzymaniu pozycji pionowej. Lepiej żeby się teraz nie połamała pod prysznicem. - Tak, ten starszy starszy bliźniak- miała dwóch starszych braci, ale tylko jeden był z bliźniaków. Ucieszyła się też, że Sam najwyraźniej i po dłuższym czasie pamiętał o jej opowieściach. Lubiła mu dużo opowiadać - czasami o rodzeństwie, czasami o muzyce, a czasami potrafiła się rozgadać na temat przypałowej akcji jaka się wydarzyła na spotkaniu w firmie. Niezależnie od tematu - zawsze się czuła wysłuchana i to jej wystarczało w pełni, a wręcz to było ponad to, czego dotychczas otrzymywała od mężczyzn. - Właśnie mi też się tak wydawało! Ale najwyraźniej musiał coś ostro odjebać- nie wiedziała dlaczego się rozstali, ale jasnym było, że to facet coś odwalił, prawda?- Biedna Blair, widać że złamał jej serduszko- dodała wzdychając i nie ukrywając, że ta informacja naprawdę na nią podziałała. Oboje w końcu kochała i życzyła im jak najlepiej.
Jednak ich rozstanie faktycznie skłoniło ją do chwytania okazji. Chociaż może w tym przypadku bardziej tworzenia okazji, skoro to Cora przyjechała pod dom państwa Turner nie dostając wcześniej nawet drobnego sygnału od mężczyzny! Nic. Żadnego zdjęcia. Żadnej zaczepki. Dama po dniach ciszy na pewno nie przyjechałaby w środku nocy do faceta. Najwyraźniej Marshall albo damą nie była albo po prostu potrafiła schować dumę do kieszeni i żyć pełnią życia.
Dzięki temu wpatrywała się teraz w mężczyznę, który uśmiechał się w łazience tuż po tym jak wymiotowała, a potem go zasypała monologiem biorąc przy okazji prysznic. Mógł się dawno zawinąć albo wykorzystać okazję, ale tego nie zrobił. - Tak, to bardzo dobry pomysł. Dobrze, że jesteś mądry- uśmiechnęła się czule go przy tym gładząc po policzku i w duchu dziękując, że to na niego trafiła teraz w swoim życiu. I całe szczęście, że on jej zapadł w pamięci, co przyczyniło się do tego, że podała jego adres, a nie jakiegoś idioty, z którym się kiedyś przespała. Chociaż może wtedy nie miałaby takich atrakcji jak poznawanie czyjejś matki w środku nocy?
Droga do łóżka była ciężka - nie można było temu zaprzeczyć. - Boże, które z nich wpadło na pomysł zakupu mieszkania z sypialnią na piętrze- mruknęła trzymając się jedną ręką poręczy , a drugą wspierając na ramieniu Sama. Mieszkanie było prezentem od rodzeństwa i matki, o czym Cora jeszcze nie zdążyła wspomnieć swojemu nowemu koledze, ale to tworzy kolejny temat do rozmowy! Oczywiście, gdy wytrzeźwieje i swoje odeśpi, bo cel w postaci łóżka był coraz bliżej. Aby go osiągnąć nie przejmowała się nawet ręcznikiem, który po drodze się zsunął z jej ciała. Z drobną pomocą położyła się do łóżka przykrywając szczelnie kołdrą i czując przyjemne ukojenie. Przymknęła oczy uśmiechając się do siebie na myśl o nadchodzącym śnie w miękkim, ciepłym łóżku. Jeszcze kiedy poczuła dotyk Sama, to nie otwierała powiek, rozkoszując się tym momentem. - Tak, ale cieszę się , że do Ciebie przyjechałam- powiedziała patrząc na niego z wdzięcznością. Ze wszystkich adresów, które znała , cieszyła się, że wybrała właśnie ten. Kiedy obserwowała jego uśmiech po tym wszystkim, co chociażby we dwoje dzisiaj przeszli, czuła jak się jej robi cieplej na sercu. Lubiła jego uśmiech. Lubiła jak wtedy się pojawiały drobne zmarszczki przy oczach, które zaczynały łagodnie świecić. Chciała częściej obserwować jak się uśmiecha. Ta myśl tak ją uderzyła, że nie mogła się powstrzymać przed kolejną szczerością. - Wiem, że już uzgodniliśmy, że niczego teraz nie będzie , bo jestem wykończona, ale mimo wszystko, czy mógłbyś się położyć i mnie przytulić?- pomimo zmęczenia, mógł dostrzec lekkie zakłopotanie i obawę przed odmową. Cora była przyzwyczajona do innego typu relacji. Zazwyczaj faceci albo już dawno wychodzili z jej mieszkania albo bez pytania się pakowali do jej łóżka. Ale nie on. On był inny. -Nie chcę, żebyś wychodził- dodała ciszej mając ochotę go złapać za dłoń, ale się powstrzymała. Natomiast nie mogła oderwać od niego spojrzenia, wyczekując jego decyzji. Za kilka godzin przyjdzie czas na poczucie wstydu i zażenowania.
Sam Turner