Strona 1 z 1

DJ Solitary - Cell by date feat Steve, Derek, and some bloke off the nonce wing

: czw sie 13, 2026 8:34 am
autor: Scott Letexier
Scott Letexier nie przepadał za tego rodzaju uroczystościami. Oficjalne przemowy, uściski dłoni, kieliszki unoszone w górę przy okazji kolejnych awansów i niekończące się rozmowy, w których więcej było uprzejmości niż szczerości - wszystko to należało do tej części służby, której zwyczajnie nie dało się uniknąć. Tego wieczoru jednak nie zamierzał narzekać.
Miał na sobie galowy mundur, dopracowany w każdym szczególe. Wszystkie oznaczenia, dystynkcje i odznaczenia zastępcy komendanta policji Toronto sprawiały, że trudno było pomylić go z kimkolwiek innym. Scott zdążył już zamienić kilka słów z ludźmi, których znał od lat, kiedy jego spojrzenie zupełnie przypadkiem przesunęło się po sali i zatrzymało. Na June.
Przez krótką chwilę naprawdę zabrakło mu słów. Nie spodziewał się, że zobaczy ją właśnie taką. Kreacja, którą wybrała, była elegancka, kobieca i jednocześnie na tyle wyrazista, że na moment cały gwar sali zdawał się zejść gdzieś na dalszy plan. Scott patrzył na nią odrobinę zbyt długo, jak człowiek, który potrzebuje sekundę więcej, żeby przypomnieć sobie, że powinien jednak coś powiedzieć.
W końcu odzyskał spokój. Kącik jego ust uniósł się lekko, a w spojrzeniu pojawiło się rozbawienie.
- Harrison - odezwał się, podchodząc bliżej. - Muszę przyznać, że przez moment zupełnie zapomniałem, co chciałem powiedzieć - zatrzymał się obok niej i spojrzał na nią jeszcze raz, tym razem już znacznie pewniej. - Wyglądasz… naprawdę zjawiskowo - w jego głosie nie było przesadnej kurtuazji charakterystycznej dla podobnych imprez. Brzmiało to raczej jak szczere stwierdzenie, które może i nie było właściwe w tym miejscu oraz przy ich różnicy rang, ale w tym momencie go to nie interesowało. Przecież nikt poza nią tego nie słyszał.
Scott pozwolił sobie na jeszcze jedno spojrzenie po sali, jakby upewniał się, że nikt akurat nie próbuje go wciągnąć do kolejnej oficjalnej rozmowy. Dopiero wtedy znów skupił uwagę na June. Nie wspomniał ani słowem o Mattcie Cormacku. O zadaniu, które powierzył jej kilka dni wcześniej. O człowieku z wydziału narkotykowego, którego nazwisko nie powinno paść przy żadnych oficjalnych rozmowach. To nie było miejsce na takie kwestie. Na razie była tylko uroczystość, muzyka, lampki odbijające się w wysokich oknach ratusza i pierwsza próba zrobienia czegoś, czego nie dało się znaleźć w żadnych aktach.
Już teraz żałował, że wybrał ją do tego zadania. Nie tylko przez wzgląd na niebezpieczeństwo, jakie się z nim wiązało, ale także... przez zazdrość. Wiedział bowiem, do czego Harrison będzie musiała się posunąć, by zbliżyć się do Cormacka. I to mu się bardzo nie podobało. Mimo to, nie dał po sobie tego w żaden sposób poznać.
- Zanim pochłoną mnie kolejne rozmowy o polityce i budżetach, masz ochotę na kieliszek szampana w towarzystwie starego pierdziela? - spytał z rozbawieniem i choć było to ryzykowne, wszak Cormack w każdej chwili mógł na nich spojrzeć i wyciągnąć pewne wnioski, tak Letexier nie potrafił odmówić sobie chociaż tej chwili w towarzystwie June. Prawda była taka, że to jej oczekiwał, to ją chciał zobaczyć i to ona skradła całe show, będąc najpiękniejszą osobą w tym budynku. Zauważył też kolczyki. Te, które jej kupił w prezencie. Choć nie wyraził tego w żaden sposób, tak w duchu mocno się uśmiechnął.
Uniosł lekko kieliszek, który trzymał w dłoni.
- Więc… jak się bawisz? - zaczął, będąc ciekaw tego, jak blondynka odnajduje się pośród policyjnych oficjeli. Celowo też nie zaczynał tematu Cormacka, bo nie mogli ryzykować. Oboje znali swoje role w tej mistyfikacji i od teraz działali już tylko na swoim instynkcie oraz zaufaniu.

June Harrison

DJ Solitary - Cell by date feat Steve, Derek, and some bloke off the nonce wing

: śr sie 26, 2026 10:03 pm
autor: June Harrison
June także nie przepadała za podobnymi imprezami i raczej ich unikała, o ile obecność nie była obowiązkowa. Kontaktu z niektórymi współpracownikami i przełożonymi miała zdecydowanie wystarczająco w godzinach pracy, stąd też nie szukała go specjalnie poza nią. W dodatku, te oficjalne uroczystości źle się jej kojarzyły i za każdym razem przypominały jej jak niewiele jeszcze zdążyła w swojej zawodowej karierze osiągnąć.
Tym razem także nie planowała brać w tym udziału, zanim Letexier nie poprosił jej o pomoc przy pewnej sprawie. Było to coś, przy czym już wcześniej wspólnie pracowali, ale niestety jak dotąd, nie udało im się wykryć osoby odpowiadającej za wyciek informacji do grupy przestępczej. Śledztwo specjalnie powołanej do tego przez Scotta grupy, stanęło nagle w miejscu, ze względu na brak jakichkolwiek dowodów. Kret doskonale zacierał po sobie ślady. Nie udało się nawet przypisać tego przecieku pod żaden konkretny wydział, a to znacznie ułatwiłoby im sprawę i zawęziło chociaż trochę krąg podejrzanych.
Harrison zgodziła się na propozycję zastępcy komendanta właściwie w ciemno, nim zdążył powiedzieć jej o swoich przypuszczeniach i przedstawić swój plan, bo miała świadomość, że już od dawna to wszystko spędza mu sen z powiek. Zadanie jakie jej powierzył wydawało się proste - zbliżyć się do Cormacka za wszelką cenę. No dobrze, może nie za wszelką cenę. Miała się do niego po prostu przymilać, zdobyć jego zaufanie, wyciągnąć informacje... Wiedziała, że nie uda im się zdziałać nic wielkiego na jednej imprezie, a w sprawie nie nastąpi prawdopodobnie żaden przełom, ale był to dobry start.
Początkowo trzymała się nieco z boku, starając się nie rzucać w oczy. Nie zagadywała nikogo, nie podchodziła, po prostu obserwowała. Dyskretnie. Nie tylko Matta, ale też ludzi z jego najbliższego otoczenia. Wodziła wzrokiem za każdym, kto choćby na chwilę pojawił się przy detektywie i zamienił z nim słowo.
Komendancie — odpowiedziała automatycznie, witając się z nim skinieniem głowy. Widok Letexiera w pięknym, galowym mundurze zaparł jej na moment dech w piersi. Może to dlatego, że rzadko widywała go w takim wydaniu. Wyglądał naprawdę dobrze.
To jest nas dwoje - pomyślała i na szczęście nie wypowiedziała tego na głos, a uśmiechnęła się tylko lekko. Rzeczywiście, patrząc na niego, do głowy nie przychodziło jej nic mądrego i przez chwilę zapomniała po co tam się w ogóle znalazła.
Dziękuję. Pan również, komendancie — odpowiedziała bardzo grzecznie i z wyraźnym dystansem, na wypadek gdyby jednak ktoś przysłuchiwał się ich rozmowie. Dopiero wtedy rozejrzała się powoli, a gdy miała już pewność, że może wypowiadać się swobodnie, przesunęła wzrokiem raz jeszcze po sylwetce mężczyzny i dodała, ciszej — Naprawdę, Scott. Ten mundur. Niezwykle ci w nim… do twarzy.
Sama miała na sobie długą, czarną suknię, która może nie odkrywała zbyt wiele ciała, ale znakomicie podkreślała figurę policjantki. Nie przesadzała tego wieczoru z dodatkami i biżuterią, choć nie mogła sobie odmówić założenia kolczyków, które dostała od Letexiera. Nie chciała odróżniać się zbytnio od tłumu, ale chyba za bardzo jej to nie wyszło, skoro według Scotta wyglądała zjawiskowo. Pozostawało mieć tylko nadzieję, że detektyw z narkotykowego będzie myśleć podobnie.
Nie śmiałabym odmówić — odparła rozbawiona, słysząc jak znów nazywa się „starym pierdzielem” — Dobrze, a ty? Czuję jednak, że prawdziwa zabawa dopiero się zacznie — odparła z błyskiem w oku, a na jej ustach pojawił się tajemniczy uśmiech. Od czasu do czasu, pozwalała sobie zerkać w stronę ich podejrzanego, pilnując, by nie zniknął jej nagle z pola widzenia. Liczyła na to, że alkohol załatwi za nią połowę roboty i nieco rozwiąże język detektywa, bo z tego co do tej pory zauważyła, wlewał w siebie drinki jak szalony.
Postarajmy się nie wyglądać na… za bardzo zaprzyjaźnionych, na wypadek gdyby Matt-… — zaczęła cicho i nagle urwała, gdy rozglądając się po sali, napotkała spojrzenie Cormacka.
Nie spanikowała. Nie zrobiła przerażonej miny. Nie upuściła kieliszka z wrażenia. Wszystko było pod kontrolą.
Starała się wyglądać naturalnie i tak, jakby była zupełnie rozluźniona. Jakby absolutnie niczego nie knuła. Posłała mu uprzejmy uśmiech i w końcu zwróciła swe oczy ku rozmówcy.
Właśnie patrzy prosto na nas, nie odwracaj się — powiedziała spokojnie, tak jakby mówiła o pogodzie i wzięła mały łyk szampana, kątem oka zauważając jak mężczyzna rusza z miejsca — …i chyba tu idzie, więc lepiej szybko wczuj się w tego starego pierdziela i zacznij przynudzać — poleciła i ponownie zbliżyła kieliszek do ust.


Scott Letexier

DJ Solitary - Cell by date feat Steve, Derek, and some bloke off the nonce wing

: czw sie 27, 2026 8:49 am
autor: Scott Letexier
Słysząc jej pierwsze, oficjalne "Komendancie", Scott ledwie powstrzymał rozbawienie. Doskonale rozumiał, dlaczego zachowywała dystans. W takim miejscu każde zbyt swobodne zachowanie mogło zostać zauważone, a później zinterpretowane na dziesięć różnych sposobów. Mimo wszystko przez krótką chwilę przemknęła mu przez głowę myśl, że wolałby usłyszeć własne imię niż kolejne przypomnienie o randze, która w tej chwili bardziej ciążyła niż imponowała. Nie mógł jednak narzekać. Nie wtedy, gdy June wyglądała tak, jak wyglądała.
Jej odpowiedź sprawiła, że przez moment jego spojrzenie zatrzymało się na niej z czymś więcej niż tylko zawodowym zainteresowaniem. Słowa o tym, że mundur dobrze mu leży, przyjął z lekkim uniesieniem brwi, a później uśmiechnął się pod nosem. Doskonale wiedział, ile wysiłku wymagało od niej zachowanie odpowiedniego dystansu, dlatego tym bardziej docenił tę cichą, prywatną uwagę.
- Dobrze wiedzieć - odpowiedział równie cicho, bez złośliwości w głosie, pozwalając sobie na krótkie, rozbawione spojrzenie. - Dzięki - przyznał, choć przyjmowanie komplementów dotyczących własnego wyglądu z pewnością nie było jedną z cech, które Letexier posiadał, co zresztą widać po jego odpowiedzi.
Nie ciągnął jednak tego tematu. June przyszła tutaj nie po to, żeby wymieniać się komplementami, a już tym bardziej nie po to, by oboje mogli przez cały wieczór udawać, że towarzystwo drugiej osoby jest jedynym powodem ich obecności. Jej kolejne słowa sprawiły, że spojrzał na nią nieco uważniej.
- Nie wiem, Harrison. Patrząc na ludzi w tej sali, obstawiałbym raczej, że prawdziwa zabawa skończyła się jakieś 15 minut temu - uśmiechnął się, ale szybko spoważniał. Wiedział dokładnie, co miała na myśli. Przede wszystkim jednak wiedział, że ta cała "zabawa" była dla niej czymś zupełnie innym niż dla pozostałych osób obecnych w ratuszu. June nie przyszła tutaj po drinki, rozmowy i możliwość pochwalenia się nowym mundurem czy awansem. Zgodziła się wejść w coś, czego nie można było wpisać do żadnych akt, a Scott doskonale zdawał sobie sprawę z odpowiedzialności, którą na nią zrzucił. To właśnie dlatego gdzieś pod powierzchnią całego tego wieczoru cały czas tliło się w nim poczucie winy.
Nie powiedział jej wtedy wszystkiego przypadkiem. Najpierw musiał wiedzieć, czy w ogóle będzie gotowa się tego podjąć. Gdy zgodziła się niemal natychmiast, przez chwilę zastanawiał się nawet, czy nie powinien wycofać się z całego pomysłu. Im dłużej jednak prowadził własne obserwacje, tym bardziej dochodził do wniosku, że ktoś taki jak June mógł być dla Cormacka kimś całkowicie niepozornym. Młoda policjantka. Inteligentna. Spostrzegawcza. Piękna. Naturalna. Innymi słowy: magnes na facetów. Problem polegał na tym, że im dłużej patrzył na June tego wieczoru, tym mniej podobała mu się myśl, że będzie musiała zbliżyć się do innego mężczyzny.
Jej pytanie o to, jak sam się bawi, wyrwało go jednak z tych rozważań.
- Mam właśnie przed sobą kilka godzin udawania, że naprawdę interesuje mnie rozmowa o awansach, budżecie i reorganizacji wydziałów. Jak widzisz, jestem człowiekiem, który wie, jak się bawić - w jego głosie znów pojawiło się rozbawienie. - Ale szczerze? Cieszę się, że przyszłaś - tym razem powiedział to zupełnie bez żartu. Na tyle spokojnie, że mogła potraktować to zarówno jako zwykłą uwagę przełożonego, jak i coś bardziej osobistego. I oboje wiedzieli, że nie mówił tego wyłącznie przez fakt, że przystała na tak ciężką misję. Nie zdążył jednak niczego dopowiedzieć, bo June zaczęła mówić ciszej. Scott od razu zrozumiał, o co chodzi. Nie musiała nawet kończyć zdania.
Kiedy wspomniała o tym, żeby nie wyglądali na zbyt zaprzyjaźnionych, Scott przytaknął. Przez cały wieczór miał zamiar zachowywać się dokładnie tak, jak powinien zachowywać się zastępca komendanta wobec jednej z policjantek. Żadnych nadmiernych gestów. Żadnej przesadnej uwagi. Żadnych rozmów, które mogłyby sprowokować pytania. I właśnie dlatego, gdy June nagle urwała i oznajmiła, że Cormack na nich patrzy, Scott nie odwrócił głowy.
Pierwszym odruchem było spojrzenie w stronę detektywa, ale natychmiast go powstrzymał. Zamiast tego uniósł kieliszek do ust i napił się szampana, jakby właśnie usłyszał coś absolutnie nieistotnego.
- Naturalnie - mruknął.
Dopiero kiedy June dodała, że Cormack ruszył w ich stronę i zasugerowała mu, żeby zaczął "przynudzać", Scott musiał naprawdę mocno powstrzymać śmiech. Spojrzał na nią z niedowierzaniem.
- Przynudzać? - powtórzył cicho. - Nie od wczoraj jestem zastępcą - dodał, pozwalając sobie przez chwilę na lekki uśmiech, po czym momentalnie przybrał znacznie bardziej oficjalną minę. Nie patrzył na Cormacka bezpośrednio. Obserwował go kątem oka, analizując sposób poruszania się, tempo kroków i przede wszystkim to, na kim skupiony był jego wzrok. A kiedy detektyw znalazł się już wystarczająco blisko, Scott odłożył kieliszek na pobliski stolik i zwrócił się do June, jakby właśnie przypomniał sobie coś bardzo ważnego.
- Wiesz, że zeszłoroczny projekt zmian w strukturze wydziałów był absolutnie fatalny? - powiedział z przesadną powagą. - Gdyby ktoś zapytał mnie o zdanie, powiedziałbym, że budżet nie został odpowiednio wykorzystany. Najdelikatniej mówiąc - było to na tyle nudne i jednocześnie wiarygodne, że Scott sam musiał przyznać w duchu, iż June miała rację. Mógł naprawdę zanudzić człowieka na śmierć.
Po kilku sekundach jednak jego wyraz twarzy nieznacznie się zmienił. Cormack był już tuż obok. Scott odwrócił się w jego stronę i uśmiechnął uprzejmie.
- Matt - skinął mu głową. - Dobrze cię widzieć. Mam nadzieję, że korzystasz z wieczoru bardziej niż ja - dopiero wtedy spojrzał na June. - Znasz detektywa Cormacka? - zapytał tonem pozbawionym jakiegokolwiek podtekstu. - Matt, to June Harrison. Śledcza, a być może niedługo także detektyw wydziału ds. zabójstw, o ile przejdzie obóz przetrwania Swanson - krótka pauza. - Harrison, detektyw Matt Cormack. Wydział Narkotykowy - Scott cofnął się o pół kroku, zostawiając im przestrzeń. Nie zamierzał prowadzić tej rozmowy za nią. Jeżeli jego przypuszczenia dotyczące Cormacka były słuszne, June właśnie dostała pierwszą, najważniejszą okazję.
A Scott? Scott zamierzał patrzeć. Nie na June, na Cormacka. Na jego twarz, kiedy po raz pierwszy przyjrzy się jej dokładniej. Na sposób, w jaki odpowie. Na to, czy zna jej nazwisko. Czy zainteresuje go bardziej niż zwykła koleżanka z pracy. Czy może wcześniej zwrócił już na nią uwagę. I przede wszystkim - czy będzie próbował ukryć coś pod warstwą zwyczajnej, policyjnej uprzejmości. Jako komendant na to liczył. Jako facet... niekoniecznie.

June Harrison