Strona 1 z 1

If you're not enjoying yourself on court, you're lost

: czw sie 13, 2026 1:26 am
autor: Josephine M. Pemberton
I. The court is like a palace of marble;
it's composed of people very hard and very polished.
Przekomarzanie się. Rzucanie w swoim kierunku złośliwości, czasami całkiem dotkliwe. Normalne zachowanie jeśli mowa o tej dwójce. Josie chyba nigdy nie dawała za wygraną. Każde kolejne słowo miała trafiać coraz głębiej. Zadziwiająco szybko ripostowała, choć i tutaj nie mogła powiedzieć, że Percival był słabym przeciwnikiem. Gdyby nie to, że świetnie radził sobie z jej atakami i dogryzał jej w podobny sposób, to przecież zabawa byłaby o wiele mniej przyjemne.
Przez dłuższą chwilę nie spoglądała na niego, mimo tego że stali obok siebie. Przygotowani do walki, którą mieli podjąć za drzwiami do sali rozpraw. Właśnie tam wykorzystywali swoje umiejętności, wiedzę i doświadczenie.
- Mam nadzieję, że ćwiczyłeś przed lustrem linię obrony, tak żebyś nie zaczął się jąkać na sali sądowej? - prychnęła pod nosem, zaciskając palce na zapięciu swojej teczki. Jej najważniejsza broń przeciwko klientowi Perciego była zamknięta właśnie tam. Szyderczy uśmieszek nie schodził z jej twarzy jeszcze przez chwilę, za nim jej wzrok nie zrównał się z jego spojrzeniem. Zapewne nie mniej skupiony na tym jak odpowiedzieć na typową dla niej zaczepkę - Choć nie wiem czy gdybym była tobą to mogłabym wytrzymać ciągle wpatrując się w twoją twarz - dodała po chwili, rzucając ostateczną kropkę nad i. Ogromnie motywowało ją to do całkowitego zniszczenia go po tym jak oboje opuszczą korytarz.
Oczekiwała na jego reakcję. Obserwowała jak reaguje jego ciało, a szczególnie twarz, której się przyglądała już od jakiegoś czasu. Z niej dało się wyczytać tak wiele, nawet jeśli potrafimy to ukrywać. Nie przed nią. Josie potrafiła wypatrzeć każde nawet najmniejsze drgnięcie brwi.
- Proszę tylko się nie denerwuj przed rozprawą. Przecież nie jesteś takim złym adwokatem na jakiego wyglądasz - uśmiechnęła się delikatnie, można nawet uznać że było w tym trochę szczerości. Oczywiście w ten sposób wbijała kolejną szpileczkę, która miała go wyprowadzić z równowagi albo też dać mu do zrozumienia, że ona nigdy nie pojawi się tutaj, mając za sobą "gorszy dzień". Wiele osób marzyło o tym by po prostu dała sobie spokój, na krótką chwilę. Łapiąc ją wtedy na tym, że jest tylko człowiekiem. Jak każdy człowiek i ona miała swoje słabości.
Niespiesznie odwróciła się plecami do niego, poprawiając swoją garsonkę. Idealnie wyprasowaną i ułożoną na jej ciele. Podkreślała jej atuty ale nie była przesadnie wulgarna. Jak się można domyśleć dbała nie tylko o to by mieć porządek w papierach i głowie ale też zależało jej na tym jak prezentuje się na sali sądowej. W ten sposób budowała swoją reputację ale też czuła się dobrze, w jakimś sensie wywindowało to jej samopoczucie i ego bardzo wysoko. Nie poznała jeszcze prokuratora albo adwokata, którego ego nie było cechą, która wyróżniała ale też okazywała się ich największą pychą. Z czegoś musiało się to brać, że w tym zawodzie najczęściej pracowali tylko najlepsi. Nie jest to zawód dla słabych, biernych i tych którzy liczą się z emocjami. Pewnie, że sama grała na nich, kiedy próbowała przekonać do siebie ławników i sędziego.
- Muszę jednak powiedzieć, że ostatnio potrafisz mnie zaskoczyć - jej głos rozbrzmiał po dłuższej chwili nic nie mówienia. Oboje byli zajęci przygotowywaniem się do kolejnej już rozprawy. Nie była to jedna z tych medialnych spraw, które oburzały opinię publiczną ale dla niej to nie miało wielkiego znaczenia. W tym momencie liczyło się dobro poszkodowanych, a ona właśnie reprezentowała takie osoby i ich rodziny. Wielu oceniało ją przez pryzmat tego co można było zobaczyć podczas rozpraw sądowych. Niestety tam nie pokazywała swojej prawdziwej twarzy. Okazywała się być cyniczna, brutalna i nie powstrzymywała się przed tym by użyć nawet najbardziej przerażające dowody i fakty. Uchodziła za kogoś, kto nie bawi się w owijanie w bawełnę i zdawała sobie sprawę, że prawda potrafi zwyciężyć.
Musiała przyznać to, że czasami czekała na to by "wpaść" na Gardnera, rzucić w jego kierunku zaczepny komentarz i później bez słowa oddalić się z miejsca zbrodni. W tej chwili stała jednak dumnie i bez pośpiechu oczekiwała aż będzie mogła ruszyć w stronę ogromnych drzwi, za którymi kryła się sala sądowa.

Percival Gardner

If you're not enjoying yourself on court, you're lost

: czw sie 20, 2026 10:43 am
autor: Percival Gardner
#20
„Mam nadzieję, że ćwiczyłeś przed lustrem linię obrony, tak żebyś nie zaczął się jąkać na sali sądowej?”.

Pozwolił jej mówić.
Cóż za łaskawość, prawda? Początkowo utrzymywał kamienną twarz. Ale im dłużej Josie ciągnęła swoją małą przemowę, kącik jego ust unosił się coraz wyżej. Nie dlatego, że jej słowa były trafne. Zwyczajnie go bawiły.
Milczał, skupiając się na własnej teczce, w której znajdowały się najważniejsze w sprawie dokumenty.
„Choć nie wiem, czy gdybym była tobą, to mogłabym wytrzymać ciągle wpatrując się w twoją twarz”.
Uniósł wzrok, przyglądając się jej swoim typowym, oceniającym spojrzeniem. Nadal milczał.
„Proszę, tylko się nie denerwuj przed rozprawą. Przecież nie jesteś takim złym adwokatem, na jakiego wyglądasz”.
Przy kolejnej docince nie mógł już powstrzymać rozbawienia. Tym bardziej że była ona całkowicie odrealniona.
Percival Gardner był jednym z najlepszych adwokatów w Toronto – o ile nie w całej Kanadzie.
Percival Gardner był n a r c y z e m. Spłynęło to po nim jak po kaczce.
Długo nad tym myślałaś? — powiedział wreszcie, poprawiając mankiet koszuli. — Nie martw się, jeśli zacznę się jąkać, zrobię sobie krótką przerwę. Tobie też polecam. Sędzia na pewno doceni ciszę, zresztą jak reszta ludzi zmuszonych słuchać twoich przemówień.
Wszystko, co mówił, wypowiadał z tym samym spokojem człowieka przekonanego o własnej racji. Nawet wtedy, gdy zwyczajnie się droczyli.
Ale doceniam troskę — dodał. — To bardzo miłe. Prawie wzruszające. — Kącik jego ust drgnął, gdy w teatralnym geście przyłożył dłoń do piersi.
Przez chwilę obserwował, jak poprawia garsonkę, po czym ponownie skupił uwagę na jej twarzy i uśmiechnął się niemal uprzejmie.
„Muszę jednak powiedzieć, że ostatnio potrafisz mnie zaskoczyć”.
No proszę, ty z kolei od dawna niczym mnie nie zaskakujesz. — Westchnął z rozczarowaniem. — Musisz się bardziej postarać. Może poczytaj więcej książek? Obejrzyj jakiś nowy film. Poszukaj inspiracji, poszerz słownictwo — ciągnął z wyczuwalną nutką ironii w głosie. — Wiesz, tak poza salą sądową. Bo na niej daję ci już darmowe lekcje tego, jak naprawdę prowadzi się sprawę. Trochę wdzięczności, pani prokurator.
Trzymany w dłoniach dokument schował do teczki, nie odrywając od Josie pewnego siebie wzroku.

Josephine M. Pemberton

If you're not enjoying yourself on court, you're lost

: ndz sie 23, 2026 11:07 pm
autor: Josephine M. Pemberton
Oczekiwała riposty, ale czy równie dobrej? Chyba tak, choć i z tym potrafiła się droczyć, nie reagując na to co mówi i jak próbuje zrównać ją z ziemią. Przecież na tym polegało ich przekomarzanie się, a gdzieś w tej całej otoczce złośliwości kryło się coś o wiele ważniejszego. Możliwość wyrzucenia z siebie całej frustracji, która nagromadziła się ostatnimi tygodniami. Najwidoczniej tylko dla Josie było to niezwykle terapeutyczne. Sprowadzające ją do tego punktu w jej życiu, gdzie skupiała się już tylko na pracy i na tym w czym była tak dobra.
Zagadkowe było to, że milczał? A może po prostu dawał jej czas na kolejne wbijanie szpileczek. Oczywiście wszystko do czasu, gdzieś tam musiał odnaleźć swój głos i odwrócić karty przeciwko niej. Nie pozwalając jej na triumf, który wymalował się na jej twarzy po ostatnich jej słowach w jego kierunku. Nawet jeśli miało to spłynąć po nim jak po kaczce, jego szybka riposta nie dawała jej złudzeń. Choć w ich wypadku to też mogło być częścią aktu. Oboje próbowali wytrącić się z równowagi. Wychodziło im to całkiem dobrze i zapewne wzbudzali zainteresowanie osób, które mogły przez przypadek wsłuchać się w ich rozmowę.
Zaśmiała się pod nosem. Spotkała się z tym, że za dużo mówi, że jest zbyt wygadana czy nawet wyszczekana. Nic sobie z tego nie robiła. Przecież chodziło o to, że zawsze potrafiła kogoś przygwoździć nie tylko faktami ale i sprytem, a że niektórym to przeszkadzało na sali sądowej to wmawiali sobie, że wkurza ich nawet jej tembr głosu.
- Chyba już nic na to nie poradzę, że twoje przemówienia trwają kilka minut ale przecież to nic nowego. Jestem pewna, że w innych sytuacjach, też nie wiele ci potrzeba, żeby mieć z tego ogromną satysfakcję - zmierzyła go jedynie wzrokiem, odrobinę pogardliwym ale bardziej była rozbawiona. Nie tylko tym, że obrzucali się złośliwościami w miejscu publicznym, jak i to, że robili to przed rozprawą. Kilka minut przed jej rozpoczęciem. Wiele teraz ryzykowała.
Wywróciła teatralnie oczami na jego gest i udawane wzruszenie. Naprawdę mógł zagrać to o wiele lepiej i bardziej przekonująco. Nie będzie dawała mu żadnych lekcji w tej kwestii. Na pewno nie zasługiwał na jakiekolwiek wsparcie. W dodatku była niemal pewna, że nie przyjąłby ani jednej rady, który płynęłaby z jej ust. Nie oczekiwała między nimi aż takiej współpracy.
- Och, naprawdę? - udała zaskoczenie ostentacyjnie odwracając się w jego stronę - No nie mogę uwierzyć w to, że tak się martwisz o mój zasób słownictwa - prychnęła, znowu odwracając się do niego plecami. Robiąc teraz krok do przodu. Chciała zwiększyć dystans między nimi, a może liczyła na to, że ktoś otworzy drzwi na salę sodową - Darmowe lekcje? Czego? - prychnęła rozbawiona jego postawą - No tak, przecież to od ciebie można uczyć się "Jak nie być adwokatem: 101 błędów popełnianych na sali sądowej" - zacisnęła mocniej dłoń na swojej teczce - Cudowny tytuł książki. Poradnik, który powinnam napisać. Oczywiście dodam podziękowanie dla ciebie, gdzieś na ostatniej stronie - parsknęła śmiechem by po chwili powstrzymać się przed tym by okazywać swoje rozbawienie. Naprawdę to nie było miejsce i czas na takie zachowanie - Zobaczysz jeszcze kiedyś będą wykładać o tobie na Uniwersytetach - kiwnęła głową, przez dłuższą chwilę obserwując go jedynie z pół przymkniętych powiek.
Nie będzie między nimi ostentacyjnych krzyków. Zawsze podchodzili do tego w naprawdę profesjonalny sposób, czasami można było uznać, że każda kolejna obelga zostaje wyszeptana między kolejnymi uśmieszkami, a wszyscy którzy ich obserwowali nie mogli o niczym wiedzieć. Najlepiej ja pozostawało to między nimi.

Percival Gardner

If you're not enjoying yourself on court, you're lost

: sob wrz 05, 2026 5:51 pm
autor: Percival Gardner
„…że twoje przemówienia trwają kilka minut, ale przecież to nic nowego. Jestem pewna, że w innych sytuacjach też niewiele ci potrzeba, żeby mieć z tego ogromną satysfakcję”.
Westchnął cicho, puszczając dwuznaczne słowa Josie mimo uszu. Milczenie czasami było złotem. Odprowadził ją więc jedynie równie pogardliwym wzrokiem, kiedy zrobiła krok do przodu. Jakby samo zwiększenie dystansu miało w jakikolwiek sposób zakończyć tę wymianę… zdań.
Nie zamierzał jej tego ułatwiać. Wręcz przeciwnie, całkiem dobrze się bawił, oczekując na rozpoczęcie rozprawy. Jej kolejne słowa sprawiły, że uśmiech na jego twarzy stał się odrobinę szerszy.
Nie przesadzaj — odezwał się spokojnie, zamykając teczkę z cichym trzaskiem. — Jeszcze chwila i zaczniesz opowiadać ludziom, że całą swoją karierę zawdzięczasz mnie.
Ruszył za nią powoli, zatrzymując się w bezpiecznej odległości. Nie potrzebował podchodzić bliżej, żeby mieć pewność, że usłyszy każde jego słowo. Zresztą… ta rozmowa i tak przyciągała wystarczająco dużo uwagi. Kilka spojrzeń przemknęło w ich stronę, ale Percy zdawał się je omijać.
A gdybyś się jednak skusiła na napisanie tego poradnika, proponuję chociaż zmienić tytuł. — Uniósł lekko brew. — Na przykład „Jak przegrać sprawę z uśmiechem”. Brzmi bardziej chwytliwie. Możesz nawet umieścić moje nazwisko na okładce. Wiesz, żeby książka się sprzedała. Bez tego ani rusz.
Przesunął palcami po krawędzi teczki, patrząc na znajomą z tym samym spokojem, z którym mówił, a który równie często doprowadzał ludzi do szału. Czy Josie była wyjątkiem?

Przez moment naprawdę się zastanawiał, czy powinien jej przypomnieć, z kim właściwie prowadzi rozmowę. Ale przecież nie musiał. Ani przypominać, ani niczego udowadniać, tyle że… udowadniać swoją wyższość akurat lubił. Zwłaszcza godnym przeciwnikom. Choćby nie powiedział tego wprost – Pemberton do takich należała.
No i znowu jestem rozczarowany. — Pokręcił głową z całkiem wiarygodnym zawodem. — Spodziewałem się po tobie czegoś bardziej ambitnego niż książka o moich rzekomych błędach. Zwłaszcza że przed każdą rozprawą udajesz, że wcale nie analizujesz moich ruchów. — Kącik jego ust drgnął.
Mogłaby powiedzieć o nim to samo, zwłaszcza teraz, kiedy Percy uważniej się jej przyglądał. Zdecydowanie zbyt długo jak na zwykłą zawodową obserwację. Zaraz jednak odwrócił wzrok, jak gdyby nigdy nic.
Poza tym — stwierdził po chwili — jeśli kiedykolwiek naprawdę zaczną wykładać o mnie na uniwersytetach, możesz być spokojna. Z pewnością znajdzie się tam również rozdział poświęcony i tobie, Josie. Malutki, ale to zawsze coś, prawda?
Zrobił krótką pauzę.
Jako przykład tego, jak wiele można powiedzieć w ciągu pięciu minut, nie odpowiadając właściwie na ani jedno pytanie.

Zerknął na zegarek na swoim nadgarstku.
Drzwi sali sądowej wciąż pozostawały zamknięte.
Spóźniają się. Nie lubię spóźnień — mruknął. — W tym czasie zdążylibyśmy pójść na lunch — dodał już znacznie swobodniej. — W LOUIX LOUIS odświeżyli menu.
Zerknął na nią z ukosa.
Po pierwsze, umierał z głodu. Po drugie, wspólne lunche czy kolacje przy okazji sądowych batalii były ich małą tradycją. I żadna przekomarzanina nie była w stanie go od tego odwieźć.

Josephine M. Pemberton