Live her Johnny, live her!
: czw sie 13, 2026 10:24 am
Robbie miał wpaść do domku Diane na kilka dni, żeby złapać oddech przed dalszą częścią sezonu. Niestety, jak to zwykle bywało latem, Blue Jays grali non stop. Wyrwać kilka dni? Nie było szansy, tym bardziej, że ktoś mu zaprzątał głowę.
Ale jeden dzień mógł! Wychodził z założenia, że cała drużyna potrzebowała chwilki oddechu przed dalszymi trudami sezonu. Jeden dzień na żaglówce był idealnym rozwiązaniem. Zwłaszcza że jego stara łódka stała zwodowana od początku lata. Była jedyną rzeczą, którą odziedziczył po ojcu. Korzystał z niej zdecydowanie za rzadko, jak na to, by utrzymywać jej stałe miejsce w porcie. Ale takie momenty jak ten wynagradzały wszystko. Zdecydowanie powinien zabrać na łódkę Tiny.
Wiatr przyjemnie muskał twarz, poruszając włosami. Córka Diane opalała się, drzemiąc na dziobie łódki, a oni mogli rozmawiać w kokpicie.
- Fajnie, że udało nam się złapać ten czas. Jak Wam się podobają wakacje nad jeziorem? - rzucił, przyglądając się przyjaciółce.
Sam już nie pamiętał, jak to jest spędzać lato w takim miejscu. Właściwie, od kiedy skończył szkołę i zaczął grać w baseball, nie miał czasu na takie zabawy. Walka o miejsce w drużynie, późniejsza kontuzja, powrót do zdrowia i kolejna walka o miejsce w składzie trenerskim odebrały mu szansę na bycie zwykłym, młodym chłopakiem zabierającym dziewczyny nad wodę.
- Uważaj na głowę! - powiedział, szykując łódkę do zwrotu.
Bom wraz z żaglem spokojnie przewędrował nad ich głowami, kiedy łódka zmieniała swój kurs, płynąc dalej na środek wielkiego jeziora. A na jego twarzy gościł uśmiech, którego przyjaciółka nie widziała od dawna. Jakby nie był spięty, chociaż dalej jego myśli uciekały gdzieś daleko. Dzisiaj po prostu nie było bólu ani leków. Był dzień pełen słońca, wiatru. Przyjaciół i wspomnień tej drugiej randki, która wcale randką nie była, ale koniec końców była. Jak to się stało, że pewna dwudziestolatka mu tak bardzo weszła w głowę?
Diane Walker
Ale jeden dzień mógł! Wychodził z założenia, że cała drużyna potrzebowała chwilki oddechu przed dalszymi trudami sezonu. Jeden dzień na żaglówce był idealnym rozwiązaniem. Zwłaszcza że jego stara łódka stała zwodowana od początku lata. Była jedyną rzeczą, którą odziedziczył po ojcu. Korzystał z niej zdecydowanie za rzadko, jak na to, by utrzymywać jej stałe miejsce w porcie. Ale takie momenty jak ten wynagradzały wszystko. Zdecydowanie powinien zabrać na łódkę Tiny.
Wiatr przyjemnie muskał twarz, poruszając włosami. Córka Diane opalała się, drzemiąc na dziobie łódki, a oni mogli rozmawiać w kokpicie.
- Fajnie, że udało nam się złapać ten czas. Jak Wam się podobają wakacje nad jeziorem? - rzucił, przyglądając się przyjaciółce.
Sam już nie pamiętał, jak to jest spędzać lato w takim miejscu. Właściwie, od kiedy skończył szkołę i zaczął grać w baseball, nie miał czasu na takie zabawy. Walka o miejsce w drużynie, późniejsza kontuzja, powrót do zdrowia i kolejna walka o miejsce w składzie trenerskim odebrały mu szansę na bycie zwykłym, młodym chłopakiem zabierającym dziewczyny nad wodę.
- Uważaj na głowę! - powiedział, szykując łódkę do zwrotu.
Bom wraz z żaglem spokojnie przewędrował nad ich głowami, kiedy łódka zmieniała swój kurs, płynąc dalej na środek wielkiego jeziora. A na jego twarzy gościł uśmiech, którego przyjaciółka nie widziała od dawna. Jakby nie był spięty, chociaż dalej jego myśli uciekały gdzieś daleko. Dzisiaj po prostu nie było bólu ani leków. Był dzień pełen słońca, wiatru. Przyjaciół i wspomnień tej drugiej randki, która wcale randką nie była, ale koniec końców była. Jak to się stało, że pewna dwudziestolatka mu tak bardzo weszła w głowę?
Diane Walker