fight or flight or freezing
: sob sie 15, 2026 1:15 am
i've been in this world
i know 'bout sin
Cholera.
Kto by pomyślał, że z jednego silly pomysłu, który narodził się po pijackiej eskapadzie Benjiego, wyniknie coś takiego? Chłopak rzucił wtedy telefonem tak o, w górę, twierdząc, że jego telefon jest niczym ta cegiełka nokia za starych czasów(chlip chlip? i'm that old???) i się przecież nie rozjebie… well… telefon się rozjebał. A ekranik, na którym jeszcze chwilę wcześniej tak pięknie prezentował się słodki selfiaczek jego i jego przyjaciela Ayaana, zamienił się w rozpikselizowane coś… co… hmm, właściwie nie dało się tego zbytnio opisać. No ale anyways, tak czy owak, dzięki tej eskapadzie i temu jakże tragicznemu zdarzeniu powstała nazwa jego zespołu - The P!x3ls! Może też trochę dlatego, że uwielbiał Sex Pistols, ale ciii.
Odłożył gitarę na bok, przeciągając się, by po chwili wysunąć telefon z kieszeni. Już właściwie na pamięć, trochę na oślep, wiedział, który kontakt należał do Ayana, więc wybrał jego numer i nagrał mu wiadomość głosową, bo nie wiedział, co tamten aktualnie robił, okej? - Aya, weź rusz się po mnie. Za jakąś godzinę będę na Coxwell Avenue, pójdziemy na plażę, przyniosę piwko i blancika i wiem, wiem, jesteś sportowcem, wschodzącą gwiazdą, blablabla, nie powinieneś, no ale z przyjacielem się nie napijesz??? - parsknął pod nosem. - Muszę ponarzekać ci na Abbs. Nie wiem, coś nam się nie klei. Już nawet nie wspomnę o tym, że od dłuższego czasu muszę się wysilać, żeby mi stanął, a jest piękna… hot… Kurwa, co ze mną nie tak? - westchnął, przejeżdżając dłonią po twarzy. Kurde, uwielbiał ją. Kochał… chyba? Zależało mu na niej, naprawdę mu zależało, no ale ostatnimi czasy jego wzrok zatrzymywał się o ciapkę dłużej na mężczyznach niż właśnie na swojej dziewczynie. A Aya… jego orzechowa karnacja, ciemne oczy i te włosy, w które mógłby wszczepić swoje długie palce…
Ja pierdolę, Thallman, o czym ty myślisz?
Odchrząknął szybko, jakby Ayaan miał jakimś cudem usłyszeć jego 'grzeszne' myśli. - Dobra, see ya! - mruknął i rozłączył się, odwracając do swojego zespołu. - No na co się gapicie? - burknął pod nosem, zanim zgarnął butelkę piwa i otworzył ją o kant stołu, po czym upił kilka większych łyków. - Coś ty się tak speszył? - rzucił jeden z nich. - A co cię to kurwa obchodzi? Nie speszyłem się - machnął ręką. - Idę się spotkać z Ayą, biorę sześciopak - oznajmił, chwytając piwo i ruszając w kierunku miejsca, gdzie mieli się spotkać.
Oparł się o murek, wyciągnął fajki i odpalił jedną, zaciągając się mocno i zastanawiając, o co mu do jasnej petronelki chodziło ostatnimi czasy. To musiał być jakiś kryzys egzystencjalny. Może sława uderzyła mu do głowy? W końcu mieli całe jedenaście fanów, a to już był breakthrough, co nie? Jeszcze moment i zaczną ich rozpoznawać w lokalnym walmarcie, cholibka. Wypuścił dym z płuc i dopiero wtedy dostrzegł swojego przyjaciela. - No siema, gotowy na romantyczny wieczór? - uniósł brew, parskając śmiechem, zanim zgasił niedopałek podeszwą i podszedł do Ayaana, przytulając go szybko. Tak po kumpelsku, o. Zupełnie normalnie. Chociaż cholernie dobrze pachniał. Dobra, nie. Pachniał jak zwykle. Odsunął się od niego i podrapał po swojej bujnej czuprynie, próbując nawet nie analizować tego, dlaczego w ogóle zwrócił na to uwagę. - To co, idziemy? - wskazał głową kierunek drogi, chwycił sześciopak i ruszył obok niego, tak po prostu idąc ramię w ramię ze swoim przyjacielem, aż w końcu dotarli do celu. Eh.
Aya
i know 'bout sin
Kto by pomyślał, że z jednego silly pomysłu, który narodził się po pijackiej eskapadzie Benjiego, wyniknie coś takiego? Chłopak rzucił wtedy telefonem tak o, w górę, twierdząc, że jego telefon jest niczym ta cegiełka nokia za starych czasów(chlip chlip? i'm that old???) i się przecież nie rozjebie… well… telefon się rozjebał. A ekranik, na którym jeszcze chwilę wcześniej tak pięknie prezentował się słodki selfiaczek jego i jego przyjaciela Ayaana, zamienił się w rozpikselizowane coś… co… hmm, właściwie nie dało się tego zbytnio opisać. No ale anyways, tak czy owak, dzięki tej eskapadzie i temu jakże tragicznemu zdarzeniu powstała nazwa jego zespołu - The P!x3ls! Może też trochę dlatego, że uwielbiał Sex Pistols, ale ciii.
Odłożył gitarę na bok, przeciągając się, by po chwili wysunąć telefon z kieszeni. Już właściwie na pamięć, trochę na oślep, wiedział, który kontakt należał do Ayana, więc wybrał jego numer i nagrał mu wiadomość głosową, bo nie wiedział, co tamten aktualnie robił, okej? - Aya, weź rusz się po mnie. Za jakąś godzinę będę na Coxwell Avenue, pójdziemy na plażę, przyniosę piwko i blancika i wiem, wiem, jesteś sportowcem, wschodzącą gwiazdą, blablabla, nie powinieneś, no ale z przyjacielem się nie napijesz??? - parsknął pod nosem. - Muszę ponarzekać ci na Abbs. Nie wiem, coś nam się nie klei. Już nawet nie wspomnę o tym, że od dłuższego czasu muszę się wysilać, żeby mi stanął, a jest piękna… hot… Kurwa, co ze mną nie tak? - westchnął, przejeżdżając dłonią po twarzy. Kurde, uwielbiał ją. Kochał… chyba? Zależało mu na niej, naprawdę mu zależało, no ale ostatnimi czasy jego wzrok zatrzymywał się o ciapkę dłużej na mężczyznach niż właśnie na swojej dziewczynie. A Aya… jego orzechowa karnacja, ciemne oczy i te włosy, w które mógłby wszczepić swoje długie palce…
Ja pierdolę, Thallman, o czym ty myślisz?
Odchrząknął szybko, jakby Ayaan miał jakimś cudem usłyszeć jego 'grzeszne' myśli. - Dobra, see ya! - mruknął i rozłączył się, odwracając do swojego zespołu. - No na co się gapicie? - burknął pod nosem, zanim zgarnął butelkę piwa i otworzył ją o kant stołu, po czym upił kilka większych łyków. - Coś ty się tak speszył? - rzucił jeden z nich. - A co cię to kurwa obchodzi? Nie speszyłem się - machnął ręką. - Idę się spotkać z Ayą, biorę sześciopak - oznajmił, chwytając piwo i ruszając w kierunku miejsca, gdzie mieli się spotkać.
Oparł się o murek, wyciągnął fajki i odpalił jedną, zaciągając się mocno i zastanawiając, o co mu do jasnej petronelki chodziło ostatnimi czasy. To musiał być jakiś kryzys egzystencjalny. Może sława uderzyła mu do głowy? W końcu mieli całe jedenaście fanów, a to już był breakthrough, co nie? Jeszcze moment i zaczną ich rozpoznawać w lokalnym walmarcie, cholibka. Wypuścił dym z płuc i dopiero wtedy dostrzegł swojego przyjaciela. - No siema, gotowy na romantyczny wieczór? - uniósł brew, parskając śmiechem, zanim zgasił niedopałek podeszwą i podszedł do Ayaana, przytulając go szybko. Tak po kumpelsku, o. Zupełnie normalnie. Chociaż cholernie dobrze pachniał. Dobra, nie. Pachniał jak zwykle. Odsunął się od niego i podrapał po swojej bujnej czuprynie, próbując nawet nie analizować tego, dlaczego w ogóle zwrócił na to uwagę. - To co, idziemy? - wskazał głową kierunek drogi, chwycił sześciopak i ruszył obok niego, tak po prostu idąc ramię w ramię ze swoim przyjacielem, aż w końcu dotarli do celu. Eh.
Aya