Feel it still
: czw sie 13, 2026 9:55 am
- Can't keep my hands to myself
Think I'll dust 'em off, put 'em back up on the shelf
No dobrze... To nie był szczyt marzeń na występ, ale zawsze to koncert. Co z tego, że lokal bardziej przypominał dom kultury niż klub, a scena była nią głównie z nazwy. Koncert to koncert. Przynajmniej poza Emptiness, które przechodziło mały remont po pożarze. Koncert to koncert...
Przez moment Rae patrzyła sceptycznie na starszą parę siedzącą w pierwszym rzędzie, na składanych krzesełkach, ale chwilę potem pozwoliła sobie na to, by odpłynąć w swój własny występ.
- Ooh woo, I'm a rebel just for kicks, now
I've been feeling it since 1966, now
Might be over now, but I feel it still
Widownia na moment przestała istnieć, kiedy emocje same zaczęły wypływać, a Rae poruszała się w rytm piosenki. Zadziorna, odrobinę zmysłowa. Ale przede wszystkim prawdziwa, dokładnie w tym momencie, w którym była. Ludzie sami wstawali z krzeseł, przytupując przy tym, jakby jej głos, uśmiech i spojrzenia były najlepszą zachętą do dobrej zabawy na koncercie. Publiczność zadziwiająco szybko reagowała, jakby przyszła tutaj także dla niej, a nie tylko dla zespołu, który miał grać po Rae. Utwór w jej wykonaniu nakręcał się coraz bardziej, aż przy ostatnim wybuchu refrenu nie było już w klubie ani jednej osoby, która nie byłaby w tym koncercie, zamiast na nim.
Emocje powoli opadły, a cały koncert okazał się naprawdę udanym. Małe afterparty zmieniło się w szum, który dla niej był trudny do zniesienia. Ale musiała tu być. Chociażby dlatego, że od czasu do czasu ktoś potrzebował z nią pogadać. Tak zwany networking, nawet w branży muzycznej, a może szczególnie w niej? Komplementy, które niewiele dla niej znaczyły, bo znacznie prawdziwiej brzmiało, kiedy ktoś mówił, że przychodzi na prawie każdy jej koncert. Uśmiechy i gratulacje świetnego występu. „Jesteś tak inna na scenie” — kwitowane tajemniczym uśmiechem.
Tak naprawdę na scenie była prawdziwa. Teraz udawała kogoś, kim nie była. Czujna. Próbująca nawigować w gąszczu ludzi, słów i uśmiechów.
Jasper Porter
Think I'll dust 'em off, put 'em back up on the shelf
No dobrze... To nie był szczyt marzeń na występ, ale zawsze to koncert. Co z tego, że lokal bardziej przypominał dom kultury niż klub, a scena była nią głównie z nazwy. Koncert to koncert. Przynajmniej poza Emptiness, które przechodziło mały remont po pożarze. Koncert to koncert...
Przez moment Rae patrzyła sceptycznie na starszą parę siedzącą w pierwszym rzędzie, na składanych krzesełkach, ale chwilę potem pozwoliła sobie na to, by odpłynąć w swój własny występ.
- Ooh woo, I'm a rebel just for kicks, now
I've been feeling it since 1966, now
Might be over now, but I feel it still
Widownia na moment przestała istnieć, kiedy emocje same zaczęły wypływać, a Rae poruszała się w rytm piosenki. Zadziorna, odrobinę zmysłowa. Ale przede wszystkim prawdziwa, dokładnie w tym momencie, w którym była. Ludzie sami wstawali z krzeseł, przytupując przy tym, jakby jej głos, uśmiech i spojrzenia były najlepszą zachętą do dobrej zabawy na koncercie. Publiczność zadziwiająco szybko reagowała, jakby przyszła tutaj także dla niej, a nie tylko dla zespołu, który miał grać po Rae. Utwór w jej wykonaniu nakręcał się coraz bardziej, aż przy ostatnim wybuchu refrenu nie było już w klubie ani jednej osoby, która nie byłaby w tym koncercie, zamiast na nim.
Emocje powoli opadły, a cały koncert okazał się naprawdę udanym. Małe afterparty zmieniło się w szum, który dla niej był trudny do zniesienia. Ale musiała tu być. Chociażby dlatego, że od czasu do czasu ktoś potrzebował z nią pogadać. Tak zwany networking, nawet w branży muzycznej, a może szczególnie w niej? Komplementy, które niewiele dla niej znaczyły, bo znacznie prawdziwiej brzmiało, kiedy ktoś mówił, że przychodzi na prawie każdy jej koncert. Uśmiechy i gratulacje świetnego występu. „Jesteś tak inna na scenie” — kwitowane tajemniczym uśmiechem.
Tak naprawdę na scenie była prawdziwa. Teraz udawała kogoś, kim nie była. Czujna. Próbująca nawigować w gąszczu ludzi, słów i uśmiechów.
Jasper Porter