If you're not enjoying yourself on court, you're lost
: czw sie 13, 2026 1:26 am
I. The court is like a palace of marble;
it's composed of people very hard and very polished.
Przez dłuższą chwilę nie spoglądała na niego, mimo tego że stali obok siebie. Przygotowani do walki, którą mieli podjąć za drzwiami do sali rozpraw. Właśnie tam wykorzystywali swoje umiejętności, wiedzę i doświadczenie.
- Mam nadzieję, że ćwiczyłeś przed lustrem linię obrony, tak żebyś nie zaczął się jąkać na sali sądowej? - prychnęła pod nosem, zaciskając palce na zapięciu swojej teczki. Jej najważniejsza broń przeciwko klientowi Perciego była zamknięta właśnie tam. Szyderczy uśmieszek nie schodził z jej twarzy jeszcze przez chwilę, za nim jej wzrok nie zrównał się z jego spojrzeniem. Zapewne nie mniej skupiony na tym jak odpowiedzieć na typową dla niej zaczepkę - Choć nie wiem czy gdybym była tobą to mogłabym wytrzymać ciągle wpatrując się w twoją twarz - dodała po chwili, rzucając ostateczną kropkę nad i. Ogromnie motywowało ją to do całkowitego zniszczenia go po tym jak oboje opuszczą korytarz.
Oczekiwała na jego reakcję. Obserwowała jak reaguje jego ciało, a szczególnie twarz, której się przyglądała już od jakiegoś czasu. Z niej dało się wyczytać tak wiele, nawet jeśli potrafimy to ukrywać. Nie przed nią. Josie potrafiła wypatrzeć każde nawet najmniejsze drgnięcie brwi.
- Proszę tylko się nie denerwuj przed rozprawą. Przecież nie jesteś takim złym adwokatem na jakiego wyglądasz - uśmiechnęła się delikatnie, można nawet uznać że było w tym trochę szczerości. Oczywiście w ten sposób wbijała kolejną szpileczkę, która miała go wyprowadzić z równowagi albo też dać mu do zrozumienia, że ona nigdy nie pojawi się tutaj, mając za sobą "gorszy dzień". Wiele osób marzyło o tym by po prostu dała sobie spokój, na krótką chwilę. Łapiąc ją wtedy na tym, że jest tylko człowiekiem. Jak każdy człowiek i ona miała swoje słabości.
Niespiesznie odwróciła się plecami do niego, poprawiając swoją garsonkę. Idealnie wyprasowaną i ułożoną na jej ciele. Podkreślała jej atuty ale nie była przesadnie wulgarna. Jak się można domyśleć dbała nie tylko o to by mieć porządek w papierach i głowie ale też zależało jej na tym jak prezentuje się na sali sądowej. W ten sposób budowała swoją reputację ale też czuła się dobrze, w jakimś sensie wywindowało to jej samopoczucie i ego bardzo wysoko. Nie poznała jeszcze prokuratora albo adwokata, którego ego nie było cechą, która wyróżniała ale też okazywała się ich największą pychą. Z czegoś musiało się to brać, że w tym zawodzie najczęściej pracowali tylko najlepsi. Nie jest to zawód dla słabych, biernych i tych którzy liczą się z emocjami. Pewnie, że sama grała na nich, kiedy próbowała przekonać do siebie ławników i sędziego.
- Muszę jednak powiedzieć, że ostatnio potrafisz mnie zaskoczyć - jej głos rozbrzmiał po dłuższej chwili nic nie mówienia. Oboje byli zajęci przygotowywaniem się do kolejnej już rozprawy. Nie była to jedna z tych medialnych spraw, które oburzały opinię publiczną ale dla niej to nie miało wielkiego znaczenia. W tym momencie liczyło się dobro poszkodowanych, a ona właśnie reprezentowała takie osoby i ich rodziny. Wielu oceniało ją przez pryzmat tego co można było zobaczyć podczas rozpraw sądowych. Niestety tam nie pokazywała swojej prawdziwej twarzy. Okazywała się być cyniczna, brutalna i nie powstrzymywała się przed tym by użyć nawet najbardziej przerażające dowody i fakty. Uchodziła za kogoś, kto nie bawi się w owijanie w bawełnę i zdawała sobie sprawę, że prawda potrafi zwyciężyć.
Musiała przyznać to, że czasami czekała na to by "wpaść" na Gardnera, rzucić w jego kierunku zaczepny komentarz i później bez słowa oddalić się z miejsca zbrodni. W tej chwili stała jednak dumnie i bez pośpiechu oczekiwała aż będzie mogła ruszyć w stronę ogromnych drzwi, za którymi kryła się sala sądowa.
Percival Gardner