Strona 1 z 1

DJ Solitary - Cell by date feat Steve, Derek, and some bloke off the nonce wing

: czw sie 13, 2026 8:34 am
autor: Scott Letexier
Scott Letexier nie przepadał za tego rodzaju uroczystościami. Oficjalne przemowy, uściski dłoni, kieliszki unoszone w górę przy okazji kolejnych awansów i niekończące się rozmowy, w których więcej było uprzejmości niż szczerości - wszystko to należało do tej części służby, której zwyczajnie nie dało się uniknąć. Tego wieczoru jednak nie zamierzał narzekać.
Miał na sobie galowy mundur, dopracowany w każdym szczególe. Wszystkie oznaczenia, dystynkcje i odznaczenia zastępcy komendanta policji Toronto sprawiały, że trudno było pomylić go z kimkolwiek innym. Scott zdążył już zamienić kilka słów z ludźmi, których znał od lat, kiedy jego spojrzenie zupełnie przypadkiem przesunęło się po sali i zatrzymało. Na June.
Przez krótką chwilę naprawdę zabrakło mu słów. Nie spodziewał się, że zobaczy ją właśnie taką. Kreacja, którą wybrała, była elegancka, kobieca i jednocześnie na tyle wyrazista, że na moment cały gwar sali zdawał się zejść gdzieś na dalszy plan. Scott patrzył na nią odrobinę zbyt długo, jak człowiek, który potrzebuje sekundę więcej, żeby przypomnieć sobie, że powinien jednak coś powiedzieć.
W końcu odzyskał spokój. Kącik jego ust uniósł się lekko, a w spojrzeniu pojawiło się rozbawienie.
- Harrison - odezwał się, podchodząc bliżej. - Muszę przyznać, że przez moment zupełnie zapomniałem, co chciałem powiedzieć - zatrzymał się obok niej i spojrzał na nią jeszcze raz, tym razem już znacznie pewniej. - Wyglądasz… naprawdę zjawiskowo - w jego głosie nie było przesadnej kurtuazji charakterystycznej dla podobnych imprez. Brzmiało to raczej jak szczere stwierdzenie, które może i nie było właściwe w tym miejscu oraz przy ich różnicy rang, ale w tym momencie go to nie interesowało. Przecież nikt poza nią tego nie słyszał.
Scott pozwolił sobie na jeszcze jedno spojrzenie po sali, jakby upewniał się, że nikt akurat nie próbuje go wciągnąć do kolejnej oficjalnej rozmowy. Dopiero wtedy znów skupił uwagę na June. Nie wspomniał ani słowem o Mattcie Cormacku. O zadaniu, które powierzył jej kilka dni wcześniej. O człowieku z wydziału narkotykowego, którego nazwisko nie powinno paść przy żadnych oficjalnych rozmowach. To nie było miejsce na takie kwestie. Na razie była tylko uroczystość, muzyka, lampki odbijające się w wysokich oknach ratusza i pierwsza próba zrobienia czegoś, czego nie dało się znaleźć w żadnych aktach.
Już teraz żałował, że wybrał ją do tego zadania. Nie tylko przez wzgląd na niebezpieczeństwo, jakie się z nim wiązało, ale także... przez zazdrość. Wiedział bowiem, do czego Harrison będzie musiała się posunąć, by zbliżyć się do Cormacka. I to mu się bardzo nie podobało. Mimo to, nie dał po sobie tego w żaden sposób poznać.
- Zanim pochłoną mnie kolejne rozmowy o polityce i budżetach, masz ochotę na kieliszek szampana w towarzystwie starego pierdziela? - spytał z rozbawieniem i choć było to ryzykowne, wszak Cormack w każdej chwili mógł na nich spojrzeć i wyciągnąć pewne wnioski, tak Letexier nie potrafił odmówić sobie chociaż tej chwili w towarzystwie June. Prawda była taka, że to jej oczekiwał, to ją chciał zobaczyć i to ona skradła całe show, będąc najpiękniejszą osobą w tym budynku. Zauważył też kolczyki. Te, które jej kupił w prezencie. Choć nie wyraził tego w żaden sposób, tak w duchu mocno się uśmiechnął.
Uniosł lekko kieliszek, który trzymał w dłoni.
- Więc… jak się bawisz? - zaczął, będąc ciekaw tego, jak blondynka odnajduje się pośród policyjnych oficjeli. Celowo też nie zaczynał tematu Cormacka, bo nie mogli ryzykować. Oboje znali swoje role w tej mistyfikacji i od teraz działali już tylko na swoim instynkcie oraz zaufaniu.

June Harrison

DJ Solitary - Cell by date feat Steve, Derek, and some bloke off the nonce wing

: śr sie 26, 2026 10:03 pm
autor: June Harrison
June także nie przepadała za podobnymi imprezami i raczej ich unikała, o ile obecność nie była obowiązkowa. Kontaktu z niektórymi współpracownikami i przełożonymi miała zdecydowanie wystarczająco w godzinach pracy, stąd też nie szukała go specjalnie poza nią. W dodatku, te oficjalne uroczystości źle się jej kojarzyły i za każdym razem przypominały jej jak niewiele jeszcze zdążyła w swojej zawodowej karierze osiągnąć.
Tym razem także nie planowała brać w tym udziału, zanim Letexier nie poprosił jej o pomoc przy pewnej sprawie. Było to coś, przy czym już wcześniej wspólnie pracowali, ale niestety jak dotąd, nie udało im się wykryć osoby odpowiadającej za wyciek informacji do grupy przestępczej. Śledztwo specjalnie powołanej do tego przez Scotta grupy, stanęło nagle w miejscu, ze względu na brak jakichkolwiek dowodów. Kret doskonale zacierał po sobie ślady. Nie udało się nawet przypisać tego przecieku pod żaden konkretny wydział, a to znacznie ułatwiłoby im sprawę i zawęziło chociaż trochę krąg podejrzanych.
Harrison zgodziła się na propozycję zastępcy komendanta właściwie w ciemno, nim zdążył powiedzieć jej o swoich przypuszczeniach i przedstawić swój plan, bo miała świadomość, że już od dawna to wszystko spędza mu sen z powiek. Zadanie jakie jej powierzył wydawało się proste - zbliżyć się do Cormacka za wszelką cenę. No dobrze, może nie za wszelką cenę. Miała się do niego po prostu przymilać, zdobyć jego zaufanie, wyciągnąć informacje... Wiedziała, że nie uda im się zdziałać nic wielkiego na jednej imprezie, a w sprawie nie nastąpi prawdopodobnie żaden przełom, ale był to dobry start.
Początkowo trzymała się nieco z boku, starając się nie rzucać w oczy. Nie zagadywała nikogo, nie podchodziła, po prostu obserwowała. Dyskretnie. Nie tylko Matta, ale też ludzi z jego najbliższego otoczenia. Wodziła wzrokiem za każdym, kto choćby na chwilę pojawił się przy detektywie i zamienił z nim słowo.
— Komendancie — odpowiedziała automatycznie, witając się z nim skinieniem głowy. Widok Letexiera w pięknym, galowym mundurze zaparł jej na moment dech w piersi. Może to dlatego, że rzadko widywała go w takim wydaniu. Wyglądał naprawdę dobrze.
To jest nas dwoje - pomyślała i na szczęście nie wypowiedziała tego na głos, a uśmiechnęła się tylko lekko. Rzeczywiście, patrząc na niego, do głowy nie przychodziło jej nic mądrego i przez chwilę zapomniała po co tam się w ogóle znalazła.
— Dziękuję. Pan również, komendancie — odpowiedziała bardzo grzecznie i z wyraźnym dystansem, na wypadek gdyby jednak ktoś przysłuchiwał się ich rozmowie. Dopiero wtedy rozejrzała się powoli, a gdy miała już pewność, że może wypowiadać się swobodnie, przesunęła wzrokiem raz jeszcze po sylwetce mężczyzny i dodała, ciszej — Naprawdę, Scott. Ten mundur. Niezwykle ci w nim… do twarzy.
Sama miała na sobie długą, czarną suknię, która może nie odkrywała zbyt wiele ciała, ale znakomicie podkreślała figurę policjantki. Nie przesadzała tego wieczoru z dodatkami i biżuterią, choć nie mogła sobie odmówić założenia kolczyków, które dostała od Letexiera. Nie chciała odróżniać się zbytnio od tłumu, ale chyba za bardzo jej to nie wyszło, skoro według Scotta wyglądała zjawiskowo. Pozostawało mieć tylko nadzieję, że detektyw z narkotykowego będzie myśleć podobnie.
— Nie śmiałabym odmówić — odparła rozbawiona, słysząc jak znów nazywa się „starym pierdzielem” — Dobrze, a ty? Czuję jednak, że prawdziwa zabawa dopiero się zacznie — odparła z błyskiem w oku, a na jej ustach pojawił się tajemniczy uśmiech. Od czasu do czasu, pozwalała sobie zerkać w stronę ich podejrzanego, pilnując, by nie zniknął jej nagle z pola widzenia. Liczyła na to, że alkohol załatwi za nią połowę roboty i nieco rozwiąże język detektywa, bo z tego co do tej pory zauważyła, wlewał w siebie drinki jak szalony.
— Postarajmy się nie wyglądać na… za bardzo zaprzyjaźnionych, na wypadek gdyby Matt-… — zaczęła cicho i nagle urwała, gdy rozglądając się po sali, napotkała spojrzenie Cormacka.
Nie spanikowała. Nie zrobiła przerażonej miny. Nie upuściła kieliszka z wrażenia. Wszystko było pod kontrolą.
Starała się wyglądać naturalnie i tak, jakby była zupełnie rozluźniona. Jakby absolutnie niczego nie knuła. Posłała mu uprzejmy uśmiech i w końcu zwróciła swe oczy ku rozmówcy.
— Właśnie patrzy prosto na nas, nie odwracaj się — powiedziała spokojnie, tak jakby mówiła o pogodzie i wzięła mały łyk szampana, kątem oka zauważając jak mężczyzna rusza z miejsca — …i chyba tu idzie, więc lepiej szybko wczuj się w tego starego pierdziela i zacznij przynudzać — poleciła i ponownie zbliżyła kieliszek do ust.


Scott Letexier

DJ Solitary - Cell by date feat Steve, Derek, and some bloke off the nonce wing

: czw sie 27, 2026 8:49 am
autor: Scott Letexier
Słysząc jej pierwsze, oficjalne "Komendancie", Scott ledwie powstrzymał rozbawienie. Doskonale rozumiał, dlaczego zachowywała dystans. W takim miejscu każde zbyt swobodne zachowanie mogło zostać zauważone, a później zinterpretowane na dziesięć różnych sposobów. Mimo wszystko przez krótką chwilę przemknęła mu przez głowę myśl, że wolałby usłyszeć własne imię niż kolejne przypomnienie o randze, która w tej chwili bardziej ciążyła niż imponowała. Nie mógł jednak narzekać. Nie wtedy, gdy June wyglądała tak, jak wyglądała.
Jej odpowiedź sprawiła, że przez moment jego spojrzenie zatrzymało się na niej z czymś więcej niż tylko zawodowym zainteresowaniem. Słowa o tym, że mundur dobrze mu leży, przyjął z lekkim uniesieniem brwi, a później uśmiechnął się pod nosem. Doskonale wiedział, ile wysiłku wymagało od niej zachowanie odpowiedniego dystansu, dlatego tym bardziej docenił tę cichą, prywatną uwagę.
- Dobrze wiedzieć - odpowiedział równie cicho, bez złośliwości w głosie, pozwalając sobie na krótkie, rozbawione spojrzenie. - Dzięki - przyznał, choć przyjmowanie komplementów dotyczących własnego wyglądu z pewnością nie było jedną z cech, które Letexier posiadał, co zresztą widać po jego odpowiedzi.
Nie ciągnął jednak tego tematu. June przyszła tutaj nie po to, żeby wymieniać się komplementami, a już tym bardziej nie po to, by oboje mogli przez cały wieczór udawać, że towarzystwo drugiej osoby jest jedynym powodem ich obecności. Jej kolejne słowa sprawiły, że spojrzał na nią nieco uważniej.
- Nie wiem, Harrison. Patrząc na ludzi w tej sali, obstawiałbym raczej, że prawdziwa zabawa skończyła się jakieś 15 minut temu - uśmiechnął się, ale szybko spoważniał. Wiedział dokładnie, co miała na myśli. Przede wszystkim jednak wiedział, że ta cała "zabawa" była dla niej czymś zupełnie innym niż dla pozostałych osób obecnych w ratuszu. June nie przyszła tutaj po drinki, rozmowy i możliwość pochwalenia się nowym mundurem czy awansem. Zgodziła się wejść w coś, czego nie można było wpisać do żadnych akt, a Scott doskonale zdawał sobie sprawę z odpowiedzialności, którą na nią zrzucił. To właśnie dlatego gdzieś pod powierzchnią całego tego wieczoru cały czas tliło się w nim poczucie winy.
Nie powiedział jej wtedy wszystkiego przypadkiem. Najpierw musiał wiedzieć, czy w ogóle będzie gotowa się tego podjąć. Gdy zgodziła się niemal natychmiast, przez chwilę zastanawiał się nawet, czy nie powinien wycofać się z całego pomysłu. Im dłużej jednak prowadził własne obserwacje, tym bardziej dochodził do wniosku, że ktoś taki jak June mógł być dla Cormacka kimś całkowicie niepozornym. Młoda policjantka. Inteligentna. Spostrzegawcza. Piękna. Naturalna. Innymi słowy: magnes na facetów. Problem polegał na tym, że im dłużej patrzył na June tego wieczoru, tym mniej podobała mu się myśl, że będzie musiała zbliżyć się do innego mężczyzny.
Jej pytanie o to, jak sam się bawi, wyrwało go jednak z tych rozważań.
- Mam właśnie przed sobą kilka godzin udawania, że naprawdę interesuje mnie rozmowa o awansach, budżecie i reorganizacji wydziałów. Jak widzisz, jestem człowiekiem, który wie, jak się bawić - w jego głosie znów pojawiło się rozbawienie. - Ale szczerze? Cieszę się, że przyszłaś - tym razem powiedział to zupełnie bez żartu. Na tyle spokojnie, że mogła potraktować to zarówno jako zwykłą uwagę przełożonego, jak i coś bardziej osobistego. I oboje wiedzieli, że nie mówił tego wyłącznie przez fakt, że przystała na tak ciężką misję. Nie zdążył jednak niczego dopowiedzieć, bo June zaczęła mówić ciszej. Scott od razu zrozumiał, o co chodzi. Nie musiała nawet kończyć zdania.
Kiedy wspomniała o tym, żeby nie wyglądali na zbyt zaprzyjaźnionych, Scott przytaknął. Przez cały wieczór miał zamiar zachowywać się dokładnie tak, jak powinien zachowywać się zastępca komendanta wobec jednej z policjantek. Żadnych nadmiernych gestów. Żadnej przesadnej uwagi. Żadnych rozmów, które mogłyby sprowokować pytania. I właśnie dlatego, gdy June nagle urwała i oznajmiła, że Cormack na nich patrzy, Scott nie odwrócił głowy.
Pierwszym odruchem było spojrzenie w stronę detektywa, ale natychmiast go powstrzymał. Zamiast tego uniósł kieliszek do ust i napił się szampana, jakby właśnie usłyszał coś absolutnie nieistotnego.
- Naturalnie - mruknął.
Dopiero kiedy June dodała, że Cormack ruszył w ich stronę i zasugerowała mu, żeby zaczął "przynudzać", Scott musiał naprawdę mocno powstrzymać śmiech. Spojrzał na nią z niedowierzaniem.
- Przynudzać? - powtórzył cicho. - Nie od wczoraj jestem zastępcą - dodał, pozwalając sobie przez chwilę na lekki uśmiech, po czym momentalnie przybrał znacznie bardziej oficjalną minę. Nie patrzył na Cormacka bezpośrednio. Obserwował go kątem oka, analizując sposób poruszania się, tempo kroków i przede wszystkim to, na kim skupiony był jego wzrok. A kiedy detektyw znalazł się już wystarczająco blisko, Scott odłożył kieliszek na pobliski stolik i zwrócił się do June, jakby właśnie przypomniał sobie coś bardzo ważnego.
- Wiesz, że zeszłoroczny projekt zmian w strukturze wydziałów był absolutnie fatalny? - powiedział z przesadną powagą. - Gdyby ktoś zapytał mnie o zdanie, powiedziałbym, że budżet nie został odpowiednio wykorzystany. Najdelikatniej mówiąc - było to na tyle nudne i jednocześnie wiarygodne, że Scott sam musiał przyznać w duchu, iż June miała rację. Mógł naprawdę zanudzić człowieka na śmierć.
Po kilku sekundach jednak jego wyraz twarzy nieznacznie się zmienił. Cormack był już tuż obok. Scott odwrócił się w jego stronę i uśmiechnął uprzejmie.
- Matt - skinął mu głową. - Dobrze cię widzieć. Mam nadzieję, że korzystasz z wieczoru bardziej niż ja - dopiero wtedy spojrzał na June. - Znasz detektywa Cormacka? - zapytał tonem pozbawionym jakiegokolwiek podtekstu. - Matt, to June Harrison. Śledcza, a być może niedługo także detektyw wydziału ds. zabójstw, o ile przejdzie obóz przetrwania Swanson - krótka pauza. - Harrison, detektyw Matt Cormack. Wydział Narkotykowy - Scott cofnął się o pół kroku, zostawiając im przestrzeń. Nie zamierzał prowadzić tej rozmowy za nią. Jeżeli jego przypuszczenia dotyczące Cormacka były słuszne, June właśnie dostała pierwszą, najważniejszą okazję.
A Scott? Scott zamierzał patrzeć. Nie na June, na Cormacka. Na jego twarz, kiedy po raz pierwszy przyjrzy się jej dokładniej. Na sposób, w jaki odpowie. Na to, czy zna jej nazwisko. Czy zainteresuje go bardziej niż zwykła koleżanka z pracy. Czy może wcześniej zwrócił już na nią uwagę. I przede wszystkim - czy będzie próbował ukryć coś pod warstwą zwyczajnej, policyjnej uprzejmości. Jako komendant na to liczył. Jako facet... niekoniecznie.

June Harrison

DJ Solitary - Cell by date feat Steve, Derek, and some bloke off the nonce wing

: wt wrz 15, 2026 1:49 am
autor: June Harrison
Wiedziała o tym, że Scott nie przywykł do przyjmowania pochlebstw odnoszących się do jego wyglądu, bo spotkała się już wcześniej z podobnymi reakcjami z jego strony. Patrzył na nią oczywiście tak, jakby zupełnie nie wierzył w prawdziwość jej słów, ale na szczęście w ogóle jej to nie zniechęciło. Wyglądał na rozbawionego, więc najwyraźniej nie zbłaźniła się totalnie, wyjeżdżając z tymi komplementami. Zresztą to on zaczął - wypadało odpowiedzieć tym samym, choć Harrison nie wyznała mu tego wyłącznie z grzeczności.
Cieszę się, że przyszłaś. Jedno proste zdanie, które wypłynęło z ust Letexiera, wywołało nie tylko słodki uśmiech na twarzy June, ale też poczucie, że może rzeczywiście wicekomendant polubił jej towarzystwo równie mocno, jak ona jego. I wcale nie mowa tu wyłącznie o współpracy nad śledztwem - to jasne, że potraktowała to jako coś znacznie bardziej osobistego.
Ale faktycznie, nie przyszli na bal po to, by wymieniać uprzejmości i w sumie nie dane im było wdać się w dłuższą, miłą pogawędkę, bo zaledwie po kilku minutach, obiekt ich obserwacji znalazł się z jakiegoś powodu przy nich. Grali więc najlepiej jak potrafili. Scott idealnie wczuł się w swoją rolę „starego pierdziela”, opowiadając o sprawach, które w rzeczywistości pewnie nużyły nawet jego, a June starała się wyglądać na kompletnie niezainteresowaną tym, co przełożony miał w tamtym momencie do powiedzenia, czy wręcz znudzoną rozmową z nim.
— Mówi pan tak, jakby zupełnie nie miał pan wpływu na te fatalne decyzje — odpowiedziała, unosząc przy tym brew i udając, że nie zauważyła Cormacka, który stał już obok nich i przez chwilę się przysłuchiwał. Pozwoliła sobie na niego spojrzeć dopiero w momencie, w którym Scott zwrócił się bezpośrednio do niego i od tamtej chwili nie spuszczała z niego wzroku. Z uśmiechem wyciągnęła rękę w jego stronę, by uścisnąć mu dłoń. Zanim zdążyła odpowiedzieć na pytanie wicekomendanta o to czy się znają, Matt zrobił to za nią.
— Nie było jeszcze okazji, by poznać się oficjalnie. Zapamiętałbym to — uśmiechnął się szeroko, nie wypuszczając jej dłoni w delikatnego uścisku zdecydowanie zbyt długo — Ale sporo o tobie słyszałem, June. Ty o mnie pewnie też — stwierdził na koniec nieskromnie, ale śledcza pozostawiła to bez komentarza. Skinęła tylko grzecznie głową, przygryzając przez moment wnętrze policzka, bo znacznie bardziej zmartwiło ją to, co mógł słyszeć o niej. Cormack, jak na dobrego detektywa przystało, wyłapał ten moment zawahania i niepewną minę kobiety — Nie martw się, słyszałem same dobre rzeczy — dodał zaraz i poruszył przy tym dziwnie brwiami, co wcale jej nie uspokoiło, ale sprawiło, że zaczęła trochę lepiej kontrolować swoje reakcje i rozluźniła się, a przynajmniej takie można było odnieść wrażenie.
Stresowała się. Wiedziała, że jeden fałszywy ruch, jedno nieodpowiednie słowo czy mina, wystarczą, by przekreśliła całą tę akcję. Kątem oka zauważyła, że Letexier wycofuje się o pół kroku, jakby nie miał już zamiaru uczestniczyć w tej rozmowie, a ona zostaje sama na “polu bitwy”. Miała pustkę w głowie. Na szczęście dla nich obojga, Cormack sam ją zagadywał i najwyraźniej nie należał do gburów, których trzeba było ciągnąć za język. To z pewnością może okazać się dla nich pomocne. Byle tylko połknął haczyk. Byle jej zaufał… albo wypił na tyle dużo, by zacząć się jej ze wszystkiego spowiadać. O ile coś wiedział.
— Czemu akurat wydział zabójstw, co? Czyżby nasz kochany wicekomendant wcisnął cię tam siłą? — pytając, skinął głową w stronę Scotta, ale wciąż patrzył na nią. Od razu pokręciła głową z delikatnym uśmiechem.
— Zawsze mnie ciągnęło właśnie tam, a nasz kochany wicekomendant przydzielił mi najlepszą mentorkę — odpowiedziała, powtarzając jego słowa z odpowiednim naciskiem, zupełnie jakby mówiła to z lekkim przekąsem. Musiała być wiarygodna. Wiedziała, że jeśli od początku, odpowiednio zaznaczy swoją niechęć do przełożonego, Matt będzie bardziej skory do zwierzeń. Wiedziała też, że Scott to zrozumie — Odkąd zostałam śledczą, pracowałam wyłącznie z tym wydziałem, więc może jestem stronnicza, ale nie chciałabym znaleźć się nigdzie indziej — przyznała zgodnie z prawdą i po wzięciu małego łyka z kieliszka, kontynuowała — Ale wy w narkotykowym pewnie też nie możecie narzekać na nudę? — przechyliła lekko głowę, nadal uśmiechając się do detektywa. Na to pytanie, jego oczy natychmiast rozbłysły. Harrison nie znała go może długo i nie wiedziała o nim jeszcze zbyt wiele, ale jedno było pewne - Cormack uwielbiał gadać… a najbardziej o sobie.


Scott Letexier

DJ Solitary - Cell by date feat Steve, Derek, and some bloke off the nonce wing

: śr wrz 16, 2026 8:55 am
autor: Scott Letexier
Scott wycofał się o wspomniane pół kroku nie bez powodu. Skoro Cormack sam z siebie zaczął prowadzić rozmowę z June, nie zamierzał mu w tym przeszkadzać. Właściwie dokładnie na taki obrót spraw liczył. Im mniej Letexier będzie się wtrącał, tym bardziej naturalna stanie się relacja pomiędzy jego podwładną a detektywem z narkotykowego.
Nie oznaczało to jednak, że całkowicie przestał być częścią rozmowy. Stał obok nich z kieliszkiem w dłoni, sprawiając wrażenie człowieka, który w każdej chwili mógł zostać zaczepiony przez jednego z kilkudziesięciu obecnych w sali oficjeli. W rzeczywistości jego uwaga była niemal w całości skupiona na Cormacku. Każdy gest, każda zmiana tonu, każda reakcja na słowa June trafiały do jego pamięci.
Matt najwyraźniej należał do tych ludzi, którzy nie potrzebowali specjalnego zaproszenia, żeby zacząć mówić o sobie.
- Nudy? - powtórzył z rozbawieniem, jakby June zadała mu wyjątkowo absurdalne pytanie. - W narkotykowym? Harrison, ze wszystkich wydziałów to właśnie u nas masz pełne spektrum. Raz zgarniasz gówniarza z ulicy, innym razem rozbijasz gang narkotykowy po kilku latach skrupulatnej pracy nad nim - zaśmiał się pod nosem i upił łyk drinka. - Połowa miasta chce zarabiać na tym, czego druga połowa chce się pozbyć. Syntetyki, fentanyl, kokaina, tabletki… zawsze znajdzie się ktoś, kto chce zrobić interes - wzruszył ramionami. - A jak człowiekowi wydaje się, że już widział wszystko, wtedy trafia się ktoś jeszcze głupszy - odparł.
Scott uniósł lekko kącik ust.
- Opisz dowolny wydział tym zdaniem i też będzie pasować. Uroki naszej pracy - odezwał się wicekomendant.
Cormack spojrzał na niego i zaśmiał się.
- I właśnie dlatego nieważne, w którym wydziale czy części miasta pracujemy, gliniarz gliniarza zawsze zrozumie - skinął głową w kierunku Scotta.
Letexier przyjął to bez komentarza, jedynie lekko unosząc kieliszek. Nie chciał, żeby rozmowa przerodziła się w wymianę między nimi. June dostała wystarczająco wyraźny sygnał: Cormack czuł się swobodnie..
- Ludzie myślą, że najgorsza robota zaczyna się wtedy, kiedy wychodzisz na ulicę - Matt ponownie zwrócił się do June, zupełnie ignorując stojącego obok Scotta. - Nie. Najgorsze jest to, co dzieje się później. Papierologia, prokuratorzy, adwokaci, sędziowie… - upił łyk z kieliszka, a następnie machnął dłonią z wyraźnym niezadowoleniem. - Czasem masz faceta, którego możesz praktycznie złapać za rękę, masz towar, pieniądze, świadków, wszystko. A potem jeden szczegół proceduralny i nagle wychodzi drzwiami, jakby właśnie przyszedł odebrać pizzę.
- Brzmi, jakbyś miał kilka takich historii - zauważył Scott.
Matt prychnął.
- Kilka? Mam ich tyle, że mógłbym napisać książkę. I każda byłaby bardziej frustrująca od poprzedniej - odparł, a Letexier uśmiechnął się pod nosem. Właśnie tego się spodziewał. Cormack lubił opowiadać. Potrzebował tylko odpowiedniego słuchacza. I tutaj rola June powinna okazać się nieoceniona.
Wicekomendant zerknął na nią na krótką chwilę. Nie był to zachęcający czy kontrolny gest. Starał się spoglądać na nią jak przełożony na podkomendnego. Zaraz potem znów przeniósł uwagę na salę.
- Nie będę wam przeszkadzał - rzucił lekko, jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę, że może być tutaj zbędny. - Mam jeszcze obowiązek wymienić kilka uprzejmości z ludźmi, którzy za chwilę zaczną narzekać, że na wszystko brakuje pieniędzy - przyznał.
- Czyli jednak będziesz dziś bardzo zajęty - odparł Cormack.
- Niestety - rzucił Scott i spojrzał jeszcze na June. - Nie uciekaj mi stąd od razu, Harrison - brzmiało to jak zwykła uwaga przełożonego, choć sam wiedział, że druga część tego zdania ma nieco inne znaczenie. Nie chciał, żeby zniknęła. Chciał mieć ją później na oku i przede wszystkim chciał wiedzieć, jak daleko zaszła rozmowa.
Po chwili odsunął się, rzeczywiście kierując się w stronę kolejnej grupy funkcjonariuszy. Nie odszedł jednak daleko. Cormack obserwował go jeszcze przez sekundę, a potem ponownie przeniósł wzrok na June.
- Wiesz co? - powiedział z lekkim uśmiechem. - Lubię go. Naprawdę. To znaczy… jest szefem, więc czasem mam ochotę go udusić, ale chyba każdy ma tak ze swoim przełożonym - potem nachylił się odrobinę w jej stronę. - Tylko nie mów mu tego, bo jeszcze pomyśli, że go komplementuję - zaśmiał się, po czym dopił większą część swojego drinka.
- A ty? Jak długo jesteś w zabójstwach? Bo skoro naprawdę od początku cię tam ciągnęło, to musisz mieć jakiś powód - zawiesił głos, po czym dodał z wyraźnym zainteresowaniem: - Bo wiesz, nie każdy chce codziennie oglądać ludzi po najgorszym dniu swojego życia - na moment spoważniał. - Chociaż przyznam ci jedno. Zabójstwa i narkotykowy mają ze sobą więcej wspólnego, niż ludziom się wydaje. Bardzo często te same nazwiska przewijają się w obu sprawach. Te same twarze. Te same lokale - Matt uśmiechnął się ponownie, tym razem nieco szerzej. - Właściwie ostatnio mamy jedną sprawę, która robi się coraz ciekawsza… - Scott, znajdujący się już kilka metrów dalej, rozmawiał właśnie z jednym z oficerów, ale kiedy usłyszał ostatnie zdanie, jego uwaga mimowolnie skierowała się z powrotem w ich stronę. Nie odwrócił głowy, ponieważ nie mógł tego zrobić. Zamiast tego uniósł kieliszek do ust i napił się szampana, pozostawiając June i Cormacka samych sobie.
W środku jednak wszystkie dzwonki alarmowe właśnie zaczęły działać, a fakt, że niedługo po jego odejściu Matt zmniejszył dystans między ich ciałami dodatkowo go podjudzał. Czy on był zazdrosny o June?

June Harrison

DJ Solitary - Cell by date feat Steve, Derek, and some bloke off the nonce wing

: śr wrz 23, 2026 12:46 pm
autor: June Harrison
Cormack pewnie nieco ich zaskoczył, podchodząc akurat do tej dwójki i zaczepiając rozmową tak szybko. June nie miała nawet czasu, by się jakoś na to przygotować i obmyśleć sobie odpowiednią strategię (co właściwie powinna zrobić już dużo wcześniej), ale to jej na szczęście przesadnie nie martwiło - mężczyzna równocześnie tym posunięciem nieświadomie ułatwił jej zadanie, bo nie musiała już sama szukać pretekstu, by z nim porozmawiać i specjalnie się przed nim płaszczyć. Wyglądało na to, że jedyne co śledcza będzie musiała zrobić, to po prostu pozwolić mu mówić, a akurat z tym detektyw zdawał się nie mieć większego problemu.
Uniosła tylko brwi z rozbawieniem w reakcji na słowa Matta, nie do końca zgadzając się z tym co powiedział. Nie komentowała jednak, przez chwilę przysłuchując się wymianie ostatnich zdań między mężczyznami. Była uważna, obserwując nowo poznanego kolegę i równocześnie panując nad własnymi odruchami - szczególnie wtedy, gdy wspomniał o „rozbijaniu gangów narkotykowych”. Byle tylko nie zboczył za bardzo z tematu, bo przecież właśnie o to im chodziło.
Kiedy wicekomendant zwrócił się bezpośrednio do niej, skinęła tylko głową. Pozwoliła sobie też na odprowadzenie go wzrokiem, zanim znów całą swoją uwagę skupiła na stojącym przed nią detektywem.
— Serio? — odezwała się nagle, nie kryjąc zdziwienia i walcząc ze sobą, by nie spojrzeć przy tym ponownie w stronę Scotta. Chyba przyjęła złą taktykę, wyraźnie odcinając sie od przełożonego przed Mattem wcześniej w taki sposób i próbując pokazać swoją niechęć do niego. Myślała, że może to “zbliży” ich trochę do siebie i sprawi, że Cormack znacznie łatwiej jej wtedy zaufa, po czym szybko wyśpiewa co było trzeba. Nie dziwiła się mu jednak, bo trudno nie darzyć Letexiera sympatią — Nie martw się. Zabiorę ten twój sekret do grobu — zaśmiała się cicho i zaczęła powoli dopijać to, co pozostało w jej kieliszku.
—Jak w ten sposób o tym mówisz, to rzeczywiście wydaje się to dziwnie, że ktokolwiek mógłby tego dla siebie chcieć. Niektóre rzeczy, które do tej pory widziałam, czasami wolałabym wymazać z pamięci, to fakt, ale z drugiej strony staram się o tym nie myśleć. Skupiam się na tym, że robię coś dobrego. Może to głupie, ale… mam poczucie misji, wiesz? Ludzie mają potrzebę sprawiedliwości i dzięki nam to dostają — wzruszyła lekko ramionami przy swoich słowach. Starając się jednak nie zabrzmieć zbyt patetycznie, dodała po chwili —Choć to oczywiście nie jedyny powód.
Detektyw miał rację - drogi ich wydziałów bardzo często się ze sobą przecinały przy okazji wspólnych spraw. Tym bardziej dziwnym wydawało się June to, że nigdy wcześniej nie dane jej było poznać osobiście Cormacka i że zrobiła to dopiero tego wieczoru. Musiała trochę się hamować i gryźć w język, by nie zapytać go wprost o konkretne nazwiska, które przewijały się zarówno w śledztwach wydziału zabójstw, jak i w narkotykowym. Nie chciała go naprowadzać, by przypadkiem nie nabrał podejrzeń.
— Tak? A co to za sprawa? — spytała, bo od razu wzbudził jej zainteresowanie. Nawet jeśli nie miał na myśli niczego co dotyczyło rosyjskiego gangu, to i tak zamierzała dobrze wykorzystać sytuację oraz to, że był tak skory do opowieści — Oby tylko nie sprawiła, że ci pozazdroszczę i poproszę o przeniesienie do was — zażartowała, odstawiając pusty już kieliszek na tacę przechodzącego obok kelnera. Wystarczyło, że zerknęła tylko przelotnie w kierunku wicekomendanta i wiedziała, że nadal przysłuchiwał się ich rozmowie, mimo tego, że stał już w towarzystwie kogoś innego.
Matt zbliżył się do śledczej bardziej niż to konieczne i zupełnie tak, jakby zaraz miał wyjawić jej swoje największe sekrety. Finalnie jednak nie powiedział nic, co mogłoby się wiązać ze sprawą Rosjan oraz z podejrzeniami jakie Letexier i Harrison mieli wobec niego. June przez chwilę nie była pewna co ma robić. Nadal trzymała się blisko detektywa, robiąc do niego maślane oczy i zachęcała tylko, by opowiadał jej o kolejnych śledztwach. Dość dużo się nasłuchała, zanim wreszcie Cormack poruszył temat, który interesował ją najbardziej.
—...w tym przypadku to akurat równie ciekawe, co frustrujące. Od lat nam się wymykają. I pomyśleć, że zaczęło się od zatrzymania pojedynczych, drobnych dilerów. Połączenie kropek trochę nam zajęło — stwierdził, wypowiadając ostatnie zdanie z nieukrywanym zażenowaniem.
— Chyba nie ma w tym mieście policjanta, który by o tym nie słyszał.
— Przyglądałaś się temu bliżej?
— Nie miałam wyboru. Informatorzy padają jak muchy. Policjanci zresztą też.
— Więc pewnie wiesz też o naszych nalotach? — zaśmiał się pod nosem gorzko —Skurwysyny mają niesamowitego farta. Albo to my mamy pecha.
—Naprawdę sądzisz, że to dzieło przypadku? — śledcza uniosła brew, po raz pierwszy odważnie zadając pytanie, które mogłoby dać Cormackowi powód do podejrzeń, że Harrison celowo wokół niego węszy.


Scott Letexier

DJ Solitary - Cell by date feat Steve, Derek, and some bloke off the nonce wing

: czw wrz 24, 2026 3:36 pm
autor: Scott Letexier
Scott od początku zdawał sobie sprawę, że odejście od nich było najrozsądniejszym rozwiązaniem. June potrzebowała przestrzeni, a Cormack powinien mieć wrażenie, że rozmowa z nią wynika wyłącznie z przypadku, a nie z wcześniej przygotowanego planu. Wszystko przebiegało dokładnie tak, jak powinno. Przynajmniej z punktu widzenia śledztwa. Z punktu widzenia Letexiera sprawa wyglądała już nieco inaczej.
Stał kilka metrów dalej, rozmawiając z jednym z oficerów, który najwyraźniej bardzo chciał opowiedzieć mu o jakiejś wewnętrznej reorganizacji, i choć Scott odpowiadał mu z odpowiednią uwagą, tak naprawdę połową myśli pozostawał przy dwójce znajdującej się nieopodal. Nie musiał słyszeć każdego słowa. Wystarczyło mu obserwowanie. Cormack ewidentnie dobrze czuł się w towarzystwie June, szybko przeszedł z ogólników do bardziej osobistych tematów i nie wyglądał na człowieka, który ma jakiekolwiek opory przed rozmową z nią. To akurat było dla Scotta dobrą wiadomością. Gorszą było to, jak blisko detektyw zaczął się znajdować.
Nie chodziło nawet o sam dystans. Scott nie należał do ludzi, którzy tracili panowanie nad sobą z powodu jednego przypadkowego dotyku czy spojrzenia. Problem polegał na tym, że Cormack wyraźnie badał grunt. Raz skracał dzielącą ich odległość, innym razem pochylał się w stronę June, kiedy coś jej mówił, a potem natychmiast wracał do normalnej pozycji. Wszystko było subtelne. Na tyle subtelne, że przypadkowy obserwator nie zwróciłby na to uwagi. Scott zwrócił i zdecydowanie mu się to nie podobało. Jednocześnie nie zamierzał niczego zepsuć. Śledcza sama doskonale wiedziała, po co tutaj była, i najwyraźniej radziła sobie znacznie lepiej, niż Letexier początkowo zakładał. Pozostawało mu tylko obserwować.
Kiedy Cormack wspomniał o informatorach, nalotach i ciągłym wymykaniu się tych samych ludzi, Scott poczuł, jak wszystkie wcześniejsze, pozornie nieistotne elementy zaczynają układać się w całość. Detektyw nie powiedział jeszcze niczego, co mogłoby stanowić dowód, ale był zdecydowanie bardziej rozmowny, niż można było oczekiwać od kogoś, kto powinien uważać na to, co wypada mówić przy imprezowym kieliszku alkoholu. Wicekomendant nie poruszył się nawet o centymetr, gdy usłyszał pytanie June. To było dobre. Bardzo dobre. Scott znał ten ton. Wiedział, że to był jeden z tych momentów, gdy można było przeszarżować. Jednocześnie pytanie było wystarczająco naturalne, by nie wzbudzić aż takich podejrzeń, gdyby Cormack uniósł gardę. Pozwalało to też pójść dalej, jeżeli rzeczywiście miał coś do powiedzenia.
Podejrzany przez chwilę milczał. Przechylił nieznacznie głowę, przyglądając się June z większym zainteresowaniem niż wcześniej.
- Nie wierzę w przypadki - odpowiedział w końcu. - Przynajmniej nie wtedy, kiedy mówimy o sześciu nieudanych nalotach, z których za każdym razem ktoś zdążył się ulotnić, zanim weszliśmy do środka - zrobił krótką pauzę i uniósł szklankę. - Ale to jeszcze nie znaczy, że wiem, kto za tym stoi - uśmiechnął się lekko. - Gdybym wiedział, raczej nie stałbym tutaj i nie rozmawiał o tym przy połowie policji - w jego głosie pojawiło się rozbawienie, ale tym razem Cormack wyraźnie bardziej pilnował słów. Scott od razu to zauważył. Detektyw nie był pijany. Był rozluźniony, ale nadal świadomy tego, z kim i o czym rozmawia. To oznaczało, że wcześniejsze szczegóły nie były wyłącznie efektem alkoholu. To z kolei czyniło całą rozmowę jeszcze ciekawszą.
Matt spojrzał na June jeszcze raz.
- Po prostu czasami mam wrażenie, że ktoś zawsze wie o naszych planach kilka godzin wcześniej - wicekomendant poczuł, jak coś zaciska mu się w żołądku, ale nie dał tego po sobie poznać. Zamiast tego wreszcie oderwał się od swojego rozmówcy i sięgnął po kieliszek stojący na stoliku. Upijając łyk szampana, zerknął w stronę June i Cormacka. Właśnie wtedy zobaczył, że detektyw uśmiecha się do niej w sposób, który z zawodowego zainteresowania coraz wyraźniej przechodził w coś osobistego.
Cormack zachowywał się jak mężczyzna, który wiedział, że podoba mu się kobieta i nie zamierzał ukrywać tego za wszelką cenę, ale jednocześnie nie miał zamiaru naruszać jej granic. Kiedy mówił, utrzymywał kontakt wzrokowy. Kiedy się śmiał, pochylał się nieznacznie w jej stronę. Raz, przy jednym z bardziej żartobliwych komentarzy, musnął dłonią jej przedramię, ale natychmiast ją cofnął. Elegancko, dyskretnie i cholernie skutecznie. Przynajmniej tak to wyglądało z perspektywy Letexiera, który przez moment uwierzył w świetną grę Harrison i zirytował się, widząc odwzajemnione zainteresowanie.
Scott zacisnął palce na nóżce kieliszka. Jako wicekomendant doskonale wiedział, że powinien być zadowolony. Cormack połknął haczyk. Zainteresował się June. Otwierał się przed nią i, co najważniejsze, najwyraźniej chciał mieć z nią kontakt również po zakończeniu tej imprezy. Jako facet? Wolałby rozlać sobie szampana na galowy mundur, niż patrzeć na to przez kolejne dwie godziny. Na szczęście doświadczenie nauczyło go jednego: emocje można było czuć. Nie trzeba było ich pokazywać. Dlatego kiedy jego wcześniejszy rozmówca ponownie zaczął coś mówić, Scott odwrócił się ku niemu z profesjonalnym spokojem, jakby niczego przed chwilą nie zauważył.
Tymczasem Matt najwyraźniej coraz bardziej doceniał towarzystwo June.
- Wiesz, Harrison… - zaczął po chwili, opierając się luźno o stół. - Myślę, czy naprawdę jesteś tak bardzo zafascynowana zabójstwami, czy po prostu trafił mi się dzisiaj wyjątkowo dobry rozmówca - poruszył sugestywnie brwiami. - Patrzysz na mnie tak, jakbyś naprawdę chciała wiedzieć, co mam do powiedzenia - zaśmiał się cicho. Brzmiało to jak żart, ale sposób, w jaki na nią spojrzał, sugerował coś zupełnie innego.
Matt zerknął na pusty kieliszek June.
- Potrzebujesz kolejnego? - nie czekając na odpowiedź, uniósł rękę w kierunku kelnera, który przechodził właśnie obok. - Dla pani detektyw coś lekkiego. Dla mnie coś mocniejszego - uśmiechnął się szerzej. - Przepraszam... dla Śledczej Harrison - tym razem nie patrzył już w stronę sceny ani innych funkcjonariuszy. Patrzył wyłącznie na nią, celowo tytułując ją wyższą rangą niż powinien.
Scott dostrzegł to z drugiego końca sali i chociaż jego twarz pozostała całkowicie spokojna, w środku miał ochotę podejść tam i przypomnieć Cormackowi, że rozmowa z policjantką nie musi automatycznie oznaczać zaproszenia do flirtu. Nie zrobił tego, wręcz przeciwnie - kiedy ich spojrzenia przypadkiem się spotkały, Scott tylko uniósł kieliszek w stronę June, jakby chciał powiedzieć jej bez słów, że wszystko widzi i pozostawia decyzję w jej rękach.
Kilka minut później rozmowa Cormacka z innym funkcjonariuszem przy sąsiednim stoliku dała mu pretekst, by na chwilę się oddalić. Detektyw pożegnał się z June, ale zanim ruszył, zatrzymał się jeszcze przy niej.
- Wiesz co? - powiedział ciszej. - Ta rozmowa jest zbyt ciekawa, żeby kończyć ją tutaj - lekko przechylił głowę. - Po imprezie zwykle gdzieś idę. Czasem na drinka, czasem po prostu coś zjeść - uśmiechnął się, ale nie naciskał na odpowiedź. - Ty za to wyglądasz mi na osobę, która potrafi zadawać znacznie lepsze pytania, kiedy ma trochę więcej przestrzeni i znacznie mniej gliniarzy wokół - krótka pauza. - Może następnym razem porozmawiamy tam, gdzie nikt nie będzie próbował nas zanudzić na śmierć budżetem? - Matt posłał jej jeszcze jeden, spokojny uśmiech, po czym odszedł, nie dodając nic więcej.
Scott, obserwując go z oddali, wiedział już jedno. Misja właśnie nabrała zupełnie nowego tempa i nie był pewien, czy bardziej cieszył go fakt, że June właśnie dostała idealny punkt zaczepienia do dalszego kontaktu z Cormackiem, czy bardziej irytował go mężczyzna, który właśnie ten punkt zaczepienia jej zaoferował.

June Harrison

DJ Solitary - Cell by date feat Steve, Derek, and some bloke off the nonce wing

: czw paź 01, 2026 2:05 am
autor: June Harrison
Przez krótką chwilę, June ogarnęło zwątpienie we własne możliwości aktorskie oraz strach, że być może Cormack zdołał ich przejrzeć, wyczuwając na kilometr ich zamiary. Zbyt dobrze to wszystko rozgrywał. Zbliżał się do Harrison, jakby próbował ją tym onieśmielić, ale równocześnie nie na tyle, by ten nieco zmniejszony dystans między nimi zaczął jej przeszkadzać.
Możliwe też, że to tylko jej paranoje, a Matt nie miał o niczym pojęcia i takie zachowanie było dla niego całkowice naturalne. Jednak śledcza, przez swoją nadmierną ostrożność, musiała brać pod uwagę każdy prawdopodobny scenariusz i być gotowa na wszystko. Nikt nie lubił być zaskakiwany w podobnych sytuacjach, a teraz szczególnie starała się tego uniknąć, bo zbyt wiele było do stracenia. Sprawdzenie Cormacka to jedyny plan, jaki z Letexierem mieli; brakowało jakichkolwiek innych tropów, co chyba obojgu powoli spędzało sen z powiek.
— W takim razie jest nas dwoje, Matt — skomentowała z lekkim uśmiechem stwierdzenie mężczyzny o tym, że nie wierzył w przypadki. Nie wchodziła mu w słowo, mając nadzieję, że jakimś cudem z jego ust wymsknie się w końcu coś, co nie powinno. Coś, co utwierdzałoby w przekonaniu, że maczał w tym wszystkim palce albo chociaż miał na ten temat informacje. Tak się jednak niestety nie stało. Jeśli rzeczywiście coś wiedział, to naprawdę dobrze się z tym krył. Na szczęście dla niego, nie wypił też na tyle dużo, by sprzedać June jakieś smaczki. To też, paradoksalnie, była w jakimś stopniu dobra wiadomość dla kobiety, bowiem oznaczało to tyle, że detektyw nie nawijał tylko dlatego, że alkohol rozwiązał mu język, ale dlatego, że Harrison, w jego odczuciu, była najwyraźniej godna zaufania. Tak, to na pewno dobry znak.
— Jak to? — odezwała się z udawanym zdumieniem, ocierającym się wręcz o rozbawienie, mimo że w całej tej sytuacji trudno było doszukać się czegokolwiek śmiesznego — W jaki sposób mogliby się dowiedzieć? — zaryzykowała, zarówno pytaniem, jak i rozejrzeniem się po sali, co mogłoby sugerować, że miała już na ten temat pewne podejrzenia. Cormack jednak, z jakiegoś powodu, zdecydował się to totalnie zignorować i tym razem nie odpowiedział. Może celowo. Może przez pomysł, który chyba właśnie w tamtym momencie zrodził się w jego głowie. Wizja spotkania z Harrison sam na sam przez moment mogła zaćmić jego umysł. Mimo to, nie zachowywał się jak typowy, obśliniony na jej widok zwyrol, co się jej spodobało. Był miły, ale nie zbyt miły i nie przeginał, potrafiąc w bardzo subtelny sposób wyrazić swoje zainteresowanie.
Na początku, uśmiechnęła się tylko tajemniczo na jego słowa. Nie zamierzała dawać mu tej satysfakcji, a na pewno nie tak łatwo. Korzystając z okazji, że przez kilka sekund uwaga mężczyzny była skupiona na kelnerze, niemal automatycznie zwróciła swoje spojrzenie na wicekomendanta. Nie szukała potwierdzenia ani aprobaty dla swoich działań. Wiedziała, że postępuje dobrze, bo cel został poniekąd przez nią osiągnięty. Chyba po prostu było jej raźniej z myślą, że Scott nadal tam był, że nadal czuwał. Uspokajało ją to.
— W pełni się zgadzam — przyznała, nie do końca zadowolona z tego, że jej rozmowa z detektywem została przerwana, ale jednak wdzięczna, że nie oddalił się bez pożegnania — Drinków mi już dzisiaj chyba wystarczy — uśmiechnęła sie szeroko, unosząc lekko szklankę, pełną bliżej niezidentyfikowanego trunku, który wcześniej dla niej zamówił — Ale za to chętnie coś zjem. Tym bardziej w twoim towarzystwie — dodała zaraz kokieteryjnie, mając nadzieję, że podczas kolejnej rozmowy, gdzie będzie znacznie mniej gliniarzy wokół, Matt otworzy się przed nią jeszcze bardziej.
Gdy zostawił ją samą, jej wzrok ponownie spoczął na wicekomendancie, który nadal był zajęty rozmową. Skinęła głową dyskretnie na potwierdzenie, że wszystko było w porządku i tak, jakby chciała go do siebie przywołać. Nie podszedł od razu. Zauważyła jak przez chwilę obserwował Cormacka, wyczekując chyba odpowiedniego momentu. W końcu jednak, gdy uznał, że minęło wystarczająco dużo czasu, znów stanął twarzą w twarz ze śledczą. Z trudem powstrzymała się od uśmiechu.
— Zaproponował spotkanie — zaczęła cicho i pociągnęła łyk ze szklanki, błądząc wzrokiem po sali — Zabiera mnie na kolację, więc może zdołam dowiedzieć się czegoś więcej.


Scott Letexier

DJ Solitary - Cell by date feat Steve, Derek, and some bloke off the nonce wing

: pn paź 05, 2026 9:44 am
autor: Scott Letexier
Wicekomendant przez kilka kolejnych minut prowadził rozmowę z oficerem, który najwyraźniej był bardzo zadowolony z faktu, że udało mu się przykuć uwagę samego Letexiera. Scott odpowiadał mu rzeczowo, od czasu do czasu przytakując, ale jego uwaga i tak uciekała w stronę June. Nie robił tego ostentacyjnie. Wystarczyły krótkie spojrzenia rzucane pomiędzy kolejnymi zdaniami, by kontrolować sytuację.
Dlatego kiedy Harrison skinęła na niego dyskretnie głową, nie potrzebował żadnego dodatkowego sygnału. Skończył rozmowę z oficerem możliwie naturalnie, rzucając na odchodne kilka uprzejmych słów, po czym ruszył w stronę June. Nie chciał, żeby wyglądało to tak, jakby przez cały ten czas czekał tylko na moment, w którym będzie mógł podejść właśnie do niej, dlatego nie spieszył się. W pewnym sensie nawet dobrze, że odsunął się wcześniej. Teraz mógł zachowywać się tak, jakby przypadkiem znalazł się w pobliżu.
Kiedy usłyszał jej słowa, przez moment po prostu na nią patrzył.
- Zabrać cię na kolację? - powtórzył cicho, unosząc lekko brew. To było jedno z tych pytań, które samo w sobie nie oznaczało niczego szczególnego, a jednak Scott poczuł nieprzyjemne ukłucie gdzieś pod żebrami. Wiedział przecież od początku, że właśnie po to ją tutaj wysłał. To miało się wydarzyć. Miała wzbudzić zainteresowanie Cormacka, miała doprowadzić do spotkania poza policyjnym otoczeniem, miała zyskać jego zaufanie. A jednak czym innym było zaakceptowanie tego jako elementu planu, a czym innym usłyszenie od niej, że inny mężczyzna zamierza zabrać ją na kolację.
- Widzę, że nie marnujesz czasu - w jego głosie dało się wychwycić rozbawienie, choć pod nim kryło się coś jeszcze. Coś, czego sam Scott wolałby nie uzewnętrzniać zbyt mocno. Przez chwilę przyglądał się jej, jakby chciał upewnić się, że wszystko rzeczywiście przebiegło zgodnie z planem. - To dobrze - dodał w końcu. - Właśnie o taki punkt zaczepienia nam chodziło - zrobił krótką pauzę, po czym spojrzał na nią nieco uważniej. - Tylko uważaj. Cormack jest rozmowny, ale nie głupi - przechylił lekko głowę. - Nie próbuj wyciągnąć z niego wszystkiego podczas jednego wieczoru. Lepiej, żeby po kolacji chciał zobaczyć cię jeszcze raz - brzmiało to rzeczowo i profesjonalnie. Dokładnie tak, jak powinno brzmieć. W środku jednak skręcało go na myśl o tym, że June będzie przebywać w towarzystwie Cormacka. Z drugiej strony... jakiekolwiek męskie towarzystwo wokół Harrison powodowało, że Letexierowi drgała lekko brew.
- I Harrison - odezwał się ciszej, po czym na sekundę zawiesił głos. - Nie rób niczego, czego nie będziesz chciała - zaznaczył, chcąc przypomnieć jej, że choć jej misja była ważna, tak nie postawi jej ponad dobrą policjantkę, jaką June niewątpliwie była. Warto było więc jej o tym przypomnieć, by nie miała wątpliwości, że Scott nie oczekuje od niej zaprzedania duszy diabłu.
Sam fakt, że podszedł do niej po tym, jak Cormack odszedł, był już wystarczająco ryzykowny. Gdyby ktoś zaczął się zastanawiać, dlaczego zastępca komendanta poświęca tak wiele uwagi jednej ze swoich podwładnych, cała misternie zbudowana przykrywka mogłaby zacząć się rozsypywać. A Scott nie zamierzał dopuścić do tego tylko dlatego, że przez chwilę poczuł ukłucie zazdrości. Dlatego cofnął się o krok. Tym razem nawet nie próbował przedłużać rozmowy.
- Baw się dobrze. I... wyglądasz obłędnie - posłał jej jeszcze krótkie, spokojne spojrzenie, po czym odwrócił się i wrócił w stronę pozostałych gości, zanim ktokolwiek zdążył zauważyć, że właśnie przez kilka chwil poświęcał June znacznie więcej uwagi, niż powinien. Zostawił ją samą z jej nowym planem, chociaż doskonale wiedział, że przez resztę wieczoru będzie zerkał w jej stronę częściej, niż było to konieczne. Nie mogli jednak ryzykować ujawnienia się, więc mimo chęci spędzenia tego wieczoru tylko z nią, musiał wrócić do odgrywania roli przykładnego wicekomendanta.

June Harrison

zt oboje